kwietnia 17, 2022
#51 Łowca Legiona - Anna Kozińska



"Każdy ma tajemnice. Wszyscy zbyt byśmy się odsłaniali, gdybyśmy nie byli w stanie zatrzymać pewnych informacji dla siebie."
Alosa jest piratem, została wysłana na misję odnalezienia mapy. Nie byle jakiej mapy, bowiem prowadzi ona do największego skarbu, jaki można sobie wyobrazić. Córka króla piratów zostaje pojmana przez konkurencyjną załogę. Tak się składa, że kapitanem statku jest mężczyzna, który w swoim posiadaniu ma fragment mapy, której dziewczyna poszukuje. Niestety, w znalezieniu mapy przeszkadza jej przystojny i inteligentny pierwszy oficer - Riden.
Uwielbiałam kiedyś Piratów z Karaibów. Co prawda tylko do trzeciej części, bo potem filmy straciły "to coś", co w sobie miały. W każdym razie "Córka króla piratów" reklamowana jest zdaniem Anny Banks brzmiącym "W końcu mamy Panią Jack Sparrow!". Czy to ma coś wspólnego z prawdą? I tak i nie, ponieważ nic nie jest w stanie przebić postaci zagranej przez Johnny'ego Deppa. Jednak główna bohaterka jest nie najgorzej wykreowaną postacią, którą da się lubić. W ogóle postacie są całkiem przyjemne w odbiorze. Chociaż muszę przyznać, że wolałabym, gdyby bohaterowie byli starsi. Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie siedemnastolatkę zabijającą z zimną krwią i "niepogardzającą butelczyną rumu". Gdyby Alosa miała np. 25 lat brzmiałoby to zupełnie inaczej.
Wątek romantyczny jest. Podoba mi się to, że nie jest zbyt nachalny, główna bohaterka nie marzy wiecznie o jego pięknych oczach itp. Miło się to czytało, zwłaszcza, że kiedyś głównie na takich opisach bazowały paranormalne romanse, a wojny itp. były tylko w tle.
Podoba mi się to, że autorka wybrała sobie motyw syren i piratów. Mam wrażenie, że nie jest to często wybierany wątek, więc poczułam pewien powiew świeżości. Jestem ciekawa (i mam na to nadzieję), czy pojawi się więcej książek, które obejmują piratów. Chętnie zapoznałabym się z nimi. Z pewnością zapoznam się z drugim tomem napisanym przez Tricię Levenseller.
Myślę, że z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę osobom, które chcą poczuć coś nowego w książkowym świecie i jednocześnie szukają czegoś lekkiego, co nie zmusza człowieka do główkowania i rozwiązywania zagadek. Przez tę książkę płynie się niczym przez spokojne morze. Czasem zdarzy się jakaś większa fala, czasem oglądamy skaczące sobie delfiny, a czasem uciekamy przed rekinem.
Ocena: 6/10
Liczba stron: 296
Cykl: Córka króla piratów
Nie lubię kłamać. I nie będę. Przyznaję się - jestem okładkową sroką. Staram się nie nie oceniać książki po umiejętnościach grafika, jednak umówmy się - chętniej sięgniemy po coś, co przyciąga nasz wzrok. Okładka Piekarni Czarodzieja spodobała mi się od pierwszego wejrzenia, dodatkowo bardzo chcę poszerzać swoje horyzonty czytelnicze (co wychodzi różnie, ale staram się!), więc dodając jedno do drugiego wyszło mi, że tę książkę muszę przeczytać. Pozytywne opinie płynące zewsząd tylko tę chęć potęgowały.

"Dlaczego ludzie uczucia nie mogą się rozpuścić jak sól w gorącej wodzie? U niektórych puszka tuńczyka ma dłuższy termin niż emocje. Nagle zdałem sobie sprawę, że sól się rozpuszcza, ale nie znika. Bez siłowego oddzielenia pozostanie w wodzie na zawsze."
