Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 100-199. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 100-199. Pokaż wszystkie posty
Liliput, czyli jeden akapit o książkach #3

lipca 04, 2022

Liliput, czyli jeden akapit o książkach #3

Dziewczyna z konbini - Sayaka Murata

Bardzo dużo osób zachwyca się tą książką i nie powiem, że nie jest ona ciekawa, ale... w sumie to taki średniaczek. Jest sobie dziewczyna, która pracuje w konbini, czyli sklepie mniej więcej takim jak nasza Żabka. Niczego więcej nie chce od życia, nie potrzebuje urlopu, zamiast herbaty pije sam wrzątek. Inni ludzie kompletnie nie rozumieją tego, że właśnie taki sposób funkcjonowania jej odpowiada. I z jednej strony jest to książka, która skłania do refleksji nad własnym życiem, zapytaniem, czy pogoń za tym, co chcemy zdobyć jest naprawdę taka istotna, to osoby oczekujące po tej opowieści jakiejś akcji po prostu się rozczarują, gdyż nic takiego nie wystąpi. Dlatego - bez zachwytu z mojej strony, ale też nie mogę powiedzieć, żeby była to zła lektura.


Ocena: 5/10 | Liczba stron: 144


Vicious: Nikczemni - V.E. Schwab

Za książkę V.E. Schwab chwyciłam po wieeeeelu pozytywnych opiniach w Internecie. I wiecie co? Książka była taka sobie. Trochę denerwowało mnie przeskakiwanie między przeszłością i teraźniejszością, a żaden z bohaterów jakoś nie podbił mojego serca. Pomysł na fabułę wydawał się dobry, ale w ostateczności nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak na innych. Z tą autorką miałam do czynienia jeszcze przy okazji Niewidzialnego życia Addie LaRue, ale też obyło się bez zachwytu. Także odpuszczę sobie inne jej książki.

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 448

 

Przebudzeni - Colleen Houck

Z książkami Colleen Houck miałam styczność przy serii pt. Klątwa tygrysa, która ogromnie mi się podobały (ostatni tom wywołał we mnie morze łez). Od tamtego czasu nawet nie słyszałam, żeby w Polsce zostało wydane coś, co wyszło spod jej pióra, aż tu nagle się okazało, że owszem i to nawet trylogia. Przeczytałam pierwszy tom i podobał mi się, ale nie była to książka, która w jakikolwiek sposób wnosi coś nowego do książkowego świata. Ot, nastoletni romans z mitologią w tle.

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 488


Stowarzyszenie umarłych poetów - Nancy H. Kleinbaum

Ta książka na mojej półce stała baaaaaaardzo długo, nawet kiedyś miałam do niej z dwa podejścia, ale nie doczytałam dalej, niż kilka pierwszych stron. I powiem tak - niczego w moim życiu ta lektura nie zmieniła. Nie wywołała we mnie żadnych głębszych emocji, żadnych refleksji. Jedynie utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie powinno pisać się książek na podstawie filmu.

 

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 160


Śmierć pani Westaway - Ruth Ware

Autorstwa Ruth Ware przeczytałam w zeszłym roku książkę "Pod kluczem" i trzymała mnie ona w napięciu niemal od początku do końca. W związku z tym byłam bardzo ciekawa innych książek autorki i tego, co może wymyślić. Nie było źle, ale nie było też najlepiej. Przede wszystkim powiedziałabym, że Śmierć pani Westaway jest raczej kryminałem niż thrillerem, a akcja znacznie mniej intryguje niż w "Pod kluczem". Ciekawie się czytało, ale bez większego parcia na poznanie zakończenia. Przede mną jeszcze jedna książka Ware, jestem ciekawa, czy bliżej jej będzie do Śmierci pani Westaway czy do Pod kluczem.

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 480

#52 Ze snu... - Maya M. Lancewicz

kwietnia 19, 2022

#52 Ze snu... - Maya M. Lancewicz

    Uwielbiam Włochy. Jeśli myślę o kraju, do którego mogłabym wyjechać kiedyś na stałe to właśnie słoneczna Italia. Kiedyś nawet uczyłam się włoskiego, ale niestety była to krótka przygoda, do której cały czas chciałabym wrócić. W każdym razie prócz włoskich lodów (ale tych prawdziwych, a nie z maszyny) nie pogardzę też książką, której akcja ma miejsce właśnie we Włoszech. Opis powieści, o której chcę dzisiaj Wam powiedzieć, dość mocno zachęca, aby zapoznać się z jej treścią. Wskazuje na trochę romansu i trochę kryminału, w których ostatnio bardzo się lubuję. Nic, tylko czytać.

