Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 200-299. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 200-299. Pokaż wszystkie posty
#51 Łowca Legiona - Anna Kozińska

kwietnia 17, 2022

#51 Łowca Legiona - Anna Kozińska

Całkiem niedawno temu robiłam książkowy rachunek sumienia i stwierdziłam, że czytam niewiele książek, których bohaterami są elfy. Czarodzieje, wampiry, wilkołaki bardzo często przewijają się przez pozycje, po które sięgam, ale elfy jakoś tak mniej. Kiedy nadarzyła się okazja, aby chwycić za pozycję, która ma w sobie te stworzenia, stwierdziłam, że nie ma co zwlekać i czym prędzej zabrałam się za lekturę. Dodatkowo zachęcił mnie też fakt, że książka, którą dzisiaj opisuję została napisana przez Polkę, a po długim czasie, kiedy unikałam twórczości rodzimych autorów, chciałam sprawdzić, czy jest jakaś poprawa w tym względzie.


   Skalne Miasto zostało zniszczone. Dziesięcioletni Vinceennt zostaje zabrany do zamku Południowego Zakonu Pięciu Bohaterów. Jako uczeń mistrza Zallena rozpoczyna kilkuletni trening, aby dołączyć do grupy, która pełni straż przy bramach Piekła. W trakcie nauki okazuje się jednak, że demony niekoniecznie muszą stać po przeciwnej stronie barykady, a Zakon może być częścią spisku służącemu większym celom… Czy Vinceennt wybierze dobrą drogę?

    Książkę Anny Kozińskiej czyta się błyskawicznie. Już dawno nie zdarzyło mi się przeczytać nic na dwa, góra trzy razy. Wpływ na to miało kilka czynników. Pierwszy to bardzo prosty język, drugi to duża ilość światła na stronie, a trzeci to fakt, że książka liczy sobie trochę tylko ponad dwieście pięćdziesiąt stron. Autorka miała świetny pomysł na fabułę, nie kojarzę, żeby w książkowym świecie była pozycja, która jednocześnie łączy elfy i demony, a na dodatek stawia ich nie do końca po przeciwnych stronach konfliktu.

    Mimo że całkiem dobrze bawiłam się podczas lektury to mam jednak to Łowcy Legiona parę zarzutów. Przede wszystkim Anna Kozińska stworzyła świat i bohaterów w bardzo płytki sposób. Co to oznacza? A no to, w moim odczuciu fabuła nie ma w sobie nic więcej, żadnego podtekstu, którego istnienia moglibyśmy się domyślać. Prócz zdawkowych informacji zawierających się w jednym zdaniu nie wiemy niczego o elfach, czym konkretnie różnią się od ludzi, dlaczego Skalne Miasto zostało zniszczone, co się stało z przyjacielem głównego bohatera, co z Vinceenntem działo się podczas lat treningów. O tym, jak wygląda nasz główny bohater dowiedziałam się dopiero w 2/3 książki. Denerwowało mnie to, że w książce działa się jakaś sytuacja, a Vinceennt nie miał na jej temat żadnych przemyśleń, stało się i już, trzeba to zaakceptować. Trochę miałam wrażenie, że autorka opowiada tę historię tak, jakbym spotkała ją gdzieś na ulicy i miałybyśmy tylko 15 minut do odjazdu autobusu, a ona chciała mi przekazać jak najwięcej bez zagłębiania się w szczegóły. Szkoda, bo to tylko zmarnowało potencjał tej książki, który był bardzo obiecujący, ale trochę nie wypalił. Zakończenie wskazuje na to, że pojawią się następne tomy, jeśli tak to mam nadzieję, że wszystkie wątki zostaną bardziej rozbudowane, bo szkoda nie wykorzystać pomysłu na książkę, tak, jak na to zasługuje.

    Łowca Legiona jest to szybka i lekka lektura, nie nastawiałabym się na rozbudowane i pogłębione wątki. Będę polecała ją osobom, które mają ochotę na chwilę dla siebie i niewymagającą książkę, która nie potrzebuje jakiegoś wielkiego skupienia, aby móc połączyć wątki. Ogromnie liczę na to, że zostanie wydany drugi tom, w którym Anna Kozińska rozwinie skrzydła i stworzy wciągającą i intrygującą historię, bo przykro by mi było, gdyby ten pomysł poszedł na marne.

