Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantasy. Pokaż wszystkie posty
#65 Apostata - Łukasz Czarnecki

czerwca 27, 2022

#65 Apostata - Łukasz Czarnecki

    Od kiedy tylko zobaczyłam okładkę tej książki to wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Jak dobrze już pewnie wiecie jestem pod tym kątem sroką i piękne okładki działają na mnie jak lep na muchy. Czy książka Łukasza Czarneckiego prócz ładnego frontu mają też ładne wnętrze? Czy może dałam się wpuścić w maliny?
 

    W Republice Ekumeny po raz kolejny zostają odkryte zwłoki mężczyzny. Nie jest to jednak zwykłe morderstwo, ponieważ denat na ciele ma wyryte tajemnicze znaki, których znaczenia nie znają śledczy. Nie jest to pierwsze takie morderstwo, więc policja czuje coraz większy nacisk na wykrycie sprawcy. Kapitan Arthur Wellington z Wydziału do spraw Okultyzmu Departamentu Policji zostaje wysłany do Denet, by odkryć tajemnicę zbrodni. Okazuje się, że za zabójstwami stoi sabat, próbujący przywołać straszliwego demona. W tym samym czasie Karl Hangbeck zostaje oddelegowany do rozwikłania tajemnicy kolejnego morderstwa. Ty razem zginęła wnuczka bardzo ważnej osoby w Republice Ekumeny.

    Książka Łukasza Czarneckiego jest podzielona na kilka części. Pierwsza i druga jest napisana z perspektywy Arthura Wellingtona, kolejne zaś z perspektywy Karla Hangbecka. Przyznam się szczerze, że znacznie bardziej podobała mi się historia opowiadana przez drugiego bohatera. Była odrobinę ciekawsza i bardziej trafiająca w moje gusta.

    Mam lekki problem z tą książką, ponieważ podczas lektury miałam wrażenie, że autor nie do końca wiedział, co właściwie chce napisać. Czy kryminał, czy powieść historyczną czy może fantasy. No i tak się chyba zastanawiał aż do ostatniej kropki, gdyż Apostata to jeden wielki misz-masz. Kłopot w tym, że te wszystkie wątki były podane w taki sposób, że żaden nie był napisany od A do Z, tylko trochę tego, trochę tamtego... Tu gdzieś trochę wrzuconej Biblii, tu jakieś demony i sabaty, tu angielskobrzmiące nazwiska, a tu znów wyglądające na niemieckie, a gdzieś między tym ulice Wiśniowe i Brzozowe. Szkoda, że autor nie skupił się na jednej rzeczy i nie dopracował jej w 100 procentach. 
Każdy z bohaterów wracał w opowieściach do swojej przeszłości, przeszłości Ekumeny, jednak wszystko to opisane było bardzo ogólnikowo, a kolejne postacie czy sytuacje wpadały do głowy i po chwili z niej wypadały. Powiem nawet, że będąc już pod koniec lektury nie byłam w stanie stwierdzić, jak wygląda Arthur, a i nawet nie jestem pewna, czy opisana została jakąkolwiek cecha jego prezencji. Chyba tylko Karl został pod tym kątem przedstawiony.  

    Z jednej strony książkę czytało się dość szybko, a z drugiej strony gdybym chciała zrozumieć wszystkie "mądre" słowa wykorzystane przez autora Apostaty to co chwilę musiałabym zaglądać do słownika. "Papacha", "osełedec", "tonsura", "chutor" czy "sicz" skutecznie wybijały mnie z rytmu lektury. Przydałby się jakiś słowniczek, by osoby niebędące językoznawcami mogły połapać się, o czym autor pisze. Swoją drogą to znalazłam nawet słowo, którego nie zna najpopularniejsza wyszukiwarka - "dagdysta". Łukasz Czarnecki też nie pokusił się o wyjaśnienie nieznanego nikomu terminu. Szkoda. 

    Prócz słownika było by świetnie, gdyby (chociażby na końcu) pojawił się wykres, który pomógłby czytelnikowi połapać się w świecie wykreowanym przez autora. Skrócone wyjaśnienie, skąd wzięli się kultyści, na jakich zasadach funkcjonuje Ekumena, bo w pewnym momencie można się pogubić, zwłaszcza, że - jak już wcześniej wspominałam - niektóre postaci i wydarzenia szybko wyparowują z głowy.

    Nie chcę tylko krytykować, zwłaszcza, że jest to debiut Łukasza Czarneckiego, a sama książka miała w sobie naprawdę ogromny potencjał. Wydaje mi się, że gdyby z kilku rzeczy zrezygnować, a na innych się skupić i je dopracować to kolejny tom będzie już czymś zasługującym na ocenę 10/10. Na razie jest średnio, jednak może być lepiej. 

Ocena: 5/10
Liczba stron: 472

Liliput, czyli jeden akapit o książkach #2

czerwca 09, 2022

Liliput, czyli jeden akapit o książkach #2

Żony gejów. O tym, czego nikomu się nie zdradza - Maria Mamczur

Na przeczytanie tego reportażu miałam ochotę od momentu, kiedy przeczytałam jego fragment na jakimś portalu internetowym. Kiedy nadarzyła mi się wolna chwila i brak lepszej lektury stwierdziłam, że czas zabrać się za książkę Mamczur. I nie podobała mi się. Jest ona podzielona na kilka sekcji, z czego pierwsza to wpisy z internetowego forum. Druga to rozmowy z żonami gejów, a trzecia z mężczyznami, którzy mimo swojej homoseksualnej orientacji ożenili się i mają dzieci. Największy zarzut, jaki mam do tej książki to fakt, że autorka wielokrotnie sugerowała odczucia swoim rozmówcom. Nie jestem dziennikarką, ale mam poczucie, że nie tak to powinno wyglądać. Zadaniem autorki było przedstawienie historii tych mężczyzn i kobiet, a nie mówienie im co czuli czy co wydawało jej się, że powinni czuć.

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 392

  Ostre przedmioty - Gillian Flynn

Ta książka miała potencjał. Główna bohaterka wraca do rodzinnego miasteczka i próbuje rozwikłać zagadkę morderstw dwóch dziewczynek. Przy okazji odwiedza matkę, z którą ma bardzo trudne relacje. Z Ostrych przedmiotów wylewa się klimat typowego, znanego nam z seriali, amerykańskiego miasteczka. Samo rozwikłanie tajemniczych morderstw i plot-twist z tym związany też super. Ale główna bohaterka... Jakiś dramat. Rozumiem ciężkie dzieciństwo i niechęć do jakiegoś miejsca, ale żeby codziennie się z tego powodu upijać? Albo brać narkotyki z o wiele młodszą siostrą? Definitywnie przeszkadzało mi to w docenieniu lektury. Szkoda, bo mogło być znacznie lepiej.

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 336

Dziewczyna z pociągu - Paula Hawkins

Przede wszystkim myślałam, że fabuła będzie bardziej związana z pociągami niż faktycznie to miało miejsce. Prócz tego, że Rachel jeździ bez celu tam i z powrotem obok swojego dawnego miejsca zamieszkania to pociągi nie grają tu większej roli. Przez większość książki główna bohaterka mnie irytowała i w zasadzie mam do niej podobny zarzut, co do głównej bohaterki z Ostrych przedmiotów - Rachel ciągle jest pijana, nawet jak próbuje nie pić to i tak finalnie kończy z butelką. Jej zachowanie, zarówno pod względem picia jak i wydzwanianie do byłego męża w środku nocy budziło we mnie uczucie zażenowania. Autorka w dość nieumiejętny sposób próbowała te dwie rzeczy powiązać z przeszłością Rachel. Szczerze - nie polecam.

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 328

Słońce po burzy - Robyn Carr

Lubie romanse, wiecie, że lubię. I myślałam, że to będzie fajny romans, przyjemne oderwanie się od cięższych lektur. Tak zupełnie najgorzej nie było, ale mimo wszystko spodziewałam się czegoś lepszego. O ile główna bohaterka była w porządku i całkiem ją polubiłam to już Jack raczej mnie nie porwał. Miałam wrażenie, że chłop ma jakieś rozdwojenie jaźni. W stosunku do Mel był w porządku, ale jak rozmawiał z jednym z bohaterów, który miał siedemnaście lat to było to tak żenujące, że można zgrzytać zębami. Jeśli macie ochotę na jakąś lekturę z tego gatunku to uwierzcie mi, że jest znacznie więcej lepszych romansów.

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 384


Hazel Wood - Melissa Albert

Tę książkę czytałam dosyć dawno, zachęcona pozytywnymi recenzjami w internecie. I wiecie co? Podobało mi się średnio. Mimo że bardzo lubię fantasy to ta książka w ogóle mnie nie porwała i kompletnie nie zachęciła do przeczytania następnego tomu. W zasadzie to nie pomyślałam o niej ani razu od kiedy ją skończyłam. Także nie polecam.

