Pokazywanie postów oznaczonych etykietą . Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą . Pokaż wszystkie posty
#59 Lustrzanna - Christelle Dabos

maja 08, 2022

#59 Lustrzanna - Christelle Dabos

    Miałam taki okres w życiu, że nie czytałam opisów książek, żeby nie zdradzić sobie żadnego szczegółu z fabuły danej książki. Żeby chcieć przeczytać jakąś powieść wystarczyło mi kilka słów z recenzji, chwytliwy tytuł i ciekawa okładka. Za pierwszy tom cyklu, o którym dzisiaj chcę Wam opowiedzieć chwyciłam właściwie z braku innych, lepszych lektur i w zasadzie nie spodziewałam się niczego specjalnego po Zimowych zaręczynach. I nie potrafię powiedzieć, jak bardzo się myliłam!


"- Urok to najlepsza broń, jaką kiedykolwiek podarowano kobietom, musisz się nią posługiwać bez skrupułów. Wystarczy drobnostka, wymowne spojrzenie, odpowiednio podkreślony uśmiech, żeby mężczyzna znalazł się u twoich stóp."

    Ofelia przez dwadzieścia sześć lat żyła spokojnie na Animie, rodzinnej Arce, w otoczeniu ogromnej rodziny. Jednak pewnego dnia dowiaduje się, że Nestorki rodu zaaranżowały jej małżeństwo z osobą z zupełnie innej Arki, co dla dziewczyny oznacza długą podróż, porzucenie krewnych oraz ukochanego muzeum, w którym eksponaty były dla niej ważniejsze, niż wszystko inne. Ofelia wyrusza na Biegun, wraz z ciotką Rozalindą w roli przyzwoitki, aby poślubić Thorna, wysokiego i szorstkiego w obejściu intendenta. Na Biegunie życie wygląda zupełnie inaczej, niż na rodzinnej Arce Ofelii. Gdzie by nie spojrzeć, tam knute są dworskie intrygi, aby przypodobać się Duchowi rodziny, Farukowi. Czy Ofelia, lustrzanna obdarzona mocą Czytaczka, odnajdzie się na zimnej, obcej arce, gdzie zostać ma żoną żywej lodowej góry? 

    Spróbuję opisać Wam moje odczucia podczas czytania. Z każdą stroną pod moją skórą płynęły fale ekscytacji, każde zdanie wywoływało czytelniczą przyjemność. W fabułę wciągnęłam się w zasadzie od razu, zakochałam od pierwszego opisu humorzastego domu, który potrafi kłapnąć drzwiami, jeśli jego gość mu się nie spodoba. Jeśli byłam zmuszona oderwać się od lektury to jak najszybciej chciałam do niej wrócić. 

    Pierwszy tom, czyli Zimowe zaręczyny wskazywały na to, że będzie to po prostu romans w stylu "hate-to-love", czyli nic specjalnego, czego w literaturze dotąd nie było. Ale każdy, kto sięgnie po Lustrzannę z takim zamysłem zorientuje się po jakimś czasie, że jest to historia znacznie głębsza, a wątek miłosny to ogromna, ale nie główna część tej serii. Przyznam się, że dla mnie nawet za mało było scen z Thornem i Ofelią w roli głównej, ich utarczki i rozwijająca się relacja bardzo mnie ciekawiła. Każdej z nich z niecierpliwością wypatrywałam i cieszyłam przy wszystkich ich spotkaniach. 

    Główna bohaterka - Ofelia - jest niezdarą, ale obdarzoną mocami, których nie spodziewano się po osobie potykającej się o własny szalik. Przede wszystkim jest animistką - może wprawić przedmioty w ruch i dać im "własne" życie. Po drugie jest Czytaczką, czyli dotykając dłońmi jakiegoś przedmiotu może odczytać jego przeszłość. Po trzecie jest Lustrzanną, ta moc daje jej możliwość przechodzenia przez lustra, jednak na małe odległości. Każdą z tych mocy wykorzystuje do poradzenia sobie w nowych sytuacjach, a później by pomóc Thornowi i Berenildzie. 
Bohaterami tej książki są jeszcze inne osoby. Przede wszystkim ciotka Ofelii, Rozalinda. Rozalindę czasem się kocha a czasem niekoniecznie, ale jest postacią, bez której ta seria nie byłaby taka dobra. Swoim zachowaniem i charakterem wprowadza bardzo dużo kolorów do losów Ofelii i nie mogłoby jej zabraknąć. Kolejną drugoplanową postacią jest Berenilda, ciotka Throna. Początkowo bardzo jej nie lubiłam, dopiero później zyskała moje uznanie. 
Są również bohaterowie tak źli charakterem, że aż chciałoby się ich wydrapać z kart tych książek. Mieszają oni w fabule przeokropnie, no ale bez nich nie byłoby książki. 

