Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura brytyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura brytyjska. Pokaż wszystkie posty
#67 Tajemnicza historia w Styles - Agatha Christie

lipca 20, 2022

#67 Tajemnicza historia w Styles - Agatha Christie

    Agathy Christie nie trzeba nikomu przedstawiać, ponieważ chyba każdy o niej słyszał, nawet jeśli nie czyta książek. O jubileuszowych wydaniach jejpowieści mogą wiedzieć osoby bardziej tematem zainteresowane, a jeśli do nich nie należycie to powiem Wam, że są piękne. I bardzo zachęcają do lektury. Okładkowe sroki łączmy się. Muszę powiedzieć, że z Poirotem spotkałam się już wcześniej, dzięki lekturze "Morderstwa w Orient Expressie" i zbioru opowiadań pt. "Zbrodnie zimową porą", ale wtedy brakowało mi jednak jakiegoś wprowadzenia, czy opisu wyglądu detektywa (który być może był, ale został przeze mnie zignorowany). W każdym razie postanowiłam... zacząć od początku.

"- Co ci zawsze mówiłem?! - wybuchnął mój przyjaciel. - Nie wolno nic pomijać. Jeżeli jeden szczegół nie pasuje do teorii, lepiej odrzucić teorię."
    W rezydencji Styles Court umiera jej właścicielka. Pierwsze podejrzenia padają na jej o dwadzieścia lat młodszego męża, przed którym Emilię Inglethorp ostrzegała przyjaciółka, Ewelina Howard. Jednak czy tylko Alfred miał powód, by pozbyć się starszej pani? Czy może pasierbowie życzyli "najdroższej Emilii" rychłej śmierci, by przejąć majątek?

    Tajemnicza historia w Styles jest książką, w której po raz pierwszy poznajemy Herculesa Poirota, małego Belga z przenikliwym umysłem, który jest w stanie rozwiązać zagadki, których wyjaśnienia nikt inny by nie znalazł. Nie mogę powiedzieć, że polubiłam go od samego początku, ponieważ zdarzały się chwile, w których trochę mnie irytował. Lekkimi skrzywieniami reagowałam na każde "mon ami", choć w pewnym momencie zaczęłam je ignorować. Jako tako sympatia przyszła później. 

    Kiedyś wspominałam już, że detektyw ze mnie jest raczej średni. Jeśli będę wiedziała, kto zabił wcześniej niż autor/autorka postanowią to ujawnić to raczej za sprawą szczęśliwego trafu, niż połączenia wszystkich kropek. Nie inaczej było w tym przypadku. Znaczy - miałam swoje podejrzenia, ale autorka zręcznie wytrącała mi karty z ręki i finalnie i tak wszystkiego dowiedziałam się dopiero na końcu.

    Kryminał Christie czyta się przyjemnie, autorka bardzo fajnie wprowadza czytelnika w kreowany świat. Można się poczuć tak, jakby samemu było się w tej rezydencji i brało udział w poszukiwaniu rozwiązania tajemnicy, pytanie tylko czy dostrzeże się wszystkie wskazówki, które autorka podaje jak na tacy.

    Jeśli dotychczas nie mieliście okazji przeczytać nic Agathy Christie to polecam. Jeden tytuł to jedna historia i nic nie jest rozwlekane niepotrzebnie. Jeśli macie ochotę na zagadkę kryminalną, gdzie autor potrafi wyprowadzić Was w pole to Tajemnicza historia w Styles jest odpowiedzią na Wasze potrzeby.


Ocena: 6/10
Liczba stron: 222
Cykl: Hercules Poirot

Tajemnicza historia w Styles | Morderstwo na polu golfowym | Poirot prowadzi śledztwo | Zabójstwo Rogera Ackroyda | Wielka czwórka | Zagadka Błękitnego Expressu | Samotny dom | Śmierć Lorda | Morderstwo w Orient Expressie | Czarna kawa | Tragedia w trzech aktach | Śmierć w chmurach | A.B.C. | Morderstwo w Mezopotamii | Karty na stół | Śmierć na Nilu | Morderstwo w zaułku | Niemy świadek | Rendez-vous ze śmiercią | Morderstwo w Boże Narodzenie | Pierwsze, drugie... zapnij mi obuwie | Zerwane zaręczyny | Zło czai się wszędzie | Pięć małych świnek | Niedziela na wsi | Dwanaście prac Herkulesa | Pora przypływu | Pani McGinty nie żyje | Po pogrzebie | Entliczek pentliczek | Zbrodnia na festynie | Kot wśród gołębi | Tajemnica gwiazdkowego puddingu | Przyjdź i zgiń | Trzecia lokatorka | Wigilia Wszystkich Świętych | Słonie mają dobrą pamięć | Wczesne sprawy Poirota | Kurtyna

Liliput, czyli jeden akapit o książkach #3

lipca 04, 2022

Liliput, czyli jeden akapit o książkach #3

Dziewczyna z konbini - Sayaka Murata

Bardzo dużo osób zachwyca się tą książką i nie powiem, że nie jest ona ciekawa, ale... w sumie to taki średniaczek. Jest sobie dziewczyna, która pracuje w konbini, czyli sklepie mniej więcej takim jak nasza Żabka. Niczego więcej nie chce od życia, nie potrzebuje urlopu, zamiast herbaty pije sam wrzątek. Inni ludzie kompletnie nie rozumieją tego, że właśnie taki sposób funkcjonowania jej odpowiada. I z jednej strony jest to książka, która skłania do refleksji nad własnym życiem, zapytaniem, czy pogoń za tym, co chcemy zdobyć jest naprawdę taka istotna, to osoby oczekujące po tej opowieści jakiejś akcji po prostu się rozczarują, gdyż nic takiego nie wystąpi. Dlatego - bez zachwytu z mojej strony, ale też nie mogę powiedzieć, żeby była to zła lektura.