 

 

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 376

#62 Willa, dziewczyna z Mrocznej Jamy - Robert Beatty

maja 18, 2022

#62 Willa, dziewczyna z Mrocznej Jamy - Robert Beatty

    Zazwyczaj unikam czytania książek z jakiejś serii jedna po drugiej. Nie chcę się przesycić danym światem czy bohaterami i staram się mieć przynajmniej jedną bądź dwie książki przerwy. Czasem jednak, kiedy jestem po lekturze tak ciekawa dalszych losów bohaterów, że muszę, po prostu muszę, czytać dalej. Tak było i w tym przypadku. Świat, a raczej las, Willi oczarował mnie tak bardzo, że nie mogłam powstrzymać się przed sięgnięciem po drugi tom jej przygód. Robert Beatty w pierwszym tomie "zrobił robotę".

"Trafiła tu przez swoje decyzje i wybory, a jednak gdy wychodziła teraz z ciemniejącego o zmierzchu lasu na podwórze, znów poczuła, że nie mogła podążyć żadną inną drogą niż ta, którą podpowiedziało jej serce."

    Willa od roku mieszka ze swoją przybraną rodziną, jednak niebezpieczeństwo ze strony drwali, którzy chcą usunąć ich z terenu, który wyznaczyli sobie na miejsce położenia torów, nie mija. Na domiar złego, przybrany ojciec Willi zostaje oskarżony o morderstwo, a po lesie krążą nieznane nikomu, mroczne stwory zagrażające życiu ludzi. Czy Willi, trzynastoletniej Feirance uda się w pojedynkę powstrzymać całe zło? Czy może znajdzie niespodziewanego sojusznika? 

     "Willa, dziewczyna z Mrocznej Jamy" jest książką trochę cięższą od swojej poprzedniczki. Główna bohaterka musi sobie radzić nie dość, że z drwalami próbującymi przegonić jej rodzinę z zamieszkiwanej przez nich ziemi to jeszcze z tajemniczymi wężowymi stworami wysysającymi życie ludzi. I chociaż dalej na kartach książki jest wiele opisów przyrody, które potrafią zachwycić to jednak jest to osnute grubą warstwą mroku. Willa musi również zmierzyć się z niechęcią jej własnego ludu, który wyzwoliła spod władzy pandarana. W dużym skrócie - jej życie nie jest sielanką. 

    Książka prowokuje do rozmowy o wpływie człowieka i jego działalności na faunę i florę. Opisy przyrody, która została bezmyślnie zniszczona przez ludzi chcących zarobić, nie raz i nie dwa wzbudzały we mnie chęć większego zainteresowania się ekologią i podjęcie próby życia w sposób mniej negatywnie wpływający na środowisko naturalne. Cieszę się, że coraz częściej pojawiają się pozycje, które poruszają (choćby mimochodem) tę tematykę. Byłoby fantastycznie, gdyby dziecko podczas czytania zwróciło uwagę nie tylko na główne wydarzenia, ale też na przekaz między wierszami.  

    Nie wiem, czy taki był specjalny zamysł autora, ale udało mu się stworzyć taką bohaterkę, na której wszyscy powinniśmy się wzorować. Willa jest istotą dzielącą się swoją wiedzą bez oczekiwana na jakiekolwiek korzyści, bezinteresownie pomaga i ofiarowuje się, aby innym było lepiej, nawet pomimo odrzucenia. Myślę, że wiele osób powinno brać przykład z Willi, ponieważ taka postawa w dzisiejszym świecie jest na wagę złota. 

    Podczas czytania nie można się nudzić. Robert Beatty stworzył historię, która mimo swojego bajkowego otoczenia trzyma pod napięciem od samego początku do ostatniej kropki. Co chwilę byłam zaskakiwana nowymi rozwiązaniami danej sytuacji, plot-twistami i zwrotami. Jest to książka dla czytelnika w każdym wieku, zarówno dorośli jak i dzieci znajdą w niej coś, czym się zachwycą. Myślę, że każdy, kto sięgnie po tę książkę powinien mieć pod ręką paczkę (lub dwie) z chusteczkami, ponieważ zakończenie może złamać mu serce.

    „Willa, dziewczyna z Mrocznej Jamy” jest to książka, do której wracam myślami niemal codziennie, od kiedy przewróciłam ostatnią jej kartkę. Myślę o lesie, w którym się wychowywała, o morale płynącym z jej historii. Wiem, że jeszcze niejednokrotnie wrócę do historii dziewczynki z lasu, pełnego magii i piękna. Polecam gorąco, zarówno czytelnikom małym i dużym. 

Ocena: 8/10
Liczba stron: 376
Cykl: Willa

Willa, dziewczyna z lasu | Willa, dziewczyna z Mrocznej Jamy

PS. Podobno zostały wykupione prawa do stworzenia zekranizowania pierwszego tomu w formie serialu. Nie mogę się doczekać!

#59 Lustrzanna - Christelle Dabos

maja 08, 2022

#59 Lustrzanna - Christelle Dabos

    Miałam taki okres w życiu, że nie czytałam opisów książek, żeby nie zdradzić sobie żadnego szczegółu z fabuły danej książki. Żeby chcieć przeczytać jakąś powieść wystarczyło mi kilka słów z recenzji, chwytliwy tytuł i ciekawa okładka. Za pierwszy tom cyklu, o którym dzisiaj chcę Wam opowiedzieć chwyciłam właściwie z braku innych, lepszych lektur i w zasadzie nie spodziewałam się niczego specjalnego po Zimowych zaręczynach. I nie potrafię powiedzieć, jak bardzo się myliłam!


"- Urok to najlepsza broń, jaką kiedykolwiek podarowano kobietom, musisz się nią posługiwać bez skrupułów. Wystarczy drobnostka, wymowne spojrzenie, odpowiednio podkreślony uśmiech, żeby mężczyzna znalazł się u twoich stóp."

    Ofelia przez dwadzieścia sześć lat żyła spokojnie na Animie, rodzinnej Arce, w otoczeniu ogromnej rodziny. Jednak pewnego dnia dowiaduje się, że Nestorki rodu zaaranżowały jej małżeństwo z osobą z zupełnie innej Arki, co dla dziewczyny oznacza długą podróż, porzucenie krewnych oraz ukochanego muzeum, w którym eksponaty były dla niej ważniejsze, niż wszystko inne. Ofelia wyrusza na Biegun, wraz z ciotką Rozalindą w roli przyzwoitki, aby poślubić Thorna, wysokiego i szorstkiego w obejściu intendenta. Na Biegunie życie wygląda zupełnie inaczej, niż na rodzinnej Arce Ofelii. Gdzie by nie spojrzeć, tam knute są dworskie intrygi, aby przypodobać się Duchowi rodziny, Farukowi. Czy Ofelia, lustrzanna obdarzona mocą Czytaczka, odnajdzie się na zimnej, obcej arce, gdzie zostać ma żoną żywej lodowej góry? 

    Spróbuję opisać Wam moje odczucia podczas czytania. Z każdą stroną pod moją skórą płynęły fale ekscytacji, każde zdanie wywoływało czytelniczą przyjemność. W fabułę wciągnęłam się w zasadzie od razu, zakochałam od pierwszego opisu humorzastego domu, który potrafi kłapnąć drzwiami, jeśli jego gość mu się nie spodoba. Jeśli byłam zmuszona oderwać się od lektury to jak najszybciej chciałam do niej wrócić. 

    Pierwszy tom, czyli Zimowe zaręczyny wskazywały na to, że będzie to po prostu romans w stylu "hate-to-love", czyli nic specjalnego, czego w literaturze dotąd nie było. Ale każdy, kto sięgnie po Lustrzannę z takim zamysłem zorientuje się po jakimś czasie, że jest to historia znacznie głębsza, a wątek miłosny to ogromna, ale nie główna część tej serii. Przyznam się, że dla mnie nawet za mało było scen z Thornem i Ofelią w roli głównej, ich utarczki i rozwijająca się relacja bardzo mnie ciekawiła. Każdej z nich z niecierpliwością wypatrywałam i cieszyłam przy wszystkich ich spotkaniach. 

