Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
#57 Ekstra rok z życia introwertyczki - Jessica Pan

kwietnia 30, 2022

#57 Ekstra rok z życia introwertyczki - Jessica Pan

    Jestem introwertyczką. Byłam nią od zawsze, a uświadomiłam sobie to dopiero wtedy, kiedy po raz kolejny po spotkaniu ze znajomymi musiałam trochę odpocząć od nich w zupełnej ciszy i pobyć sama ze sobą. Przebywanie we własnym towarzystwie kompletnie nie jest dla mnie problemem. Pominę milczeniem również fakt, że kiedy moi rówieśnicy balowali w piątki i soboty w dyskotekach to ja wolałam spędzać wieczór z książką. Zawsze też byłam aktywna w różnych wydarzeniach typu szkolne akademie, ale zamiast na scenie wolałam być za kulisami. Przykładów mojego introwertyzmu mogłabym wymieniać i wymieniać, ale nie o to tutaj chodzi. Przyszłam opowiedzieć wam o książce napisanej przez skrajną introwertyczkę, która postanowiła zmienić swoje życie.
"A zatem ktoś uznał cię za idiotkę. Koniec. Życie płynie dalej. Na świecie żyją miliony ludzi, z całą pewnością trafi się ktoś, kto uzna cię za idiotkę i nic wielkiego się nie stanie."
   Jess postanowiła odwrócić swoje życie do góry nogami i przez rok zachowywać się zupełnie odwrotnie do tego, jak było to dotychczas. Jessica dała sobie rok na zachowywanie się jak ekstrawertyczka – poznawanie nowych ludzi, występowanie na scenie, wyjeżdżanie w pojedynkę, w skrócie – chciała wyjść ze swojej strefy komfortu, space bubble, przełamać postawione sobie samej bariery. Chciała przekonać się, czy ludziom odważnym funkcjonuje się w świecie łatwiej.

    Przede wszystkim muszę powiedzieć, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Popełniłam błąd nie wczytując się w opis książki przed lekturą, ponieważ myślałam, że będzie to fikcja literacka, a nie relacja z życia autorki. Ale był to błąd, którego wcale nie żałowałam, ponieważ tę książkę czyta się tak, jakbym na żywo słuchała autorki i jej opowieści o roku, w którym postanowiła być ekstrawertyczką. Rzadko kiedy jestem w stanie wczuć się w czyjąś postać, ale przy czytaniu „Ekstra rok z życia introwertyczki” co chwilę w mojej głowie pojawiała się myśl „o kurczę, też tak mam!”. Fajnie tak się dowiedzieć, że nie tylko mnie przerażają pewne czynności, które innym przychodzą bez większego trudu. Co prawda czasem miałam wrażenie, że autorka nie jest tylko „zwykłą” introwertyczką, a bardzo skrajną, w kierunku fobii społecznej. Choć Jessice Pan rok próby życia jak ekstrawertyczka dość mocno pomógł to jeśli np. płaczecie przed próbą wykonania telefonu do jakiejś instytucji to rozważcie wizytę u psychologa. Taka konsultacja na pewno nie zaszkodzi, a jedynie pomoże. Podczas lektury często też śmiałam z przygód autorki, w końcu nikt nie powiedział, że wszystko szło gładko jak po maśle! Ale żeby przekonać się, co autorce wyszło, a co nie to musicie sami sięgnąć po tę książkę.

    Trochę brakowało mi reakcji najbliższych autorki na jej eksperyment z zmianą życia. Zdarzały się fragmenty, kiedy opowiadała o tym, że mąż pomagał jej się przygotować do występu na scenie, ale nie było nic o tym, co myśli on na temat całego tego życiowego przewrotu. W końcu nie codziennie nasza połówka postanawia zmienić się o 180 stopni, samotnie podróżować i chodzić na przyjacielskie randki. Jednakże to tylko drobny minus, który nie wpływa na ogólny odbiór książki.

