Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 600-699. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 600-699. Pokaż wszystkie posty
#42 Wojna makowa - Rebecca F. Kuang

września 12, 2021

#42 Wojna makowa - Rebecca F. Kuang

    Czy jest ktoś, kto jeszcze nie słyszał o trylogii Wojen makowych? Nikt? Tak myślałam. Kiedy pierwszy raz usłyszałam ten tytuł nie byłam jakoś specjalnie zainteresowana, myślałam, że po prostu ktoś o nim wspomniał i tyle. Szum zrobił się dopiero w momencie, kiedy premierę miał ostatni tom, czyli Płonący bóg. Nagle było tak, że wszędzie widziałam okładkę dowolnej części tej trylogii i wszechobecne zachwyty. Albo negatywne opinie, bo i tych nie brakuje. Wydaje mi się, że tę trylogię można albo kochać albo nienawidzić i nie ma miejsca na nic pomiędzy. W każdym razie, po wielu przeczytanych opiniach stwierdziłam, że sama muszę się przekonać, czy należę do pierwszej czy do drugiej grupy.

"- Nic nie jest zapisane - sprostował Feniks. - Wam, ludziom, wydaje się, że wasze losy są ustalone z góry, czy będzie to wielkość, czy tragedia. Mylicie się. Przeznaczenie jest mitem. Jedynym mitem na świecie. Bogowie o niczym nie decydują. Zawsze wybierałaś ty sama. (...) We wszystkich istotnych momentach życia miałaś możliwość wyboru; mogłaś się wycofać, zrezygnować. A jednak zawsze wybierałaś drogę, która prowadziła tutaj."

    Rin jest sierotą adoptowaną przez rodzinę zajmującą się handlem opium. Kiedy dziewczyna osiągnęła odpowiedni wiek, jej rodzina postanowiła wydać ją za mąż, aby wspomóc nielegalny handel. Rin nie mała ochoty zostać niczyją żoną i wybłagała u adopcyjnej matki, aby ta zgodziła się, by dziewczyna podeszła do ultratrudnych egzaminów, które otworzyłyby przed nią wrota uczelni. Warunek był jeden - jeśli nie zda, bez wymówek wyjdzie za mąż. Rin dostaje się na uczelnię i zaczyna uczyć różnorakich sztuk. Jednak nie jest to łatwe, a i pozostali studenci nie pomagają. Życie Rin dodatkowo komplikuje czekająca za rogiem wojna.

    Mimo że bardzo chciałam zapoznać się z tą książką to trochę byłam przestraszona, że mogę trafić do tej grupy, którym nie będzie się podobała. Dodatkowym aspektem było to, że jest to książka o wojnie, a mój umysł nie jest zbyt analityczny, więc wszystkie sprawy dotyczące np. strategii mogłyby mnie odrobinę przytłoczyć. Nic takiego się nie stało, na całe szczęście. Wszystkie aspekty wojny zostały przedstawione w przystępny sposób. Co więcej - postawiłam przed sobą w pewnym momencie wyzwanie, że postaram się odpowiedzieć na zadanie z logiki, które pojawiło się na początku książki. I wiecie co? Udało mi się odpowiedzieć dobrze. Także osoby, które miałyby te same obiekcje nie muszą się przejmować.

    Spotkałam się z zarzutami, że Rin jest bardzo irytującą bohaterką. Szczerze powiedziawszy to ja nie miałam takich odczuć, a jej ewentualne głupie zachowania jestem w stanie zrozumieć. Może czytelnikowi się wydaje, że zrobiłby zupełnie inaczej, niż główna bohaterka, ale powiedzmy sobie szczerze, że raczej nie był ani nie będzie w takiej samej sytuacji, a w momencie, kiedy wszystko działoby się na żywo i w różne wydarzenia zostałyby wmieszane emocje - nie da się przewidzieć, jak sami byśmy zareagowali. Definitywnie moim ulubionym bohaterem jest

    Zastanawiałam się, czy będzie w tej książce jakiś wątek romantyczny. (Jeśli nie chcecie wiedzieć to proponuję przejść do dalszego akapitu). Nie było, co jednocześnie trochę mnie rozczarowuje, a trochę sprawia, że mam ochotę natychmiast zabrać się za następny tom. Chociaż miałam dwa swoje typy, które, podejrzewam, są oczywistym wyborem dla czytelnika. Jestem ciekawa, czy pod tym kątem Rebecca F. Kuang rozwinie życie Rin.