    Główna bohaterka - Ofelia - jest niezdarą, ale obdarzoną mocami, których nie spodziewano się po osobie potykającej się o własny szalik. Przede wszystkim jest animistką - może wprawić przedmioty w ruch i dać im "własne" życie. Po drugie jest Czytaczką, czyli dotykając dłońmi jakiegoś przedmiotu może odczytać jego przeszłość. Po trzecie jest Lustrzanną, ta moc daje jej możliwość przechodzenia przez lustra, jednak na małe odległości. Każdą z tych mocy wykorzystuje do poradzenia sobie w nowych sytuacjach, a później by pomóc Thornowi i Berenildzie. 
Bohaterami tej książki są jeszcze inne osoby. Przede wszystkim ciotka Ofelii, Rozalinda. Rozalindę czasem się kocha a czasem niekoniecznie, ale jest postacią, bez której ta seria nie byłaby taka dobra. Swoim zachowaniem i charakterem wprowadza bardzo dużo kolorów do losów Ofelii i nie mogłoby jej zabraknąć. Kolejną drugoplanową postacią jest Berenilda, ciotka Throna. Początkowo bardzo jej nie lubiłam, dopiero później zyskała moje uznanie. 
Są również bohaterowie tak źli charakterem, że aż chciałoby się ich wydrapać z kart tych książek. Mieszają oni w fabule przeokropnie, no ale bez nich nie byłoby książki. 

    Czwartą częścią pt. Echa nad światem autorka złamała mi serce. Po przewróceniu ostatniej strony żałowałam, że nie znam francuskiego, bo inaczej napisałabym do niej pełen oburzenia list, w którym domagałabym się napisania kolejnego tomu. Tak się po prostu nie robi, nie można wyrwać mi serca, zdeptać go i powiedzieć, że już więcej nie będzie. Nie, nie, nie i nie! Mam nadzieję, że to jest jakiś ponury żart i że obudzę się pewnego dnia i okaże się, że piąta część rozwiązująca wszystko po mojej myśli jednak się ukaże. 

    Christelle Dabos dopracowała świat w każdym najmniejszym szczególe. Każda arka jest niepowtarzalna, intrygi i powiązania miedzy rodzinami czy klanami są bez zarzutu - a przynajmniej pod względem technicznym. Dawno nie spotkałam się z serią, która miałaby taki wysoki poziom i utrzymywała go przez wszystkie tomy. Podobało mi się w niej dosłownie wszystko. Bohaterowie, arki, zamysł, tajemnica, wątek miłosny. 

    Wiem, że ta opinia o serii Lustrzanna to jakiś ogromny chaos, ale podobały mi się te książki tak bardzo, że nie jestem w stanie napisać o tym nic konstruktywnego, co nie byłoby pianiem z zachwytu. Lustrzanna jest dla mnie trochę nowym Harry'm Potterem. I tak jak do Harry'ego wracam co jakiś czas to do książek Dabos również będę. Może wtedy będę w stanie napisać coś lepszego niż "och! ach! czytajcie tę serię". 

    Lustrzanna jest serią, która z niewiadomych przyczyn jest raczej mało popularna, a zasługuje na ogromny rozgłos. Jednak z drugiej strony bardzo ciężko mi o niej pisać, ponieważ mam ogromną ochotę zachować ją tylko dla siebie, żeby była tylko i wyłącznie "moim skarbem". Macie tak czasami?

Zimowe zaręczyny
Ocena: 9/10
Liczba stron: 496

Zaginieni z Księżycowa:
Ocena: 8/10
Liczba stron: 528

Pamięć Babel
Ocena: 8/10
Liczba stron: 488

Echa nad światem:
Ocena: 9/10
Liczba stron: 568

Ocena całości: 10/10
Tak, wiem, że ze średniej to nie wychodzi. Ale to mój blog i będę sobie oceniała tak, jak mi się podoba :)
#58 Willa, dziewczyna z lasu - Robert Beatty

maja 02, 2022

#58 Willa, dziewczyna z lasu - Robert Beatty

    Macie czasem tak, że patrzycie na jakąś książkę i z jednej strony czujecie, że może Wam się spodobać, a z drugiej nie chcecie się za bardzo nastawiać na dobrą literaturę? Mnie zdarza się to od czasu do czasu, ponieważ częściej jestem od razu pozytywnie nastawiona, a po kilkunastu stronach mój zapał znika, a kończę książkę znudzona i wkurzona, że zmarnowałam czas. W każdym razie dzisiaj przychodzę do Was z książką, co do której nie miałam żadnych oczekiwań, a skończyłam... Zaskoczona.


"Czasami brak słów to dokładnie tyle słów, ile trzeba."
    Willa jest członkinią klanu leśnych ludzi znanych jako Feiran. Od maleńkości, jako jutka, była uczona poruszać się cicho i kraść tak, by nie pozostawiać śladów. Mimo że Feiranie istnieją od zarania dziejów to aktualnie coraz mniej z nich zna stary język, porozumiewa się z roślinami czy zwierzętami. Willa pod osłoną nocy okrada domy światłolubów uzbrojonych w bum-pałki. Pewnego dnia jednak okazuje się, że ludzie wcale nie są tacy źli, jak kreuje ich pandaran...

    Na początku tylko odrobinę ciężko mi się było wgryźć, a potem już poleciało z górki. Historia Willi oczarowała mnie do tego stopnia, że choć zdarza mi się to w ostatnim czasie bardzo rzadko, nie potrafiłam się oderwać i przy każdym nowym rozdziale obiecywałam sobie, że "jeszcze tylko jeden", więc finalnie na jednym posiedzeniu przeczytałam dwieście stron. Także jeśli nie byliście do tej książki przekonani to to powinno dać Wam do myślenia. 

    Zachwyciły mnie opisy przyrody i integracji ze zwierzętami. Pozwoliły mi one poczuć się tak, jakbym sama była w środku lasu, oddychała świeżym powietrzem, słuchała śpiewu ptaków i wpatrywała się w nurt rzeki. Piękne. Ale nie tylko przyroda w książce Roberta Beatty'ego była świetnie opisana. Świat klanu Willi, jego historia i aktualne poczynania są znacznie bardziej skomplikowane, niż można sobie wyobrazić, w każdym razie jeśli myśleliście, że leśne stworzenia interesują się tylko nowymi sposobami na uprawę zieleni to jesteście w ogromnym błędzie. Autor "Willi, dziewczyny z lasu" wykreował rzeczywistość, która pokazuje, że nie zawsze to, co wydaje się czarne jest czarne, a to co białe jest białe.

    Czytajcie tę książkę, bo naprawdę warto. Choć jest ona skierowana do dzieci to i dorośli znajdą w niej coś dla siebie. "Willa, dziewczyna z lasu" jest piękną historią o przyjaźni, miłości i odkrywaniu, że coś, co wydawało się złe, wcale takie być nie musi. Tę książkę wypożyczyłam z biblioteki, ale gdzieś w połowie książki zorientowałam się, że muszę, po prostu MUSZĘ, mieć swój egzemplarz na półce, bo będę polecać powieść Roberta Beatty'ego każdemu, komu się da. Gorąco zachęcam do lektury, mam nadzieję, że i Was spotkanie z Willą oczaruje, a ja nie mogę doczekać się przeczytania kolejnego tomu.

PS. Ostrzegam, niektórym wrażliwszym jednostkom może zakręcić się łezka pod koniec. 

Ocena: 9/10
Liczba stron: 388
Cykl: Willa

Willa, dziewczyna z lasu | Willa, dziewczyna z Mrocznej Jamy
#51 Łowca Legiona - Anna Kozińska

kwietnia 17, 2022

#51 Łowca Legiona - Anna Kozińska

Całkiem niedawno temu robiłam książkowy rachunek sumienia i stwierdziłam, że czytam niewiele książek, których bohaterami są elfy. Czarodzieje, wampiry, wilkołaki bardzo często przewijają się przez pozycje, po które sięgam, ale elfy jakoś tak mniej. Kiedy nadarzyła się okazja, aby chwycić za pozycję, która ma w sobie te stworzenia, stwierdziłam, że nie ma co zwlekać i czym prędzej zabrałam się za lekturę. Dodatkowo zachęcił mnie też fakt, że książka, którą dzisiaj opisuję została napisana przez Polkę, a po długim czasie, kiedy unikałam twórczości rodzimych autorów, chciałam sprawdzić, czy jest jakaś poprawa w tym względzie.


   Skalne Miasto zostało zniszczone. Dziesięcioletni Vinceennt zostaje zabrany do zamku Południowego Zakonu Pięciu Bohaterów. Jako uczeń mistrza Zallena rozpoczyna kilkuletni trening, aby dołączyć do grupy, która pełni straż przy bramach Piekła. W trakcie nauki okazuje się jednak, że demony niekoniecznie muszą stać po przeciwnej stronie barykady, a Zakon może być częścią spisku służącemu większym celom… Czy Vinceennt wybierze dobrą drogę?