    Lavinia Monetti jest niewidomą policjantką, lecz choć w dzień pomaga przy tropieniu przestępców, to co noc do jej mieszkania przychodzi nieproszony nieznajomy, który prócz obserwowania bohaterki nie robi nic więcej. Pewnego dnia w pracy Lavinia odbiera telefon, a rozmówca informuje ją o zaginięciu dwóch osób z rodziny Challeri. Problem w tym, że głos ze słuchawki wydaje się znajomy…

    Mam ogromny problem z tą książką. Ale od początku. Co mi się podobało? Przede wszystkim pomysł, by główna bohaterka była niewidoma i wyszczególnienie faktu, że w związku z tym ma bardzo dobrze rozwinięty zmysł słuchu i dotyku. Ten pomysł wraz z faktem, iż jest ona policjantką otwiera szerokie pole do popisu. Po drugie fakt, że „Ze snu…” pokazuje, że mimo niepełnosprawności można być pełnoprawnym członkiem społeczeństwa i wykonywać zawód użyteczności publicznej. Koniec. Potem już było tylko źle.

    Lavinię co noc odwiedza nieznajomy, który tylko i wyłącznie się w nią wpatruje, nie odzywa się, niczego nie kradnie, nie dotyka jej. Każda normalna osoba byłaby tym przerażona, zamykałaby drzwi, zgłosiłaby to (przypominam, że główna bohaterka jest policjantką!), ale nie ona. Lavinia zaczyna się cieszyć i ekscytować, praktycznie nie mogąc się doczekać tych codziennych wizyt. To nie jest normalne. Zwłaszcza, że gdzieś po drodze pojawiają się jeszcze myśli o stosowaniu wobec niej przemocy. W zasadzie niezdrowa radość odnośnie przemocy występuje kilkukrotnie.

    „Ze snu…” nie miało chyba żadnej, dosłownie żadnej korekty. Nie jestem w tym względzie profesjonalistką, ale skoro takiemu laikowi jak ja, zaczęły przeszkadzać ciągłe błędy i powtórzenia to musi być naprawdę źle. W pewnym momencie przestałam skupiać się na fabule, ponieważ ciągle wychwytywałam pojedyncze słówka albo określenia, które pojawiały się dosłownie co zdanie. Gdybym miała zakreślać te miejsca to połowa tej książeczki byłaby zaznaczona. Rzeczą, która mnie pokonała, była „mimika twarzy”, jakby mimika mogłaby być jeszcze gdzie indziej. Do tego wszystkiego bardzo razi fakt, że Maya M. Lancewicz bardzo mocno podkreśla wszystkie czynności wykonywane przez bohaterów – którą ręką podrapali się po lewej części głowy, na którą stronę biurka prawą ręką położyli dokumenty, czy że bohaterka na swoich ramionach poczuła nacisk, tak jakby mogła go poczuć na ramionach innej osoby. O tym, że synonimy istnieją autorka również zapomina.

    Kompletnie nie rozumiem sensu dwóch wstawek z życia pań Miodownik, które wybrały się na pogrzeb w Warszawie. Nie ma to absolutnie nic wspólnego z pozostałą częścią książki.

    Od jakiegoś czasu zwracam uwagę na to, by książki miały odpowiednią proporcję dialogów do opisów. Niestety, w przypadku „Ze snu…” przeważają głównie opisy, a dialogów jest jak na lekarstwo. Większość fabuły dzieje się w głowach bohaterów, niż w akcji, co sprawia, że licząca ok 150 stron książka momentami się dłuży i brakuje jej dynamiki.

    Bardzo żałuję tego, że „Ze snu…” poszło w tę, a nie inną stronę. Pomysł na to, by policjantka była niewidoma i musiała rozwiązać zagadki kryminalne – świetny. Właśnie te momenty, kiedy akcja działa się wokół rozwiązywania sprawy były najbardziej interesujące. Cała reszta – nie. Nawet kiedy tylko myślę o tym, że główną bohaterkę ekscytowały nocne wizyty jakiegoś faceta, to mną trzęsie. Gdyby tylko Maya M. Lancewicz bardziej skupiła się na wątku Challerich to całość mogłaby być fantastyczna (po odpowiednio zrobionej korekcie, oczywiście).