    Czwartą częścią pt. Echa nad światem autorka złamała mi serce. Po przewróceniu ostatniej strony żałowałam, że nie znam francuskiego, bo inaczej napisałabym do niej pełen oburzenia list, w którym domagałabym się napisania kolejnego tomu. Tak się po prostu nie robi, nie można wyrwać mi serca, zdeptać go i powiedzieć, że już więcej nie będzie. Nie, nie, nie i nie! Mam nadzieję, że to jest jakiś ponury żart i że obudzę się pewnego dnia i okaże się, że piąta część rozwiązująca wszystko po mojej myśli jednak się ukaże. 

    Christelle Dabos dopracowała świat w każdym najmniejszym szczególe. Każda arka jest niepowtarzalna, intrygi i powiązania miedzy rodzinami czy klanami są bez zarzutu - a przynajmniej pod względem technicznym. Dawno nie spotkałam się z serią, która miałaby taki wysoki poziom i utrzymywała go przez wszystkie tomy. Podobało mi się w niej dosłownie wszystko. Bohaterowie, arki, zamysł, tajemnica, wątek miłosny. 

    Wiem, że ta opinia o serii Lustrzanna to jakiś ogromny chaos, ale podobały mi się te książki tak bardzo, że nie jestem w stanie napisać o tym nic konstruktywnego, co nie byłoby pianiem z zachwytu. Lustrzanna jest dla mnie trochę nowym Harry'm Potterem. I tak jak do Harry'ego wracam co jakiś czas to do książek Dabos również będę. Może wtedy będę w stanie napisać coś lepszego niż "och! ach! czytajcie tę serię". 

    Lustrzanna jest serią, która z niewiadomych przyczyn jest raczej mało popularna, a zasługuje na ogromny rozgłos. Jednak z drugiej strony bardzo ciężko mi o niej pisać, ponieważ mam ogromną ochotę zachować ją tylko dla siebie, żeby była tylko i wyłącznie "moim skarbem". Macie tak czasami?

Zimowe zaręczyny
Ocena: 9/10
Liczba stron: 496

Zaginieni z Księżycowa:
Ocena: 8/10
Liczba stron: 528

Pamięć Babel
Ocena: 8/10
Liczba stron: 488

Echa nad światem:
Ocena: 9/10
Liczba stron: 568

Ocena całości: 10/10
Tak, wiem, że ze średniej to nie wychodzi. Ale to mój blog i będę sobie oceniała tak, jak mi się podoba :)
#58 Willa, dziewczyna z lasu - Robert Beatty

maja 02, 2022

#58 Willa, dziewczyna z lasu - Robert Beatty

    Macie czasem tak, że patrzycie na jakąś książkę i z jednej strony czujecie, że może Wam się spodobać, a z drugiej nie chcecie się za bardzo nastawiać na dobrą literaturę? Mnie zdarza się to od czasu do czasu, ponieważ częściej jestem od razu pozytywnie nastawiona, a po kilkunastu stronach mój zapał znika, a kończę książkę znudzona i wkurzona, że zmarnowałam czas. W każdym razie dzisiaj przychodzę do Was z książką, co do której nie miałam żadnych oczekiwań, a skończyłam... Zaskoczona.


"Czasami brak słów to dokładnie tyle słów, ile trzeba."
    Willa jest członkinią klanu leśnych ludzi znanych jako Feiran. Od maleńkości, jako jutka, była uczona poruszać się cicho i kraść tak, by nie pozostawiać śladów. Mimo że Feiranie istnieją od zarania dziejów to aktualnie coraz mniej z nich zna stary język, porozumiewa się z roślinami czy zwierzętami. Willa pod osłoną nocy okrada domy światłolubów uzbrojonych w bum-pałki. Pewnego dnia jednak okazuje się, że ludzie wcale nie są tacy źli, jak kreuje ich pandaran...

    Na początku tylko odrobinę ciężko mi się było wgryźć, a potem już poleciało z górki. Historia Willi oczarowała mnie do tego stopnia, że choć zdarza mi się to w ostatnim czasie bardzo rzadko, nie potrafiłam się oderwać i przy każdym nowym rozdziale obiecywałam sobie, że "jeszcze tylko jeden", więc finalnie na jednym posiedzeniu przeczytałam dwieście stron. Także jeśli nie byliście do tej książki przekonani to to powinno dać Wam do myślenia. 

    Zachwyciły mnie opisy przyrody i integracji ze zwierzętami. Pozwoliły mi one poczuć się tak, jakbym sama była w środku lasu, oddychała świeżym powietrzem, słuchała śpiewu ptaków i wpatrywała się w nurt rzeki. Piękne. Ale nie tylko przyroda w książce Roberta Beatty'ego była świetnie opisana. Świat klanu Willi, jego historia i aktualne poczynania są znacznie bardziej skomplikowane, niż można sobie wyobrazić, w każdym razie jeśli myśleliście, że leśne stworzenia interesują się tylko nowymi sposobami na uprawę zieleni to jesteście w ogromnym błędzie. Autor "Willi, dziewczyny z lasu" wykreował rzeczywistość, która pokazuje, że nie zawsze to, co wydaje się czarne jest czarne, a to co białe jest białe.