    Książkę Anny Kozińskiej czyta się błyskawicznie. Już dawno nie zdarzyło mi się przeczytać nic na dwa, góra trzy razy. Wpływ na to miało kilka czynników. Pierwszy to bardzo prosty język, drugi to duża ilość światła na stronie, a trzeci to fakt, że książka liczy sobie trochę tylko ponad dwieście pięćdziesiąt stron. Autorka miała świetny pomysł na fabułę, nie kojarzę, żeby w książkowym świecie była pozycja, która jednocześnie łączy elfy i demony, a na dodatek stawia ich nie do końca po przeciwnych stronach konfliktu.

    Mimo że całkiem dobrze bawiłam się podczas lektury to mam jednak to Łowcy Legiona parę zarzutów. Przede wszystkim Anna Kozińska stworzyła świat i bohaterów w bardzo płytki sposób. Co to oznacza? A no to, w moim odczuciu fabuła nie ma w sobie nic więcej, żadnego podtekstu, którego istnienia moglibyśmy się domyślać. Prócz zdawkowych informacji zawierających się w jednym zdaniu nie wiemy niczego o elfach, czym konkretnie różnią się od ludzi, dlaczego Skalne Miasto zostało zniszczone, co się stało z przyjacielem głównego bohatera, co z Vinceenntem działo się podczas lat treningów. O tym, jak wygląda nasz główny bohater dowiedziałam się dopiero w 2/3 książki. Denerwowało mnie to, że w książce działa się jakaś sytuacja, a Vinceennt nie miał na jej temat żadnych przemyśleń, stało się i już, trzeba to zaakceptować. Trochę miałam wrażenie, że autorka opowiada tę historię tak, jakbym spotkała ją gdzieś na ulicy i miałybyśmy tylko 15 minut do odjazdu autobusu, a ona chciała mi przekazać jak najwięcej bez zagłębiania się w szczegóły. Szkoda, bo to tylko zmarnowało potencjał tej książki, który był bardzo obiecujący, ale trochę nie wypalił. Zakończenie wskazuje na to, że pojawią się następne tomy, jeśli tak to mam nadzieję, że wszystkie wątki zostaną bardziej rozbudowane, bo szkoda nie wykorzystać pomysłu na książkę, tak, jak na to zasługuje.

    Łowca Legiona jest to szybka i lekka lektura, nie nastawiałabym się na rozbudowane i pogłębione wątki. Będę polecała ją osobom, które mają ochotę na chwilę dla siebie i niewymagającą książkę, która nie potrzebuje jakiegoś wielkiego skupienia, aby móc połączyć wątki. Ogromnie liczę na to, że zostanie wydany drugi tom, w którym Anna Kozińska rozwinie skrzydła i stworzy wciągającą i intrygującą historię, bo przykro by mi było, gdyby ten pomysł poszedł na marne.

Ocena: 5/10
Liczba stron: 254
#46 Córka króla piratów - Tricia Levenseller

listopada 28, 2021

#46 Córka króla piratów - Tricia Levenseller

     Brakuje mi czytania paranormal romance. Problem z tym, że to już chyba nie do końca jest gatunek dla mnie, więc chyba lepiej powiedzieć by było, że brakuje mi tego uczucia, które kiedyś towarzyszyło mi czytaniu romansów z wątkiem np. wampirów czy wilkołaków. Czyli ekscytacji, ciekawości, jak to się wszystko skończy, no i tego napięcia, czy bohaterowie będą ze sobą czy nie (chociaż wiadomo było, że będą). W każdym razie co jakiś czas lubię sięgnąć po książkę, która wymaga mniej skupienia i tym razem trafiło na lekturę związaną z piratami i... syrenami.


"Każdy ma tajemnice. Wszyscy zbyt byśmy się odsłaniali, gdybyśmy nie byli w stanie zatrzymać pewnych informacji dla siebie."

    Alosa jest piratem, została wysłana na misję odnalezienia mapy. Nie byle jakiej mapy, bowiem prowadzi ona do największego skarbu, jaki można sobie wyobrazić. Córka króla piratów zostaje pojmana przez konkurencyjną załogę. Tak się składa, że kapitanem statku jest mężczyzna, który w swoim posiadaniu ma fragment mapy, której dziewczyna poszukuje. Niestety, w znalezieniu mapy przeszkadza jej przystojny i inteligentny pierwszy oficer - Riden. 

    Uwielbiałam kiedyś Piratów z Karaibów. Co prawda tylko do trzeciej części, bo potem filmy straciły "to coś", co w sobie miały. W każdym razie "Córka króla piratów" reklamowana jest zdaniem Anny Banks brzmiącym "W końcu mamy Panią Jack Sparrow!". Czy to ma coś wspólnego z prawdą? I tak i nie, ponieważ nic nie jest w stanie przebić postaci zagranej przez Johnny'ego Deppa. Jednak główna bohaterka jest nie najgorzej wykreowaną postacią, którą da się lubić. W ogóle postacie są całkiem przyjemne w odbiorze. Chociaż muszę przyznać, że wolałabym, gdyby bohaterowie byli starsi. Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie siedemnastolatkę zabijającą z zimną krwią i "niepogardzającą butelczyną rumu". Gdyby Alosa miała np. 25 lat brzmiałoby to zupełnie inaczej. 

    Wątek romantyczny jest. Podoba mi się to, że nie jest zbyt nachalny, główna bohaterka nie marzy wiecznie o jego pięknych oczach itp. Miło się to czytało, zwłaszcza, że kiedyś głównie na takich opisach bazowały paranormalne romanse, a wojny itp. były tylko w tle. 

    Podoba mi się to, że autorka wybrała sobie motyw syren i piratów. Mam wrażenie, że nie jest to często wybierany wątek, więc poczułam pewien powiew świeżości. Jestem ciekawa (i mam na to nadzieję), czy pojawi się więcej książek, które obejmują piratów. Chętnie zapoznałabym się z nimi. Z pewnością zapoznam się z drugim tomem napisanym przez Tricię Levenseller.

    Myślę, że z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę osobom, które chcą poczuć coś nowego w książkowym świecie i jednocześnie szukają czegoś lekkiego, co nie zmusza człowieka do główkowania i rozwiązywania zagadek. Przez tę książkę płynie się niczym przez spokojne morze. Czasem zdarzy się jakaś większa fala, czasem oglądamy skaczące sobie delfiny, a czasem uciekamy przed rekinem.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 296
Cykl: Córka króla piratów

Córka króla piratów | Córka królowej oceanu

#45 Piekarnia Czarodzieja - Byeong‑mo Gu

listopada 09, 2021

#45 Piekarnia Czarodzieja - Byeong‑mo Gu

    Nie lubię kłamać. I nie będę. Przyznaję się - jestem okładkową sroką. Staram się nie nie oceniać książki po umiejętnościach grafika, jednak umówmy się - chętniej sięgniemy po coś, co przyciąga nasz wzrok. Okładka Piekarni Czarodzieja spodobała mi się od pierwszego wejrzenia, dodatkowo bardzo chcę poszerzać swoje horyzonty czytelnicze (co wychodzi różnie, ale staram się!), więc dodając jedno do drugiego wyszło mi, że tę książkę muszę przeczytać. Pozytywne opinie płynące zewsząd tylko tę chęć potęgowały.

"Dlaczego ludzie uczucia nie mogą się rozpuścić jak sól w gorącej wodzie? U niektórych puszka tuńczyka ma dłuższy termin niż emocje. Nagle zdałem sobie sprawę, że sól się rozpuszcza, ale nie znika. Bez siłowego oddzielenia pozostanie w wodzie na zawsze."
    Główny bohater w swoim nastoletnim życiu był wielokrotnie odrzucany. Najpierw został porzucony przez matkę, później szykanowany w szkole ze względu na problem z jąkaniem, w domu też nie miał łatwych kontaktów z ojcem. Pewnego dnia zostaje zmuszony do ucieczki z domu. I ucieka do pobliskiej całodobowej piekarni. Nie jest to byle jaka piekarnia, a prowadzona przez Czarodzieja.

    W książce Byeong‑mo Gu magia istnieje, ale nie jest to taka przyjazna magia, którą znamy chociażby z Harry'ego Pottera, nie ma też różdżek i efektownych transmutacji. W piekarni Czarodzieja są wypiekane wyroby, których zjedzenie może kogoś skrzywdzić na wielu różnych płaszczyznach, a także cofnąć czas. Każdy wypiek swoim opisem wskazuje konsekwencje, które mogą zostać wywołane jego spożyciem, a mimo to znajdują kupca. Często klienci, pomimo wielu ostrzeżeń, mają pretensje do piekarza, jakby siłą nakazywał im wykorzystanie magicznej mocy ciastka.