    Ogromnie żałuję, że wydawnictwo i tłumacz nie zdecydowali się na pozostawienie oryginalnego tytułu tej książki. „Sorry I'm Late, I Didn't Want to Come: One Introvert's Year of Saying Yes” (w moim luźnym tłumaczeniu - Przepraszam, że się spóźniłam, nie chciałam przyjść: rok mówienia „tak” introwertyczki). Pierwsza część tytułu idealnie odzwierciedla moje odczucia względem różnych spotkań grupowych. Nasz tytuł też jest fajny, ale oryginalny to esencja introwertyzmu.

    Jeśli szukacie czegoś lekkiego, co powoli Wam odetchnąć od własnego życia, a i być może zainspirować Was do działania – ta książka jest dla Was. Po długich zimnych miesiącach fajnie jest chwycić za książkę, która opowiada o prawdziwych wydarzeniach i prawdziwej przemianie osoby, z którą utożsamić może się każdy (no dobra, każdy introwertyk). Polecam gorąco, mnie „Ekstra rok z życia introwertyczki” bardzo się podobał.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 360
#37 Na zawsze, ale z przerwą - Taylor Jenkins Reid

sierpnia 19, 2021

#37 Na zawsze, ale z przerwą - Taylor Jenkins Reid

    Bywa czasem tak, że sięgam po jakąś książkę praktycznie nic o niej nie wiedząc, prócz gatunku, bo spodobał mi się tytuł. Tak było w przypadku książki, którą dzisiaj Wam przedstawię. Co prawda gdzieś na początku lektury przeczytałam sobie pobieżnie opis, ale nie wpłynęło to na moją chęć dalszego czytania. Żeby było zabawniej to dopiero po przeczytaniu i oznaczaniu książki jako przeczytanej, dowiedziałam się, że Taylor Jenkins Reid jest autorką bardzo popularnych w ostatnim czasie książek "Siedmiu mężów Evelyn Hugo" i "Daisy Jones & The Six". 

"Ja czekałam na kogoś, kto zwali mnie z nóg i sam również zostanie zwalony z nóg przeze mnie. Chciałam kogoś, kto nie będzie prowadził ze mną gierek, bo to oznaczałoby mniej czasu dla siebie nawzajem. Nie wiedziałam, czy taka osoba gdziekolwiek istnieje, ale byłam zbyt młoda, żeby się poddawać."

    Elsie i Ben poznali się pewnego deszczowego dnia, kiedy oboje postanowili zjeść pizzę. Była to niemalże miłość od pierwszego wejrzenia i od tamtego wieczoru byli nierozłączni. Intensywny związek rozwijał się szybko. Tak szybko, że kilka miesięcy później para stanęła na ślubnym kobiercu. Elsie Porter została wdową w niecałe dwa tygodnie po zawarciu małżeństwa. Po wypadku musi poradzić sobie z żałobą i dalszym życiem w pojedynkę.

    Prawdopodobnie każdy z nas przeszedł w swoim życiu przez żałobę. Mniejszą czy większą, ale doświadczył utraty innej osoby, tego ciężaru całego świata na barkach, który od teraz trzeba dźwigać samotnie. Książka jest podzielona na dwie części przeplatające się ze sobą. Jedna opowiada o rozwijającym się związku Elsie i Bena, jego intensywności i drodze do małżeństwa. Druga zaś przedstawia życie Elsie w żałobie i to, jak sobie z nią radzi.

    Książka w pewien sposób przypominała mi powieść Cecelii Ahern pt. "P.S Kocham Cię", w której główna bohaterka również musiała sobie poradzić z utratą męża i tak jak Elsie wracała do wydarzeń z przeszłości. Na tym jednak podobieństwa się kończą, ponieważ każda z nich musi sobie radzić z żałobą na swój sposób. 

    Z żałobą problem jest taki, że z jednej strony rozumiemy osobę, która ją przechodzi, a z drugiej strony chcielibyśmy, aby jak najszybciej się ona skończyła. Dlatego mam takie dwojakie odczucia dotyczące tej części. Bo jednocześnie było mi żal głównej bohaterki, że musi przechodzić prze tę całą sytuację, a z drugiej strony miałam ochotę powiedzieć, żeby przestała się już użalać i ruszyła dalej, a do tego irytowało mnie to, że czuje się niczym pępek świata i nikt nie ma prawa być szczęśliwy, bo ona nie jest. Rozumiecie, czyjeś cierpienie jest dla nas niekomfortowe, chcemy, aby ta osoba jak najszybciej wzięła się w garść, albo chociaż udawała, że to zrobiła.

