sierpnia 30, 2021

#41 Franek i Finka. Cyrk martwych makabresek - Aneta Jadowska

#41 Franek i Finka. Cyrk martwych makabresek - Aneta Jadowska

sierpnia 30, 2021

#41 Franek i Finka. Cyrk martwych makabresek - Aneta Jadowska

    Do zeszłego roku nie sądziłam, że będę się zaczytywała w książkach jakiegokolwiek polskiego autora. I wtedy weszła Aneta Jadowska cała na biało. Zaczęłam od Trupa na plaży, a skończyło się na tym, że w dwa miesiące za mną była też seria o Dorze Wilk, o Nikicie, o Witkacym i wszystkie dodatkowe, które związane były z Thornverse. Nie wspominam już o tym, że jak pojawiła się informacja o zbiorze opowiadań "Cud, miód, Malina" to z niecierpliwością czekałam na premierę. W tym roku swoją premierę miała pierwsza część serii Franek i Finka skierowanej do dzieci, czyli Cyrk martwych makabresek. Cóż, nie mogłam przejść obok tej książki obojętnie.

"- Tak sobie myślę... - zaczął i natychmiast się zaciął.
- To zwykle bardzo dobry początek. Za mało ludzi myśli, gdybyś mnie pytał - stwierdził dziadek."

    Pozwolę sobie wykorzystać opis książki, który przedstawi clue historii i nie zdradzi Wam za dużo z fabuły:

"Zbliżają się wakacje, a Franek i Finka mają je spędzić w cyrku ekscentrycznego dziadka, który potrafi czarować i wygląda jak skrzyżowanie Świętego Mikołaja z Willym Wonką. Tata bliźniaków uważa, że cyrkowy świat magii nie jest właściwym miejscem dla dzieci. Przez zaklęcia Franek i Finka nie pamiętają wizyt dziadka ani prezentu urodzinowego w postaci smoka, ale… to już wkrótce się zmieni. Rodzeństwo odkrywa swoje niezwykłe zdolności i poznaje istoty, o których czytało tylko w książkach. Ale czy talent do magii pozwoli im uratować umierającą mamę?"

    To była naprawdę świetna lektura i wyśmienicie się przy niej bawiłam. Nieczęsto sięgam po literaturę dziecięcą, ale po tylu przeczytanych książkach Jadowskiej i po wielu przeczytanych pozytywnych recenzjach, nie mogłam się powstrzymać. Autorka po raz kolejny sięgnęła po motyw świata, do którego nie może przedostać się zwykły śmiertelnik, w związku z czym, aby dostać się do Cyrku Jutrzenka Baltazara Bączka należy przejść przez Bramę. Generalnie jest to fajny zabieg, który pozwala nam wierzyć, że gdzieś tam za zasłoną kryje się magiczny świat.

    Bohaterowie - bomba. Franek i Finka są fantastyczni, chociaż finka rządzi! Ale myślę, że w następnych tomach Franek też pokaże na co go stać. Myślę też, że Baltazar Bączek jest takim dziadkiem, jakiego chciałby każdy z nas. Pomysłowy, przyjazny, inteligentny, no i ma swój własny cyrk! Przez książkę przewijają się także inni bohaterowie, nie wszyscy pozytywni, ale gwarantuję Wam, że cyrkowców Jutrzenki chcielibyście poznać osobiście. Fajne jest również to, że dzieci w Cyrku martwych makabresek nie są małymi przygłupami, tylko oryginalnymi i wyjątkowymi postaciami.

    Książka porusza wiele różnych tematów. W tym trudnych, jak choroba mamy czy społecznych, jak fakt, że w cyrkach wykorzystywane są żywe zwierzęta, które niekoniecznie mają ochotę występować na scenie i są do tego zmuszane. 

    Jeśli dotychczas nie przeczytaliście Cyrku martwych makabresek to gorąco Was do tego zachęcam. Bawiłam się przednio i już teraz wiem, że trafi do moich ulubieńców tego roku. Następne książki z tego cyklu biorę w ciemno i się nie zastanawiam. Nie mogę się doczekać, aż autorka wypuści kolejną część z przygodami Franka i Finki. Polecam z całego serca!

Ocena: 8/10
Ilość stron: 368
Cykl: Franek i Finka

Cyrk martwych makabresek |

sierpnia 29, 2021

#40 Historia pszczół - Maja Lunde

#40 Historia pszczół - Maja Lunde

sierpnia 29, 2021

#40 Historia pszczół - Maja Lunde

    Staram się żyć ekologicznie. Wychodzi mi to różnie, czasem lepiej, czasem gorzej. Przez pewien czas nawet byłam Pszczelą Bohaterką w Green Peace i miałam adoptowane pszczoły. Niestety, zeszły rok sprawił, że musiałam do minimum ograniczyć wydatki i niestety - w chwili obecnej nią nie jetem. Ale za to na ogródku posiałam nasiona roślin miododajnych i całkiem niezła kępa z tego wyrosła. Głosowałam również w budżeciue obywatelskim Chorzowa, aby została zrobiona łąka z takimi roślinami. I powstała! Przejeżdżam obok niej codziennie na rowerze, kiedy jadę do pracy. Powiedzmy to sobie szczerze - świata bez pszczół by nie było. Mielibyśmy ogromne problemy ze zdobyciem pożywienia. Oprócz prezentowanej przeze mnie książki, mówi o tym chociażby bajka dla dzieci pt. "Film o pszczołach", w której pszczoły przestały pracować i po niedługim czasie można było zaobserwować tego skutki.