Ocena: 5/10 | Liczba stron: 144


Vicious: Nikczemni - V.E. Schwab

Za książkę V.E. Schwab chwyciłam po wieeeeelu pozytywnych opiniach w Internecie. I wiecie co? Książka była taka sobie. Trochę denerwowało mnie przeskakiwanie między przeszłością i teraźniejszością, a żaden z bohaterów jakoś nie podbił mojego serca. Pomysł na fabułę wydawał się dobry, ale w ostateczności nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak na innych. Z tą autorką miałam do czynienia jeszcze przy okazji Niewidzialnego życia Addie LaRue, ale też obyło się bez zachwytu. Także odpuszczę sobie inne jej książki.

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 448

 

Przebudzeni - Colleen Houck

Z książkami Colleen Houck miałam styczność przy serii pt. Klątwa tygrysa, która ogromnie mi się podobały (ostatni tom wywołał we mnie morze łez). Od tamtego czasu nawet nie słyszałam, żeby w Polsce zostało wydane coś, co wyszło spod jej pióra, aż tu nagle się okazało, że owszem i to nawet trylogia. Przeczytałam pierwszy tom i podobał mi się, ale nie była to książka, która w jakikolwiek sposób wnosi coś nowego do książkowego świata. Ot, nastoletni romans z mitologią w tle.

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 488


Stowarzyszenie umarłych poetów - Nancy H. Kleinbaum

Ta książka na mojej półce stała baaaaaaardzo długo, nawet kiedyś miałam do niej z dwa podejścia, ale nie doczytałam dalej, niż kilka pierwszych stron. I powiem tak - niczego w moim życiu ta lektura nie zmieniła. Nie wywołała we mnie żadnych głębszych emocji, żadnych refleksji. Jedynie utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie powinno pisać się książek na podstawie filmu.

 

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 160


Śmierć pani Westaway - Ruth Ware

Autorstwa Ruth Ware przeczytałam w zeszłym roku książkę "Pod kluczem" i trzymała mnie ona w napięciu niemal od początku do końca. W związku z tym byłam bardzo ciekawa innych książek autorki i tego, co może wymyślić. Nie było źle, ale nie było też najlepiej. Przede wszystkim powiedziałabym, że Śmierć pani Westaway jest raczej kryminałem niż thrillerem, a akcja znacznie mniej intryguje niż w "Pod kluczem". Ciekawie się czytało, ale bez większego parcia na poznanie zakończenia. Przede mną jeszcze jedna książka Ware, jestem ciekawa, czy bliżej jej będzie do Śmierci pani Westaway czy do Pod kluczem.

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 480

#61 Była sobie rzeka - Diane Setterfield

maja 12, 2022

#61 Była sobie rzeka - Diane Setterfield

Jakie są książki z serii butikowej Albatrosa każdy wie - piękne i bardzo zachęcają do tego, by po nie sięgnąć. Na pozycję Była sobie rzeka miałam ochotę już od jakiegoś czasu, a chęć ta wzmogła się po lekturze Trzynastej opowieści tej samej autorki. Trzynasta opowieść podobała mi się bardzo, więc nie widziałam żadnych przeszkód, by zapoznać się z innymi pozycjami Diane Setterfield, choć opinie o "Była sobie rzeka" słyszałam różne. Jedni się zachwycają, inni niekoniecznie. 

"Czy każdy z nas nie robi czasem czegoś niespodziewanego? Czy nie lubimy od czasu do czasu zerwać z nawykami i postąpić inaczej niż zawsze?"

Pewnej zimowej nocy w gospodzie nad rzeką otwierają się drzwi, a w nich staje pokiereszowany mężczyzna z martwą dziewczynką na rękach. Nawet stali bywalcy, którzy uwielbiają opowiadać i słuchać opowieści nie są w stanie uwierzyć w to, co dzieje się na ich oczach, ponieważ godzinę po pojawieniu się nieznajomego dziewczynka... zaczyna oddychać. Trzy rodziny są gotowe do przyjęcia pod swój dach dziecka. Pierwsza, która dwa lata wcześniej w niewyjaśnionych okolicznościach utraciła córkę i uważa, że ta do nich powróciła. Druga, dla której dziecko jest owocem sekretnego małżeństwa syna. Oraz trzecia, a osobie gospodyni proboszcza, która uważa, że dziewczynka jest jej młodszą siostrą. Niestety, dziecko nie mówi i nikt nie jest w stanie rozstrzygnąć, kim jest i skąd się wzięła.

Ta książka jest niczym rzeka. Czasem płynie wolno, aż za wolno, a czasem jej nurt jest nie do doścignięcia. Największym problemem jest chyba jednak to, że jest to głównie powolna opowieść nie tylko o dziewczynce, która miała być martwa, ale też o pielęgniarce Ricie, małżeństwie prowadzącym gospodę, gospodyni na probostwie i jej kłopotach, małżeństwie Voughanów... Wszystkie te wątki, częściowo kompletnie od siebie różne w pewnym momencie splatają się i odkrywają tajemnicę stojącą za Amelią, Ann, czy też Alice...

Każdy z bohaterów jest inny, ale z całą pewnością moim ulubionym był Robert Armstrong, który urzekł mnie od pierwszych chwil. Myślę, że w prawdziwym życiu chciałabym spotkać kogoś takiego, jak on. Pozostałych bohaterów też można polubić, jednym kibicować bardziej, a drugim wcale. Trzeba przyznać, że Dianne Setterfield nie stworzyła płaskich postaci, każde z nich ma swoją historię do opowiedzenia. 