    Jest to krótka książka, ale na trochę ponad dwustu stronach zostało zawartych bardzo wiele treści. Problem porzucenia, radzenia sobie z społeczeństwem, które nie akceptuje zaburzeń mowy, a także kwestię wykorzystywania seksualnego. Magia istnieje w tle i nie ona jest najważniejszym punktem programu. Wszystkie te elementy tworzą mieszankę, którą nie do końca łatwo jest przyjąć, dlatego nie jest to książka dla wszystkich. Z pewnością nie jest to książka dla najmłodszych dzieci i nie rekomendowałabym kupienia jej komuś poniżej piętnastego roku życia.

    Nie mogę powiedzieć, że dobrze się bawiłam podczas lektury, bo tak jak już wspominałam, ta książka zawiera w sobie pełno ciężkich sytuacji, które mogą wytrącić człowieka z równowagi. Ale cieszę się, że przeczytałam tę książkę, jestem pewna, że jeszcze kiedyś do niej wrócę. Dodatkową rzeczą, która zachęca do lektury jest to, że możemy wybrać sobie jedno z dwóch wariantów zakończenia, co jest zabiegiem rzadko spotykanym w książkach. Polecam.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 220

#42 Wojna makowa - Rebecca F. Kuang

września 12, 2021

#42 Wojna makowa - Rebecca F. Kuang

    Czy jest ktoś, kto jeszcze nie słyszał o trylogii Wojen makowych? Nikt? Tak myślałam. Kiedy pierwszy raz usłyszałam ten tytuł nie byłam jakoś specjalnie zainteresowana, myślałam, że po prostu ktoś o nim wspomniał i tyle. Szum zrobił się dopiero w momencie, kiedy premierę miał ostatni tom, czyli Płonący bóg. Nagle było tak, że wszędzie widziałam okładkę dowolnej części tej trylogii i wszechobecne zachwyty. Albo negatywne opinie, bo i tych nie brakuje. Wydaje mi się, że tę trylogię można albo kochać albo nienawidzić i nie ma miejsca na nic pomiędzy. W każdym razie, po wielu przeczytanych opiniach stwierdziłam, że sama muszę się przekonać, czy należę do pierwszej czy do drugiej grupy.

"- Nic nie jest zapisane - sprostował Feniks. - Wam, ludziom, wydaje się, że wasze losy są ustalone z góry, czy będzie to wielkość, czy tragedia. Mylicie się. Przeznaczenie jest mitem. Jedynym mitem na świecie. Bogowie o niczym nie decydują. Zawsze wybierałaś ty sama. (...) We wszystkich istotnych momentach życia miałaś możliwość wyboru; mogłaś się wycofać, zrezygnować. A jednak zawsze wybierałaś drogę, która prowadziła tutaj."

    Rin jest sierotą adoptowaną przez rodzinę zajmującą się handlem opium. Kiedy dziewczyna osiągnęła odpowiedni wiek, jej rodzina postanowiła wydać ją za mąż, aby wspomóc nielegalny handel. Rin nie mała ochoty zostać niczyją żoną i wybłagała u adopcyjnej matki, aby ta zgodziła się, by dziewczyna podeszła do ultratrudnych egzaminów, które otworzyłyby przed nią wrota uczelni. Warunek był jeden - jeśli nie zda, bez wymówek wyjdzie za mąż. Rin dostaje się na uczelnię i zaczyna uczyć różnorakich sztuk. Jednak nie jest to łatwe, a i pozostali studenci nie pomagają. Życie Rin dodatkowo komplikuje czekająca za rogiem wojna.

    Mimo że bardzo chciałam zapoznać się z tą książką to trochę byłam przestraszona, że mogę trafić do tej grupy, którym nie będzie się podobała. Dodatkowym aspektem było to, że jest to książka o wojnie, a mój umysł nie jest zbyt analityczny, więc wszystkie sprawy dotyczące np. strategii mogłyby mnie odrobinę przytłoczyć. Nic takiego się nie stało, na całe szczęście. Wszystkie aspekty wojny zostały przedstawione w przystępny sposób. Co więcej - postawiłam przed sobą w pewnym momencie wyzwanie, że postaram się odpowiedzieć na zadanie z logiki, które pojawiło się na początku książki. I wiecie co? Udało mi się odpowiedzieć dobrze. Także osoby, które miałyby te same obiekcje nie muszą się przejmować.

    Spotkałam się z zarzutami, że Rin jest bardzo irytującą bohaterką. Szczerze powiedziawszy to ja nie miałam takich odczuć, a jej ewentualne głupie zachowania jestem w stanie zrozumieć. Może czytelnikowi się wydaje, że zrobiłby zupełnie inaczej, niż główna bohaterka, ale powiedzmy sobie szczerze, że raczej nie był ani nie będzie w takiej samej sytuacji, a w momencie, kiedy wszystko działoby się na żywo i w różne wydarzenia zostałyby wmieszane emocje - nie da się przewidzieć, jak sami byśmy zareagowali. Definitywnie moim ulubionym bohaterem jest

    Zastanawiałam się, czy będzie w tej książce jakiś wątek romantyczny. (Jeśli nie chcecie wiedzieć to proponuję przejść do dalszego akapitu). Nie było, co jednocześnie trochę mnie rozczarowuje, a trochę sprawia, że mam ochotę natychmiast zabrać się za następny tom. Chociaż miałam dwa swoje typy, które, podejrzewam, są oczywistym wyborem dla czytelnika. Jestem ciekawa, czy pod tym kątem Rebecca F. Kuang rozwinie życie Rin.

    Ciężko gdziekolwiek umieścić te książkę. Nie jest to typowa książka o wojnie, nie jest to typowe fantasy, chociaż elementów fantastycznych jest całkiem sporo. Fakt, że Kuang inspirowała się wojną chińsko-japońską oraz mitami dynastii Song sprawia, że Wojna makowa ma w sobie "to coś" i nie nudzi się podczas lektury. Polecam.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 640
Cykl: Wojna makowa

Wojna makowa | Republika smoka | Płonący bóg

#31 Więzień Labiryntu - James Dashner

lipca 31, 2021

#31 Więzień Labiryntu - James Dashner

    O książce, z której opinią dzisiaj przychodzę słyszałam już dawno. Nawet oglądałam film na jej podstawie, ale żebym ją przeczytała to złożyło się dopiero teraz. Pamiętam, że film na tyle mi się podobał, że obejrzałam trzy części w trzy kolejne wieczory, co raczej rzadko mi się zdarza. Czy książka też była dobra? Zapraszam do przeczytania recenzji.

"Zapomnij o dawnym życiu, rozpocząłeś nowe."

    Thomas budzi się w windzie, nie pamięta kim jest i skąd się tam wziął. Zna jedynie swoje imię. W końcu winda wyjeżdża na powierzchnię i dołącza do grupy chłopców zamieszkujących... Strefę. Strefa jest to kawałek terenu ulokowany pośrodku Labiryntu. Labirynt zamyka swoje ściany codziennie, a ci, którzy nie zdążyli z niego wrócić nie mają praktycznie żadnych szans na przeżycie. Thomas, jako świeżuch, musi przystosować się do nowego życia, w którym wszyscy Streferzy walczą o przetrwanie. Lecz dzieje się coś dziwnego. Następnego dnia po przybyciu Thomasa winda przywozi na powierzchnię jeszcze jedną osobę. Dziewczynę z tajemniczą wiadomością.

Znajdź wyjście albo zgiń.

    Autor miał bardzo ciekawy pomysł na fabułę. Labirynt, z którego z pozoru nie ma żadnego wyjścia, mordercze stwory grasujące po labiryncie nocą, zagadka do odkrycia, zmuszenie grupy nastoletnich chłopców do nauczenia się, jak przetrwać bez dorosłych. Fajnie, ale jakoś coś między mną a książką nie kliknęło. Już wyjaśniam dlaczego.

    Przede wszystkim męczący slang. Świeżuch, klump, buldożerca, purwa (i jej wszystkie możliwe odmiany) - strasznie mnie to irytowało. Ze względu na fakt, że książkę posiadam w wersji elektronicznej i papierowej to najpierw zaczęłam czytać na czytniku. Po chwili stwierdziłam, że chyba z moją wersją elektroniczną jest coś nie tak i chwyciłam za papierową książkę, okazało się, że z ebookiem wszystko było w porządku, a dziwne słowa to nie jest żaden błąd. Po jakimś czasie trochę się przyzwyczaiłam, ale ostatecznie slang nie przypadł mi do gustu.

    Zirytowała mnie scena, która nastąpiła po pojawieniu się w Strefie dziewczyny. W pewnym momencie któryś z przebywających tam chłopców wypowiedział tekst, że pierwszy chce ją mieć. Jakby dziewczyna pojawiła się po to, by być zabawką dla dorastających młodych mężczyzn i spełniać ich różnorakie fantazje. Może powiecie, że jestem przewrażliwiona, że to tylko książka, ale jakiś młody chłopak kiedyś po nią sięgnie, utkwi mu ta scena w głowie i katastrofa murowana. 