"Jedna pszczoła bowiem jest niczym, cząstką tak małą, że całkiem pozbawioną znaczenia, natomiast razem z innymi jest wszystkim. Bo razem stanowią pszczelą rodzinę."
    "Historia pszczół" Mai Ludne jest podzielona na trzy historie, każda dzieje się w zupełnie innym czasie. Pierwsza, która miejsce ma w 1857 roku, przedstawia życie Williama, który został ojcem gromady dzieci i właścicielem sklepu z nasionami, zamiast naukowcem przyrodnikiem. William początkowo całe dnie spędza w łóżku, chory na zidentyfikowaną chorobę.
Druga, dzieje się w czasach obecnych, a konkretnie w 2007 roku. George hoduje pszczoły i ma całkiem potężną ilość uli. Jego marzeniem jest przekazanie firmy synowi, który nie bardzo pali się do przejęcia w przyszłości spadku. Na dodatek coraz częściej wśród hodowców pszczół pojawiają się informacje o śmierci setek tysięcy owadów.
Trzecia historia z 2098 roku jest opowiadana przez Tao, która pracuje jako zapylaczka drzew, ponieważ pszczoły wyginęły. W pewnym momencie znika jej syn, a Tao wyrusza w długą podróż, aby go odnaleźć.

    Każda z tych trzech historii jest ciekawa. Pierwsza przedstawia świat, w którym pszczoły mają się świetnie i trwają prace związane ze stworzeniem takich uli, aby można było w przystępny i nieszkodzący owadom sposób na wydobywanie miodu. Druga historia pokazuje czasy, w których powoli zaobserwować można pojawiający się problem z tajemniczą chorobą, która dziesiątkuje ule. Trzecia zaś opowiada o świecie, kiedy rolę zapylaczy muszą przejąć ludzie. Każda z nich daje do myślenia i skłania do refleksji pt. "co ja mam zrobić, żeby nie dopuścić do zagłady tych pożytecznych stworzeń?". 

    Powiem szczerze, że nie za bardzo polubiłam bohaterów. Każde z nich miało w sobie coś irytującego, chociaż William i George najbardziej z całej trójki nie przypadki mi do gustu. W przypadku Tao chyba bardziej wkurzał mnie jej mąż, który po zaginięciu dziecka bardziej przejmował się tym, że nie starczy im na drugie (z opisywanej historii wynika, że każda para może mieć jedno dziecko, a aby dostać pozwolenie na spłodzenie drugiego należy wnieść opłatę i nie mieć przekroczonych trzydziestu lat życia).

    Ta książka przewija się przez książkosferę dość często i nie dziwi mnie to. Jednak od razu ostrzegam - jeśli szukacie wartkiej akcji z wybuchami i pościgami to tutaj jej nie dostaniecie. Czyta się szybko, to fakt, jest to potrzebna historia, ale z gatunku tych spokojniejszych. Bardzo polecam.
 
Ocena: 8/10
Ilość stron: 514
Cykl: Kwartet klimatyczny

Historia pszczół | Błękit | Ostatni

sierpnia 25, 2021

#39 Miasto z mgły - Carlos Ruiz Zafón

#39 Miasto z mgły - Carlos Ruiz Zafón

sierpnia 25, 2021

#39 Miasto z mgły - Carlos Ruiz Zafón

    To już jest koniec. Tetralogia Cmentarza Zapomnianych Książek została zamknięta definitywnie. Bardzo dawno nie kupiłam żadnej książki przed jej premierą. Na lekturę tej nie potrafiłam się doczekać.
 
"Porzekadło głosi, że człowiek powinien iść, póki ma siłę w nogach, mówić, póki staje mu głosu, i marzyć, póki jeszcze tkwią w nim resztki niewinności, bo i tak wcześniej czy później nie będzie już mógł ustać o własnych siłach, oddechu mu całkiem zabraknie, a marzyć będzie jeno o wiecznej nocy zapomnienia."
    Jest to zbiór jedenastu opowiadań, krótszych i dłuższych. W niektórych poznajemy zupełnie nowych bohaterów, w innych wracamy do doskonale nam znanej rodziny Sempere. Opowiadania zawierają w sobie różnorakie historie, między innymi tę, jak powstał Cmentarz Zapomnianych Książek czy ukłon w stronę mistrza Zafóna, czyli Miguela de Cervantesa. Większość z nich nigdy wcześniej nie były publikowane, z wyjątkiem opowiadania "Książę Parnasu", które zostało wydane jako dodatek do trzeciej części tetralogii.

    Tę książkę cechuje to, że jednocześnie chce się ją przeczytać i nie chce się dotrzeć do ostatniej kartki. Miasto z mgły jest, i mówię to z ogromnym żalem, pożegnaniem Zafóna z czytelnikami. Przy przewracaniu stron mamy świadomość, że spod jego pióra nic więcej już nie wyjdzie. Każde z opowiadań mogło być całkiem nową, rozbudowaną historią, niestety nie ma już na to szans. Cieszę się, że ujrzały one światło dzienne, chociażby w tej krótkiej formie. Pokazują one ogromny talent autora i po raz kolejny ujawniają jego umiejętność żonglowania słowem.

    Polecam zapoznać się z tym zbiorem opowiadań każdemu, kto ma za sobą lekturę czterech tomów Cmentarza Zapomnianych Książek i tęskni za stylem autora. Osobom, które nie miały styczności z książkami Zafóna najpierw radzę zagłębić się w Barcelonę, którą opisuje i zakochać się w niej tak, jak ja.

Ocena: 7/10
Ilość stron: 224

Cień wiatru | Gra aniołaWięzień nieba | Labirynt duchów | Miasto z mgły

sierpnia 23, 2021

#38 Władca Much - William Golding

#38 Władca Much - William Golding

sierpnia 23, 2021

#38 Władca Much - William Golding

    Zaczynam myśleć, że czytanie książek z plakatu-zdrapki to nie jest dobry pomysł. Większa część mi się nie podoba i nie rozumiem, dlaczego zostały one zakwalifikowane jako te, które warto przeczytać. Kiedy czytałam opis Władcy much byłam bardzo zaciekawiona, w trakcie czytania mój entuzjazm spadał na łeb na szyję.
 