Przez całą książkę zastawiałam się, czyim dzieckiem jest dziewczynka, którą wszyscy chcieliby do siebie przygarnąć. Są osoby, które się tego domyśliły, jednak ja nie należę do tego grona. Dla mnie było to lekkie zaskoczenie, bo typowałam zupełnie inne osoby. Jestem ciekawa, czy Wy bylibyście się w stanie domyślić, kto jest rodzicem dziewczynki?

Mimo ogólnie dobrego wrażenia, które zrobiła na mnie ta książka to po kilku dniach od lektury uważam ją za po prostu okej, ale bez szału. Były dłużące się momenty, czasem autorka próbowała budować napięcie, ale jakoś jej to nie wychodziło. Było dobrze, ale mogło być lepiej. Jeśli lubicie powolne książki to powinna Wam się spodobać. Jeśli wolicie pędzącą fabułę to definitywnie nie jest książka dla Was.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 480

Kirke | Pieśń o Achillesie | Rebeka | Moja kuzynka Rachela | Trzynasta opowieść | Była sobie rzeka | Czarne skrzydła czasu | Syrena i pani Hancock | Milczący zamek | Oberża na pustkowiu | Cztery muzy | Zapomniany ogród


#50 Rebeka - Daphne du Maurier

kwietnia 15, 2022

#50 Rebeka - Daphne du Maurier

    Macie takie książki, za które raczej nie chwycilibyście, gdyby nie zmusił Was do tego los? Ja tak, najczęściej są to te związane z plakatem-zdrapką. Tak jakoś wyszło, że większość z tytułów na nim umieszczonych raczej nie była na mojej czytelniczej liście, ale wyszło, jak wyszło. Przynajmniej mogę w pewnym stopniu poszerzyć moje horyzonty czytelnicze, bo chęć zdrapania pola jest ogromna. Stało się też tak, że Rebeka, o której dzisiaj Wam opowiem, została przepięknie wydana w serii butikowej Albatrosa, a jako okładkowa sroka nie mogłam przejść obok tego obojętnie. 

"Jakby to było dobrze - powiedziałam impulsywnie - żeby wynaleziono sposób na przechowywanie wspomnień podobnie jak perfum. Tak, żeby się nie ulatniały i nigdy nie spowszedniały i żeby w dowolnej chwili można było odkorkować butelkę i przeżywać ten moment na nowo."

    Główna bohaterka podróżuje wraz z panią van Hopper jako dama do towarzystwa. Podczas pobytu na Riwierze Francuskiej poznaje pana Maxima de Wintera, zamożnego wdowca. Po bardzo krótkiej znajomości dziewczyna zgadza się za niego wyjść. Po poślubnej podróży małżeństwo przyjeżdża do Manderley, rodzinnej posiadłości pana młodego. Wraz z powrotem do domu główna bohaterka zostaje pozostawiona sama sobie, pan de Winter zmienia się nie do poznania, a w ogromnym majątku można wciąż wyczuć poprzednią żonę Maxima - Rebekę, która rok wcześniej zginęła w tajemniczych okolicznościach. Wszyscy kochali poprzednią żonę pana domu, czy nowa pani de Winter odnajdzie swoje miejsce w Manderley?

    Fabuła książki całkiem mi się podobała, chociaż myślę, że określanie jej jako powieści gotyckiej jest odrobinę nad wyraz. Raczej nie czułam żadnego większego niepokoju związanego z wydarzeniami, które dzieją się na kartach Rebeki. Chociaż przyznaję się, że wraz z rozwojem historii byłam coraz bardziej zaangażowana i wyczekiwałam odkrycia wszystkich tajemnic kryjących się w Manderley. Nie mogę powiedzieć, że domyśliłam się prawdy, a jest ona całkiem zaskakująca. Już pod koniec książki byłam ogromnie zaciekawiona, jak to wszystko się skończy i czy zostaną domknięte wszystkie wątki.

    Trochę wkurzała mnie główna bohaterka. Niestety, nie mogę podać Wam jej imienia, ponieważ żadna z pozostałych postaci nie zwraca się do niej używając go. Denerwowała mnie swoim zachowaniem wiecznej ofiary losu i trochę czekałam, aż zacznie przepraszać wszystkich dookoła za to, że żyje. Nawet swojemu mężowi pozwalała się traktować jak dziecko. Uważam, ze była także trochę niedomyślna, ale zdradzenie Wam dlaczego sprawi, że będę musiała zaspojlerować Wam część fabuły, a bardzo tego nie chcę.

    Rebeka podobała mi się, chociaż liczyłam na odrobinę więcej, niż to, co dostałam. Nie czułam żadnego podskórnego lęku, którego się spodziewałam, ale rozwinięcie fabuły częściowo zrekompensowało mi wszystkie wcześniejsze niedociągnięcia. Warto jest się zapoznać z tą historią, chociażby dlatego, by wyrobić sobie o niej własne zdanie, bo wiem, że są fani książki Daphne du Maurier.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 448

Kirke | Pieśń o Achillesie | Rebeka | Moja kuzynka Rachela | Trzynasta opowieść | Była sobie rzeka | Czarne skrzydła czasu | Syrena i pani Hancock | Milczący zamek | Oberża na pustkowiu | Cztery muzy | Zapomniany ogród

#43 Pod kluczem - Ruth Ware

września 15, 2021

#43 Pod kluczem - Ruth Ware

    Od niedawna na moją półkę trafiają coraz częściej kryminały, co pociągnęło za sobą taką rzecz, że zaczęłam otwierać się również na inny gatunek, czyli thriller. Niewiele ich w życiu przeczytałam i byłam całkiem ciekawa, jak będę odbierać tego typu książki. Gdzieś kilkakrotnie przewinęła mi się okładka książki Ruth Ware połączona z pozytywną opinią. Stwierdziłam, że warto spróbować i przeczytałam.