    Czytajcie tę książkę, bo naprawdę warto. Choć jest ona skierowana do dzieci to i dorośli znajdą w niej coś dla siebie. "Willa, dziewczyna z lasu" jest piękną historią o przyjaźni, miłości i odkrywaniu, że coś, co wydawało się złe, wcale takie być nie musi. Tę książkę wypożyczyłam z biblioteki, ale gdzieś w połowie książki zorientowałam się, że muszę, po prostu MUSZĘ, mieć swój egzemplarz na półce, bo będę polecać powieść Roberta Beatty'ego każdemu, komu się da. Gorąco zachęcam do lektury, mam nadzieję, że i Was spotkanie z Willą oczaruje, a ja nie mogę doczekać się przeczytania kolejnego tomu.

PS. Ostrzegam, niektórym wrażliwszym jednostkom może zakręcić się łezka pod koniec. 

Ocena: 9/10
Liczba stron: 388
Cykl: Willa

Willa, dziewczyna z lasu | Willa, dziewczyna z Mrocznej Jamy
#53 Gujcio - Steven Rowley

kwietnia 23, 2022

#53 Gujcio - Steven Rowley

    W ostatnim czasie miałam dość sporo na głowie. Praca, życie, obowiązki... Nawet lektury dobierałam sobie z jakiegoś powodu raczej ciężkie. Brakowało mi chwili odpoczynku, wytchnienia, czegoś lekkiego do czytania, co nie zmusiłoby mojego zmęczonego mózgu do większego, niż konieczny, wysiłku. Kiedy trafiła w moje ręce książka, której opis sugerował, że jest tym, czego szukam. Nie zastanawiając się długo, zaczęłam czytać.


"Patrick odczuwał tęsknotę za życiem, którego doświadczał. Coś go od niego odciągało. Był jednocześnie uczestnikiem własnego życia i duchem, ciałem astralnym obserwującym i osądzającym swoje ziemskie wcielenie. Czuł się obcy we własnej skórze. Cała radość go opuściła, ustępując miejsca przygnębieniu. Szczęście jest, tak czy inaczej, ulotne, kiedyś musiało się skończyć."

    Patrick, gej, który już dawno temu wyszedł z szafy i którego kariera telewizyjnej gwiazdy minęła już jakiś czas temu, żyje sobie spokojnym życiem w Los Angeles. Niestety, jego najlepsza przyjaciółka i bratowa w jednym umiera, a brat Patricka udaje się na odwyk, powierzając mu swoje dzieci. Była gwiazda broni się przed wzięciem na siebie odpowiedzialności rękami i nogami, ponieważ sam nigdy nie chciał mieć dzieci i kompletnie nie wie, jak rozmawia się z małymi istotami ludzkimi. Maisie i Grant szybko jednak zajmują znaczną część serca głównego bohatera. Jednak czy tej trójce uda się poradzić sobie z żałobą? Czy uda im się stworzyć więź?

    Żałobę każdy przechodzi inaczej. Jedni płaczą w poduszkę, inni w ogóle jej nie zauważają, jeszcze inni stają się puści w środku. O ile dorosłym jest trochę łatwiej, bo lepiej rozumieją mechanizmy rządzące światem, życiem i śmiercią, to dzieciom trudniej jest wytłumaczyć, że nie przytulą już więcej ukochanej osoby. Patrick został z tym zadaniem całkiem sam, bo prócz gosposi i trzech sąsiadów, z którymi utrzymuje raczej kontakt na dystans, nie ma nikogo bliskiego. Sam od wielu lat musi radzić sobie z żałobą po ukochanym. Opieka nad dziećmi idzie mu z dnia na dzień coraz lepiej, nie tylko główny bohater przekazuje dzieciom mądrości życiowe i cały dekalog zasad do przestrzegania w przyszłości, ale i uczy się od Maisie i Ganta, że różne nowinki, wcale nie są najgorsze na świecie.

    Pomimo motywu żałoby i odwyku książka ma swoje zabawne momenty. Nie raz i nie dwa śmiałam się podczas lektury, co raczej nie zdarza mi się zbyt często. Zarówno główny bohater jak i dzieci swoim zachowaniem i wypowiedziami  wywoływali uśmiech na mojej twarzy. Pytania, które potrafią wymyślić tylko dzieci (np. jaki dzień był ostatnim dniem dzieciństwa Patricka) również i mnie skłaniały do refleksji nad własnym życiem. O ile dzieci w książkach mają tendencję do denerwowania mnie, tak Maisie i Grant byli wyjątkami od tej reguły. Bardzo sympatyczne dzieciaki, inteligentne i zabawne.

    Żeby nie było znów tak kolorowo to muszę się do czegoś przyczepić, ale na 416 stron jedna rzecz to tyle co nic. Grant sepleni, nic dziwnego, bo jest dzieckiem, któremu wypadają mleczaki. Kłopot w tym, że wszystkie jego wypowiedzi były stylizowane na seplenienie, więc za każdym razem musiałam się zatrzymać i sobie przetłumaczyć, co powiedział. Jednak wybijanie z rytmu było zazwyczaj tylko chwilowe, a powrót do historii bezproblemowy.