"Jak człowiek się kogoś boi, to go nienawidzi, ale nie może przestać o nim myśleć."
    Z katastrofy lotniczej z życiem uchodzi garstka chłopców. Na bezludnej wyspie starają się odnaleźć w nowej rzeczywistości bez dorosłych, ułożyć życie tak, aby przetrwać oraz zaznaczyć swoją obecność, aby ratunek przybył jak najszybciej. Początkowo chłopcy są oczarowani brakiem zasad i nakazów, które stworzyli dorośli. Problem w tym, że sielanka rajskiego życia szybko się kończy, a miła przygoda zamienia się w najgorszy z możliwych koszmarów.

    Przez większą część ta książka jest po prostu nudna, akcji prawie nie ma, życie skupia się na tym, że niektórzy chcą budować szałas, a reszta nie chce, że mieli nosić wodę do wybranego punktu w łupinach z kokosa, ale tego nie robią. Pokazuje, że ustalone zasady są w gruncie rzeczy nic nie warte, bo nikt się nimi nie przejmuje, a pierwszą potrzebą jest polowanie na świnie, aby zdobyć mięso i zabawa na piasku.

    No właśnie, polowanie na świnie. Jestem świadoma tego, że ta książka została po raz pierwszy wydana w 1954 roku i czasy od tego roku zmieniły się diametralnie, ale nie wierzę, że jakiekolwiek dziecko byłoby w stanie zapolować na świnię, poderżnąć jej gardło i cieszyć się z tego, jak leje się krew, po czym wyśpiewywać o tym piosenki. Nie wierzę, nikt mnie nie przekona do tego. 

    Denerwowała mnie też absurdalność tego, że tylko dzieci przeżyły katastrofę lotniczą. Jakby w samolocie nie było ani jednego dorosłego, mimo że na wyspie są również maluszki w wieku ok czterech lat, których nikt, przy zdrowych zmysłach, nie puściłby samych. Realizmu fabule dodałaby chociażby wzmianka o znalezionych zwłokach dorosłych, bądź jakimś dorosłym dogorywającym na plaży czy wyrzuconym przez ocean.

    Istnieje prawdopodobieństwo, że zapomniał wół, jak cielęciem był i już nie pamiętam, jak to jest być dzieckiem, ale w mojej opinii Golding pokazuje wszystkie najgorsze cechy dzieci. Okrucieństwo (także w stosunku do kolegów), brak poszanowania zasad, lenistwo... Aż odechciewa się mieć dzieci.

    W pewnym momencie pojawia się także tytułowy Władca much. Głowa świni nabita na kij. Myślałam, że będzie to bardziej rozwinięty wątek, ale nie (stety bądź niestety). Ten element fantasy kompletnie nie pasuje do całek książki. Myślałam, że będzie to rozwiązane w zupełnie inny sposób.

    Mam wrażenie, że albo jestem na tę książkę za młoda albo za stara. Może być też tak, że jej po prostu nie zrozumiałam, ale ciężko chcieć coś zrozumieć, kiedy jest to podane w tak niestrawnej wersji. Nie polecam, nie stracicie niczego, jeśli tej książki nie przeczytacie.


Ocena: 2/10
Ilość stron: 256

PS. Jedyny pozytyw tej książki jest taki, że narobiła mi ochoty na serial Lost, który jest inspirowany Władcą much.

sierpnia 19, 2021

#37 Na zawsze, ale z przerwą - Taylor Jenkins Reid

#37 Na zawsze, ale z przerwą - Taylor Jenkins Reid

sierpnia 19, 2021

#37 Na zawsze, ale z przerwą - Taylor Jenkins Reid

    Bywa czasem tak, że sięgam po jakąś książkę praktycznie nic o niej nie wiedząc, prócz gatunku, bo spodobał mi się tytuł. Tak było w przypadku książki, którą dzisiaj Wam przedstawię. Co prawda gdzieś na początku lektury przeczytałam sobie pobieżnie opis, ale nie wpłynęło to na moją chęć dalszego czytania. Żeby było zabawniej to dopiero po przeczytaniu i oznaczaniu książki jako przeczytanej, dowiedziałam się, że Taylor Jenkins Reid jest autorką bardzo popularnych w ostatnim czasie książek "Siedmiu mężów Evelyn Hugo" i "Daisy Jones & The Six". 

"Ja czekałam na kogoś, kto zwali mnie z nóg i sam również zostanie zwalony z nóg przeze mnie. Chciałam kogoś, kto nie będzie prowadził ze mną gierek, bo to oznaczałoby mniej czasu dla siebie nawzajem. Nie wiedziałam, czy taka osoba gdziekolwiek istnieje, ale byłam zbyt młoda, żeby się poddawać."

    Elsie i Ben poznali się pewnego deszczowego dnia, kiedy oboje postanowili zjeść pizzę. Była to niemalże miłość od pierwszego wejrzenia i od tamtego wieczoru byli nierozłączni. Intensywny związek rozwijał się szybko. Tak szybko, że kilka miesięcy później para stanęła na ślubnym kobiercu. Elsie Porter została wdową w niecałe dwa tygodnie po zawarciu małżeństwa. Po wypadku musi poradzić sobie z żałobą i dalszym życiem w pojedynkę.