"Ale każdy może sobie ponarzekać, prawda? Wszyscy muszą znaleźć jakieś ujście, bo inaczej można wybuchnąć z frustracji."

    Rowan jest nianią niezadowoloną ze swojego obecnego zatrudnienia. Po zobaczeniu (przez zupełny przypadek) fantastycznej oferty zatrudnienia jako opiekunka w domu państwa Elincourtów bez zastanowienia wysyła CV i udaje się na rozmowę kwalifikacyjną. Pracę dostaje i zamieszkuje w bardzo oddalonym od miasta wiktoriańskim domu. Jej praca polega na opiece nad trzema córkami Elincourtów... Problem w tym, że już od pierwszych chwil zostaje z nimi sama, a dziewczynki... nie pałają do niej wielką sympatią. 

    Bardzo szybko wciągnęłam się w tę książkę. Została napisana z perspektywy Rowan, co pozwoliło mi przeżywać wszystkie wydarzenia razem z nią i wczuć się w jej położenie. Chociaż sprawiło to też, że średnio ją polubiłam, ponieważ momentami jest strasznie marudna i niezadowolona z życia (powody takiego zachowania są później wyjaśnione). W każdym razie wszystko to, co spotykało Rowan częściowo spotykało również mnie.

    Autorka w bardzo umiejętny sposób sprawiała, że razem z główną bohaterką czułam napięcie i klimat panujący w domu Elincourtów. Problem w tym, że Rowan działo się coś noc w noc i dzień w dzień. W pewnym momencie miałam takie poczucie, że gdyby Ruth Ware rozciągnęła te wydarzenia w czasie, osiągnęła by dwa razy lepszy efekt. Gdyby Rowan miała przerwy w dziwnych incydentach i zdarzały się one rzadziej to jako czytelniczka nie miałabym poczucia "meh, znowu", tylko "O MÓJ BOŻE, CO TU SIĘ WYRABIA". Ale tak jak mówię, nie mam większego doświadczenia w czytaniu thrillerów, więc zakładam, że taki miał być efekt.

    Rozwiązanie zagadki jest ciekawe, nie podejrzewałabym, że za całą akcją stoi akurat ta osoba. Samo zakończenie jest tajemnicze i sprawia, że wyobraźnia czytelnika ma pole do popisu.

    Z Ruth Ware rozpoczęłam moją przygodę z thrillerami. Spodobało mi się to tak bardzo, że prawdopodobnie będzie to długa przygoda. Jestem pewna, że sięgnę po inne jej książki. A "Pod kluczem" bardzo polecam!


Ocena: 7/10
Liczba stron: 416

#38 Władca Much - William Golding

sierpnia 23, 2021

#38 Władca Much - William Golding

    Zaczynam myśleć, że czytanie książek z plakatu-zdrapki to nie jest dobry pomysł. Większa część mi się nie podoba i nie rozumiem, dlaczego zostały one zakwalifikowane jako te, które warto przeczytać. Kiedy czytałam opis Władcy much byłam bardzo zaciekawiona, w trakcie czytania mój entuzjazm spadał na łeb na szyję.
 

"Jak człowiek się kogoś boi, to go nienawidzi, ale nie może przestać o nim myśleć."
    Z katastrofy lotniczej z życiem uchodzi garstka chłopców. Na bezludnej wyspie starają się odnaleźć w nowej rzeczywistości bez dorosłych, ułożyć życie tak, aby przetrwać oraz zaznaczyć swoją obecność, aby ratunek przybył jak najszybciej. Początkowo chłopcy są oczarowani brakiem zasad i nakazów, które stworzyli dorośli. Problem w tym, że sielanka rajskiego życia szybko się kończy, a miła przygoda zamienia się w najgorszy z możliwych koszmarów.

    Przez większą część ta książka jest po prostu nudna, akcji prawie nie ma, życie skupia się na tym, że niektórzy chcą budować szałas, a reszta nie chce, że mieli nosić wodę do wybranego punktu w łupinach z kokosa, ale tego nie robią. Pokazuje, że ustalone zasady są w gruncie rzeczy nic nie warte, bo nikt się nimi nie przejmuje, a pierwszą potrzebą jest polowanie na świnie, aby zdobyć mięso i zabawa na piasku.

    No właśnie, polowanie na świnie. Jestem świadoma tego, że ta książka została po raz pierwszy wydana w 1954 roku i czasy od tego roku zmieniły się diametralnie, ale nie wierzę, że jakiekolwiek dziecko byłoby w stanie zapolować na świnię, poderżnąć jej gardło i cieszyć się z tego, jak leje się krew, po czym wyśpiewywać o tym piosenki. Nie wierzę, nikt mnie nie przekona do tego. 

    Denerwowała mnie też absurdalność tego, że tylko dzieci przeżyły katastrofę lotniczą. Jakby w samolocie nie było ani jednego dorosłego, mimo że na wyspie są również maluszki w wieku ok czterech lat, których nikt, przy zdrowych zmysłach, nie puściłby samych. Realizmu fabule dodałaby chociażby wzmianka o znalezionych zwłokach dorosłych, bądź jakimś dorosłym dogorywającym na plaży czy wyrzuconym przez ocean.

    Istnieje prawdopodobieństwo, że zapomniał wół, jak cielęciem był i już nie pamiętam, jak to jest być dzieckiem, ale w mojej opinii Golding pokazuje wszystkie najgorsze cechy dzieci. Okrucieństwo (także w stosunku do kolegów), brak poszanowania zasad, lenistwo... Aż odechciewa się mieć dzieci.