Ocena: 7/10
Liczba stron: 220
Nie minęło wiele czasu, odkąd skończyłam czytać poprzednią książkę Coleen Hoover a sięgnęłam po następną. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo spodoba mi się jej styl pisania, a tu proszę. Zostało jeszcze kilka miesięcy do końca roku i myślę, że jeszcze kilka książek, które wyszły spod pióra tej autorki trafi w moje ręce. Przyznam się, że nawet nie czytam opisów jej książek, bo mam w głowie jakieś dziwne przekonanie, że o czymkolwiek by były to i tak z zainteresowaniem je przeczytam. Jestem tylko ciekawa, czy któraś podniesie poprzeczkę, jaką postawiła książka "It ends with us".
"To zabawne, że można być z kimś tak szczęśliwym i kochać go tak bardzo, że pojawia się w człowieku ukryty lęk, którego wcześniej się nie znało. Lęk przed utratą tej osoby. Lęk, że ta osoba będzie cierpieć."
Quinn i Graham poznali się w najgorszym możliwym momencie, ale jak mówi pewne przysłowie "Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło". Połączyła ich ogromna miłość, jednak... kilka lat nieudanych prób powiększenia rodziny zbiera swoje żniwo. Czy Quinn i Graham przetrwają ciężki czas? Czy lepiej będzie poszukać szczęścia gdzie indziej?

"Porzekadło głosi, że człowiek powinien iść, póki ma siłę w nogach, mówić, póki staje mu głosu, i marzyć, póki jeszcze tkwią w nim resztki niewinności, bo i tak wcześniej czy później nie będzie już mógł ustać o własnych siłach, oddechu mu całkiem zabraknie, a marzyć będzie jeno o wiecznej nocy zapomnienia."
Ocena: 7/10
Liczba stron: 224
Cień wiatru | Gra anioła | Więzień nieba | Labirynt duchów | Miasto z mgły

"Jak człowiek się kogoś boi, to go nienawidzi, ale nie może przestać o nim myśleć."
Istnieje prawdopodobieństwo, że zapomniał wół, jak cielęciem był i już nie pamiętam, jak to jest być dzieckiem, ale w mojej opinii Golding pokazuje wszystkie najgorsze cechy dzieci. Okrucieństwo (także w stosunku do kolegów), brak poszanowania zasad, lenistwo... Aż odechciewa się mieć dzieci.
W pewnym momencie pojawia się także tytułowy Władca much. Głowa świni nabita na kij. Myślałam, że będzie to bardziej rozwinięty wątek, ale nie (stety bądź niestety). Ten element fantasy kompletnie nie pasuje do całek książki. Myślałam, że będzie to rozwiązane w zupełnie inny sposób.
Mam wrażenie, że albo jestem na tę książkę za młoda albo za stara. Może być też tak, że jej po prostu nie zrozumiałam, ale ciężko chcieć coś zrozumieć, kiedy jest to podane w tak niestrawnej wersji. Nie polecam, nie stracicie niczego, jeśli tej książki nie przeczytacie.
Ocena: 2/10
Liczba stron: 256
PS. Jedyny pozytyw tej książki jest taki, że narobiła mi ochoty na serial Lost, który jest inspirowany Władcą much.

"Matematyka jest piękna właśnie dlatego, że nie przydaje się w codziennym życiu."
Główna bohaterka zostaje zatrudniona jako gosposia w domu Profesora. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Profesor, który uległ kiedyś wypadkowi pamięta tylko wydarzenia sprzed wypadku i ostatnie 80 minut. Po tym czasie jego pamięć się resetuje. Profesor, aby wiedzieć o niektórych rzeczach zapisuje je na karteczkach, które przyczepia do noszonego garnituru. Główna bohaterka codziennie przychodzi do jego domu i w towarzystwie swojego syna, którego Profesor nazwał Pierwiastkiem pomaga mężczyźnie.