    Ciężko gdziekolwiek umieścić te książkę. Nie jest to typowa książka o wojnie, nie jest to typowe fantasy, chociaż elementów fantastycznych jest całkiem sporo. Fakt, że Kuang inspirowała się wojną chińsko-japońską oraz mitami dynastii Song sprawia, że Wojna makowa ma w sobie "to coś" i nie nudzi się podczas lektury. Polecam.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 640
Cykl: Wojna makowa

Wojna makowa | Republika smoka | Płonący bóg

#14 Niewidzialne życie Addie LaRue - V.E. Schwab

maja 21, 2021

#14 Niewidzialne życie Addie LaRue - V.E. Schwab

    Macie czasem tak, że jakaś okładka przewija się przez wszystkie social media tak wiele razy, że macie jej już dość? Ja tak. Ten tytuł bombardował mnie zewsząd. Bookstagram, BookTube, facebook, księgarnia, obok której przechodziłam. Książka V.E. Schwab była wszędzie. WSZĘDZIE! I to na dodatek z różnymi opiniami, ponieważ jedni ją kochają, a drudzy nienawidzą. Postanowiłam ją przeczytać, żeby dowiedzieć się o co tyle szumu, skąd te zachwyty, skąd ta niechęć. Dzisiaj przychodzę do Was z moją opinią. Jak myślicie, podobało mi się?

"Nie chcę należeć do nikogo innego, tylko do samej siebie. Chcę być wolna. Żyć, tak jak chcę, znaleźć własną drogę, kochać albo być sama, ale tylko z własnego wyboru. Jestem zmęczona brakiem wyboru, przerażona latami, które przeciekają mi przez palce. Nie chcę umrzeć tak, jak żyłam, bo to żadne życie."

    Adeline LaRue mieszka w małej francuskiej wiosce, w której najlepszym, co może spotkać kobietę jest dobre wyjście za mąż. Problem w tym, że Adeline nie chce takiego życia. Nie chce urodzić całej gromadki dzieci, żyć i umrzeć w tym samym domu. Adeline chce poznać świat. Pewnego dnia rodzice oznajmiają jej, że wydadzą ją za mąż za wdowca i że nie ma nic w tej kwestii do powiedzenia. Dziewczyna ucieka w dniu ślubu, po czym zawiera pakt z diabłem, sprzedaje mu swoją duszę, dzięki czemu staje się nieśmiertelna. Problem w tym, że od tego momentu nikt jej nie zapamiętuje, a wszyscy, których znała zapominają o jej istnieniu. 

    Akcja rozwija się raczej wolno. Przez całą książkę skaczemy między aktualnymi wydarzeniami, a tymi z przeszłości. Dowiadujemy się, jak na przestrzeni wieków Addie radziła sobie z byciem osobą, której nikt nie potrafił zapamiętać, jak zdobywała jedzenie czy dach nad głową. 
A w większości nie były to miłe wspomnienia. Addie nie mogła nigdy opowiedzieć nikomu swojej historii czy chociażby zapisać własnego imienia.  Aktualne wydarzenia przynoszą dziewczynie pewną zmianę, pojawia się ktoś, kto oprócz diabła, z którym zawarła pakt, może ją zapamiętać. Jednak i tu nie do końca jest to szczęśliwa historia.

    Fabuła raczej opiera się na emocjach, które autorka chce w czytelnikach wywołać. Złość, strach, smutek, szczęście, miłość, żal, nadzieja, poczucie niesprawiedliwości - to wszystko możemy tutaj znaleźć. A przynajmniej taki zamysł miała autorka, bo mnie fabuła jakoś ani nie porwała ani nie rozemocjonowała. Przeskoki czasowe mnie irytowały, najciekawsze wątki pochodziły z czasów współczesnych i ewentualnie wtedy, kiedy na scenę wkraczał diabeł we własnej osobie. 

     Addie początkowo miała potencjał. Potem okazało się, że zamiast korzystać z danego jej czasu bardziej użala się nad sobą. Możliwości miała niezliczoną ilość, a wolała kraść i zaliczać jednorazowe przygody. Henry również wydawał mi się na początku ciekawy, po czym wyszło na wierzch, że jest raczej przeciętny. Najlepszym bohaterem jest Luc, który od początku do końca miał jakiś charakter.