    W pewnym momencie pojawia się także tytułowy Władca much. Głowa świni nabita na kij. Myślałam, że będzie to bardziej rozwinięty wątek, ale nie (stety bądź niestety). Ten element fantasy kompletnie nie pasuje do całek książki. Myślałam, że będzie to rozwiązane w zupełnie inny sposób.

    Mam wrażenie, że albo jestem na tę książkę za młoda albo za stara. Może być też tak, że jej po prostu nie zrozumiałam, ale ciężko chcieć coś zrozumieć, kiedy jest to podane w tak niestrawnej wersji. Nie polecam, nie stracicie niczego, jeśli tej książki nie przeczytacie.


Ocena: 2/10
Liczba stron: 256

PS. Jedyny pozytyw tej książki jest taki, że narobiła mi ochoty na serial Lost, który jest inspirowany Władcą much.

#30 Jądro ciemności - Joseph Conrad

lipca 26, 2021

#30 Jądro ciemności - Joseph Conrad

*w razie gdyby na tę opinie trafili jacyś uczniowie to proszę jej nie używać w żadnym szkolnym referacie, bo prawdopodobnie nie dostaniecie dobrej oceny, a tak w ogóle to najlepiej przejdźcie do ostatniego akapitu recenzji, wszystko Wam wyjaśni*


   
Nie wiem, czy już kiedykolwiek o tym wspominałam, ale przestałam czytać lektury w gimnazjum, kiedy mój zapał pokonali Krzyżacy na jednej z pierwszych pięćdziesięciu stron. Potem przeczytałam jeszcze tylko "Małego księcia", ale to byłoby na tyle. Do końca szkoły średniej z lektur nie przeczytałam już nic. I wiecie co? Nic a nic nie żałuję. Chociaż przyznam się, że miałam próby przeczytania w technikum "Chłopów", ale pokonała mnie scena, w której matka chciała założyć dziecku czapkę z kutasikami (nie oceniajcie, byłam nastolatką). Do "Jądra ciemności", które dziś Wam przedstawię również się kiedyś przymierzałam, ale już nawet nie pamiętam powodu, przez który nie dokończyłam czytać.

"Jestem łagodny jak nowonarodzone dziecię, ale nie lubię, aby mi dyktowano, co mam robić."

    Wyjątkowo dziś posłużę się opisem wydawcy, aby w kilku zdaniach streścić fabułę i za chwilę wyjaśnię dlaczego.

„Jądro ciemności” to opowieść o podróży do kresu cywilizowanego świata i granicach własnej wyobraźni. Marlow, główny bohater powieści, tak jak sam Conrad przed laty, podróżuje rzeką niewielkim parostatkiem przez ogromną i pełną niebezpieczeństw afrykańską dżunglę, by dotrzeć do legendarnego agenta kolonii, Kurtza. Im bliżej celu, tym świat staje się mroczniejszy, wydarzenia coraz mnie zrozumiałe, a zło bliższe i niepokojąco wytłumaczalne.
Podróż do serca dżungli, pełna okrutnych epizodów nieodwracalnie zmienia bohatera, stając się w istocie wyprawą do najmroczniejszych zakątków własnej duszy. A spotkanie z umierającym Kurtzem kończy się obłędem, zbliżając bohatera do tytułowego jądra ciemności."


   
Dzisiejsza opinia będzie krótka, ponieważ najlepszym wyjściem w moim życiu byłoby to, w którym nigdy nie wróciłabym do tej książki. Strata czasu i papieru, żal drzew, które zostały wycięte, żeby tę książkę wydrukować. Nie jestem w stanie opisać, o czym ta książka w ogóle była, bo przechodziło się od jednej sceny do drugiej w takim tempie, że wystarczyło mrugnąć i już nie wiadomo było, gdzie się jest. Żeby ogarnąć fabułę musiałam przeczytać sobie potem streszczenie i podziwiam osobę, która spośród tych zdań wyciągnęła jakiś sens.

    Wydanie, które miałam (nie)przyjemność czytać miało tylko 88 stron, ale lektura zajęła mi długie godziny. Ściana tekstu, praktycznie zero dialogów, niewielkie marginesy i mała czcionka, czyli wszystko, co utrudnia czytanie i tak nieciekawej książki. Dramat.

    Ciężko wyobrazić sobie głównego bohatera jako żywego człowieka. Ja wiem i rozumiem, że kiedy ta książka została napisana to w ogóle były inne czasy, że to, co dzisiaj jest niedopuszczalne wtedy było normalnością i na porządku dziennym, ale... Kompletnie nie rozumiem, jak autor bez żadnej refleksji mógł opisać scenę, w której Murzyn* bity jest batem, a Marlow patrzy na to bez jakiegokolwiek śladu emocji. Leją go to leją, bez znaczenia. W ogóle w tej książce brak mi jakichkolwiek przemyśleń, sucha opowieść. 

    Jedną jedyną zaletą tej książki jest fakt, że można ją zaliczyć do tych rozwijających słownictwo, ale to naprawdę jest w mojej ocenie jedyna cecha, która broni "Jądra ciemności".

    Nie polecam, nie czytajcie tego. Jeśli jest to Wasza lektura szkolna to przeczytajcie streszczenie, szkoda czasu, jest mnóstwo fantastycznych powieści czekających na odkrycie. 

Ocena: 1/10
Ilość stron: 88

*Dla mnie to słowo jest neutralne.