Matematyka. Jest to dziedzina, która towarzyszy Profesorowi na co dzień. Przez wiele godzin, dzień w dzień rozwiązuje on problemy matematyczne zamieszczone w jednym z czasopism. Objaśnia oraz przedstawia piękno matematyki głównej bohaterce, a także jej synowi, sprawia że stają się jego uczniami i niemal tak jak on zaczynają się fascynować różnorakimi matematycznymi zagadnieniami. Matematyka w książce "Ukochane równanie profesora" jest przedstawiona pięknie i w taki sposób, że osoby, które nie są z nią za pan brat i nie widzą w niej nic, poza utrudnieniem z czasów szkolnych mają ochotę wrócić do starych podręczników i wgryźć się w ten świat, aby poczuć to, co czuje Profesor.
Przez całą książkę nie poznajemy imion bohaterów. Nie znamy imienia głównej bohaterki, a jej syn cały czas jest nazywany Pierwiastkiem, nie dowiadujemy się również, jak nazywa się sam Profesor. Muszę się przyznać, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim, jest to dość ciekawy zabieg i przez całe 240 stron zastanawiałam się, czy ta tajemnica zostanie przede mną odkryta.
Nie jest to książka, w której dostałam wartką akcję, wybuchy i pościgi, nie należy się w ogóle nastawiać na szybko zmieniające się wydarzenia i drżenie serca z przejęcia. Przez fabułę płynie się lekko, z zainteresowaniem, z rosnącym zaciekawieniem skierowanym w stronę matematyki. Przyznam się, że gdzieś między jednym a drugim rozdziałem poczułam takie przyjemne ciepło, zupełnie inne od odczucia ekscytacji, które towarzyszy mi przy powieściach przygodowych. Bardzo mi się to podobało.
Nie sądziłam, że ta książka aż tak mi się spodoba. Dzięki niej nabrałam ochoty na inne powieści tej autorki, wiem, że całkiem popularny jest też tytuł "Grobowa cisza, żałobny zgiełk", który na pewno przeczytam przy najbliższej nadarzającej się okazji. Mimo że książkę przeczytałam w lipcu, wiem, że trafi ona do kategorii najlepszych przeczytanych przeze mnie pozycji roku 2021. Polecam z całego serca.

"Milczenie to warstwa ochronna, zabezpieczająca przed cierpieniem."
"Zastanawiał się, co to właściwie za życie, kiedy trzeba płynąć bez przerwy, by pozostać w tym samym miejscu. Bardzo podobne do jego życia, uznał."

"Historia krzywd wyrządzanych tym, których kochamy lub powinniśmy kochać, jest długa."
Reportaż Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? opowiada historię dzieci przebywających w Specjalnym Ośrodku Wychowawczym w Zabrzu, prowadzonym przez siostry boromeuszki. W ośrodku średnio mieszkało około 60 wychowanków, w różnym wieku, od bardzo małych ok. dwuletnich do dorosłych, liczących sobie nawet trzydzieści cztery lata. Były to osoby zarówno zdrowe, jak i również niepełnosprawne.
"Prawda może być naprawdę przykra, ale to do nas należy znalezienie odpowiedzi."
Ciężko czyta się ten reportaż. Bardzo ciężko. Na początku książki jest wzmianka o tym, że nie każdy będzie w stanie przeczytać go do końca i bardzo się z tym stwierdzeniem zgadzam. Już na samym początku czytania stwierdziłam, że nie będę mogła kontynuować lektury, ponieważ zaczynam się obawiać o los moich przyszłych hipotetycznych dzieci i że po skończeniu książki prawdopodobnie będę miała w planie nie wypuszczać ich z domu, żeby nie potkała ich żadna krzywda.
Aby przeczytać Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? trzeba umieć "wyłączyć" emocje. Nie jest to reportaż dla osób bardzo emocjonalnych i empatycznych, ponieważ ogrom opisywanego okrucieństwa wobec dzieci jest bardzo przytłaczający.
"Czujesz tak ogromny lęk, że życie przestaje mieć znaczenie. Całą energię skupiasz a tym, by choć jeden dzień spędzić bez bicia i krzyków."