    Prawdopodobnie każdy z nas przeszedł w swoim życiu przez żałobę. Mniejszą czy większą, ale doświadczył utraty innej osoby, tego ciężaru całego świata na barkach, który od teraz trzeba dźwigać samotnie. Książka jest podzielona na dwie części przeplatające się ze sobą. Jedna opowiada o rozwijającym się związku Elsie i Bena, jego intensywności i drodze do małżeństwa. Druga zaś przedstawia życie Elsie w żałobie i to, jak sobie z nią radzi.

    Książka w pewien sposób przypominała mi powieść Cecelii Ahern pt. "P.S Kocham Cię", w której główna bohaterka również musiała sobie poradzić z utratą męża i tak jak Elsie wracała do wydarzeń z przeszłości. Na tym jednak podobieństwa się kończą, ponieważ każda z nich musi sobie radzić z żałobą na swój sposób. 

    Z żałobą problem jest taki, że z jednej strony rozumiemy osobę, która ją przechodzi, a z drugiej strony chcielibyśmy, aby jak najszybciej się ona skończyła. Dlatego mam takie dwojakie odczucia dotyczące tej części. Bo jednocześnie było mi żal głównej bohaterki, że musi przechodzić prze tę całą sytuację, a z drugiej strony miałam ochotę powiedzieć, żeby przestała się już użalać i ruszyła dalej, a do tego irytowało mnie to, że czuje się niczym pępek świata i nikt nie ma prawa być szczęśliwy, bo ona nie jest. Rozumiecie, czyjeś cierpienie jest dla nas niekomfortowe, chcemy, aby ta osoba jak najszybciej wzięła się w garść, albo chociaż udawała, że to zrobiła.

   Część obejmująca rozwijający się związek nie wyróżniała się niczym szczególnym. Wątek romantyczny skonstruowany dobrze, chociaż bez jakichś ogromnych zachwytów. 

     Bohaterowie są prawdziwi. Bardzo polubiłam Bena, ale jedną z najlepiej skonstruowanych postaci jest teściowa Elsie - Susan. Wielowymiarowa, początkowo z piekła rodem. To ona jest najbardziej rzeczywista i przechodzi największą przemianę.

    Chyba najlepszym określeniem tej książki będzie to, że jest ona życiowa. Nie upiększa, ale też - mam wrażenie - nie wyolbrzymia żałoby. Warta jest przeczytania, polecam.


Ocena: 6/10
Ilość stron: 352

sierpnia 15, 2021

#36 Co nas nie zabije - David Lagercrantz

#36 Co nas nie zabije - David Lagercrantz

sierpnia 15, 2021

#36 Co nas nie zabije - David Lagercrantz

    Stieg Larsson zmarł przed wydaniem pierwszego tomu trylogii Millennium. Dalsze trzy części zostały napisane przez Davida Lagercrantz'a na podstawie pozostawionych przez Larssona notatek. Nigdy nie byłam zwolenniczką dopisywania kolejnych części przez inne osoby, bardzo kojarzy mi się to z fan fiction, które kiedyś były bardzo popularne w sieci. No ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. I chociaż części napisane przez Larssona stanowiły zamkniętą całość to byłam ciekawa, jak jeszcze może się potoczyć historia Lisbeth i Mikaela.
 

 "Człowieka wyróżnia to, że jest pełen przeciwieństw. Tęsknimy za domem, a jednocześnie za tym, żeby się z niego wyrwać."

    Mikael Blomkvist przechodzi kryzys zawodowy i rozważa porzucenie redakcji, którą wspólnie z Eriką Berger, Lisbeth Salander wplątuje się w aferę związaną z kradzieżą danych oraz włamaniami do systemów służb USA. Chociaż oboje od dawna nie mają ze sobą kontaktu, ich drogi ponownie łączą się, kiedy Mikael zostaje poproszony przez profesora Baldera, eksperta od sztucznej inteligencji, o pomoc.

    Czuć, że to nie jest to samo. Bohaterowie z jednej strony mają cechy Lisbeth i Mikaela, a z drugiej strony nie są to Lisbeth i Mikael Larssona. Po prostu nie. Myślę, że osoby, które przeczytają tę książkę zgodzą się ze mną w tej kwestii. Nie jest źle, ale czegoś tu zabrakło. Może gdyby Lagercrantz mógł bohaterów stworzyć od zera wyszłoby to znacznie lepiej.

    Intryga stworzona przez Lagercrantz'a była całkiem niezła. W poprzednich częściach elektronika dopiero raczkowała, chociaż można było zrobić przenośne punkty połączenia z internetem czy włamać się na czyjeś konto na drugim końcu świata. W Co nas nie zabije Lagercrantz wchodzi już na wyższy poziom, fabuła zahacza o sztuczną inteligencję i konsekwencje z nią związane. Podobało mi się, że kluczem do rozwiązania zagadki morderstwa jest dziecko, ale nie zwykłe dziecko, tylko sawant z umiejętnościami zarówno matematycznymi jak i plastycznymi. 

    Oprócz samej afery związanej z hakerstwem i morderstwem autor porusza także inne tematy. Między innymi jest to wątek przemocy domowej, niepełnosprawności, niespełnionych zawodowych pragnień i ambicji. Nie jest to płaska książka, która skupia się na jednym tylko wątku. Lagercrantz, tak jak Larsson, wplata do swojej książki różne rzeczy, które umiejętnie ze sobą łączy i tworzy jedną całość.

    Było fajnie, ale bez szału. Patrząc na opinie i oceny na portalach literackich nie jestem odosobniona w swoim zdaniu. Ta książka jest poprawna. Po prostu nie jest to dzieło Larssona. Przeczytam ostatnie dwa tomy, ale średnio mi się do nich śpieszy.