    „Ze snu…” to niewykorzystany potencjał. Szkoda.

Ocena: 2/10
Liczba stron: 149

#30 Jądro ciemności - Joseph Conrad

lipca 26, 2021

#30 Jądro ciemności - Joseph Conrad

*w razie gdyby na tę opinie trafili jacyś uczniowie to proszę jej nie używać w żadnym szkolnym referacie, bo prawdopodobnie nie dostaniecie dobrej oceny, a tak w ogóle to najlepiej przejdźcie do ostatniego akapitu recenzji, wszystko Wam wyjaśni*


   
Nie wiem, czy już kiedykolwiek o tym wspominałam, ale przestałam czytać lektury w gimnazjum, kiedy mój zapał pokonali Krzyżacy na jednej z pierwszych pięćdziesięciu stron. Potem przeczytałam jeszcze tylko "Małego księcia", ale to byłoby na tyle. Do końca szkoły średniej z lektur nie przeczytałam już nic. I wiecie co? Nic a nic nie żałuję. Chociaż przyznam się, że miałam próby przeczytania w technikum "Chłopów", ale pokonała mnie scena, w której matka chciała założyć dziecku czapkę z kutasikami (nie oceniajcie, byłam nastolatką). Do "Jądra ciemności", które dziś Wam przedstawię również się kiedyś przymierzałam, ale już nawet nie pamiętam powodu, przez który nie dokończyłam czytać.

"Jestem łagodny jak nowonarodzone dziecię, ale nie lubię, aby mi dyktowano, co mam robić."

    Wyjątkowo dziś posłużę się opisem wydawcy, aby w kilku zdaniach streścić fabułę i za chwilę wyjaśnię dlaczego.

„Jądro ciemności” to opowieść o podróży do kresu cywilizowanego świata i granicach własnej wyobraźni. Marlow, główny bohater powieści, tak jak sam Conrad przed laty, podróżuje rzeką niewielkim parostatkiem przez ogromną i pełną niebezpieczeństw afrykańską dżunglę, by dotrzeć do legendarnego agenta kolonii, Kurtza. Im bliżej celu, tym świat staje się mroczniejszy, wydarzenia coraz mnie zrozumiałe, a zło bliższe i niepokojąco wytłumaczalne.
Podróż do serca dżungli, pełna okrutnych epizodów nieodwracalnie zmienia bohatera, stając się w istocie wyprawą do najmroczniejszych zakątków własnej duszy. A spotkanie z umierającym Kurtzem kończy się obłędem, zbliżając bohatera do tytułowego jądra ciemności."


   
Dzisiejsza opinia będzie krótka, ponieważ najlepszym wyjściem w moim życiu byłoby to, w którym nigdy nie wróciłabym do tej książki. Strata czasu i papieru, żal drzew, które zostały wycięte, żeby tę książkę wydrukować. Nie jestem w stanie opisać, o czym ta książka w ogóle była, bo przechodziło się od jednej sceny do drugiej w takim tempie, że wystarczyło mrugnąć i już nie wiadomo było, gdzie się jest. Żeby ogarnąć fabułę musiałam przeczytać sobie potem streszczenie i podziwiam osobę, która spośród tych zdań wyciągnęła jakiś sens.

    Wydanie, które miałam (nie)przyjemność czytać miało tylko 88 stron, ale lektura zajęła mi długie godziny. Ściana tekstu, praktycznie zero dialogów, niewielkie marginesy i mała czcionka, czyli wszystko, co utrudnia czytanie i tak nieciekawej książki. Dramat.

    Ciężko wyobrazić sobie głównego bohatera jako żywego człowieka. Ja wiem i rozumiem, że kiedy ta książka została napisana to w ogóle były inne czasy, że to, co dzisiaj jest niedopuszczalne wtedy było normalnością i na porządku dziennym, ale... Kompletnie nie rozumiem, jak autor bez żadnej refleksji mógł opisać scenę, w której Murzyn* bity jest batem, a Marlow patrzy na to bez jakiegokolwiek śladu emocji. Leją go to leją, bez znaczenia. W ogóle w tej książce brak mi jakichkolwiek przemyśleń, sucha opowieść. 

    Jedną jedyną zaletą tej książki jest fakt, że można ją zaliczyć do tych rozwijających słownictwo, ale to naprawdę jest w mojej ocenie jedyna cecha, która broni "Jądra ciemności".