W opisywanym przez Justynę Kopińską ośrodku dzieci były bite, molestowane, gwałcone, wyzywane, krzyczano na nie, nie miały żadnego wsparcia ze strony dorosłych. Wszystkie te praktyki były stosowane za wiedzą i przyzwoleniem sióstr boromeuszek. Nie jestem w stanie opisać mojego oburzenia. Jak jakikolwiek człowiek może pozwalać na to, aby wychowankowie bili, gwałcili i molestowali siebie nawzajem? Jak zakonnica może bić i krzyczeć na dziecko, które na dobrą sprawę nie wie, co zrobiło złego? Jak można zachęcać starszych wychowanków do krzywdzenia innych?
"Tak mówiliśmy na strych z gwiazdą na podłodze. Chłopcy nas tam rozbierali, bili do krwi. Siostry patrzyły. Każdy był bity, ale jeśli kogoś bito wcześniej w domu, to nawet nie myślał, że to coś złego. Co kilkuletnie dziecko może wiedzieć na temat zła?"
Nie chcę powiedzieć, że u osób świeckich takie rzeczy się nie zdarzają, bo nie o to chodzi. Ale zakonnice i jakiekolwiek inne osoby związane z kościołem powinny dwa razy bardziej być świadome tego, że takie zachowanie jest złe. Ktoś, kto ślubował oddanie Bogu, powinien postępować słusznie, a nie krzywdzić niewinnych.
"Jak wcześniej dotykałem inne dzieci, to niektóre nie pytały, bo już ktoś je dotykał."
W reportażu przedstawione są rozmowy z byłymi wychowankami Specjalnego Ośrodka Wychowawczego w Zabrzu. Bardzo często wynika z nich, że dzieci, które najpierw były wykorzystywane prze innych potem same wykorzystywały młodszych kolegów i młodsze koleżanki. Czy gdyby nie dotknęło ich molestowanie to sami z ofiar nie przeistoczyliby się w oprawców? Bardzo prawdopodobne.
"Wiosną tego roku siostra Monika została przeniesiona za karę do innej placówki."
Na wielkie oburzenie zasługuje fakt, że siostra Bernadeta, która prowadziła ośrodek wychowawczy w Zabrzu nie tylko unikała zasądzonej jej kary, ale i różni ludzie wstawiali się za nią, że to nie możliwe, aby takie rzeczy działy się za jej sprawą. Były wysyłane listy do prezydenta Bronisława Komorowskiego o ułaskawienie. Nikt wierzył, jakie piekło odgrywało się za murami ośrodka. Wkurza mnie, chociaż jest to niedostateczne słowo, że osoby odpowiedzialne za to całe cierpienie za karę zostały przeniesione do innego ośrodka albo w najlepszym wypadku dostały dwa lata bezwzględnego więzienia, kiedy za kradzież grozi do pięciu lat więzienia. Ogromne krzywdy zostały "wycenione" na tylko dwa lata.
"U sióstr jest dużo lepiej niż w rodzinnym domu dziecka. Tam nas bili bez powodu, a teraz dostajemy, jak zasłużymy."
Całą sprawą prawdopodobnie nie zainteresowano by się, gdyby nie zabójstwo i gwałt popełnione przez byłych wychowanków ośrodka prowadzonego przez boromeuszki. Dopiero wtedy ośrodkiem zainteresowały się władze. Co jest ciekawe, na osoby zajmujące się tą sprawą były wywierane naciski i osoby bardziej dociekliwe były odsuwane od sprawy, aby szambo się nie wylało. Jestem w szoku, że dramat rozgrywał się przez tyle lat i nikt nie pomógł dzieciom, które gdy zmoczyły się w łóżku, musiały wyprać prześcieradło i machać przez całą noc rękami i je suszyć.
Polecam zapoznać się z tym reportażem. Mnie otworzył oczy jeszcze szerzej.
"Wszyscy wiedzieli, co się tam dzieje. Wiedzieli od lat."