Ocena: 6/10
Ilość stron: 504
Cykl: Millennium

Co nas nie zabije | Mężczyzna, który gonił swój cień | Ta, która musi umrzeć
 
PS. Po przeczytaniu książki chciałam obejrzeć film. Nie dotrwałam do końca, co za gniot. Większość rzeczy kompletnie nie zgadza się z fabułą książki, aktorka grająca Lisbeth Salander kompletnie nie pasuje do tej roli. Dramat, dramat! Nie oglądajcie tego, szkoda czasu.

sierpnia 12, 2021

#35 Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger

#35 Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger

sierpnia 12, 2021

#35 Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger

    Niewiele przeczytałam książek, w których pojawia się motyw podróży w czasie. Mój umysł średnio ogarnia przeskakiwanie z jednej daty do drugiej, w międzyczasie gdzieś pojawia się starsza wersja, która wszystko wie, a gdzieś młodsza, dla której jest to pierwsza taka podróż. Dodatkowo zastanawia mnie fakt, czy w tym momencie nie pojawia się pewnego rodzaju pętla, która sprawia, że taka ingerencja nie dzieje się jednorazowo, tylko powtarza się bez końca. Chyba muszę rozwinąć swoją wiedzę na temat możliwości podróży w czasie, chociaż nie wydaje mi się, by kiedykolwiek była taka sposobność. 

"Bieganie oznacza dla mnie wiele rzeczy: przetrwanie, spokój, euforię, samotność. To dowód na moje fizyczne istnienie, zdolność do kontrolowania przemieszczania się w przestrzeni, jeśli nie w czasie. Kiedy biegam, moje ciało jest posłuszne mojej woli. Ścieżka sunie pod moimi stopami niczym taśma filmowa. (...) Biegnę teraz szybko, ogarnia mnie to cudowne poczucie, że mógłbym wzbić się w powietrze. Jestem niezwyciężony, nic mnie nie może zatrzymać, nic mnie nie może zatrzymać, nic, nic, nic..."
    Henry cierpi na chorobę genetyczną, która sprawia, że nieoczekiwanie przenosi się w czasie. Nigdy nie wie, kiedy to się może wydarzyć. Claire jest zwykłą dziewczyną z normalnym życiem i normalnymi kłopotami. Ci dwoje spotykają się po raz pierwszy, kiedy ona ma lat sześć, a on trzydzieści więcej. Mimo to starają się wieść zwykłe - na ile to możliwe - życie i odliczają od spotkania do spotkania.

   Przede wszystkim chciałabym powiedzieć, że po raz kolejny miałam zupełnie inne wyobrażenie czasów, w których została umieszczona akcja książki. Wyobrażałam sobie świat jak z filmu o Sherlocku Holmesie, w którym główną rolę grał Robert Downey Jr. Akcja została jednak umieszczona w współczesności, co oczywiście nie było niczym złym. 

    Podobała mi się ta książka, chociaż sam tytuł zdradza nam finał wątku miłosnego, który znajdujemy w książce. Mimo to nie nudzimy się, kiedy czekamy na jego rozwiązanie, co więcej - życie po ślubie dostarcza nam co najmniej tyle samo emocji, co przed nim. Książka porusza wiele tematów, z którymi "zwykłe" pary mogą się zmagać i bez kłopotów związanych z niepowstrzymanymi przenosinami w czasie. Takim przykładem jest chociażby próba powiększenia rodziny i konsekwencje z tego wynikające.

    Bohaterowie. Czasem nie da się ich lubić. Gdybym znała Henry'ego z rzeczywistości to prawdopodobnie nie chciałabym się z nim zaprzyjaźniać, a od Claire trzymałabym się z daleka. Jednak mimo to jestem w stanie zrozumieć ich zachowania, w końcu nie każdy poznaje swojego przyszłego męża w wieku sześciu lat, a już na pewno nikt nie zostaje przeniesiony w czasie w niespodziewanym momencie.

    Jak wspominałam na początku - ciężko jest mi zrozumieć koncepcję przenoszenia się w czasie, zwłaszcza, że główny bohater nie przenosi się chronologicznie, tylko skacze raz o dwadzieścia lat, raz o pięć, a raz o siedem. Jeśli kiedyś będę chciała jeszcze raz sięgnąć po tę książkę to zrobię to z notatnikiem, żeby móc lepiej połapać się w wydarzeniach. Zawsze tego typu książki czy filmy prowokują we mnie rozmyślania, czy chciałabym spotkać siebie z przeszłości lub przyszłości. Myślę, że chętniej wróciłabym do przeszłości i przekazała sobie kilka istotnych informacji, chociażby numery totolotka.

    Nie jest to książka, którą można umieścić w jakiejś konkretnej kategorii. Nie jest to ani do końca romans, ani do końca fantastyka. Audrey Niffenegger w całkiem umiejętny sposób stworzyła coś, co z ciekawością się czyta i od czego ciężko się oderwać. Kiedy byłam zmuszona odłożyć tę książkę zastanawiałam się, co z bohaterami będzie dalej. Nie gwarantuję, że ta książka spodoba się każdemu, ale myślę, że jest ciekawą gratką dla osób zainteresowanych motywem podróży w czasie i dla tych, którzy nie przepadają za przesłodzonymi do granic możliwości romansami.

Ocena: 7/10
Ilość stron: 496

PS. Książkę wypożyczyłam z biblioteki i chyba był to najgorszy egzemplarz książki, jaki trzymałam w rękach. Po bliższych oględzinach okazało się, że książka prawdopodobnie była naprawiana i została w pięciu miejscach przy grzbiecie przedziurawiona, po czym zostały przez nią przewleczone nici/sznurki, co uniemożliwiało otwarcie książki na płasko. Bardzo to było męczące i niewygodne. Pierwszy raz w życiu rozważałam zniszczenie własności publicznej. Czego oczywiście nie zrobiłam.

sierpnia 09, 2021

#34 Ukochane równanie profesora - Yōko Ogawa

#34 Ukochane równanie profesora - Yōko Ogawa

sierpnia 09, 2021

#34 Ukochane równanie profesora - Yōko Ogawa

    Nie sądziłam, że przeczytam książkę, którą chcę Wam dzisiaj przedstawić. Przede wszystkim jej tytuł kompletnie mnie nie zachęcał, ponieważ po skończeniu gimnazjum, w którym matematykę uwielbiałam moje i jej drogi dość mocno się rozeszły. Bałam się, że mimo niewielkiej objętości zostanę przytłoczona różnymi matematycznymi obliczeniami. Tak się nie stało.