    Dla kogo jest ta książka? Pomimo swojej lekkości i dużego udziału dziecięcych bohaterów to rekomendowałabym ją osobom co najmniej 16+. Zdarzają się takie fragmenty, które niekoniecznie powinny być czytane przez osoby młodsze, ale żeby nie było - w książce nie ma niczego gorszącego. 

    Życzę sobie więcej takich lektur: przyjemnych, zabawnych, lekkich, ale z głębią i poruszających trudniejsze tematy. Chociaż mamy dopiero kwiecień, wiem, że książka Stevena Rowley'a trafiła na listę moich tegorocznych ulubieńców. Idąc śladem Patrcka, Maisie i Granta sprawię sobie chyba w tym roku różową choinkę. Czemu różową? Aby zrozumieć sami musicie przeczytać "Gujcia", do czego serdecznie Was zachęcam!

Ocena: 9/10
Liczba stron: 416

#41 Franek i Finka. Cyrk martwych makabresek - Aneta Jadowska

sierpnia 30, 2021

#41 Franek i Finka. Cyrk martwych makabresek - Aneta Jadowska

    Do zeszłego roku nie sądziłam, że będę się zaczytywała w książkach jakiegokolwiek polskiego autora. I wtedy weszła Aneta Jadowska cała na biało. Zaczęłam od Trupa na plaży, a skończyło się na tym, że w dwa miesiące za mną była też seria o Dorze Wilk, o Nikicie, o Witkacym i wszystkie dodatkowe, które związane były z Thornverse. Nie wspominam już o tym, że jak pojawiła się informacja o zbiorze opowiadań "Cud, miód, Malina" to z niecierpliwością czekałam na premierę. W tym roku swoją premierę miała pierwsza część serii Franek i Finka skierowanej do dzieci, czyli Cyrk martwych makabresek. Cóż, nie mogłam przejść obok tej książki obojętnie.

"- Tak sobie myślę... - zaczął i natychmiast się zaciął.
- To zwykle bardzo dobry początek. Za mało ludzi myśli, gdybyś mnie pytał - stwierdził dziadek."

    Pozwolę sobie wykorzystać opis książki, który przedstawi clue historii i nie zdradzi Wam za dużo z fabuły:

"Zbliżają się wakacje, a Franek i Finka mają je spędzić w cyrku ekscentrycznego dziadka, który potrafi czarować i wygląda jak skrzyżowanie Świętego Mikołaja z Willym Wonką. Tata bliźniaków uważa, że cyrkowy świat magii nie jest właściwym miejscem dla dzieci. Przez zaklęcia Franek i Finka nie pamiętają wizyt dziadka ani prezentu urodzinowego w postaci smoka, ale… to już wkrótce się zmieni. Rodzeństwo odkrywa swoje niezwykłe zdolności i poznaje istoty, o których czytało tylko w książkach. Ale czy talent do magii pozwoli im uratować umierającą mamę?"

    To była naprawdę świetna lektura i wyśmienicie się przy niej bawiłam. Nieczęsto sięgam po literaturę dziecięcą, ale po tylu przeczytanych książkach Jadowskiej i po wielu przeczytanych pozytywnych recenzjach, nie mogłam się powstrzymać. Autorka po raz kolejny sięgnęła po motyw świata, do którego nie może przedostać się zwykły śmiertelnik, w związku z czym, aby dostać się do Cyrku Jutrzenka Baltazara Bączka należy przejść przez Bramę. Generalnie jest to fajny zabieg, który pozwala nam wierzyć, że gdzieś tam za zasłoną kryje się magiczny świat.

    Bohaterowie - bomba. Franek i Finka są fantastyczni, chociaż finka rządzi! Ale myślę, że w następnych tomach Franek też pokaże na co go stać. Myślę też, że Baltazar Bączek jest takim dziadkiem, jakiego chciałby każdy z nas. Pomysłowy, przyjazny, inteligentny, no i ma swój własny cyrk! Przez książkę przewijają się także inni bohaterowie, nie wszyscy pozytywni, ale gwarantuję Wam, że cyrkowców Jutrzenki chcielibyście poznać osobiście. Fajne jest również to, że dzieci w Cyrku martwych makabresek nie są małymi przygłupami, tylko oryginalnymi i wyjątkowymi postaciami.

    Książka porusza wiele różnych tematów. W tym trudnych, jak choroba mamy czy społecznych, jak fakt, że w cyrkach wykorzystywane są żywe zwierzęta, które niekoniecznie mają ochotę występować na scenie i są do tego zmuszane. 

    Jeśli dotychczas nie przeczytaliście Cyrku martwych makabresek to gorąco Was do tego zachęcam. Bawiłam się przednio i już teraz wiem, że trafi do moich ulubieńców tego roku. Następne książki z tego cyklu biorę w ciemno i się nie zastanawiam. Nie mogę się doczekać, aż autorka wypuści kolejną część z przygodami Franka i Finki. Polecam z całego serca!