    Książka z ogromnym potencjałem okazała się średnia. Tacy sobie bohaterowie, taka sobie fabuła, denerwujące przeskakiwanie między teraźniejszością a przeszłością. Nie rozumiem, skąd te wszystkie zachwyty, ale na szczęście coś, co mi się nie podobało, nie musi nie podobać się Wam. Czy polecam? Raczej nie. Dla mnie jest to książka przereklamowana. Póki co jest to powieść jednotomowa, chociaż autorka zakończeniem zostawiła sobie otwartą furtkę i kto wie, może kiedyś na świat wyjdą dalsze tomy o historii Addie LaRue.

Ocena: 5/10
Liczba stron: 608

#7 Gra Anioła - Carlos Ruiz Zafón

kwietnia 23, 2021

#7 Gra Anioła - Carlos Ruiz Zafón

    Kiedy pierwszy raz (czyli około dziesięć lat temu) istniałam z blogosferze książki Carlosa Ruiza Zafóna były bardzo popularne i myślę, że ta popularność nie mija do teraz. Co chwilę pojawiły się recenzje którejś z jego książek i nie pamiętam, by jakaś była negatywna. Sama przeczytałam dwie jego powieści, ale przyznam szczerze, że już nie bardzo pamiętam o czym były, z wyjątkiem tego, że Światła września miały w sobie motyw zabawek. Jakiś czas temu stwierdziłam, że to wstyd nie znać jego najpopularniejszych powieści, które wchodzą w skład cyklu o nazwie Cmentarz Zapomnianych Książek i postanowiłam je nadrobić.

    Bardzo dawno temu czytałam opis książek z tego cyklu i miałam tylko mgliste pojęcie o fabule, więc można powiedzieć, że do lektury przystąpiłam w zasadzie z czystą głową. I chociaż jestem już po przeczytaniu pierwszej części to po raz kolejny mogę powiedzieć, że kompletnie nie tego się spodziewałam. 

"Milczenie jest potrzebne tylko wtedy, kiedy nie ma się nic ważnego do powiedzenia. Milczenie sprawia, że nawet głupcy przez chwilę stają się mędrcami."

    Barcelona XX wieku. David Martin jest pisarzem z ogromnym talentem, jednak nie dane było mu publikować pod własnym nazwiskiem. Pewnego dnia tajemniczy wydawca daje Davidowi propozycję napisania książki, którą ten przyjmuje. Od tego momentu wszystko się zmienia, a główny bohater musi stawić czoła nieoczekiwanym i dziwnym wydarzeniom.

    Przede wszystkim muszę powiedzieć, że tak jak w przypadku Cienia wiatru jestem zaskoczona czasem, w którym fabuła została osadzona. Z jakiegoś powodu w moich wyobrażeniach wydarzenia były osadzone przynajmniej dwieście lat wcześniej, niż faktycznie miało to miejsce w książce i ciężko było mi sobie wyimaginować na przykład wygląd i stroje kobiet, a także dziwiła mnie obecność samochodów. Ale to tylko moja osobista kwestia i podejrzewam, że osoby, które od razu będą wiedziały, że wydarzenia dzieją się na początku dwudziestego wieku nie będą miały takiego problemu.

    Fabuła zaskakuje wielogatunkowością. Na kartach powieści znajdziemy zarówno elementy romansu, horroru, kryminału jak i - dość nieoczekiwanie - fantastyki. Wszystko jest ze sobą wymieszane i czasem zaciera się granica pomiędzy jednym a drugim. Książka prawie nieustannie trzyma w napięciu, czytelnik czeka na odpowiedzi na pytania, które pojawiają się w trakcie lektury. Kim naprawdę jest tajemniczy wydawca? Co naprawdę stało się z właścicielem domu z wieżyczką, w której mieszka David? Czy książka zostanie wydana i jakie będą tego konsekwencje?