#27 Kolor magii - Terry Pratchett

lipca 14, 2021

#27 Kolor magii - Terry Pratchett

    Kto nigdy nie słyszał o książkach Terrego Ptratchetta i wykreowanym przez niego Świecie Dysku, ręka w górę! Co, nikt? Wcale mnie to nie dziwi. Zewsząd płynie wiele zachwytów, a fragmenty są cytowane często i gęsto na stronach i fanpage'ach dla książkoholików. Dotychczas nie przeczytałam żadnej z jego książek, co postanowiłam zmienić. Spisałam sobie wszystkie tytuły i zaczęłam od cyklu o Rincewindzie, choć podobno każdą książkę można czytać w dowolnej kolejności, bez znajomości poprzednich tomów. 
 
 
"Zastanawiał się, co to właściwie za życie, kiedy trzeba płynąć bez przerwy, by pozostać w tym samym miejscu. Bardzo podobne do jego życia, uznał."
    Kolor magii opowiada historię maga Rincewinda, który zna tylko jedno zaklęcie i na dodatek nie chce go wypowiedzieć. Rincewind, kiedyś wyrzucony z Niewidocznego Uniwersytetu staje się przewodnikiem dla Dwukwiata, pierwszego turysty zwiedzającego Dysk. Ci dwaj, wraz z Bagażem - magiczną skrzynią, przeżywają wiele przygód i wpadają w ogromną ilość tarapatów. 

    Bardzo ciężko było opisać, o czym ta książka jest. Fabuła zmienia się tak szybko, że wystarczy mrugnąć bądź na sekundę się zamyślić, żeby zgubić wątek. Bardzo często musiałam wracać kilka stron, ponieważ do umysłu wleciała mi jakaś myśl, która oderwała mnie od treści, mimo że oczy nadal ją śledziły, żeby nie wiedzieć co się stało i dlaczego. Na 208 stronach Terry Pratchett umieścił tyle, że akcja zmieniała się z sekundy na sekundę. Aż ciężko uwierzyć, że starczyło mu pomysłów na to, by Świat Dysku liczył sobie 41 tomów. 

    Plusem książki są jej bohaterowie, w tym Bagaż. Choć Rincewind bywał odrobinę irytujący to został ciekawie wykreowany. Dwukwiat zdecydowanie został moim ulubieńcem, włącznie z tendencją do wpadania w kłopoty, tak samo jak Bagaż ze swoimi nogami i magicznymi właściwościami.

    Świat Dysku został ciekawie skonstruowany. Pomysł na to, że magowie mogą uczyć się latami jednego zaklęcia, by zapomnieć je natychmiast po jego wypowiedzeniu - świetny. Krążąca gdzieś postać Śmierci i jej kwestie wypowiadane WIELKIMI LITERAMI, bogowie mieszający się w świat ludzi i czający się na ateistów, i potencjalna kosmiczna kopulacja żółwia, na którym stoją słonie, na których grzbietach umieszczony jest Dysk... Oryginalnie. 
 
    Mimo tych wszystkich plusów moja ocena jest raczej niska. Głównie przyjemność z czytania zabierało mi to, że wydarzenia dzieją się za szybko i za chaotycznie. Nie zrozumcie mnie źle, lubię, kiedy w książce się dzieje, ale tu jest różnego rodzaju sytuacji definitywnie za dużo wciśnięte. Z pewnością chwycę za kolejne tomy, jednak mam nadzieję, że ich fabuła będzie wolniejsza i skupiona na dwóch/trzech wątkach, a nie siedemdziesięciu trzech.

Ocena: 4/10
Liczba stron: 208
Cykl: Świat Dysku, Cykl o Rincewindzie

 
Kolor magii | Blask fantastyczny | Czarodzicielstwo | Faust Eryk | Ciekawe czasy | Ostatni kontynent | Ostatni bohater || Równoumagicznienie | Trzy wiedźmy | Wyprawa czarownic | Panowie i damy | Maskarada | Rybki małe ze wszystkich mórz (opowiadanie) | Carpe Jugulum || Mort | Kosiarz | Muzyka duszy | Wiedźmikołaj | Złodziej czasu | Śmierć i co potem nadchodzi (opowiadanie) || Piramidy | Pomniejsze bóstwa || Straż! Straż! | Teatr okrucieństwa (opowiadanie) | Zbrojni | Na glinianych nogach | Bogowie, honor, Ankh-Morpork | Piąty Elefant | Prawda | Straż nocna | Łups! | Niuch || Ruchome obrazki || Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie || Wolni Ciut Ludzie | Kapelusz pełen nieba | Zimistrz | W północ się odzieję | Pasterska korona | Potworny regiment || Piekło pocztowe | Świat finansjery | Para w ruch || Niewidoczni Akademicy
#22 Dziwne losy Jane Eyre - Charlotte Brontë

czerwca 26, 2021

#22 Dziwne losy Jane Eyre - Charlotte Brontë

    Nie pamiętam, kiedy ostatni raz przeczytałam książkę zaliczaną do klasyki romansu. Prawdopodobnie było to gdzieś w roku 2012, ale nie dam sobie ręki uciąć. W każdym razie zabrałam się za nią po tym, jak na fali był Zmierzch i jego główna bohaterka Bella ciągle wspominała o Wichrowych wzgórza, Dziwnych losach Jane Eyre czy Dumie i uprzedzeniu. W związku z tym Dziwne losy Jane Eyre były na mojej półce mniej więcej od tego czasu i tak sobie leżały na stosie hańby bez większej nadziei na przeczytanie, aż w moim domu pojawił się plakat-zdrapka, który niejako zmusił mnie do lektury.

"Siadłam i spróbowałam czytać. Nie mogłam jednak doczytać się sensu; moje własne myśli stawały pomiędzy mną a stronicami, w których zawsze znajdowałam tyle uroku."