"Matematyka jest piękna właśnie dlatego, że nie przydaje się w codziennym życiu."

    Główna bohaterka zostaje zatrudniona jako gosposia w domu Profesora. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Profesor, który uległ kiedyś wypadkowi pamięta tylko wydarzenia sprzed wypadku i ostatnie 80 minut. Po tym czasie jego pamięć się resetuje. Profesor, aby wiedzieć o niektórych rzeczach zapisuje je na karteczkach, które przyczepia do noszonego garnituru. Główna bohaterka codziennie przychodzi do jego domu i w towarzystwie swojego syna, którego Profesor nazwał Pierwiastkiem pomaga mężczyźnie.

    Matematyka. Jest to dziedzina, która towarzyszy Profesorowi na co dzień. Przez wiele godzin, dzień w dzień rozwiązuje on problemy matematyczne zamieszczone w jednym z czasopism. Objaśnia oraz przedstawia piękno matematyki głównej bohaterce, a także jej synowi, sprawia że stają się jego uczniami i niemal tak jak on zaczynają się fascynować różnorakimi matematycznymi zagadnieniami. Matematyka w książce "Ukochane równanie profesora" jest przedstawiona pięknie i w taki sposób, że osoby, które nie są z nią za pan brat i nie widzą w niej nic, poza utrudnieniem z czasów szkolnych mają ochotę wrócić do starych podręczników i wgryźć się w ten świat, aby poczuć to, co czuje Profesor.

    Przez całą książkę nie poznajemy imion bohaterów. Nie znamy imienia głównej bohaterki, a jej syn cały czas jest nazywany Pierwiastkiem, nie dowiadujemy się również, jak nazywa się sam Profesor. Muszę się przyznać, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim, jest to dość ciekawy zabieg i przez całe 240 stron zastanawiałam się, czy ta tajemnica zostanie przede mną odkryta.

    Nie jest to książka, w której dostałam wartką akcję, wybuchy i pościgi, nie należy się w ogóle nastawiać na szybko zmieniające się wydarzenia i drżenie serca z przejęcia. Przez fabułę płynie się lekko, z zainteresowaniem, z rosnącym zaciekawieniem skierowanym w stronę matematyki. Przyznam się, że gdzieś między jednym a drugim rozdziałem poczułam takie przyjemne ciepło, zupełnie inne od odczucia ekscytacji, które towarzyszy mi przy powieściach przygodowych. Bardzo mi się to podobało.

    Nie sądziłam, że ta książka aż tak mi się spodoba. Dzięki niej nabrałam ochoty na inne powieści tej autorki, wiem, że całkiem popularny jest też tytuł "Grobowa cisza, żałobny zgiełk", który na pewno przeczytam przy najbliższej nadarzającej się okazji. Mimo że książkę przeczytałam w lipcu, wiem, że trafi ona do kategorii najlepszych przeczytanych przeze mnie pozycji roku 2021. Polecam z całego serca.

Ocena: 7/10
Ilość stron: 240

sierpnia 06, 2021

#33 Byliśmy łgarzami - Emily Lockhart

#33 Byliśmy łgarzami - Emily Lockhart

sierpnia 06, 2021

#33 Byliśmy łgarzami - Emily Lockhart

    Kiedyś usłyszałam o tej książce i zaintrygował mnie tytuł. Nie przeczytałam opisu, ledwo spojrzałam na okładkę i postanowiłam, że ją przeczytam, kiedy nie będę miała pomysłu na nic innego. No i stało się. Przeczytałam. I na wstępie zaznaczę, że jest to dość specyficzna lektura.

"Milczenie to warstwa ochronna, zabezpieczająca przed cierpieniem."
    Byliśmy łgarzami opowiada historię czwórki nastolatków - Cadence, Mirren, Johnny'ego i Gata, który nie należy do rodziny, lecz jest pasierbem matki Johnny'ego. Nastolatkowie od najmłodszych lat, co roku w wakacje, przyjeżdżają na prywatną wyspę Sinclarów i tam spędzają dni na robieniu wszystkich rzeczy, które przyjdą im do głowy. Pewnego dnia na wyspie dochodzi do wypadku, którego konsekwencją jest utrata pamięci przez Cady. Czy dziewczyna przypomni sobie, co się wydarzyło?

    Cała historia jest opowiedziana z perspektywy Cadence, która relacjonuje przeszłe i obecne wydarzenia. Opisuje swoje życie, poprzednie wakacje spędzone na wyspie, a także zmagania związane z utratą pamięci i próbą odzyskania wspomnień. Opowiada także o relacjach, jakie panują w rodzinie Sinclarów. A nie są one łatwa, bowiem jej matka wraz ze swoimi siostrami ciągle kłócą się o spadek po - wciąż żyjącym - ojcu. Rywalizacja o dobra jest tak zażarta, że każda z nich próbuje wciągnąć w to swoje dziecko. Znam z autopsji sytuację, kiedy rodzina kłóci się o pieniądze ze spadku i uwierzcie mi, że nie są to przyjemne chwile.