    Polubiłam głównego bohatera, nawet jeśli były momenty, w których dość mocno irytował i mieszał. Szczególnie zirytowało mnie jego podejście do pisania książki, ponieważ w pewnym momencie robił wszystko, żeby jej nie skończyć. W mojej głowie pojawiło się wtedy "weź siądź na czterech literach, napisz i będziesz miał spokój", ale oczywiście nie miałam pewności, czy posłucha mojej wspaniałej rady. Zapałałam sympatią również do Isabelli, siedemnastolatki z złośliwym charakterem, chociaż i ona miała swoje słabsze momenty. Byłam bardzo ciekawa, czy między nią a Davidem będzie coś więcej czy może nie. Tutaj nie zdradzę, czy ich znajomość weszła na wyższy poziom, sami musicie przeczytać. Możemy też spotkać się z starymi/nowymi bohaterami, a mianowicie ojcem i synem z księgarni Sempere, które to spotkanie było całkiem miłe.

    Kiedy czytałam Grę Anioła miałam wrażenie, że autor odrobinę wzorował się na Mistrzu i Małgorzacie Michaiła Bułhakowa, tajemniczy wydawca - Andreas Corelli - bardzo przypominał mi postać Wolanda, zwłaszcza po poznaniu szczegółów książki, którą David miałby napisać, a także po jego zachowaniu i umiejętności odczytywania myśli oraz odgadywania przyszłości.

    Słabym elementem Gry Anioła jest jej zakończenie, bo nie do końca wiadomo o co w nim chodzi i to, co się w nim dzieje jest dość mocno przekombinowane. Jakoś niespecjalnie "czuję" zakończenie, średnio mi się podobało, co bynajmniej nie zniechęca mnie do przeczytania następnej części. 

    Powieść podobała mi się bardziej niż jej poprzedniczka. Momentami zabawna, czasem straszna, niemal zawsze trzymająca w napięciu. Odrobinę zazdroszczę ludziom, którzy będą mogli tę książkę przeczytać po raz pierwszy. Dodatkowo książka jest skarbnicą życiowych cytatów, co sprawia, że bardzo ciężko wybrać ulubiony.


Ocena: 7/10
Liczba stron: 608
Rok wydania: 2008
Cykl: Cmentarz Zapomnianych książek


Cień wiatru | Gra anioła | Więzień nieba | Labirynt duchów | Miasto z mgły

#6 Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet - Stieg Larsson

kwietnia 19, 2021

#6 Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet - Stieg Larsson

! Książka (moim zdaniem) jest dla osób pełnoletnich i o odpornej psychice !


    Unikam czytania popularnych książek, ponieważ jest z nimi tak, że fala zachwytów zniechęca mnie do choćby dotknięcia ich okładek. I kompletnie nie ma znaczenia, jaki to jest gatunek książki. Jest popularna? To musi swoje odczekać, aż emocje opadną.

     O trylogii Millenium usłyszałam pierwszy raz, kiedy byłam w technikum, a był to mniej więcej czas, kiedy filmowa adaptacja pt. Dziewczyna z tatuażem wchodziła do kin. Panie bibliotekarki chyba wszystkie po kolei czytały książki Larssona, ale z racji takiej, że wtedy byłam na fali czytania tylko i wyłącznie romansów paranormalnych to średnio byłam zainteresowana kryminałem o grubości cegły.

    Ostatnio bardzo chętnie chwytam za kryminały. Nie wiem, skąd się to wzięło, bo nigdy za tym gatunkiem nie przepadałam, ale najwyraźniej po prostu musiałam dojrzeć. Dodatkowo mam takie mini-postanowienie, że w 2021 roku rozszerzę swoje czytelnicze horyzonty poza Stany Zjednoczone czy Zjednoczone Królestwo, a pierwszy (i kolejne też) tom trylogii Millenium jest jednym z kroków, który pozwoli mi to osiągnąć

To jest takie chore, że może podrajcować niejednego psychologa.


   
Mikael Blomkvist jest znanym dziennikarzem i współzałożycielem dziennika Millennium, który został skazany na trzy miesiące więzienia za zniesławienie szwedzkiego przemysłowca Wennerströma. Dzięki pewnemu splotowi wydarzeń poznaje Henrika Vangera, który zleca mu pracę nad książką opisującą historię rodziny Vangerów oraz odkrycie, co stało się z jego bratanicą Harriet i kim jest jej morderca. Sprawę komplikuje fakt, że dziewczyna zaginęła prawie czterdzieści lat temu, ciała nigdy nie znaleziono, a wszystkie dowody i poszlaki zostały sprawdzone na wiele różnych sposobów.
Równolegle poznajemy Lizbeth Salander, dwudziestoczterolatkę, która szokuje swoim wyglądem wielu ludzi, a do tego jest genialną researcherką zatrudnioną w firmie ochroniarskiej. Lizbeth dostaje zadanie na polecenie prawnika Vangera, aby prześwietlić Blomkvista. Wysoki poziom jej raportu sprawił, że gdy Mikael potrzebował pomocy w wyszukiwaniu faktów z przeszłości to właśnie Salander wkroczyła do akcji.