    Fabuła opowiada losy tytułowej Jane Eyre, początkowo niechcianego-dziecka sieroty, niezbyt dobrze traktowanego w domu ciotki, a następnie młodej kobiety, przyjętej do pracy w charakterze nauczycielki w domu Edwarda Rochestera, z którym niedługo potem łączy ją ogromne uczucie. Jednak pan domu ukrywa pewną tajemnicę. Jak wpłynie ona na dalsze losy Jane Eyre?

    Czy losy Jane Eyre są dziwne? Ciężko stwierdzić, na pewno bardzo smutne i momentami ciężkie. Śmierć rodziców, kiepskie traktowanie w rodzinie, która ją przygarnęła, przebywanie w sierocińcu... Dużo jak na dziecko, jednakże wyszła z tego obronną ręką, z pewnością można stwierdzić, że jest ona silną bohaterką, potrafiącą się odnaleźć w każdej sytuacji, samodzielną i raczej nieużalającą się nad sobą, chociaż miałam wrażenie, że odrobinę naiwną.

    Długo czytałam tę książkę. Początek odrobinę mi się dłużył, ciężko było mi się wgryźć w fabułę, ponieważ język nie należy do tych prostych i przyjemnych. Jednak po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do niego i było łatwiej płynąć przez fabułę i historię Jane.Ale nie czarujmy się, w klasyce romansu wszystkie uczucia rozkwitają wolno i raczej nie ma co liczyć na szybkie rozwinięcie głównego wątku. Więc jeśli ktoś spodziewa się wartkiej akcji niczym w harlequinie to się rozczaruje. 

    Niestety ominęło mnie zaskoczenie związane z ujawnieniem wielkiej tajemnicy pana Rochestera, ponieważ kiedyś w jakiejś książce bez ostrzeżenia zostałam poczęstowana spojlerem, który pamiętam do teraz. Minus jest taki, że niestety nie pamiętam tytułu tamtej książki i nie mogę ostrzec Was przed nią. Jednakże myślę, że gdybym nie wiedziała to ten zwrot akcji byłby naprawdę szokujący. Takich plot twistów jest jeszcze kilka, chociaż można się ich domyślić.

    Nie ma co ukrywać, że Dziwne losy Jane Eyre są zupełnie inne od książek, które wydawane są współcześnie. Myślę, że niektóre zachowania bohaterów czy sytuacje nie miałyby prawa wydarzyć się w obecnym świecie. Przykładowo ja nie zniosłabym przebywania u obcych ludzi na ich koszt przez choćby kilka dni, a co dopiero dłuższy czas. Cóż, inne czasy, inni ludzie.

    Cieszę się, że mam lekturę tej powieści już za sobą i z głowy. Jednak ten czas kiedy przeleżała na półce był bardzo długi, a tak jak już wspominałam - prawdopodobnie byłby jeszcze dłuższy. Warto przeczytać, żeby poznać opowieść, przy której rumieniły się panny na wydaniu dwieście lat temu, a także po to, żeby sprawdzić, czy w tamtych czasach mężczyzna był kobietom do czegokolwiek potrzebny.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 560

#15 Zorza polarna - Phlip Pullman

maja 24, 2021

#15 Zorza polarna - Phlip Pullman

    Pierwszy raz o Zorzy polarnej usłyszałam od swojej siostry, lecz nie o książce, ale o filmie. Bardzo jej się podobał i polecała, żebym obejrzała. Nie wiem, czy wytrwałam pół godziny, chociaż podejścia miałam dwa. Jakiś czas temu usłyszałam, że film powstał na podstawie książki i cóż... urzekły mnie piękne czarno-złote okładki. Stwierdziłam, że może z książkami będzie mi bardziej po drodze niż z filmem i po kilku miesiącach zabrałam się za czytanie.


"Niepokoić się o młodych to obowiązek starych – powiedział Bibliotekarz. – A zadaniem młodych jest lekceważyć niepokój starych."

    Lyra Belacqua jest jedenastoletnią dziewczynką, sierotą. Wraz ze swoim dajmonem mieszka w Kolegium Jordana, gdzie dni upływają jej na zabawach z oksfordzkimi dziećmi, wchodzeniem w różne zakamarki,  których nie powinna być, chodzeniu po dachach i, od czasu do czasu, nauce. Pewnego dnia zakrada się do sali, w której nigdy nie przebywała żadna kobieta i w szafie podsłuchuje rozmowy uczonych o tajemniczym Pyle. Tymczasem dzieci wraz ze swoimi dajmonami zaczynają znikać z całego kraju. Splotem wydarzeń Lyra wyrusza na poszukiwanie zaginionych dzieci.

    Cała książka miała potencjał. Magia, dajmony (stworzenia mogące zmieniać kształt, przybierające postać zwierzęcą), gadający niedźwiedź, zorza polarna, portal do innego wymiaru, zła banda porywająca dzieci, Cyganie... Ale coś nie wyszło. W powieści było bardzo dużo opisów w stosunku do dialogów, a jeśli dialogi już były to średnio ciekawe i nierealne.

    Z bohaterami też coś było nie tak. Począwszy od Lyry, która była ogromnie irytująca, kompletnie nie zachowywała się jak jedenastolatka, czasem wydawałoby się, że lat ma cztery, a czasem sto cztery. W pewnym momencie książki była sytuacja, że inny bohater rozcinał fokę, a u Lyry nie pojawiły się żadne emocje z tym związane, po prostu przyjęła to, jakby codziennie ktoś obrabiał przy niej w ten sposób zwierzę, bez jakiejkolwiek reakcji. Wydaje mi się, że żadna nastolatka się tak nie zachowuje. W dodatku pozwalano jej na wszystko. Chce jechać na niedźwiedziu do jakiejś oddalonej o wiele kilometrów wioski, bo ma przeczucie? Proszę bardzo, jedź, tylko dogoń nas potem. Bohaterowie wykreowania naprawdę nierealnie, chociaż tak jak wcześniej wspominałam, potencjał był.