Ocena: 8/10
Liczba stron: 368
Cykl: Franek i Finka

Cyrk martwych makabresek |

#28 Labirynt duchów - Carlor Ruiz Zafón

lipca 20, 2021

#28 Labirynt duchów - Carlor Ruiz Zafón

    Moja przygoda z cyklem Cmentarz Zapomnianych Książek zaczęła się całkiem niedawno, bo w grudniu 2020 roku. Z przeczytaniem pierwszego tomu zwlekałam jakieś dziesięć lat (co powtarzam chyba w każdej mojej opinii). W czerwcu 2021 przeczytałam ostatni tom, czyli Labirynt duchów (Miasto z mgły jest to zbiór opowiadań) i czuję, jakbym traciła przyjaciela.

"Opowieść nie ma początku ani końca, ma tylko prowadzące do niej drzwi. Opowieść to niekończący się labirynt słów, obrazów i duchów przywołanych po to, żeby wyjawić nam ukrytą prawdę o nas samych. Opowieść to w ostatecznym rozrachunku rozmowa tego, kto ją pisze, z tym, kto ją czyta, ale narrator może powiedzieć tylko tyle, na ile pozwoli mu warsztat, a czytelnik wyczytać tylko tyle, ile sam ma zapisane w duszy. "

    Główną bohaterką Labiryntu duchów jest Alicja Gris. Agentka, której zadaniem jest rozwiązanie zagadki zniknięcia ministra kultury Mauricio Vallsa (którego znamy z poprzedniego tomu CZK). Po nitce do kłębka szuka odpowiedzi i jednocześnie odkrywa szczegóły historii sprzed lat, w tym dotyczących tych dotyczących rodziny Sempere. 

    W ostatnim tomie tetralogii dostajemy wszystkie odpowiedzi na pytania, które zadawaliśmy przy poprzednich tomach. Ale pojawia się też wiele nowych, sieć zagadek i tajemnic została utkana wyśmienicie. Czytelnik, razem z główną bohaterką, krok po kroku przemierza ulice Barcelony, aby odkryć odpowiedzi.

    No właśnie, główną bohaterką. W poprzednich trzech tomach główną rolę grali mężczyźni, lecz teraz dostała się w ręce kobiety. I to nie byle jakiej. Inteligentnej, silnej, zabawnej, mądrej i przenikliwej, pod wieloma względami wielowymiarowej. Bardzo podobała mi się jej kreacja. Cieszę się, że nie była tylko tłem dla męskiej części, ale brała aktywny udział w opisywanych wydarzeniach, a co więcej - przywodziła im.

    Powtórzę się, ale myślę, że trzeba to podkreślać. Zafón stworzył naprawdę świetnych bohaterów. Rodzina Sempere to mistrzostwo, a Fermin Romero de Torres - mistrzostwo nad mistrzostwami. Tych bohaterów po prostu nie da się nie kochać i wątpię, by komukolwiek udało się jeszcze kiedykolwiek stworzyć postacie, które chociaż trochę dorastałyby im do pięt.

    Tak, jak pisałam w którejś z poprzednich opinii na temat cyklu Zafóna - jest to mieszanina różnych gatunków literackich. Na kartach Labiryntu duchów pojawia się romans, fantasy, kryminał, literatura wojenna, obyczajówka... Na dobrą sprawę nie da się całkowicie określić, do której szufladki Labirynt duchów wsadzić.

    Jest mi straszliwie żal, że Zafóna już z nami nie ma i chociaż do przeczytania z jego twórczości zostało mi jeszcze pięć książek, to czuję, że mógł czytelników uraczyć jeszcze wieloma dobrymi historiami. Niestety, nie będzie nam to dane. Książki z cyklu o Cmentarzu Zapomnianych Książek stoją na mojej półce na honorowym miejscu. Jestem pewna, że sięgnę po nie w przyszłości jeszcze wielokrotnie, aby znów zanurzyć się w świecie wykreowanym przez Zafóna i odkryć szczegóły, które mi teraz umknęły, a które mogą sprawić, że ta opowieść będzie jeszcze pełniejsza i piękniejsza.
Z całego serca polecam.


Ocena: 8/10
Liczba stron: 896

Cień wiatru | Gra aniołaWięzień nieba | Labirynt duchów | Miasto z mgły

#16 It ends with us - Colleen Hoover

maja 28, 2021

#16 It ends with us - Colleen Hoover

    O książkach Coleen Hoover jest głośno już od bardzo dawna. Jeszcze kiedy funkcjonowałam w blogosferze 10 lat temu pojawiało się jej nazwisko dość często, a ja nigdy nie chwyciłam za żadną książkę tej autorki. Wydawało mi się, że jej książki to romansidła dla nastolatków i kompletnie mnie do nich nie ciągnęło. Ostatnio na moim bookstagramie zapytałam obserwujących o książki, które ich zachwyciły, jedną z odpowiedzi było "wszystkie książki Colleen Hoover", więc znalazłam pierwszą z brzegu na LubimyCzytać.pl, zaczęłam czytać... i przepadłam. Co ta książka zrobiła z moimi emocjami...