Ocena: 7/10
Liczba stron: 240
Tę opinię napisałam na świeżo po lekturze, więc może być odrobinę emocjonalna, chociaż ten problem nigdy nie dotyczył mnie ani nikogo, kogo znam (a przynajmniej nic o tym nie wiem). Ciężko bez emocji czytać ten reportaż i ciężko bez emocji o nim pisać.

"Kilimandżaro to pokryta śniegiem góra, wysokości 19 710 stóp, o której powiadają, że jest najwyższa w Afryce. Szczyt zachodni znany jest pod nazwą „Ngaje Ngai”, czyli Dom Boga. Tuż pod zachodnim szczytem leży wyschnięty i zamarznięty szkielet lamparta. Nikt nie potrafił dotąd wytłumaczyć, czego mógł szukać lampart na tak wielkiej wysokości."
Ocena: 1/10
Liczba stron: 272

Nie chcę się powtarzać, ale prawdopodobnie nie przeczytałabym tej książki, gdyby nie plakat-zdrapka, który dostałam na Święta Bożego Narodzenia. Dodatkowo przy rozwijaniu zadrapało mi się to pole, więc automatycznie Bajki robotów przesunęły się na szczyt listy "do przeczytania". Pomyślałam, że jest to raczej krótka lektura, bo liczy sobie zaledwie 224 strony i w miarę szybko ją przeczytam. No i myliłam się.
(…) zabrakło głupców w całym Kosmosie, chociaż niektórzy mówią, że ich jeszcze sporo, a tylko drogi nie znają.Bajki robotów składają się z piętnastu krótkich opowiadań, w trakcie lektury uświadomiłam sobie, że dwa z nich czytałam już kiedyś w książce do języka polskiego, dodatkowo jeden znajomy stwierdził, że aktualnie czyta tę książkę jego syn, co oznacza, że tamten podręcznik musiałam mieć w podstawówce. Także Bajki robotów nie były mi obce, chociaż kompletnie o tym nie pamiętałam.
Cieszę się, że to nie była moja obowiązkowa lektura za czasów szkolnych, bo zniechęciłaby mnie do czytania. W ogóle nie umiałam się wgryźć w fabułę, kilkukrotnie przyłapywałam się na tym, że podczas czytania chwytała mnie jakaś myśl i orientowałam się o tym jakieś dwie strony później, przy czym kompletnie nie wiedziałam, co chwilę wcześniej przeczytałam. Język polski potrafi być kwiecisty, ale Lem jeszcze bardziej go ubarwił, co definitywnie nie ułatwiało zagłębiania się w jego opowieści. Gdyby nie tytuły bajek prawdopodobnie nie rozróżniałabym, kiedy skończyła się jedna, a zaczęła druga. Dopiero przy końcu jako tako udało mi się skoncentrować i czerpać przyjemność z lektury.
Bajki robotów mają bardzo mało dialogów, za to bardzo dużo opisów. Dla mnie źle, ale inni to lubią. Spotkałam się z opinią, że pod płaszczem bajek Lem opisuje wydarzenia, które działy się, kiedy pisał ten zbiór. Nie jestem w stanie tego potwierdzić, ale być może ktoś orientuje się lepiej i podzieli się informacjami.
Z racji, że to być może ze mną jest coś nie tak, a nie z książką to w planie mam jeszcze Solaris Lema. Nie wiem, kiedy się za niego zabiorę, ale kiedy do tego dojdzie to zapewne taką informacją się podzielę. Nie zniechęcam do czytania Bajek robotów, to, że mi się nie podobało to - jak zwykle - tylko moja subiektywna opinia, a nie wyrok.
Przeczytajcie i sami oceńcie.
Ocena: 3/10
Liczba stron: 224
Kiedy byłam nastolatką i spędzałam całe wakacje na ogródku z kumpelą najlepiej czytało mi się młodzieżówki i romansidła, i paranormal romance. W każdym razie przez moje ręce przewinęło się wiele takich książek, które pochłaniałam w jedno popołudnie. Ale o większości zdążyłam już zapomnieć i jak czasem trafiam na nie w czeluściach internetu to jestem zaskoczona, że kiedykolwiek ich dotykałam, nie mówiąc już o spędzeniu z nimi kilku godzin.
