#65 Apostata - Łukasz Czarnecki

czerwca 27, 2022

#65 Apostata - Łukasz Czarnecki

    Od kiedy tylko zobaczyłam okładkę tej książki to wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Jak dobrze już pewnie wiecie jestem pod tym kątem sroką i piękne okładki działają na mnie jak lep na muchy. Czy książka Łukasza Czarneckiego prócz ładnego frontu mają też ładne wnętrze? Czy może dałam się wpuścić w maliny?
 

    W Republice Ekumeny po raz kolejny zostają odkryte zwłoki mężczyzny. Nie jest to jednak zwykłe morderstwo, ponieważ denat na ciele ma wyryte tajemnicze znaki, których znaczenia nie znają śledczy. Nie jest to pierwsze takie morderstwo, więc policja czuje coraz większy nacisk na wykrycie sprawcy. Kapitan Arthur Wellington z Wydziału do spraw Okultyzmu Departamentu Policji zostaje wysłany do Denet, by odkryć tajemnicę zbrodni. Okazuje się, że za zabójstwami stoi sabat, próbujący przywołać straszliwego demona. W tym samym czasie Karl Hangbeck zostaje oddelegowany do rozwikłania tajemnicy kolejnego morderstwa. Ty razem zginęła wnuczka bardzo ważnej osoby w Republice Ekumeny.

    Książka Łukasza Czarneckiego jest podzielona na kilka części. Pierwsza i druga jest napisana z perspektywy Arthura Wellingtona, kolejne zaś z perspektywy Karla Hangbecka. Przyznam się szczerze, że znacznie bardziej podobała mi się historia opowiadana przez drugiego bohatera. Była odrobinę ciekawsza i bardziej trafiająca w moje gusta.

    Mam lekki problem z tą książką, ponieważ podczas lektury miałam wrażenie, że autor nie do końca wiedział, co właściwie chce napisać. Czy kryminał, czy powieść historyczną czy może fantasy. No i tak się chyba zastanawiał aż do ostatniej kropki, gdyż Apostata to jeden wielki misz-masz. Kłopot w tym, że te wszystkie wątki były podane w taki sposób, że żaden nie był napisany od A do Z, tylko trochę tego, trochę tamtego... Tu gdzieś trochę wrzuconej Biblii, tu jakieś demony i sabaty, tu angielskobrzmiące nazwiska, a tu znów wyglądające na niemieckie, a gdzieś między tym ulice Wiśniowe i Brzozowe. Szkoda, że autor nie skupił się na jednej rzeczy i nie dopracował jej w 100 procentach. 
Każdy z bohaterów wracał w opowieściach do swojej przeszłości, przeszłości Ekumeny, jednak wszystko to opisane było bardzo ogólnikowo, a kolejne postacie czy sytuacje wpadały do głowy i po chwili z niej wypadały. Powiem nawet, że będąc już pod koniec lektury nie byłam w stanie stwierdzić, jak wygląda Arthur, a i nawet nie jestem pewna, czy opisana została jakąkolwiek cecha jego prezencji. Chyba tylko Karl został pod tym kątem przedstawiony.  

    Z jednej strony książkę czytało się dość szybko, a z drugiej strony gdybym chciała zrozumieć wszystkie "mądre" słowa wykorzystane przez autora Apostaty to co chwilę musiałabym zaglądać do słownika. "Papacha", "osełedec", "tonsura", "chutor" czy "sicz" skutecznie wybijały mnie z rytmu lektury. Przydałby się jakiś słowniczek, by osoby niebędące językoznawcami mogły połapać się, o czym autor pisze. Swoją drogą to znalazłam nawet słowo, którego nie zna najpopularniejsza wyszukiwarka - "dagdysta". Łukasz Czarnecki też nie pokusił się o wyjaśnienie nieznanego nikomu terminu. Szkoda. 

    Prócz słownika było by świetnie, gdyby (chociażby na końcu) pojawił się wykres, który pomógłby czytelnikowi połapać się w świecie wykreowanym przez autora. Skrócone wyjaśnienie, skąd wzięli się kultyści, na jakich zasadach funkcjonuje Ekumena, bo w pewnym momencie można się pogubić, zwłaszcza, że - jak już wcześniej wspominałam - niektóre postaci i wydarzenia szybko wyparowują z głowy.