"Kiedy stoimy z boku, łatwo myśleć, że gdyby ktoś nas krzywdził, odeszlibyśmy od niego bez zastanowienia. Łatwo powiedzieć, że nie moglibyśmy kochać kogoś, kto nami poniewiera. To nie my czujemy miłość do tej osoby."

    Lily Bloom jest młodą kobietą, która w dzieciństwie doświadczyła przemocy domowej. Nigdy nie potrafiła zrozumieć matki, która nie odeszła od ojca, mimo że ten ją bił. Obiecała sobie, że nigdy nie dopuści do sytuacji, kiedy to ona będzie ofiarą przemocy. W życiu Lily pojawia się Ryle, przystojny neurochirurg, który jednakże nie jest zainteresowany związkami dłuższymi, niż na jedną noc. W życiu Lily oprócz Ryle pojawia się dawno niewidziany znajomy, którego powrót wywraca wszystko do góry nogami.

    Nie jestem w stanie opisać, co ta książka zrobiła z moimi wnętrznościami. Początkowo sądziłam, że to faktycznie będzie jakiś romans dla nastolatek, całkiem przyjemny nawet, momentami zabawny i trochę trzymający w napięciu. Ale to, co się podziało później wywróciło mi wszystko o 180 stopni. Przechodziłam od śmiechu przez szok do złości i z powrotem. Kompletna karuzela emocjonalna. Już dawno żadna książka nie podziałała na mnie tak, jak ta.

    Fabuła przedstawia nam zarówno wydarzenia dziejące się aktualnie, jak i te, które były w przeszłości, dzięki listom, które pisała Lily. Za ich pośrednictwem poznajemy historię znajomości z Atlasem oraz sytuację, jaka panowała w jej domu. Cóż, nie jest to łatwa tematyka i wydaje mi się, że nie jest często poruszana w książkach, po które mogą sięgnąć i nastolatkowie i dorośli, a przynajmniej ja raczej się z takimi powieściami nie spotkałam.

    Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani. Każde z nich ma swój charakter i każde ma w sobie coś, co można polubić. Na początku jedynie dziwiłam się matce głównej bohaterki, że przez wiele lat pozostawała w związku z mężczyzną, który ją bił. Zawsze mówię sobie, że gdyby mnie coś takiego spotkało (chociaż umówmy się, że mam nadzieję że nie) to byłby to pierwszy i ostatni raz, ale na dobrą sprawę nie wiem, jak zareagowałabym.

    Książka napisana jest lekkim językiem w bardzo przystępny sposób. Początkowo wydaje się, że to będzie klasyczny romans, w którym para poznaje się, zakochuje, po czym o coś się kłócą, rozstają, a potem do siebie wracają. Nic bardziej mylnego, a przynajmniej nie w takiej formie, jak można by to sobie wyobrażać. Jest to książka mimo wszystko głębsza, niż prosty romans i bardzo na tym zyskuje.

    Podczas czytania miałam ogromną karuzelę emocjonalną, co nie zdarzyło mi się od bardzo dawna, za co Colleen Hoover dostaje ogromnego plusa. Jestem pewna, że w najbliższym czasie sięgnę po inne jej książki. Dodatkowo cieszy mnie, że są to głównie powieści jednotomowe. Bardzo polecam przeczytać tę książkę.


Ocena: 9/10
Liczba stron: 352

#6 Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet - Stieg Larsson

kwietnia 19, 2021

#6 Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet - Stieg Larsson

! Książka (moim zdaniem) jest dla osób pełnoletnich i o odpornej psychice !


    Unikam czytania popularnych książek, ponieważ jest z nimi tak, że fala zachwytów zniechęca mnie do choćby dotknięcia ich okładek. I kompletnie nie ma znaczenia, jaki to jest gatunek książki. Jest popularna? To musi swoje odczekać, aż emocje opadną.

     O trylogii Millenium usłyszałam pierwszy raz, kiedy byłam w technikum, a był to mniej więcej czas, kiedy filmowa adaptacja pt. Dziewczyna z tatuażem wchodziła do kin. Panie bibliotekarki chyba wszystkie po kolei czytały książki Larssona, ale z racji takiej, że wtedy byłam na fali czytania tylko i wyłącznie romansów paranormalnych to średnio byłam zainteresowana kryminałem o grubości cegły.

    Ostatnio bardzo chętnie chwytam za kryminały. Nie wiem, skąd się to wzięło, bo nigdy za tym gatunkiem nie przepadałam, ale najwyraźniej po prostu musiałam dojrzeć. Dodatkowo mam takie mini-postanowienie, że w 2021 roku rozszerzę swoje czytelnicze horyzonty poza Stany Zjednoczone czy Zjednoczone Królestwo, a pierwszy (i kolejne też) tom trylogii Millenium jest jednym z kroków, który pozwoli mi to osiągnąć

To jest takie chore, że może podrajcować niejednego psychologa.