Częściowo tak mam właśnie z książkami Meg Cabot. Pamiętam, że czytałam i mi się podobały, ale w zasadzie nie pamiętam o czym konkretnie były, z wyjątkiem paru szczegółów. Także postanowiłam się odrobinę odmóżdżyć i przypomnieć sobie książeczki, którymi kiedyś się zachwycałam i przy których dobrze się bawiłam, w związku z czym zaczęłam od serii Pośredniczka.

Długo zastanawiałam się, jak to rozwiązać pod kątem recenzji, czy zrobić opinię zbiorczą czy osobne, ale stwierdziłam, że te sześć książek mogłoby równie dobrze zostać wydane jako jedna grubsza powieść, więc tekst będzie tylko jeden.
Zamiary są jednak tyle warte, co ludzie, którzy je mają.
W pierwszej części poznajemy główną bohaterkę o imieniu Susannah, która przeprowadza się z Nowego Jorku do Kalifornii, ponieważ jej mama ponownie wyszła za mąż. Susannah nie jest jednak zwykłą nastolatką, posiada umiejętność widzenia, rozmawiania i wchodzenia w inne interakcje z duchami. Dowiadujemy się tego w momencie, kiedy okazuje się, że w jej pokoju w nowym domu mieszka 150letni duch. Pierwszego dnia w nowej szkole Suze wchodzi w zatarg z Heather, niebezpiecznym duchem dziewczyny, która zmarła krótko wcześniej i nie może pogodzić się z faktem, że jej chłopak nie jest już jej chłopakiem. Razem z ojcem Dominikiem starają się przekonać dziewczynę, że co się stało to już się nie odstanie.
Ocena: 6/10
Liczba stron: 190
W drugiej części Suze nawiedza duch, który chce, aby przekazał komuś wiadomość. Nic dziwnego, skoro Suze jest Pośrednikiem. Główna bohaterka rozpoczyna śledztwo mające doprowadzi do tego, by dowiedzieć się, kto jest adresatem wiadomości, przy okazji nawiązując bliższą relację z jednym z najprzystojniejszych i najpopularniejszych chłopaków w całej szkole. Co na to Jesse, duch mieszkający w jej pokoju? Odpowiedź w książce.
Ocena: 6/10
Liczba stron:198
W trzeciej części do Suze przyjeżdża przyjaciółka z Nowego Jorku, podczas wizyty w sklepie Suze zauważa grupkę duchów próbujących ukraść skrzynkę piwa. Okazuje się, że są to uczniowie liceum z sąsiedniego miasta, którzy zginęli w wypadku samochodowym. Suze bada okoliczności ich śmierci, w czym pomaga jej Jesse de Silva i ojciec Dominik. Czy z wypadkiem na punkcie widokowym, w którym zginęli nastolatkowie maczał palec pewien niepozorny uczeń z klasy Suze?
Ocena: 6/10
Liczba stron: 198
Czwarta część ma swoje miejsce podczas wakacji, podczas których Susannah pracuje w hotelu jako opiekunka do dzieci. Poznaje tam ośmiolatka, który tak jak ona i ojciec Dominik jest pośrednikiem. W międzyczasie toczy walkę z byłą narzeczoną Jesse'go, która wróciła jako duch, aby powstrzymać prace budowlane, które ujawniłyby tajemnicę śmierci Jesse'go, W całej historii swoje role odegra nie tylko Suze i ojciec Dominik, ale też i nowo odkryty pośrednik... i jego brat!
Ocena: 6/10
Liczba stron: 214
W przedostatniej części Susannah przy pomocy Paula odkrywa, że pośrednictwo to nie tylko pomoc duchom w przejściu na drugą stronę zasłony. Problem w tym, że Paul jednocześnie chce pomóc Suze, umówić się z nią i... pozbyć się Jesse'go. W tym tomie jest najmniej akcji, fabuła skupia się raczej na relacjach pomiędzy bohaterami i odkrywaniu tajemnic daru posiadanego przez Susannah i Paula.