    Zdziwiło mnie w książce też to, że Streferzy mieli zapewnione różne "wygody", między innymi dobrze wyposażoną kuchnię w mikrofalówkę, lśniące stoły itp. oraz mogli o różne rzeczy ułatwiające życie prosić i otrzymywali je za pomocą windy. Z jednej strony da się to wytłumaczyć, bo Labirynt nie powstał przecież sam z siebie i Stwórcy mieli nad nim kontrolę, a z drugiej strony psuło całe wyobrażenie o tym, że muszą nauczyć się, jak przetrwać. 

     Chociaż całość raczej nie trzymała mnie w jakimś szczególnym napięciu i bywały momenty, kiedy trudno było mi zachęcić się do dalszego czytania to ani trochę nie żałuję czasu spędzonego z tą książką. Końcówka sprawia, że zastanawiam się, co będzie się działo dalej i mam ochotę dać szansę następnym tomom, które już czekają na mojej półce.

Ocena: 5/10
Liczba stron: 424
Cykl: Więzień Labiryntu

Więzień Labiryntu | Próby ognia | Lek na śmierć | Rozkaz zagłady | Kod gorączki


#27 Kolor magii - Terry Pratchett

lipca 14, 2021

#27 Kolor magii - Terry Pratchett

    Kto nigdy nie słyszał o książkach Terrego Ptratchetta i wykreowanym przez niego Świecie Dysku, ręka w górę! Co, nikt? Wcale mnie to nie dziwi. Zewsząd płynie wiele zachwytów, a fragmenty są cytowane często i gęsto na stronach i fanpage'ach dla książkoholików. Dotychczas nie przeczytałam żadnej z jego książek, co postanowiłam zmienić. Spisałam sobie wszystkie tytuły i zaczęłam od cyklu o Rincewindzie, choć podobno każdą książkę można czytać w dowolnej kolejności, bez znajomości poprzednich tomów. 
 
 
"Zastanawiał się, co to właściwie za życie, kiedy trzeba płynąć bez przerwy, by pozostać w tym samym miejscu. Bardzo podobne do jego życia, uznał."
    Kolor magii opowiada historię maga Rincewinda, który zna tylko jedno zaklęcie i na dodatek nie chce go wypowiedzieć. Rincewind, kiedyś wyrzucony z Niewidocznego Uniwersytetu staje się przewodnikiem dla Dwukwiata, pierwszego turysty zwiedzającego Dysk. Ci dwaj, wraz z Bagażem - magiczną skrzynią, przeżywają wiele przygód i wpadają w ogromną ilość tarapatów. 

    Bardzo ciężko było opisać, o czym ta książka jest. Fabuła zmienia się tak szybko, że wystarczy mrugnąć bądź na sekundę się zamyślić, żeby zgubić wątek. Bardzo często musiałam wracać kilka stron, ponieważ do umysłu wleciała mi jakaś myśl, która oderwała mnie od treści, mimo że oczy nadal ją śledziły, żeby nie wiedzieć co się stało i dlaczego. Na 208 stronach Terry Pratchett umieścił tyle, że akcja zmieniała się z sekundy na sekundę. Aż ciężko uwierzyć, że starczyło mu pomysłów na to, by Świat Dysku liczył sobie 41 tomów. 

    Plusem książki są jej bohaterowie, w tym Bagaż. Choć Rincewind bywał odrobinę irytujący to został ciekawie wykreowany. Dwukwiat zdecydowanie został moim ulubieńcem, włącznie z tendencją do wpadania w kłopoty, tak samo jak Bagaż ze swoimi nogami i magicznymi właściwościami.

    Świat Dysku został ciekawie skonstruowany. Pomysł na to, że magowie mogą uczyć się latami jednego zaklęcia, by zapomnieć je natychmiast po jego wypowiedzeniu - świetny. Krążąca gdzieś postać Śmierci i jej kwestie wypowiadane WIELKIMI LITERAMI, bogowie mieszający się w świat ludzi i czający się na ateistów, i potencjalna kosmiczna kopulacja żółwia, na którym stoją słonie, na których grzbietach umieszczony jest Dysk... Oryginalnie. 
 
    Mimo tych wszystkich plusów moja ocena jest raczej niska. Głównie przyjemność z czytania zabierało mi to, że wydarzenia dzieją się za szybko i za chaotycznie. Nie zrozumcie mnie źle, lubię, kiedy w książce się dzieje, ale tu jest różnego rodzaju sytuacji definitywnie za dużo wciśnięte. Z pewnością chwycę za kolejne tomy, jednak mam nadzieję, że ich fabuła będzie wolniejsza i skupiona na dwóch/trzech wątkach, a nie siedemdziesięciu trzech.

Ocena: 4/10
Liczba stron: 208
Cykl: Świat Dysku, Cykl o Rincewindzie

 
Kolor magii | Blask fantastyczny | Czarodzicielstwo | Faust Eryk | Ciekawe czasy | Ostatni kontynent | Ostatni bohater || Równoumagicznienie | Trzy wiedźmy | Wyprawa czarownic | Panowie i damy | Maskarada | Rybki małe ze wszystkich mórz (opowiadanie) | Carpe Jugulum || Mort | Kosiarz | Muzyka duszy | Wiedźmikołaj | Złodziej czasu | Śmierć i co potem nadchodzi (opowiadanie) || Piramidy | Pomniejsze bóstwa || Straż! Straż! | Teatr okrucieństwa (opowiadanie) | Zbrojni | Na glinianych nogach | Bogowie, honor, Ankh-Morpork | Piąty Elefant | Prawda | Straż nocna | Łups! | Niuch || Ruchome obrazki || Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie || Wolni Ciut Ludzie | Kapelusz pełen nieba | Zimistrz | W północ się odzieję | Pasterska korona | Potworny regiment || Piekło pocztowe | Świat finansjery | Para w ruch || Niewidoczni Akademicy
#26 Gołąb i wąż - Shelby Mahurin

lipca 12, 2021

#26 Gołąb i wąż - Shelby Mahurin

    Niedawno miała premierę druga część tej książki, a mianowicie Krew i miód. Jej okładka (swoją drogą piękna) była wszędzie, a ja nawet nie czytałam pierwszej części! A z racji, że miałam ochotę na niezobowiązujące lektury, które dostarczyłyby mi jakiejś rozrywki, ale niekoniecznie zmuszały do intensywnego myślenia padło na Gołębia i węża autorstwa Shelby Mahurin.

"Czemu właściwie miałaby służyć pierwsza miłość, jeśli nie roztrzęsionym dłoniom i pozbawiającym tchu odkryciom?"

    Louise jest czarownicą. Kilka lat temu uciekła ze swojego sabatu, by ratować własne życie. Teraz wraz z przyjaciółką para się złodziejstwem. Ich celem jest pierścień, który mógłby zapewnić Lou bezpieczeństwo ponieważ sabat nie odpuszcza tak łatwo. Dodatkowo świat w którym żyje nie jest przyjazny czarownicom. Kościół i Łowcy, zwani Chasseurami polują na kobiety z magicznymi zdolnościami. Reid jest łowcą, jego celem życiowym jest wyeliminować jak najwięcej czarownic. Pewnym splotem wydarzeń Louise i Reid zostają zmuszeni do małżeństwa. Jak potoczą się ich losy? 

    Pomysł na fabułę nie był zbyt oryginalny. Polowanie na czarownice to motyw wałkowany już od baaaaaardzo dawna i ciężko wymyślić w nim coś nowego. Nie chcę zdradzać za dużo szczegółów, ale kwestia poświęcenia jednej osoby z sabatu też nie jest niczym nowym i wyjątkowym, mnie od razu na myśl przyszedł pewien serial, w którym podobny pomysł też został wykorzystany. Jednak to wszystko stworzyło całkiem ciekawą historię przy której nie najgorzej się bawiłam.

     Wątek romantyczny jest w zasadzie do przewidzenia, ale wszystko to, co dzieje się po drodze już niekoniecznie. Lou i Reid mają zupełnie inne charaktery, co doprowadza czasem do śmiesznych sytuacji. I chociaż wiadomo, jak to się wszystko skończy to ciągle czytelnik czeka w napięciu KIEDY nadejdzie happy end.

   Końcówka książki jest jazdą bez trzymanki, niektóre rozwiązania są bardzo zaskakujące i sprawiają, że natychmiastowo chce się sięgnąć po drugi tom. 