    Podobały mi się zwroty akcji. Muszę przyznać, że zdarzały się momenty, w których byłam zaskoczona tym, co się stało i dlaczego. Zakończenie też daje nadzieję na ciekawe rozwinięcie fabuły w dalszych tomach.

    Czy przeczytam pozostałe dwa tomy trylogii? Nie wiem, ale chyba tak, bo głupio tak zacząć i nie skończyć, jednak trochę odczekam, zanim wrócę do Mrocznych materii. Ostatecznie w dalszych książkach wszystko może się zmienić i polepszyć. Czy polecam? I tak i nie. Nie, bo mi się nie podobało. Tak, ponieważ zbiera pozytywne opinie na różnych portalach, więc jej odbiór zależy od gustu czytającego (jak zawsze zresztą) i Wam może się podobać.

Ocena: 4/10
Liczba stron: 396
Cykl: Mroczne materie

Zorza polarna | Delikatny nóż | Bursztynowa luneta

#8 Chłopaki Anansiego - Neil Gaiman

kwietnia 27, 2021

#8 Chłopaki Anansiego - Neil Gaiman

    Macie czasem tak, że czujecie przymus przeczytania książki jakiegoś autora, ale wiecie, że Wam się nie spodoba? Ja mam, a w szczególności z twórczością  Neila Gaimana. Zaczęło się od książki pt. Gwiezdny pył, który przeczytałam, jak tylko się dowiedziałam, że film pod tym samym tytułem jest na podstawie powieści. Lektura mnie rozczarowała i był to jeden z tych momentów, w których ekranizacja okazała się lepsza niż książka. Potem dłuuugo nie miałam z Gaimanem do czynienia, do momentu, w którym postanowiłam przeczytać jego Mitologię nordycką, która okazała się średnia i Koralinę, której fabuła była w moim odczuciu płytka jak kałuża. Ale chciałam dać temu autorowi kolejną szansę, chociaż miałam przeczucie, że znów się zawiodę.

"Na blacie szafki tkwiła limonka - mały, zielony Budda.
- Zupełnie mi nie pomagasz - rzekł do niej. Zachowywał się niesprawiedliwie.
To była tylko limonka, nie miała w sobie nic szczególnego. Starała się, jak mogła."
    Ojciec Grubego Charliego zmarł i chociaż nie mieli ze sobą zbyt wiele wspólnego syn udał się na pogrzeb. Po uroczystości od swojej dawnej sąsiadki dowiedział się, że... ma brata i aby go wezwać musi przesłać mu wiadomość za pośrednictwem pająka. W chwili alkoholowego zamroczenia Charlie przekazuje życzenie poznania brata pająkowi i od tego momentu życie mężczyzny wywraca się do góry nogami.
 
    Ciężko jest mi powiedzieć, co podobało mi się w tej książce, bo jeśli miałabym być zupełnie szczera to oprócz całkiem ciekawego pomysłu na fabułę to chyba nic. Pomysł Gaiman miał całkiem dobry, poznanie brata, o którym nie miało się pojęcia, ojciec-bóg mający tysiące lat, magi i czary, duchy, łapanie mordercy... Wszystko to mogłoby być bardzo ciekawe, ale niestety - dla mnie - nie było wcale. Musiałam niemal zmuszać się do dalszej lektury.
 
    Bohaterowie byli  irytujący. Począwszy od fajtłapowatego Charliego, który nie potrafił zawalczyć o swoje i walnąć pięścią w stół, przez Spidera, któremu wszystko w życiu się należało, nijaką Rosie - narzeczoną Charliego, Grahame Coats'a szefa-oszusta. Jakoś tak nikogo z nich nie można było polubić i mu kibicować. Jedyną bohaterką, która okazała się interesująca, była Daisy, a i to też dopiero w momencie, kiedy pojawiła się w zupełnie nowej roli. 

    Jedynym wątkiem, przy którym odczułam jakiekolwiek zainteresowanie było poszukiwanie mordercy przez Daisy. Zastanawiałam się, czy uda jej się dopaść złoczyńcę, czy może nie, co będzie z jej karierą w policji. Niestety, ta chwila dość szybko się urwała, bo inni bohaterowie weszli na scenę. I znów zmuszałam się do dalszego czytania i tylko odliczałam do końca książki. Szczęście w nieszczęściu było takie, że śledztwo zaczęło się gdzieś w 3/4 książki, więc już nie dużo zostało.

    Po takiej krytyce pewnie się zastanawiacie, dlaczego nie porzuciłam tej lektury. Bo nie umiałam. Z reguły jest tak, że jak już zacznę jakąś książkę to muszę ją dokończyć, choćbym nie wiem, jak miała się męczyć. A najgorsze jest to, że mam w planie przeczytać jeszcze z dwie książki Gaimana, którymi inni ludzie się zachwycają. Nie wiem, czy jest jakiś autor, który dostał ode mnie tyle szans, mimo tylu rozczarowań.

Ocena: 3/10
Liczba stron: 344

    PS. Nowe wydania książek Gaimana mała piękne, w moim odczuciu, okładki. Ale wersja Chłopaków Anansiego, z którą miałam (nie)przyjemność się zapoznać była tak brzydka... Grafik płakał, jak projektował.

Copyright © Let's read! , Blogger