Ocena: 5/10
Liczba stron: 254
#46 Córka króla piratów - Tricia Levenseller

listopada 28, 2021

#46 Córka króla piratów - Tricia Levenseller

     Brakuje mi czytania paranormal romance. Problem z tym, że to już chyba nie do końca jest gatunek dla mnie, więc chyba lepiej powiedzieć by było, że brakuje mi tego uczucia, które kiedyś towarzyszyło mi czytaniu romansów z wątkiem np. wampirów czy wilkołaków. Czyli ekscytacji, ciekawości, jak to się wszystko skończy, no i tego napięcia, czy bohaterowie będą ze sobą czy nie (chociaż wiadomo było, że będą). W każdym razie co jakiś czas lubię sięgnąć po książkę, która wymaga mniej skupienia i tym razem trafiło na lekturę związaną z piratami i... syrenami.


"Każdy ma tajemnice. Wszyscy zbyt byśmy się odsłaniali, gdybyśmy nie byli w stanie zatrzymać pewnych informacji dla siebie."

    Alosa jest piratem, została wysłana na misję odnalezienia mapy. Nie byle jakiej mapy, bowiem prowadzi ona do największego skarbu, jaki można sobie wyobrazić. Córka króla piratów zostaje pojmana przez konkurencyjną załogę. Tak się składa, że kapitanem statku jest mężczyzna, który w swoim posiadaniu ma fragment mapy, której dziewczyna poszukuje. Niestety, w znalezieniu mapy przeszkadza jej przystojny i inteligentny pierwszy oficer - Riden. 

    Uwielbiałam kiedyś Piratów z Karaibów. Co prawda tylko do trzeciej części, bo potem filmy straciły "to coś", co w sobie miały. W każdym razie "Córka króla piratów" reklamowana jest zdaniem Anny Banks brzmiącym "W końcu mamy Panią Jack Sparrow!". Czy to ma coś wspólnego z prawdą? I tak i nie, ponieważ nic nie jest w stanie przebić postaci zagranej przez Johnny'ego Deppa. Jednak główna bohaterka jest nie najgorzej wykreowaną postacią, którą da się lubić. W ogóle postacie są całkiem przyjemne w odbiorze. Chociaż muszę przyznać, że wolałabym, gdyby bohaterowie byli starsi. Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie siedemnastolatkę zabijającą z zimną krwią i "niepogardzającą butelczyną rumu". Gdyby Alosa miała np. 25 lat brzmiałoby to zupełnie inaczej. 

    Wątek romantyczny jest. Podoba mi się to, że nie jest zbyt nachalny, główna bohaterka nie marzy wiecznie o jego pięknych oczach itp. Miło się to czytało, zwłaszcza, że kiedyś głównie na takich opisach bazowały paranormalne romanse, a wojny itp. były tylko w tle. 

    Podoba mi się to, że autorka wybrała sobie motyw syren i piratów. Mam wrażenie, że nie jest to często wybierany wątek, więc poczułam pewien powiew świeżości. Jestem ciekawa (i mam na to nadzieję), czy pojawi się więcej książek, które obejmują piratów. Chętnie zapoznałabym się z nimi. Z pewnością zapoznam się z drugim tomem napisanym przez Tricię Levenseller.

    Myślę, że z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę osobom, które chcą poczuć coś nowego w książkowym świecie i jednocześnie szukają czegoś lekkiego, co nie zmusza człowieka do główkowania i rozwiązywania zagadek. Przez tę książkę płynie się niczym przez spokojne morze. Czasem zdarzy się jakaś większa fala, czasem oglądamy skaczące sobie delfiny, a czasem uciekamy przed rekinem.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 296
Cykl: Córka króla piratów

Córka króla piratów | Córka królowej oceanu

#45 Piekarnia Czarodzieja - Byeong‑mo Gu

listopada 09, 2021

#45 Piekarnia Czarodzieja - Byeong‑mo Gu

    Nie lubię kłamać. I nie będę. Przyznaję się - jestem okładkową sroką. Staram się nie nie oceniać książki po umiejętnościach grafika, jednak umówmy się - chętniej sięgniemy po coś, co przyciąga nasz wzrok. Okładka Piekarni Czarodzieja spodobała mi się od pierwszego wejrzenia, dodatkowo bardzo chcę poszerzać swoje horyzonty czytelnicze (co wychodzi różnie, ale staram się!), więc dodając jedno do drugiego wyszło mi, że tę książkę muszę przeczytać. Pozytywne opinie płynące zewsząd tylko tę chęć potęgowały.