    Wow. Nie tego się spodziewałam i nie takie były moje wyobrażenia na temat tej książki. Przede wszystkim myślałam, że tytułowi mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet ujawnią się w zupełnie inny sposób, niż zostało to przedstawione w książce. Spodziewałam się, że główny bohater co najmniej będzie pałał niechęcią do wszystkich przedstawicielem płci pięknej, na szczęście okazało się inaczej i Mikael nie był mizoginem. 

    Początek książki może trochę zniechęcać, ale jak już przebrnie się przez te kilka pierwszych stron to już idzie wszystko jak po maśle. Jak tylko byłam zmuszona odłożyć czytnik to zastanawiałam się, co będzie dalej, czego się jeszcze dowiem, no i oczywiście chciałam wiedzieć, co będzie z samym Mikelem, ponieważ wątek jego skazania przeplata się z szukaniem mordercy Harriet. Bardzo polubiłam też momenty, kiedy Lizbeth Salander przejmowała stery i poznawałam jej historię i, wcale nie łatwe, życie. Jest ona bohaterką skomplikowaną i doświadczoną przez los. Autor też jej nie oszczędzał. Ale żeby poznać jej życiorys to po prostu musicie przeczytać tę książkę.

    W książce dostajemy zagadkę, poszukiwanie odpowiedzi, no i oczywiście finał, który jest tak szokujący, że zastanawia mnie, jak takie coś mogło pojawić się w umyśle autora, a jednocześnie nie zdziwiłabym się, gdyby Stieg Larsson zainspirował się jakimiś prawdziwymi wydarzeniami, ponieważ ludzie są zdolni do największych okrucieństw.

    Mój umysł nie jest specjalnie analityczny, a kryminały czytam raczej dla dobrej zabawy niż dla chęci przeanalizowania tekstu i odkryciu, kto zabił, zanim autor ujawni tę informację. Pewne podejrzenia, co do rozwiązania tajemnicy, co się stało z Harriet i kto był w to zamieszany miałam w trakcie czytania i na końcu okazało się, że się sprawdziły. Czy byłam tym rozczarowana? Nie, głównie ze względu na to, że po prostu strzelałam i akurat trafiło mi się, jak ślepej kurze ziarno.

    Ostatnio zastanawiałam się, czy czytelnikom podobają się książki, w których nie ma ani skrawka romansu. Jak wiadomo, solą życia jest miłość, więc podejrzewam, że gdyby nie było w Mężczyznach... nic takiego to czegoś na pewno by mi brakowało. Otóż, romans był, nawet nie jeden, ale nie pchał się na pierwszy plan. Żaden bohater nie wzdychał, nie płakał, nie jęczał i stękał. Bardzo podobało mi się to nie wypychanie wątku romantycznego na pierwsze skrzypce. 

    Mam trochę kaca książkowego po tej lekturze, nie umiem się chwycić za nic nowego, bo mój umysł dalej analizuje wydarzenia, które miały miejsce na szwedzkiej wyspie. Podejrzewam, że za kolejne dwie części zabiorę się szybciej niż później, gdyż po ich opisach wnioskuję, że będą co najmniej tak dobre, jak Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet.

Ocena: 8/10
Liczba stron: 620
Rok wydania: 2008
Cykl: Millennium

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet | Dziewczyna, która igrała z ogniem | Zamek z piasku, który runął
Co nas nie zabije | Mężczyzna, który gonił swój cień | Ta, która musi umrzeć

    Obejrzałam ekranizację pt. Dziewczyna z tatuażem. Gra aktorska super, zgodność z książką powiedziałabym tak na 90%, ponieważ kilka szczegółów zostało albo pominiętych albo zmienionych, no i przede wszystkim zakończenie jest inne. Film jest definitywnie dla osób pełnoletnich!

Copyright © Let's read! , Blogger