     Podobała mi się ta książka, chociaż myślę, że gdybym czytała ją z pięć lat lub osiem lat temu to zachwyciłaby mnie bardziej. Teraz jednak potrzebuję czegoś "ambitniejszego" niż trochę czarów i wątek romantyczny, żebym była całkowicie zachwycona. Aczkolwiek uważam, że była to dobra rozrywka i spełniła swoje zadanie bycia lekką i niezobowiązującą lekturą na czas urlopu.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 476
Cykl: Gołąb i wąż

Gołąb i wąż | Krew i miód

#15 Zorza polarna - Phlip Pullman

maja 24, 2021

#15 Zorza polarna - Phlip Pullman

    Pierwszy raz o Zorzy polarnej usłyszałam od swojej siostry, lecz nie o książce, ale o filmie. Bardzo jej się podobał i polecała, żebym obejrzała. Nie wiem, czy wytrwałam pół godziny, chociaż podejścia miałam dwa. Jakiś czas temu usłyszałam, że film powstał na podstawie książki i cóż... urzekły mnie piękne czarno-złote okładki. Stwierdziłam, że może z książkami będzie mi bardziej po drodze niż z filmem i po kilku miesiącach zabrałam się za czytanie.


"Niepokoić się o młodych to obowiązek starych – powiedział Bibliotekarz. – A zadaniem młodych jest lekceważyć niepokój starych."

    Lyra Belacqua jest jedenastoletnią dziewczynką, sierotą. Wraz ze swoim dajmonem mieszka w Kolegium Jordana, gdzie dni upływają jej na zabawach z oksfordzkimi dziećmi, wchodzeniem w różne zakamarki,  których nie powinna być, chodzeniu po dachach i, od czasu do czasu, nauce. Pewnego dnia zakrada się do sali, w której nigdy nie przebywała żadna kobieta i w szafie podsłuchuje rozmowy uczonych o tajemniczym Pyle. Tymczasem dzieci wraz ze swoimi dajmonami zaczynają znikać z całego kraju. Splotem wydarzeń Lyra wyrusza na poszukiwanie zaginionych dzieci.

    Cała książka miała potencjał. Magia, dajmony (stworzenia mogące zmieniać kształt, przybierające postać zwierzęcą), gadający niedźwiedź, zorza polarna, portal do innego wymiaru, zła banda porywająca dzieci, Cyganie... Ale coś nie wyszło. W powieści było bardzo dużo opisów w stosunku do dialogów, a jeśli dialogi już były to średnio ciekawe i nierealne.

    Z bohaterami też coś było nie tak. Począwszy od Lyry, która była ogromnie irytująca, kompletnie nie zachowywała się jak jedenastolatka, czasem wydawałoby się, że lat ma cztery, a czasem sto cztery. W pewnym momencie książki była sytuacja, że inny bohater rozcinał fokę, a u Lyry nie pojawiły się żadne emocje z tym związane, po prostu przyjęła to, jakby codziennie ktoś obrabiał przy niej w ten sposób zwierzę, bez jakiejkolwiek reakcji. Wydaje mi się, że żadna nastolatka się tak nie zachowuje. W dodatku pozwalano jej na wszystko. Chce jechać na niedźwiedziu do jakiejś oddalonej o wiele kilometrów wioski, bo ma przeczucie? Proszę bardzo, jedź, tylko dogoń nas potem. Bohaterowie wykreowania naprawdę nierealnie, chociaż tak jak wcześniej wspominałam, potencjał był.

    Podobały mi się zwroty akcji. Muszę przyznać, że zdarzały się momenty, w których byłam zaskoczona tym, co się stało i dlaczego. Zakończenie też daje nadzieję na ciekawe rozwinięcie fabuły w dalszych tomach.

    Czy przeczytam pozostałe dwa tomy trylogii? Nie wiem, ale chyba tak, bo głupio tak zacząć i nie skończyć, jednak trochę odczekam, zanim wrócę do Mrocznych materii. Ostatecznie w dalszych książkach wszystko może się zmienić i polepszyć. Czy polecam? I tak i nie. Nie, bo mi się nie podobało. Tak, ponieważ zbiera pozytywne opinie na różnych portalach, więc jej odbiór zależy od gustu czytającego (jak zawsze zresztą) i Wam może się podobać.

Ocena: 4/10
Liczba stron: 396
Cykl: Mroczne materie

Zorza polarna | Delikatny nóż | Bursztynowa luneta

#14 Niewidzialne życie Addie LaRue - V.E. Schwab

maja 21, 2021

#14 Niewidzialne życie Addie LaRue - V.E. Schwab

    Macie czasem tak, że jakaś okładka przewija się przez wszystkie social media tak wiele razy, że macie jej już dość? Ja tak. Ten tytuł bombardował mnie zewsząd. Bookstagram, BookTube, facebook, księgarnia, obok której przechodziłam. Książka V.E. Schwab była wszędzie. WSZĘDZIE! I to na dodatek z różnymi opiniami, ponieważ jedni ją kochają, a drudzy nienawidzą. Postanowiłam ją przeczytać, żeby dowiedzieć się o co tyle szumu, skąd te zachwyty, skąd ta niechęć. Dzisiaj przychodzę do Was z moją opinią. Jak myślicie, podobało mi się?

"Nie chcę należeć do nikogo innego, tylko do samej siebie. Chcę być wolna. Żyć, tak jak chcę, znaleźć własną drogę, kochać albo być sama, ale tylko z własnego wyboru. Jestem zmęczona brakiem wyboru, przerażona latami, które przeciekają mi przez palce. Nie chcę umrzeć tak, jak żyłam, bo to żadne życie."

    Adeline LaRue mieszka w małej francuskiej wiosce, w której najlepszym, co może spotkać kobietę jest dobre wyjście za mąż. Problem w tym, że Adeline nie chce takiego życia. Nie chce urodzić całej gromadki dzieci, żyć i umrzeć w tym samym domu. Adeline chce poznać świat. Pewnego dnia rodzice oznajmiają jej, że wydadzą ją za mąż za wdowca i że nie ma nic w tej kwestii do powiedzenia. Dziewczyna ucieka w dniu ślubu, po czym zawiera pakt z diabłem, sprzedaje mu swoją duszę, dzięki czemu staje się nieśmiertelna. Problem w tym, że od tego momentu nikt jej nie zapamiętuje, a wszyscy, których znała zapominają o jej istnieniu. 

    Akcja rozwija się raczej wolno. Przez całą książkę skaczemy między aktualnymi wydarzeniami, a tymi z przeszłości. Dowiadujemy się, jak na przestrzeni wieków Addie radziła sobie z byciem osobą, której nikt nie potrafił zapamiętać, jak zdobywała jedzenie czy dach nad głową. 
A w większości nie były to miłe wspomnienia. Addie nie mogła nigdy opowiedzieć nikomu swojej historii czy chociażby zapisać własnego imienia.  Aktualne wydarzenia przynoszą dziewczynie pewną zmianę, pojawia się ktoś, kto oprócz diabła, z którym zawarła pakt, może ją zapamiętać. Jednak i tu nie do końca jest to szczęśliwa historia.

    Fabuła raczej opiera się na emocjach, które autorka chce w czytelnikach wywołać. Złość, strach, smutek, szczęście, miłość, żal, nadzieja, poczucie niesprawiedliwości - to wszystko możemy tutaj znaleźć. A przynajmniej taki zamysł miała autorka, bo mnie fabuła jakoś ani nie porwała ani nie rozemocjonowała. Przeskoki czasowe mnie irytowały, najciekawsze wątki pochodziły z czasów współczesnych i ewentualnie wtedy, kiedy na scenę wkraczał diabeł we własnej osobie. 

     Addie początkowo miała potencjał. Potem okazało się, że zamiast korzystać z danego jej czasu bardziej użala się nad sobą. Możliwości miała niezliczoną ilość, a wolała kraść i zaliczać jednorazowe przygody. Henry również wydawał mi się na początku ciekawy, po czym wyszło na wierzch, że jest raczej przeciętny. Najlepszym bohaterem jest Luc, który od początku do końca miał jakiś charakter.

    Książka z ogromnym potencjałem okazała się średnia. Tacy sobie bohaterowie, taka sobie fabuła, denerwujące przeskakiwanie między teraźniejszością a przeszłością. Nie rozumiem, skąd te wszystkie zachwyty, ale na szczęście coś, co mi się nie podobało, nie musi nie podobać się Wam. Czy polecam? Raczej nie. Dla mnie jest to książka przereklamowana. Póki co jest to powieść jednotomowa, chociaż autorka zakończeniem zostawiła sobie otwartą furtkę i kto wie, może kiedyś na świat wyjdą dalsze tomy o historii Addie LaRue.