    Nie chcę tylko krytykować, zwłaszcza, że jest to debiut Łukasza Czarneckiego, a sama książka miała w sobie naprawdę ogromny potencjał. Wydaje mi się, że gdyby z kilku rzeczy zrezygnować, a na innych się skupić i je dopracować to kolejny tom będzie już czymś zasługującym na ocenę 10/10. Na razie jest średnio, jednak może być lepiej. 

Ocena: 5/10
Liczba stron: 472

#64 Kłopoty w raju - Robyn Carr

czerwca 23, 2022

#64 Kłopoty w raju - Robyn Carr

    Swego czasu zaczytywałam się w romansach. I uwielbiałam to! Krótsze, dłuższe, medyczne, historyczne, z prawnikami… Bez znaczenia. Grunt, że były w nich wybuchy miłości i namiętności. Problem w tym, że ten gatunek jest dość schematyczny, ponieważ para poznaje się, jedna strona się zakochuje, druga niekoniecznie, potem jednak są razem, następnie się kłócą, po czym się godzą. W zasadzie ciężko wymyślić w romansach coś nowego. Ale czy to źle? Niekoniecznie. Czasem jest nam, czytelnikom, potrzebna książka z z góry ustalonym szczęśliwym zakończeniem. Przyznajmy też uczciwie, że romans nie należy do zbyt ambitnego gatunku i w zasadzie to oczekujemy lekkiej lektury, która nie przeciąży nam umysłu zbędnymi intrygami czy zagadkami.

    Virgin River jest miasteczkiem pośrodku niczego, otoczonym drzewami i pozbawionym problemów wielkich metropolii. Jednak od czasu do czasu trafiają do niego osoby potrzebujące chwili wytchnienia od codzienności, bądź… co gorsza… uciekające przed czymś. Paige Lassiter umknęła z Los Angeles pobita i obolała wraz z synem przed mężem psychopatą. Zamieszkała w pokoju gościnnym przy barze prowadzonym przez Jacka i Proboszcza (Johna), pomaga w kuchni i pracuje jako kelnerka. Paige za namową Johna rozpoczyna walkę o siebie i syna. Czy odnajdzie w Virgin River swoje miejsce na ziemi? Czy uda jej się na zawsze uwolnić od toksycznego męża? Czy znajdzie nową miłość?

    W wstępie wspominałam, że jedną z wad romansów jest schematyczność. W książce Robyn Carr nie możemy na nią narzekać. W zasadzie to co chwilę dzieje się coś niespodziewanego i wpływającego na dalszy przebieg akcji. Jeżeli spodziewacie się, że od pierwszych stron będziecie wiedzieć, jak ta historia się zakończy to możecie być w dość sporym szoku, jeśli się okaże, że nie mieliście racji. Robyn Carr wymyśliła kilka takich wątków, które mogą bardzo mocno pozytywnie zaskoczyć.

    Jednym z głównych bohaterów tej części serii Virgin River jest John Middelton, przez szersze grono zwany Proboszczem. John jest byłym Marines, który szukał spokoju po przejściu na wojskową emeryturę. „Kłopoty w raju” przybliżają nam jego dzieciństwo i młodość, a także wyjaśniają historię nadanego mu Przezwiska. Johna polubiłam już podczas lektury pierwszej części i cieszę się, że mógł dojść do głosu w drugim tomie serii.

    Jest jednak coś, co jest bardzo słabym punktem tej książki, a mianowicie korekta, choć chyba bardziej trafne było by powiedzenie, że jej brakuje. Notorycznie zdarzały się kwiatki w stylu urwanej pierwszej litery słowa czy pleonazmy (przykład: „chwila czasu”). Jestem bardzo wyczulona na takie rzeczy, zwłaszcza, że dałoby się ich w łatwy sposób uniknąć.
Drugim słabym punktem są nienaturalne dialogi. Czy w dzisiejszych czasach ktoś używa słowa „klawo”? Chyba nie. Przechodzenie z tematu A do tematu B w rozmowach bohaterów też nie odbywa się całkiem płynnie. Trzecim bardzo słabym punktem jest tłumaczenie. Nie jestem w tym temacie specjalistką, ale myślę, że każdy laik skrzywiłby się na rozmowę siedemnastolatka z piętnastolatką, w której chłopak mówi do dziewczyny „dziecino”. Zajrzałam nawet do amerykańskiej wersji, aby sprawdzić, jak napisała to autorka i w oryginale padło słowo „babe”, co mogłoby zostać przetłumaczone na wiele innych sposobów, bardziej pasujących do kontekstu i bohaterów.