    Nie polecam, nie czytajcie tego. Jeśli jest to Wasza lektura szkolna to przeczytajcie streszczenie, szkoda czasu, jest mnóstwo fantastycznych powieści czekających na odkrycie. 

Ocena: 1/10
Ilość stron: 88

*Dla mnie to słowo jest neutralne.

#5 Pośredniczka - Meg Cabot

kwietnia 15, 2021

#5 Pośredniczka - Meg Cabot

    Kiedy byłam nastolatką i spędzałam całe wakacje na ogródku z kumpelą najlepiej czytało mi się młodzieżówki i romansidła, i paranormal romance. W każdym razie przez moje ręce przewinęło się wiele takich książek, które pochłaniałam w jedno popołudnie. Ale o większości zdążyłam już zapomnieć i jak czasem trafiam na nie w czeluściach internetu to jestem zaskoczona, że kiedykolwiek ich dotykałam, nie mówiąc już o spędzeniu z nimi kilku godzin.

    Częściowo tak mam właśnie z książkami Meg Cabot. Pamiętam, że czytałam i mi się podobały, ale w zasadzie nie pamiętam o czym konkretnie były, z wyjątkiem paru szczegółów. Także postanowiłam się odrobinę odmóżdżyć i przypomnieć sobie książeczki, którymi kiedyś się zachwycałam i przy których dobrze się bawiłam, w związku z czym zaczęłam od serii Pośredniczka.

    Długo zastanawiałam się, jak to rozwiązać pod kątem recenzji, czy zrobić opinię zbiorczą czy osobne, ale stwierdziłam, że te sześć książek mogłoby równie dobrze zostać wydane jako jedna grubsza powieść, więc tekst będzie tylko jeden.

Zamiary są jednak tyle warte, co ludzie, którzy je mają.

    W pierwszej części poznajemy główną bohaterkę o imieniu Susannah, która przeprowadza się z Nowego Jorku do Kalifornii, ponieważ jej mama ponownie wyszła za mąż. Susannah nie jest jednak zwykłą nastolatką, posiada umiejętność widzenia, rozmawiania i wchodzenia w inne interakcje z duchami. Dowiadujemy się tego w momencie, kiedy okazuje się, że w jej pokoju w nowym domu mieszka 150letni duch. Pierwszego dnia w nowej szkole Suze wchodzi w zatarg z Heather, niebezpiecznym duchem dziewczyny, która zmarła krótko wcześniej i nie może pogodzić się z faktem, że jej chłopak nie jest już jej chłopakiem. Razem z ojcem Dominikiem starają się przekonać dziewczynę, że co się stało to już się nie odstanie. 

Ocena: 6/10
Liczba stron: 190

    W drugiej części Suze nawiedza duch, który chce, aby przekazał komuś wiadomość. Nic dziwnego, skoro Suze jest Pośrednikiem. Główna bohaterka rozpoczyna śledztwo mające doprowadzi do tego, by dowiedzieć się, kto jest adresatem wiadomości, przy okazji nawiązując bliższą relację z jednym z najprzystojniejszych i najpopularniejszych chłopaków w całej szkole. Co na to Jesse, duch mieszkający w jej pokoju? Odpowiedź w książce.

Ocena: 6/10
Liczba stron:198

    W trzeciej części do Suze przyjeżdża przyjaciółka z Nowego Jorku, podczas wizyty w sklepie Suze zauważa grupkę duchów próbujących ukraść skrzynkę piwa. Okazuje się, że są to uczniowie liceum z sąsiedniego miasta, którzy zginęli w wypadku samochodowym. Suze bada okoliczności ich śmierci, w czym pomaga jej Jesse de Silva i ojciec Dominik. Czy z wypadkiem na punkcie widokowym, w którym zginęli nastolatkowie maczał palec pewien niepozorny uczeń z klasy Suze?

Ocena: 6/10
Liczba stron: 198

    Czwarta część ma swoje miejsce podczas wakacji, podczas których Susannah pracuje w hotelu jako opiekunka do dzieci. Poznaje tam ośmiolatka, który tak jak ona i ojciec Dominik jest pośrednikiem. W międzyczasie toczy walkę z byłą narzeczoną Jesse'go, która wróciła jako duch, aby powstrzymać prace budowlane, które ujawniłyby tajemnicę śmierci Jesse'go, W całej historii swoje role odegra nie tylko Suze i ojciec Dominik, ale też i nowo odkryty pośrednik... i jego brat!