   
Mikael Blomkvist jest znanym dziennikarzem i współzałożycielem dziennika Millennium, który został skazany na trzy miesiące więzienia za zniesławienie szwedzkiego przemysłowca Wennerströma. Dzięki pewnemu splotowi wydarzeń poznaje Henrika Vangera, który zleca mu pracę nad książką opisującą historię rodziny Vangerów oraz odkrycie, co stało się z jego bratanicą Harriet i kim jest jej morderca. Sprawę komplikuje fakt, że dziewczyna zaginęła prawie czterdzieści lat temu, ciała nigdy nie znaleziono, a wszystkie dowody i poszlaki zostały sprawdzone na wiele różnych sposobów.
Równolegle poznajemy Lizbeth Salander, dwudziestoczterolatkę, która szokuje swoim wyglądem wielu ludzi, a do tego jest genialną researcherką zatrudnioną w firmie ochroniarskiej. Lizbeth dostaje zadanie na polecenie prawnika Vangera, aby prześwietlić Blomkvista. Wysoki poziom jej raportu sprawił, że gdy Mikael potrzebował pomocy w wyszukiwaniu faktów z przeszłości to właśnie Salander wkroczyła do akcji.

    Wow. Nie tego się spodziewałam i nie takie były moje wyobrażenia na temat tej książki. Przede wszystkim myślałam, że tytułowi mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet ujawnią się w zupełnie inny sposób, niż zostało to przedstawione w książce. Spodziewałam się, że główny bohater co najmniej będzie pałał niechęcią do wszystkich przedstawicielem płci pięknej, na szczęście okazało się inaczej i Mikael nie był mizoginem. 

    Początek książki może trochę zniechęcać, ale jak już przebrnie się przez te kilka pierwszych stron to już idzie wszystko jak po maśle. Jak tylko byłam zmuszona odłożyć czytnik to zastanawiałam się, co będzie dalej, czego się jeszcze dowiem, no i oczywiście chciałam wiedzieć, co będzie z samym Mikelem, ponieważ wątek jego skazania przeplata się z szukaniem mordercy Harriet. Bardzo polubiłam też momenty, kiedy Lizbeth Salander przejmowała stery i poznawałam jej historię i, wcale nie łatwe, życie. Jest ona bohaterką skomplikowaną i doświadczoną przez los. Autor też jej nie oszczędzał. Ale żeby poznać jej życiorys to po prostu musicie przeczytać tę książkę.

    W książce dostajemy zagadkę, poszukiwanie odpowiedzi, no i oczywiście finał, który jest tak szokujący, że zastanawia mnie, jak takie coś mogło pojawić się w umyśle autora, a jednocześnie nie zdziwiłabym się, gdyby Stieg Larsson zainspirował się jakimiś prawdziwymi wydarzeniami, ponieważ ludzie są zdolni do największych okrucieństw.

    Mój umysł nie jest specjalnie analityczny, a kryminały czytam raczej dla dobrej zabawy niż dla chęci przeanalizowania tekstu i odkryciu, kto zabił, zanim autor ujawni tę informację. Pewne podejrzenia, co do rozwiązania tajemnicy, co się stało z Harriet i kto był w to zamieszany miałam w trakcie czytania i na końcu okazało się, że się sprawdziły. Czy byłam tym rozczarowana? Nie, głównie ze względu na to, że po prostu strzelałam i akurat trafiło mi się, jak ślepej kurze ziarno.

    Ostatnio zastanawiałam się, czy czytelnikom podobają się książki, w których nie ma ani skrawka romansu. Jak wiadomo, solą życia jest miłość, więc podejrzewam, że gdyby nie było w Mężczyznach... nic takiego to czegoś na pewno by mi brakowało. Otóż, romans był, nawet nie jeden, ale nie pchał się na pierwszy plan. Żaden bohater nie wzdychał, nie płakał, nie jęczał i stękał. Bardzo podobało mi się to nie wypychanie wątku romantycznego na pierwsze skrzypce. 

    Mam trochę kaca książkowego po tej lekturze, nie umiem się chwycić za nic nowego, bo mój umysł dalej analizuje wydarzenia, które miały miejsce na szwedzkiej wyspie. Podejrzewam, że za kolejne dwie części zabiorę się szybciej niż później, gdyż po ich opisach wnioskuję, że będą co najmniej tak dobre, jak Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet.

Ocena: 8/10
Liczba stron: 620
Rok wydania: 2008
Cykl: Millennium

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet | Dziewczyna, która igrała z ogniem | Zamek z piasku, który runął
Co nas nie zabije | Mężczyzna, który gonił swój cień | Ta, która musi umrzeć

    Obejrzałam ekranizację pt. Dziewczyna z tatuażem. Gra aktorska super, zgodność z książką powiedziałabym tak na 90%, ponieważ kilka szczegółów zostało albo pominiętych albo zmienionych, no i przede wszystkim zakończenie jest inne. Film jest definitywnie dla osób pełnoletnich!