Ocena: 5/10
Liczba stron: 608

#11 Dom soli i łez - Erin A. Craig

maja 12, 2021

#11 Dom soli i łez - Erin A. Craig

    Dawno już nie czytałam niczego, co jest typowym młodzieżowym fantasy, Jak byłam nastolatką to się w tym gatunku zaczytywałam i jakiekolwiek inne mogłyby nie istnieć. Teraz mam trochę inny gust i potrzeba mi czegoś więcej, niż romans głównej bohaterki z przystojnym wampirem, żebym była oczarowana. Co więcej, boję się, że gdy po tego typu literaturę sięgnę to będę rozczarowana i zdenerwowana, że straciłam czas.

    Szukałam czegoś, co będzie miało tylko jeden tom. Mój wybór padła na "Dom soli i łez" Erin A. Craig, o którym pierwszy raz usłyszałam na booktube. Przyznaję, że chwyciłam też za tę książkę zupełnie nie widząc o czym ona konkretnie jest i wszystkiego dowiadywałam się podczas lektury.

"Noce jak ta należało dzielić, pamiętać i rozmawiać o nich po latach. Takie niebo było stworzone, by się pod nim całować."
    W domu Annaleigh od kilu lat bez przerwy trwa żałoba. Z dwunastu sióstr Thaumas zostało tylko osiem, na rodzinie ciąży klątwa zabierając jedną dziewczynę po drugiej. Annaleigh wraz z siostrami stara się wyjaśnić, co takiego stoi za całym ich nieszczęściem. Pewnego dnia dziewczyna słyszy historię o tajemniczych drzwiach, przez które przejście może odmienić los rodziny Thaumasów.

    Jestem pozytywnie zaskoczona tą książką, myślałam, że będzie odrobinę bardziej infantylna.Siostry Thaumas są nastolatkami bądź jeszcze dziećmi, żyją w czasach, w których ważne jest aby dobrze wyjść za mąż, a bale i tańce to jedna z ważniejszych rozrywek. Wraz z zagłębianiem się w lekturę okazuje się, że jednak nie jest tak, że bohaterki to głupie laleczki, a mające swój rozum młode kobiety. Bardzo podobało mi się też to, że w rodzinie księcia Ortuna tradycja mówi o tym, że majątek przejmuje najstarsze dziecko i nie ma to znaczenia, czy jest dziewczynką czy chłopcem.

    Fabuła jest ciekawa. Niemal od samego początku zastanawiałam się, czy rodzina Thaumasów naprawdę jest przeklęta czy wszystkie śmierci są tylko przypadkiem i ogromnym pechem. Razem z Annaleigh rozwiązujemy zagadkę śmierci Eulalie, gdyż dziewczyna nie uważa, że był to tylko wypadek. Krok po kroku dziewczyna bada różne tropy i finalnie dowiadujemy się co i jak. 

    Ale Annaleigh nie robi tego sama. W poszukiwaniu odpowiedzi, oprócz sióstr, towarzyszy jej przystojny i tajemniczy Casius. Wątek romantyczny całkiem mi się podobał, chociaż przez chwilę miałam wrażenie, że będzie też zmierzał w kierunku trójkąta miłosnego. Kolejne pytanie jest takie, czy Casius jest taki jak się wydaje? Czy być może maczał palce w nieszczęściach rodziny Thaumasów? Jak zwykle - odpowiedź w książce.

    Oprócz wątku kryminalnego i miłosnego w książce Dom soli i łez znajdziemy również grozę. Przyznam się, że chyba nigdy nie bałam się horrorów i raczej moje wzdrygnięcia polegały na elemencie zaskoczenia niż strachu, jednak ta książka w pewnym momencie sprawiła, że przeszedł mnie delikatny dreszcz. Nie pomógł fakt, że czytałam ją w środku nocy. Także plus jest ogromny. Kolejną fajną sprawą jest to, że pojawiła się taka chwila podczas czytania, że już sama nie byłam pewna co jest prawdą, a co szaleństwem i z niecierpliwością wypatrywałam rozwiązania.

    Aby nie było tak kolorowo to drobnym minusem jest to, że wątki przechery i magicznych drzwi zostały potraktowane odrobinę po macoszemu. Myślałam, że będą bardziej rozwinięte, a tak się niestety nie stało, ale co dla mnie jest niewystarczające dla kogoś innego może być w sam raz, więc się tym nie przejmujcie. 

    Podobała mi się ta książka. Dobrze się przy niej bawiłam, nie zmęczyła mnie, czytało mi się szybko. Nie było nic, co szczególnie mnie zirytowało, zakończenie mnie definitywnie usatysfakcjonowało. Bardzo fajna powieść jednotomowa, którą z czystym sercem mogę polecić.


Ocena: 7/10
Liczba stron: 432  

#8 Chłopaki Anansiego - Neil Gaiman

kwietnia 27, 2021

#8 Chłopaki Anansiego - Neil Gaiman

    Macie czasem tak, że czujecie przymus przeczytania książki jakiegoś autora, ale wiecie, że Wam się nie spodoba? Ja mam, a w szczególności z twórczością  Neila Gaimana. Zaczęło się od książki pt. Gwiezdny pył, który przeczytałam, jak tylko się dowiedziałam, że film pod tym samym tytułem jest na podstawie powieści. Lektura mnie rozczarowała i był to jeden z tych momentów, w których ekranizacja okazała się lepsza niż książka. Potem dłuuugo nie miałam z Gaimanem do czynienia, do momentu, w którym postanowiłam przeczytać jego Mitologię nordycką, która okazała się średnia i Koralinę, której fabuła była w moim odczuciu płytka jak kałuża. Ale chciałam dać temu autorowi kolejną szansę, chociaż miałam przeczucie, że znów się zawiodę.

"Na blacie szafki tkwiła limonka - mały, zielony Budda.
- Zupełnie mi nie pomagasz - rzekł do niej. Zachowywał się niesprawiedliwie.
To była tylko limonka, nie miała w sobie nic szczególnego. Starała się, jak mogła."
    Ojciec Grubego Charliego zmarł i chociaż nie mieli ze sobą zbyt wiele wspólnego syn udał się na pogrzeb. Po uroczystości od swojej dawnej sąsiadki dowiedział się, że... ma brata i aby go wezwać musi przesłać mu wiadomość za pośrednictwem pająka. W chwili alkoholowego zamroczenia Charlie przekazuje życzenie poznania brata pająkowi i od tego momentu życie mężczyzny wywraca się do góry nogami.
 
    Ciężko jest mi powiedzieć, co podobało mi się w tej książce, bo jeśli miałabym być zupełnie szczera to oprócz całkiem ciekawego pomysłu na fabułę to chyba nic. Pomysł Gaiman miał całkiem dobry, poznanie brata, o którym nie miało się pojęcia, ojciec-bóg mający tysiące lat, magi i czary, duchy, łapanie mordercy... Wszystko to mogłoby być bardzo ciekawe, ale niestety - dla mnie - nie było wcale. Musiałam niemal zmuszać się do dalszej lektury.
 
    Bohaterowie byli  irytujący. Począwszy od fajtłapowatego Charliego, który nie potrafił zawalczyć o swoje i walnąć pięścią w stół, przez Spidera, któremu wszystko w życiu się należało, nijaką Rosie - narzeczoną Charliego, Grahame Coats'a szefa-oszusta. Jakoś tak nikogo z nich nie można było polubić i mu kibicować. Jedyną bohaterką, która okazała się interesująca, była Daisy, a i to też dopiero w momencie, kiedy pojawiła się w zupełnie nowej roli. 

    Jedynym wątkiem, przy którym odczułam jakiekolwiek zainteresowanie było poszukiwanie mordercy przez Daisy. Zastanawiałam się, czy uda jej się dopaść złoczyńcę, czy może nie, co będzie z jej karierą w policji. Niestety, ta chwila dość szybko się urwała, bo inni bohaterowie weszli na scenę. I znów zmuszałam się do dalszego czytania i tylko odliczałam do końca książki. Szczęście w nieszczęściu było takie, że śledztwo zaczęło się gdzieś w 3/4 książki, więc już nie dużo zostało.

    Po takiej krytyce pewnie się zastanawiacie, dlaczego nie porzuciłam tej lektury. Bo nie umiałam. Z reguły jest tak, że jak już zacznę jakąś książkę to muszę ją dokończyć, choćbym nie wiem, jak miała się męczyć. A najgorsze jest to, że mam w planie przeczytać jeszcze z dwie książki Gaimana, którymi inni ludzie się zachwycają. Nie wiem, czy jest jakiś autor, który dostał ode mnie tyle szans, mimo tylu rozczarowań.

Ocena: 3/10
Liczba stron: 344

    PS. Nowe wydania książek Gaimana mała piękne, w moim odczuciu, okładki. Ale wersja Chłopaków Anansiego, z którą miałam (nie)przyjemność się zapoznać była tak brzydka... Grafik płakał, jak projektował.

Copyright © Let's read! , Blogger