Ocena:  6/10
Liczba stron: 214

    W przedostatniej części Susannah przy pomocy Paula odkrywa, że pośrednictwo to nie tylko pomoc duchom w przejściu na drugą stronę zasłony. Problem w tym, że Paul jednocześnie chce pomóc Suze, umówić się z nią i... pozbyć się Jesse'go. W tym tomie jest najmniej akcji, fabuła skupia się raczej na relacjach pomiędzy bohaterami i odkrywaniu tajemnic daru posiadanego przez Susannah i Paula.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 182

    W ostatniej części Susannah próbuje zapobiec wydarzeniom, które sprawiłyby, że nigdy nie pozna i nie zakocha się w Jesse'm. Czwarty wymiar ma w sobie bardzo dużo akcji i jej zwrotów, a także zupełnie niespodziewane zakończenie. 

Ocena:6/10
Liczba stron: 205

    Gdybym była sobą sprzed dziesięciu lat prawdopodobnie byłabym zachwycona tą serią i z marszu moje ocena to byłoby 10/10, arcydzieło. Teraz jednak jestem trochę starsza, zdecydowanie bardziej krytyczna i trudno mnie zachwycić. Jednakże podczas ponownej lektury bardzo dobrze się bawiłam, chociaż raczej typowo nastoletnie problemy mnie już definitywnie nie dotyczą i niektóre sytuacje w tej serii wydały mi się bardzo żenujące

    Główna bohaterka to twardzielka, mimo tego że przejmuje się takimi rzeczami jak pryszcz, ubrania od projektantów czy brak chłopaka. Ale trudno jej nie lubić, a Jesse'go nie kochać. Myślę, że jego postać (jak z resztą innych męskich wykreowanych przez Meg Cabot) jest przynajmniej częściowo odpowiedzialna za wymagania, jakie dorosła ja stawia mężczyznom w swoim życiu. I nawet teraz - po dziesięciu latach - uważam, że w Pośredniczce było go zdecydowanie za mało!

    Nie wiem, jakie przerwy między pisaniem kolejnych części miała Meg Cabot, ale odrobinę irytujące było to, że w  książce rozpoczynającej serię cała akcja odegrała się w ciągu czterech dni pierwszego tygodnia, druga część według głównej bohaterki rozgrywała się w następnym tygodniu, ale odnosząc się do wydarzeń z Heather opisywała je tak, jakby czas pomiędzy był dłuższy. Tak samo było z kolejnymi częściami. Prawdopodobnie jeśli nie czytałabym ich jedna po drugiej w ogóle nie zauważyłabym tego. Swoją drogą to gdyby ktoś miał kilkumiesięczne przerwy między tomami to autorka robi wstawki, kto jest kim i co się stało, także raczej nie miałby problemu z przypomnieniem sobie, co się działo wcześniej.

    Język w tek serii jest prosty, młodzieżowy. Większość problemów jest raczej błaha dla dorosłego człowieka, ale dla nastolatków są to - bardzo prawdopodobne - małe końce świata. Trzeba na to przymknąć oko, jak się czyta młodzieżówki. Jak już wcześniej wspominałam cykl mógłby zostać połączony w jedną książkę, ale z drugiej strony jej grubość mogłaby przerażać młodzież po nią sięgającą.

    Seria nie jest przeznaczona dla mojej kategorii wiekowej, bo - powiedzmy sobie szczerze - jestem już na nią za stara, ale bawiłam się świetnie przypominając sobie, o czym każda część jest i kibicując związkowi Pośredniczki i ducha, i chociaż znałam zakończenie (chociaż o szczegółach wydarzeń do niego prowadzących zapomniałam) to i tak trzymałam kciuki, żeby wszystko się udało.

    Czy polecam? Tak i nie. Polecam nastolatkom, które chcą poczytać coś lekkiego z nutą fantastyki. Nie polecam za to dorosłym, bo problemy przedstawione w serii o Pośredniczce prawdopodobnie wydadzą im się zbyt infantylne w porównaniu z problemami życia codziennego.
Tak tak już wcześniej powiedziałam, dziesięć lat temu seria dostałaby 10/10 i zaklasyfikowana jako arcydzieło, a teraz 6/10, bo jest tylko i aż dobra. 

Ocena całej serii: 6/10

PS: Jako ciekawostka powiem, że pierwszy tom serii wyszedł w 2001 roku, co oznacza, że ma już 20 lat!  

Copyright © Let's read! , Blogger