   Część obejmująca rozwijający się związek nie wyróżniała się niczym szczególnym. Wątek romantyczny skonstruowany dobrze, chociaż bez jakichś ogromnych zachwytów. 

     Bohaterowie są prawdziwi. Bardzo polubiłam Bena, ale jedną z najlepiej skonstruowanych postaci jest teściowa Elsie - Susan. Wielowymiarowa, początkowo z piekła rodem. To ona jest najbardziej rzeczywista i przechodzi największą przemianę.

    Chyba najlepszym określeniem tej książki będzie to, że jest ona życiowa. Nie upiększa, ale też - mam wrażenie - nie wyolbrzymia żałoby. Warta jest przeczytania, polecam.


Ocena: 6/10
Liczba stron: 352

#25 Layla - Colleen Hoover

lipca 11, 2021

#25 Layla - Colleen Hoover

    Po lekturze November 9 nie czekałam długo, żeby zabrać się za czytanie kolejnej książki Colleen Hoover, ale nie miałam za bardzo ochoty na typowy romans, a niepokojący napis na okładce głoszący, że "tej miłości nie pokona nawet śmierć" wraz z opisem i mroczną okładką zapowiadały ciekawą i nie do końca konwencjonalną lekturę.

"Dobrze wiesz, że ci, którzy czytają, żyją dłużej. Chcesz umrzeć młodo?"

    Leeds i Layla poznali się podczas wesela jej siostry. Dziewczyna zauroczyła go już od pierwszego momentu, kiedy niczym się nie przejmując pląsała po parkiecie, kiedy on wraz z zespołem grał na scenie. Od tamtego spotkania Leeds i Layla byli praktycznie nierozłączni. Jednak pewnego wieczoru wydarzyła się tragedia, Layla została postrzelona przez psychofankę mężczyzny. Od tamtego momentu dziewczyna długo dochodzi do siebie i nic nie jest takie, jak wcześniej. Na domiar wszystkiego, w domu wynajmowanym przez Leedsa i Laylę zaczynają się dziać dziwne, nienaturalne rzeczy...

    Od praktycznie pierwszych stron nie lubiłam Leedsa i to uczucie trwało mniej więcej do 3/4 książki. W zasadzie bardzo zmartwiłabym się, gdyby pojawił się jakiś czytelnik, który zagłębiający się w fabułę go lubił. Szczerze powiedziawszy to muszę przyznać, że przez większość książki nie lubiłam żadnego z bohaterów. Layli za ciągłe użalanie się, Leedsa, ale nie powiem konkretnie za co, ponieważ nie chcę Wam zdradzać fabuły, Willow, i jej egzystencji kosztem Layli. Ale nie było to nielubienie od tak, bo miałam taki kaprys. To jest celowe działanie autorki, by zrzucić po raz kolejny na czytelnika emocjonalną bombę, poprzez rozwiązanie całej sytuacji w sposób, którego człowiek praktycznie by się nie domyślił.

    No właśnie, ilekroć myślałam, że coś wiem to Colleen Hoover wytrącała mi karty z ręki. Ciągle zastanawiałam się, jak będzie wyglądało zakończenie, a kiedy w końcu nadeszło było zaskakująco dobre. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim pomysłem na fabułę, chociaż odrobinę przypominało mi Intruza Stephenie Meyer, jednak Colleen Hoover wymyśliła coś nowego, świeżego. Ciężko jest powiedzieć cokolwiek o fabule, bez zdradzania jej szczegółów, więc aby przekonać się, dlaczego bohaterowie wywarli na mnie takie, a nie inne uczucia po prostu musicie przeczytać tę książkę, a myślę, że warto się z nią zapoznać.