    Przykro mi stwierdzić, że minusy przeważają nad plusami. Historię, którą napisała Robyn Carr czytałoby się znacznie lepiej, gdyby nie wpadki w kwestii tłumaczenia czy korekty. Szkoda. Jeśli jednak macie ochotę na coś lekkiego, ale jednak z dreszczykiem emocji to polecam „Kłopoty w raju”. Jeśli przymkniecie oko na niedociągnięcia to z pewnością spędzicie kilka miłych chwil w Virgin River.

Ocena: 4/10
Liczba stron: 384
Cykl: Virgin River

Słońce po burzy | Kłopoty w raju

Liliput, czyli jeden akapit o książkach #2

czerwca 09, 2022

Liliput, czyli jeden akapit o książkach #2

Żony gejów. O tym, czego nikomu się nie zdradza - Maria Mamczur

Na przeczytanie tego reportażu miałam ochotę od momentu, kiedy przeczytałam jego fragment na jakimś portalu internetowym. Kiedy nadarzyła mi się wolna chwila i brak lepszej lektury stwierdziłam, że czas zabrać się za książkę Mamczur. I nie podobała mi się. Jest ona podzielona na kilka sekcji, z czego pierwsza to wpisy z internetowego forum. Druga to rozmowy z żonami gejów, a trzecia z mężczyznami, którzy mimo swojej homoseksualnej orientacji ożenili się i mają dzieci. Największy zarzut, jaki mam do tej książki to fakt, że autorka wielokrotnie sugerowała odczucia swoim rozmówcom. Nie jestem dziennikarką, ale mam poczucie, że nie tak to powinno wyglądać. Zadaniem autorki było przedstawienie historii tych mężczyzn i kobiet, a nie mówienie im co czuli czy co wydawało jej się, że powinni czuć.

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 392

  Ostre przedmioty - Gillian Flynn

Ta książka miała potencjał. Główna bohaterka wraca do rodzinnego miasteczka i próbuje rozwikłać zagadkę morderstw dwóch dziewczynek. Przy okazji odwiedza matkę, z którą ma bardzo trudne relacje. Z Ostrych przedmiotów wylewa się klimat typowego, znanego nam z seriali, amerykańskiego miasteczka. Samo rozwikłanie tajemniczych morderstw i plot-twist z tym związany też super. Ale główna bohaterka... Jakiś dramat. Rozumiem ciężkie dzieciństwo i niechęć do jakiegoś miejsca, ale żeby codziennie się z tego powodu upijać? Albo brać narkotyki z o wiele młodszą siostrą? Definitywnie przeszkadzało mi to w docenieniu lektury. Szkoda, bo mogło być znacznie lepiej.

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 336

Dziewczyna z pociągu - Paula Hawkins

Przede wszystkim myślałam, że fabuła będzie bardziej związana z pociągami niż faktycznie to miało miejsce. Prócz tego, że Rachel jeździ bez celu tam i z powrotem obok swojego dawnego miejsca zamieszkania to pociągi nie grają tu większej roli. Przez większość książki główna bohaterka mnie irytowała i w zasadzie mam do niej podobny zarzut, co do głównej bohaterki z Ostrych przedmiotów - Rachel ciągle jest pijana, nawet jak próbuje nie pić to i tak finalnie kończy z butelką. Jej zachowanie, zarówno pod względem picia jak i wydzwanianie do byłego męża w środku nocy budziło we mnie uczucie zażenowania. Autorka w dość nieumiejętny sposób próbowała te dwie rzeczy powiązać z przeszłością Rachel. Szczerze - nie polecam.

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 328

Słońce po burzy - Robyn Carr

Lubie romanse, wiecie, że lubię. I myślałam, że to będzie fajny romans, przyjemne oderwanie się od cięższych lektur. Tak zupełnie najgorzej nie było, ale mimo wszystko spodziewałam się czegoś lepszego. O ile główna bohaterka była w porządku i całkiem ją polubiłam to już Jack raczej mnie nie porwał. Miałam wrażenie, że chłop ma jakieś rozdwojenie jaźni. W stosunku do Mel był w porządku, ale jak rozmawiał z jednym z bohaterów, który miał siedemnaście lat to było to tak żenujące, że można zgrzytać zębami. Jeśli macie ochotę na jakąś lekturę z tego gatunku to uwierzcie mi, że jest znacznie więcej lepszych romansów.