    Tytułowi Łgarze są nastolatkami i tak też się zachowują, momentami są pełni idealistycznych planów, by za chwilę spędzić całe dnie przez konsolą do gier. Tu coś wymyślą, tam coś przekręcą. Nastolatkowie nie interesują się wydzieraniem największych kąsków z majątku dziadka i raczej nie są zainteresowani poważniejszymi sprawami, niż tu i teraz. Wyjątkiem jest Gat, który nie boi się wypowiadać swojego zdania i rozważać trudnych tematów.

    Jest oczywiście wątek romantyczny rozgrywający się między Cadence a Gatem. Jest to częściowo zakazany owoc, ze względu na fakt, że nestor rodu Sinclarów nie akceptuje chłopaka, w związku z jego kolorem skóry.  Muszę powiedzieć, że ten wątek był dla mnie taki trochę naciągany i odrobinę wzięty z niczego. 

    Ciekawą rzeczą było odkrycie, co stało za utratą pamięci przez Cady, odkrycie tego, co zdarzyło się tamtej nocy i jakie były jej konsekwencje było czymś, czego kompletnie się nie spodziewałam. Wyjaśnia ona wiele sytuacji, które miały miejsce w wakacje po wypadku.

    Ta książka wyzwala wiele różnych emocji. Zaciekawienie, irytację, smutek, czasem śmiech. Porusza wiele trudnych tematów, między innymi walkę o spadek czy rasizm. Mimo że akcja dzieje się podczas wakacji to bardziej pasowałaby do jakiegoś jesiennego wieczoru. Polecam.

Ocena: 6/10
Ilość stron: 240

sierpnia 04, 2021

#32 Dotyk śmierci - J.D. Robb

#32 Dotyk śmierci - J.D. Robb

sierpnia 04, 2021

#32 Dotyk śmierci - J.D. Robb

    O J.D. Robb na pewno słyszeliście. Jeśli nie pod tym pseudonimem to z pewnością kojarzycie Norę Roberts, która się pod nim kryje. Ja z twórczością Roberts miałam do czynienia całkiem dużo, ze względu na fakt, że kilka lat temu namiętnie zaczytywałam się w różnego rodzaju romansach i harlequinach dla rozrywki i odmóżdżenia. Miałam ochotę na coś lżejszego, właśnie w typie romansów, ale też na coś bardziej... ambitnego. Przypomniałam sobie o serii Oblicza śmierci, która łączy w sobie romans i kryminał, co poskutkowało tym, że zapoznałam się z pierwszym tomem.

"Im bardziej świat się zmienia...
Tak, tym bardziej pozostaje taki sam. Kobiety nadal zalecają się do mężczyzn, ludzie nadal zabijają ludzi, a politycy całują dzieci i kłamią."

    Zostaje zamordowana dziewczyna do towarzystwa. Nie jest to jednak zwykła prostytutka, ale wnuczka bardzo wpływowego senatora. Prowadzenie śledztwa obejmuje Eve Dallas, młoda policjantka z wydziału zabójstw. Pierwsze poszlaki z notesu ofiary prowadzą do bogatego i przystojnego, a także bardzo inteligentnego Roarka. Między nim a Eve niemal od razu iskrzy. Kłopot w tym, że jest on dotychczas jedynym podejrzanym, a w dodatku zostaje popełniona kolejna zbrodnia.

    Nie tego się spodziewałam. Przede wszystkim biorąc pod uwagę czas, kiedy został pierwszy tom wydany (rok 1995) myślałam, że akcja będzie osadzona właśnie wtedy. Ale nie. Fabuła rozgrywa się w roku 2060, w którym samoloty służą za taksówki, a samochodów nie trzeba prowadzić, bo prowadzą się same.* Co sprawiło, że zderzyłam się ze światem z przyszłości, czego kompletnie nie przewidziałam. Jednak muszę przyznać, że wypadło to całkiem nieźle, zwłaszcza w kontekście broni palnej i poszukiwania mordercy.

    Wątek kryminalny został poprowadzony w sposób poprawny. Nie jestem w ocenie kryminałów wyjadaczką z wieloletnim doświadczeniem, ale myślę, że mógł zostać opisany lepiej. Od początku jest praktycznie tylko jeden podejrzany, co raczej średnio sprawia, że chcemy odkryć kto tak naprawdę zabił, ale mamy nadzieję, że nie zrobił tego akurat ten bohater. Wątek romantyczny też został zrobiony poprawnie, ale nie czułam specjalnej ekscytacji podczas spotkań głównych bohaterów i nie czułam jakiegoś napięcia, aby w końcu coś się między nimi wydarzyło. Mam takie poczucie, że Nora Roberts nie bardzo wiedziała, na którym wątku ma się skupić, przez co ani jeden ani drugi nie został zrobiony dobrze. Szkoda.

    Wielkiego plusa daję za zakończenie. Rozwiązanie, które stworzyła autorka jest naprawdę ciekawe i dotyczy bardzo ważnego społecznie tematu, który nie wszyscy mają odwagę podjąć. Choćby dla tego zakończenia warto dać szansę tej serii.

    Jeśli macie ochotę na książkę, która łączy w sobie trochę kryminału i trochę romansu to ta książka jest dla Was. Czytało się całkiem przyjemnie, chociaż nie są to żadne pisarskie wyżyny. Jednakże myślę, że czasem warto chwycić za książkę, która da odpocząć mózgowi i pozwoli lekko przejść przez fabułę.