    Zapewne powtórzę moje poprzednie opinie o książkach Colleen Hoover, ale to nie jest ostatnia jej książka, którą przeczytam. Autorka dostarcza mi całej gamy emocji i nie pozwala się nudzić. Jestem zdziwiona, że tak długo zwlekałam z przeczytaniem czegoś, co wyszło spod jej rąk, ponieważ jest ona popularna już od dobrych kilku lat. Polecam tę książkę, jeśli macie ochotę na książkę z lekkim dreszczykiem i niespodziewanym rozwinięciem!

Ocena: 6/10
Liczba stron: 320

#24 November 9 - Colleen Hoover

lipca 05, 2021

#24 November 9 - Colleen Hoover

    Po lekturze It ends with us wiedziałam, że to nie ostatnia książka Colleen Hoover, po którą sięgnę. Leciałam akurat na wakacje i szukałam czegoś lekkiego i przyjemnego do poczytania w podróży. Wybór padł na November 9. Po przeczytaniu opisu skojarzyła mi się z filmem, który kiedyś oglądałam, a był on o parze ludzi, którzy przekazywali sobie metalową puszkę i zakładali się np. o to, że nie będą się widzieć przez następnych dziesięć lat*. W związku z czym zaczęłam czytać.
 

"Nie mogę powiedzieć, że jej wybór złamał mi serce, bo to oznaczałoby, że wciąż mam całe serce, które można złamać."
    Fallon i Ben po raz pierwszy spotykają się w restauracji, kiedy on ratuje ją podczas nieprzyjemnego spotkania z ojcem. Historia jak z komedii romantycznej, ponieważ on udaje jej spóźnionego na spotkanie chłopaka i uciera nosa ojcu. Tego dnia postanowili spotykać się co rok, 9 listopada, a w pozostałe dni absolutnie się nie kontaktować. Co wyniknie z tej historii? Czy to pierwsze spotkanie było całkowicie przypadkowe?

    Początkowo czytało się bardzo lekko. Fallon i Ben okazali się całkiem przyjemnymi bohaterami i przez chwilę myślałam, że będzie to typowa młodzieżówka z bajowym zakończeniem, gdzie wszystko jest z góry ustalone i wiadomo, jak cała historia się zakończy. Jednak im dalej w las tym ciekawiej. Z każdym spotkaniem Ben i Fallona wychodzą na jaw nowe fakty na temat ich wzajemnej relacji i przeszłości obojga. Po nitce do kłębka docieramy do prawdy. Po raz drugi Colleen Hoover pozwoliła mi się bujać na huśtawce emocji, chociaż przyznam, że nie aż tak bardzo, jak w przypadku It end with us, ale wtedy poprzeczkę postawiła bardzo wysoko.

    Z jednej strony November 9 jest to urocza historia dwojga nastolatków, którzy mają przed sobą całe życie, mogących popełniać głupoty, a także mieć potencjalnie miliony różnych miłości, a z drugiej strony pod warstwą tej zwykłości kryje się historia wywołująca ciarki na skórze i zastanawianie się, co by było gdyby... 

    Zamysł autorki był taki, żeby opisywać tylko wydarzenia, które miały miejsce 9 listopada i tak też zrobiła, jednak ociupinkę brakowało mi tego, co działo się pomiędzy, mimo że bohaterowie opowiadali o wydarzeniach, które działy się w pozostałe 364 dni. Jednak jest to tylko moje subiektywne uczucie i innym czytelnikom w żaden sposób nie musi brakować żadnego dopowiadania.

    Miło tak od czasu do czasu przeczytać coś lekkiego, ale jednak z morałem. Huśtawka nastrojów, na którą wsadza mnie Colleen Hoover i jej poczucie humoru potrafią być uzależniające po drugiej** przeczytanej przeze mnie jej książce wiem, że chwycę po następne i to w niedalekim czasie. Bardzo gorąco polecam, jeśli jednocześnie macie się ochotę rozerwać i odrobinę poekscytować.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 336