Ocena: 6/10
Liczba stron: 182
W ostatniej części Susannah próbuje zapobiec wydarzeniom, które sprawiłyby, że nigdy nie pozna i nie zakocha się w Jesse'm. Czwarty wymiar ma w sobie bardzo dużo akcji i jej zwrotów, a także zupełnie niespodziewane zakończenie.
Ocena:6/10
Liczba stron: 205
Gdybym była sobą sprzed dziesięciu lat prawdopodobnie byłabym zachwycona tą serią i z marszu moje ocena to byłoby 10/10, arcydzieło. Teraz jednak jestem trochę starsza, zdecydowanie bardziej krytyczna i trudno mnie zachwycić. Jednakże podczas ponownej lektury bardzo dobrze się bawiłam, chociaż raczej typowo nastoletnie problemy mnie już definitywnie nie dotyczą i niektóre sytuacje w tej serii wydały mi się bardzo żenujące
Główna bohaterka to twardzielka, mimo tego że przejmuje się takimi rzeczami jak pryszcz, ubrania od projektantów czy brak chłopaka. Ale trudno jej nie lubić, a Jesse'go nie kochać. Myślę, że jego postać (jak z resztą innych męskich wykreowanych przez Meg Cabot) jest przynajmniej częściowo odpowiedzialna za wymagania, jakie dorosła ja stawia mężczyznom w swoim życiu. I nawet teraz - po dziesięciu latach - uważam, że w Pośredniczce było go zdecydowanie za mało!
Nie wiem, jakie przerwy między pisaniem kolejnych części miała Meg Cabot, ale odrobinę irytujące było to, że w książce rozpoczynającej serię cała akcja odegrała się w ciągu czterech dni pierwszego tygodnia, druga część według głównej bohaterki rozgrywała się w następnym tygodniu, ale odnosząc się do wydarzeń z Heather opisywała je tak, jakby czas pomiędzy był dłuższy. Tak samo było z kolejnymi częściami. Prawdopodobnie jeśli nie czytałabym ich jedna po drugiej w ogóle nie zauważyłabym tego. Swoją drogą to gdyby ktoś miał kilkumiesięczne przerwy między tomami to autorka robi wstawki, kto jest kim i co się stało, także raczej nie miałby problemu z przypomnieniem sobie, co się działo wcześniej.
Język w tek serii jest prosty, młodzieżowy. Większość problemów jest raczej błaha dla dorosłego człowieka, ale dla nastolatków są to - bardzo prawdopodobne - małe końce świata. Trzeba na to przymknąć oko, jak się czyta młodzieżówki. Jak już wcześniej wspominałam cykl mógłby zostać połączony w jedną książkę, ale z drugiej strony jej grubość mogłaby przerażać młodzież po nią sięgającą.
Seria nie jest przeznaczona dla mojej kategorii wiekowej, bo - powiedzmy sobie szczerze - jestem już na nią za stara, ale bawiłam się świetnie przypominając sobie, o czym każda część jest i kibicując związkowi Pośredniczki i ducha, i chociaż znałam zakończenie (chociaż o szczegółach wydarzeń do niego prowadzących zapomniałam) to i tak trzymałam kciuki, żeby wszystko się udało.
Czy polecam? Tak i nie. Polecam nastolatkom, które chcą poczytać coś lekkiego z nutą fantastyki. Nie polecam za to dorosłym, bo problemy przedstawione w serii o Pośredniczce prawdopodobnie wydadzą im się zbyt infantylne w porównaniu z problemami życia codziennego.
Tak tak już wcześniej powiedziałam, dziesięć lat temu seria dostałaby 10/10 i zaklasyfikowana jako arcydzieło, a teraz 6/10, bo jest tylko i aż dobra.
Ocena całej serii: 6/10
PS: Jako ciekawostka powiem, że pierwszy tom serii wyszedł w 2001 roku, co oznacza, że ma już 20 lat!