Ocena: 6/10
Ilość stron: 440
Cykl: In death | Oblicza śmierci

Dotyk śmierci | Sława i śmierć | Kwiat nieśmiertelności | Śmiertelna ekstaza | Czarna ceremonia | Anioł zemsty | Randka ze śmiercią | Zabójczy spisek | Aż po grób | Świadek śmierci Zapłacisz krwią | Srebrny błysk śmierci | Wróg w płatkach róż | W pogoni za śmiercią | Wirus śmierci | Portret śmierci | Powtórka ze śmierci | Skarby przeszłości | Rozłączy ich śmierć | Wizje śmierci | O włos od śmierci | Naznaczone śmiercią | Śmierć o tobie pamięta | Zrodzone ze śmierci | Słodka śmierć | Pieśń śmierci | Śmierć z obcej ręki | Śmierć cię zbawi | Obietnica śmierci | Śmierć cię pokocha | Śmiertelna fantazja | Pociąg do śmierci | Zdrada i śmierć Śmierć w Dallas | Celebryci i śmierć | Psychoza i śmierć | Wyrachowanie i śmierć | Niewdzięczność i śmierć | Ukryta śmierć | Święta i śmierć | Obsesja i śmierć | Pożądanie i śmierć | Bractwo śmierci | Uczeń i śmierć | Echa i śmierć | Sekrety i śmierć | Śmierć i mrok | Śmierć i ryzyko 
 
 
*Tak, wiem, że istnieje Tesla. 

sierpnia 02, 2021

[7/2021] Podsumowanie miesiąca

[7/2021] Podsumowanie miesiąca

sierpnia 02, 2021

[7/2021] Podsumowanie miesiąca

    Cześć!

Jak już od kilku miesięcy - przychodzę do Was z podsumowaniem.

Na początek pokażę Wam, jakie książki trafiły na moje półki. 

  • Za zamkniętymi drzwiami 
    Ostatnio ciągle widzę książki tej autorki i bardzo mnie ciekawi jej twórczość

  • Czas żniw; Pieśń jutra; Zakon mimów
    Te książki już dawno za mną. Kiedy zobaczyłam, że są dostępne w antykwariacie nie umiałam się powstrzymać, żeby ich nie wziąć. Czekam na to, aż pojawi się tam czwarty tom :)

  • Wojna makowa; Płonący bóg; Republika smoka
    Czy jest ktoś, kto jeszcze nie słyszał o tej trylogii? Mam wrażenie, że już wszyscy ją czytali. Za mną już pierwszy tom, niedługo pojawi się recenzja.

  • Metro 2033; Metro 2035
    Bardzo znana trylogia, a ja jej jeszcze nie czytałam! Zastanawiam się tylko, czy nakład nie jest powoli na wyczerpaniu, ponieważ Metro 2034 (którego nie kupiłam) był dostępny za ponad 134 złote, a pozostałe dwa tomy po 12-13. 

  • Błękit; Ostatni
    O ile Ostatni jest jeszcze dość dobrze dostępny, to Błękit powoli staje się białym krukiem. Kiedy dowiedziałam się, że jest powoli coraz trudniej dostępny to nie wahałam się i zamówiłam. Zwłaszcza, że Historię pszczół oceniłam bardzo wysoko.


  • Dżentelmen w Moskwie
    Słyszałam bardzo dobre opinie o tej książce. Była dostępna za dwie dyszki w Biedronce, więc nie mogłam nie wziąć.

  • Chemik
    Kilka lat temu byłam zakochana w Zmierzchu, Intruza nadal mam na swojej półce. Jestem ciekawa, czy Chemik też mi się spodoba. No i kosztował jakieś trzy złote.

  • Dzikusy. Francuskie wesele
    Szczerze? Nic nie wiem o tej książce. Dostałam ją jako gratis do Błękitu i może, kto wie, spodoba mi się.

  • Battle Royale
    Na tę książkę ostrzyłam sobie zęby. Kiedy znalazłam za cenę poniżej 50 zł to nie mogłam się powstrzymać. Myślę, że za niedługo się za nią zabiorę.

  • Piekarnia Czarodzieja
    Nie będę kłamać, urzekła mnie swoją piękną okładką. Jestem już po lekturze, recenzja wkrótce.

  • Harda horda
    Wzięłam by była tania >.<
PRZECZYTANE w lipcu

    W czerwcu udało mi się przeczytać 17 książek, czyli 6495 stron, co przekłada się na ~209 stron dziennie.
    Już dawno nie udało mi się tyle przeczytać, pewnie częściowo jest to kwestia tego, że miałam dwa tygodnie urlopu i odrobinę więcej czasu na czytanie :) Był to też bardzo dobry miesiąc po względem potencjalnych ulubieńców. Już teraz powiem Wam, że przynajmniej trzy książki z powyższego zestawienia trafi do ulubieńców tego roku!

TBR na sierpień

  • Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow
    Jestem już w połowie i bardzo mi się podoba!

  • Władca pierścieni - J.R.R. Tolkien
    Miałam już dwa podejścia do tej książki. Nie obiecuję, że przeczytam całość, ale mam nadzieję, że w końcu przebrnę przez Drużynę pierścienia.

  • Battle Royale
    Baaardzo mnie ciekawi.

  • Jeszcze do końca nie wiem, ale być może wezmę udział w Trójce e-pik u Sardegny. Was też zapraszam bardzo mocno!
Obietnica

    Wpadam w nałóg kupowania książek, a moc przerobowa się nie zwiększa. Powoli z stosu wstydu zaczyna się robić hałda wstydu, o ebookach nie wspomnę. Dlatego postanawiam do końca roku nie kupować książek. Wyjątek mogę zrobić dla "Nieposkromionej" Glennon Doyle, drugiej części z uniwersum Metra 2033 i pierwszych dwóch części o Robercie Langdonie, ponieważ chciałabym odświeżyć sobie książki Browna. Trzymajcie kciuki, żeby się udało. 

    Jak tam Wasze plany na sierpień? I jak wyglądał czytelniczo Wasz lipiec? Podzielcie się swoimi historiami :)
Copyright © Let's read! , Blogger