*Po napisaniu recenzji znalazłam ten film, jego tytuł to "Miłość na żądanie"
** W zasadzie to przeczytałam kolejną jej książkę. Opinia o Layli w następnym poście :)
#16 It ends with us - Colleen Hoover

maja 28, 2021

#16 It ends with us - Colleen Hoover

    O książkach Coleen Hoover jest głośno już od bardzo dawna. Jeszcze kiedy funkcjonowałam w blogosferze 10 lat temu pojawiało się jej nazwisko dość często, a ja nigdy nie chwyciłam za żadną książkę tej autorki. Wydawało mi się, że jej książki to romansidła dla nastolatków i kompletnie mnie do nich nie ciągnęło. Ostatnio na moim bookstagramie zapytałam obserwujących o książki, które ich zachwyciły, jedną z odpowiedzi było "wszystkie książki Colleen Hoover", więc znalazłam pierwszą z brzegu na LubimyCzytać.pl, zaczęłam czytać... i przepadłam. Co ta książka zrobiła z moimi emocjami...

"Kiedy stoimy z boku, łatwo myśleć, że gdyby ktoś nas krzywdził, odeszlibyśmy od niego bez zastanowienia. Łatwo powiedzieć, że nie moglibyśmy kochać kogoś, kto nami poniewiera. To nie my czujemy miłość do tej osoby."

    Lily Bloom jest młodą kobietą, która w dzieciństwie doświadczyła przemocy domowej. Nigdy nie potrafiła zrozumieć matki, która nie odeszła od ojca, mimo że ten ją bił. Obiecała sobie, że nigdy nie dopuści do sytuacji, kiedy to ona będzie ofiarą przemocy. W życiu Lily pojawia się Ryle, przystojny neurochirurg, który jednakże nie jest zainteresowany związkami dłuższymi, niż na jedną noc. W życiu Lily oprócz Ryle pojawia się dawno niewidziany znajomy, którego powrót wywraca wszystko do góry nogami.

    Nie jestem w stanie opisać, co ta książka zrobiła z moimi wnętrznościami. Początkowo sądziłam, że to faktycznie będzie jakiś romans dla nastolatek, całkiem przyjemny nawet, momentami zabawny i trochę trzymający w napięciu. Ale to, co się podziało później wywróciło mi wszystko o 180 stopni. Przechodziłam od śmiechu przez szok do złości i z powrotem. Kompletna karuzela emocjonalna. Już dawno żadna książka nie podziałała na mnie tak, jak ta.

    Fabuła przedstawia nam zarówno wydarzenia dziejące się aktualnie, jak i te, które były w przeszłości, dzięki listom, które pisała Lily. Za ich pośrednictwem poznajemy historię znajomości z Atlasem oraz sytuację, jaka panowała w jej domu. Cóż, nie jest to łatwa tematyka i wydaje mi się, że nie jest często poruszana w książkach, po które mogą sięgnąć i nastolatkowie i dorośli, a przynajmniej ja raczej się z takimi powieściami nie spotkałam.

    Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani. Każde z nich ma swój charakter i każde ma w sobie coś, co można polubić. Na początku jedynie dziwiłam się matce głównej bohaterki, że przez wiele lat pozostawała w związku z mężczyzną, który ją bił. Zawsze mówię sobie, że gdyby mnie coś takiego spotkało (chociaż umówmy się, że mam nadzieję że nie) to byłby to pierwszy i ostatni raz, ale na dobrą sprawę nie wiem, jak zareagowałabym.

    Książka napisana jest lekkim językiem w bardzo przystępny sposób. Początkowo wydaje się, że to będzie klasyczny romans, w którym para poznaje się, zakochuje, po czym o coś się kłócą, rozstają, a potem do siebie wracają. Nic bardziej mylnego, a przynajmniej nie w takiej formie, jak można by to sobie wyobrażać. Jest to książka mimo wszystko głębsza, niż prosty romans i bardzo na tym zyskuje.

    Podczas czytania miałam ogromną karuzelę emocjonalną, co nie zdarzyło mi się od bardzo dawna, za co Colleen Hoover dostaje ogromnego plusa. Jestem pewna, że w najbliższym czasie sięgnę po inne jej książki. Dodatkowo cieszy mnie, że są to głównie powieści jednotomowe. Bardzo polecam przeczytać tę książkę.


Ocena: 9/10
Liczba stron: 352

Copyright © Let's read! , Blogger