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 384


Hazel Wood - Melissa Albert

Tę książkę czytałam dosyć dawno, zachęcona pozytywnymi recenzjami w internecie. I wiecie co? Podobało mi się średnio. Mimo że bardzo lubię fantasy to ta książka w ogóle mnie nie porwała i kompletnie nie zachęciła do przeczytania następnego tomu. W zasadzie to nie pomyślałam o niej ani razu od kiedy ją skończyłam. Także nie polecam.

 

 

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 376

[5/2022] Podsumowanie miesiąca

czerwca 07, 2022

[5/2022] Podsumowanie miesiąca

Cześć!
Minął kolejny miesiąc, nie wiem, jak Wam, ale mnie minął bardzo szybko i dość męcząco. Szczerze powiedziawszy to chciałabym już lipiec, żebym mogła iść na urlop i odpocząć od zawodowych obowiązków.

Myślę, że jak zwykle zacznę od książek, które do mnie przybyły (a znów jest ich cała masa!).

STOS

 

  • Cztery muzy - Sophie Haydok
  • Syrena i pani Hancock - Imogen Hermes Gowar
  • Oberża na pustkowiu - Daphne du Maurier
  • Przeminęło z wiatrem cz. 1 - Margaret Mitchell
  • Przeminęło z wiatrem cz. 2 - Margaret Mitchell

Może i trzymanie książek w folii jest nieładne, ale wydaje mi się, że lepiej tak, niż gdyby miała stać i się kurzyć :)  

 

  • Nienośna lekkość bytu - Milan Kundera
  • Dziedzictwo t. 2 - Christopher Paoulini
  • Serafina i czarny płaszcz - Robert Beatty (przez przypadek kupiłam drugi egzemplarz)
  • Heban - Ryszard Kapuściński
  • Cesarz - Ryszard Kapuściński
  • Ballada ptaków i węży - Susanne Collins
  • Cud, miód, Malina - Aneta Jadowska
  • Niewidzialni - Roy Jacobsen
  • Współczesna rodzina - Helga Flatland
  • Turniej w Gorlanie - John Flanagan
  • Bitwa na wrzosowiskach - John Flanagan
  • Czarnoksiężnik z północy - John Flanagan
  • Oblężenie Macindaw - John Flanagan
  • Okup za Eraka - John Flanagan
  • Królowie Conmelu - John Flanagan
  • Cesarz Nihon-ja - John Flanagan
  • Zaginione historie - John Flanagan

 

I trochę samotna...

  •  Anne z Zielonych Szczytów - L.M. Montgomery

 Anne nie została dołączona do innego stosu ze względu na fakt, że kupiłam ją w Biedronce i potem już nie miałam żadnych pojedynczych zakupów książkowych, do których mogłabym ją podpiąć :) 

PRZECZYTANE 

  • Willa, dziewczyna z Mrocznej Jamy - Robert Beatty
  • Kłopoty w raju - Robyn Carr
  • Tajemnice smoczego azylu - Brandon Mull 
  • Tokio Ever After - Emiko Jean
  • Klucze do więzienia demonów - Brandon Mull
  • Słowo i miecz - Amy Harmon
  • Smocza Straż - Brandon Mull 
  • Gniew króla smoków - Brandon Mull
  • Gwiazda Przewodnia - Shannon Messenger
  • Pan Widmowej Wyspy - Brandon Mull
  • Mistrz Igrzysk Tytanów - Brandon Mull

Jak widać mój maj stał pod znakiem Baśnioboru i Smoczej Straży Brandona Mulla. Zapamiętajcie moje słowa - nigdy nie bierzcie dziesiątego (i finałowego) tomu jakiejś serii do recenzji, jeśli dotychczas przeczytaliście tylko pierwszy tom 😅😂I choć książki Mulla bardzo mi się podobają to czuję lekkie zmęczenie. 