#3 Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafón

kwietnia 07, 2021

#3 Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafón

    Jednym z moich największych marzeń jest podróżowanie dookoła świata. Bycie wszędzie, zobaczenie wszystkiego, spróbowanie dań zupełnie innych od tych, które znam z codziennego życia. Chwilowo zostają mi książki i poznanie tych wszystkich miejsc, przynajmniej w jakiś sposób, poprzez czytanie.


    Trochę wstyd nie przeczytać nigdy żadnej książki z cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek, chociaż w planie miałam je już przynajmniej 10 lat temu, kiedy bardzo aktywnie działałam w książkowej blogosferze, a recenzje powieści Zafóna co chwilę pojawiały się u bloggerów. W ostatnim czasie całkiem namiętnie oglądam booktube'a, który przypomniał mi o istnieniu tego właśnie cyklu, co poskutkowało moim postanowieniem, aby wreszcie Cień wiatru przeczytać.
Przeznaczenie zazwyczaj czeka tuż za rogiem. Jakby było kieszonkowcem, dziwką albo sprzedawcą losów na loterie; to jego najczęstsze wcielenia. Do drzwi naszego domu nigdy nie zapuka. Trzeba za nim ruszyć.

    Fabuła książki umiejscowiona została w Barcelonie XX wieku. Główny bohater książki, Daniel Sempere, idzie z ojcem do tajemniczego miejsca znanego jako Cmentarz Zapomnianych Książek, w którym Daniel wybiera sobie książkę niejakiego Juliana Caraxa. Jest zachwycony lekturą i szuka innych książek tego autora. Niestety, ktoś stara się aby Julian Carax został zapomniany i odnajduje, po czym niszczy wszystkie jego książki.

    Nie tego się spodziewałam, co w sumie nie jest niczym dziwnym, bo sama nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. W każdym razie moje ewentualne wyobrażenia minęły się z tym, co dostałam, ponieważ myślałam - błędnie - że fabuła dzieje się przynajmniej dwieście lat wcześniej, a nie na początku dwudziestego wieku, w który wkracza powoli nowoczesność, jaką znamy. Ale nie rozczarowało mnie to.

    Jednym z głównych tematów książki jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, kim był i co się stało z Julianem Caraxem. Aby rozwikłać zagadkę Daniel Sempere spotyka wiele różnych ludzi i poznaje także ich historie, także fabuła obejmuje naprawdę wiele wątków, niektóre oczywiście szybko się kończą, inne zaś są bardziej rozbudowane. Jeden z nich, chociaż myślałam, że był tylko krótką wstawką zostaje z czytelnikiem aż do końca, ale nie powiem Wam który i kto, bo sami musicie przeczytać.

    W czasie powieści Daniel Sempere dojrzewa, z dziecka staje się mężczyzną, przeżywa pierwszą miłość, romans.  Przy okazji prowadzi nas po różnych miejscach, między innymi po starym, opuszczonym pałacyku, ulicach Barcelony, Cmentarzu Zapomnianych Książek... Aż chciałoby się tam być i to wszystko obserwować.

    Autor opisuje wszystkie wydarzenia, miejsca i postacie w bardzo barwny i zróżnicowany sposób, styl jest niesamowicie wciągający i nawet osoby z mało rozwiniętą wyobraźnią będą w stanie wczuć się w książkę tak, jakby same brały udział w wydarzeniach. Chociaż zdarza się, że może ta forma męczyć to po chwili autor robi coś, co na powrót sprawia, że chcemy zanurzyć się w fabule. Bohaterowie są kolorowi, zaskakujący, o różnych charakterach, niektórych po prostu nie można nie polubić. Swoją drogą to niektórych sytuacji w ogóle nie spodziewałabym się po Cieniu wiatru. Ogromnie mnie zaskoczyły i to na plus.

    Rzeczą, która mnie rozczarowała jest zakończenie, ponieważ sama akcja i dochodzenie do prawdy rozwijało się w średnio zawrotnym tempie i będąc już przy końcu książki zastanawiałam się, czy tajemnica zostanie rozwiązana. Cóż, została, ale kompletnie nie w tej formie, której się spodziewałam, można by powiedzieć, że wyjaśnienie zagadki, kim był i co się z nim stało z Julianem Caraxem zostało podane mi na tacy, bez efektu wow. Niemniej, całą książkę czytało mi się bardzo przyjemnie.

    Czy przeczytam tę książkę kiedyś jeszcze raz? Wydaje mi się, że tak. Szczerze powiedziawszy to cieszę się, że nie przeczytałam jej te 10 lat temu, ponieważ mogłabym jej nie docenić tak, jak zrobiłam to teraz i przede wszystkim mogłabym jej nie zrozumieć. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest to lektura nieodpowiednia dla piętnastolatków, ale myślę, że lepiej kilka lat poczekać i w pełni odkryć, co kryje się za Cieniem wiatru.


Ocena: 6/10
Liczba stron: 520
Rok wydania: 2004
Cykl: Cmentarz Zapomnianych książek
 
Copyright © Let's read! , Blogger