TBR

  • Tajemnicza historia w Styles - Agatha Christie
  • Niebezpieczne związki - Pierre Choderlos de Laclos
  • Ostatni - Maja Lunde
  • Battle Royale - Kōshun Takami
  • Człowiek o 24 twarzach - Daniel Keyes

A u Was? Jakie plany czytelnicze na czerwiec? Jak czytelniczo wypadł maj? No i kiedy idziecie na urlop? :) 

#63 Tokio Ever After - Jean Emiko

maja 21, 2022

#63 Tokio Ever After - Jean Emiko

    Czy jest na sali choć jedna dziewczyna, która w dziecięcych latach nie chciała być księżniczką? Dziewczyna, która marzyła o tym, że pewnego dnia znajdzie ją książę na białym koniu i pocałunkiem jedynej i prawdziwej miłości wyrwie z dotychczasowego życia i porwie do zamku, by żyć długo i szczęśliwie? Pewnie tak, ale myślę, że znajdzie się i takie grono, do którego należą osoby, które wolałyby przystojnego wampira albo same są księciem. Osobiście należałam do tych fantazjujących o byciu księżniczką, a nawet posunęłam się o krok dalej i całowałam żaby. Co prawda żadna nie przemieniła się w księcia, ale… Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

    Parę lat temu całkiem popularna była seria dla młodzieży pt. „Pamiętnik księżniczki” autorstwa Meg Cabot. Jeśli byliście jej fanami to w książce, o której dzisiaj piszę, też powinniście się zakochać.

    Izumi Tanaka jest zwykłą uczennicą amerykańskiego liceum. W zasadzie nie odróżniałaby się od rówieśników, gdyby nie fakt, że jest Japonką oraz wychowuje ją tylko matka, przez co czuje, że nie wpasowuje się w licealne grupy towarzyskie. Pewnego dnia znajduje w sypialni matki książkę z dedykacją od mężczyzny, o którym jej rodzicielka nigdy nie wspomniała. Po krótkim researchu okazuje się, że Izzy jest do niego bardzo podobna. Mama Izumi przyparta do muru wyznaje prawdę oraz wskazuje córce sposób, na skontaktowanie się z ojcem… Księciem Japonii.

    Początkowo myślałam, że będzie to skopiowanie pomysłu Meg Cabot, ale im dalej zagłębiłam się w fabułę tym mniej zauważałam podobieństw i mogłam skupić się na odkrywaniu, co wymyśliła Emiko Jean. A wymyśliła bardzo fajną i lekką młodzieżówkę, która kilkoma rozwiązaniami naprawdę mnie zaskoczyła, było nawet kilka plot-twistów, których nigdy bym się nie spodziewała!

    Myślę, że ważną sprawą w tego typu książkach jest to, żeby móc utożsamić się z główną bohaterką i autorce udało się stworzyć ją właśnie taką – normalną dziewczyną, którą może być każdy. Bardzo podobało mi się, że Izumi co jakiś czas wspomina o objadaniu się ciasteczkami i braku wyrzutów sumienia z tego powodu. W czasach, w których młode kobiety dążą do „idealnej” sylwetki fajnie jest, kiedy pojawia się taka bohaterka, która docenia dobre jedzenie i nie przejmuje się kaloriami. 

    W takiej książce nie mogło oczywiście zabraknąć wątku miłosnego. W zasadzie jest on oczywisty od momentu, kiedy pojawia się w fabule ta konkretne męska postać. Ale Jean Emiko rozegrała to w sposób, który nie do końca dało się przewidzieć. Nie chcę za dużo zdradzać z treści, bo nie o to w tym wszystkim chodzi, ale powiem, że w pewnym fragmencie autorka sprawiła, że moje serce prawie się zatrzymało. A nie robi się takich rzeczy fankom szczęśliwych zakończeń! Nigdy.

    Jeśli kilka lat temu pokochaliście Pamiętnik Księżniczki autorstwa Meg Cabot to powinniście pokochać też Tokio Ever After Emiko Jean. Jest to fantastyczna książka, która pozwoli Wam na kilka chwil przenieść się do współczesnej Japonii i poznać kawałek zwyczajów w niej panujących. Możecie dowiedzieć się też, jakie programy telewizyjne lubi para cesarska! Ja spędziłam dzięki niej bardzo przyjemnie kilka wieczorów i z ogromną chęcią zapoznam się z kolejnymi częściami i przygodami Izzy, księżniczki Japonii.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 392
Cykl: Tokio Ever After

Tokio Ever After | Tokio Dreaming

Copyright © Let's read! , Blogger