"Dlaczego ludzie uczucia nie mogą się rozpuścić jak sól w gorącej wodzie? U niektórych puszka tuńczyka ma dłuższy termin niż emocje. Nagle zdałem sobie sprawę, że sól się rozpuszcza, ale nie znika. Bez siłowego oddzielenia pozostanie w wodzie na zawsze."
    Główny bohater w swoim nastoletnim życiu był wielokrotnie odrzucany. Najpierw został porzucony przez matkę, później szykanowany w szkole ze względu na problem z jąkaniem, w domu też nie miał łatwych kontaktów z ojcem. Pewnego dnia zostaje zmuszony do ucieczki z domu. I ucieka do pobliskiej całodobowej piekarni. Nie jest to byle jaka piekarnia, a prowadzona przez Czarodzieja.

    W książce Byeong‑mo Gu magia istnieje, ale nie jest to taka przyjazna magia, którą znamy chociażby z Harry'ego Pottera, nie ma też różdżek i efektownych transmutacji. W piekarni Czarodzieja są wypiekane wyroby, których zjedzenie może kogoś skrzywdzić na wielu różnych płaszczyznach, a także cofnąć czas. Każdy wypiek swoim opisem wskazuje konsekwencje, które mogą zostać wywołane jego spożyciem, a mimo to znajdują kupca. Często klienci, pomimo wielu ostrzeżeń, mają pretensje do piekarza, jakby siłą nakazywał im wykorzystanie magicznej mocy ciastka.

    Jest to krótka książka, ale na trochę ponad dwustu stronach zostało zawartych bardzo wiele treści. Problem porzucenia, radzenia sobie z społeczeństwem, które nie akceptuje zaburzeń mowy, a także kwestię wykorzystywania seksualnego. Magia istnieje w tle i nie ona jest najważniejszym punktem programu. Wszystkie te elementy tworzą mieszankę, którą nie do końca łatwo jest przyjąć, dlatego nie jest to książka dla wszystkich. Z pewnością nie jest to książka dla najmłodszych dzieci i nie rekomendowałabym kupienia jej komuś poniżej piętnastego roku życia.

    Nie mogę powiedzieć, że dobrze się bawiłam podczas lektury, bo tak jak już wspominałam, ta książka zawiera w sobie pełno ciężkich sytuacji, które mogą wytrącić człowieka z równowagi. Ale cieszę się, że przeczytałam tę książkę, jestem pewna, że jeszcze kiedyś do niej wrócę. Dodatkową rzeczą, która zachęca do lektury jest to, że możemy wybrać sobie jedno z dwóch wariantów zakończenia, co jest zabiegiem rzadko spotykanym w książkach. Polecam.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 220

#44 Wszystkie nasze obietnice - Colleen Hoover

listopada 08, 2021

#44 Wszystkie nasze obietnice - Colleen Hoover

     Nie minęło wiele czasu, odkąd skończyłam czytać poprzednią książkę Coleen Hoover a sięgnęłam po następną. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo spodoba mi się jej styl pisania, a tu proszę. Zostało jeszcze kilka miesięcy do końca roku i myślę, że jeszcze kilka książek, które wyszły spod pióra tej autorki trafi w moje ręce. Przyznam się, że nawet nie czytam opisów jej książek, bo mam w głowie jakieś dziwne przekonanie, że o czymkolwiek by były to i tak z zainteresowaniem je przeczytam. Jestem tylko ciekawa, czy któraś podniesie poprzeczkę, jaką postawiła książka "It ends with us". 


"To zabawne, że można być z kimś tak szczęśliwym i kochać go tak bardzo, że pojawia się w człowieku ukryty lęk, którego wcześniej się nie znało. Lęk przed utratą tej osoby. Lęk, że ta osoba będzie cierpieć."

    Quinn i Graham poznali się w najgorszym możliwym momencie, ale jak mówi pewne przysłowie "Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło". Połączyła ich ogromna miłość, jednak... kilka lat nieudanych prób powiększenia rodziny zbiera swoje żniwo. Czy Quinn i Graham przetrwają ciężki czas? Czy lepiej będzie poszukać szczęścia gdzie indziej?

    W książce przeplatają się dwa okresy. Pierwszy, w którym opisany jest początek znajomości Grahama i Quinn, rodzącą się między nimi miłość, latające motyle i fantastyczny seks. Drugi opowiada o kłopotach między małżonkami, walce z niepłodnością, problemach z komunikacją i próbach ratowania związku. Obie te części wywołują różne rodzaje emocji, od rozbawienia przez wkurzenie do rozpaczy. Przyznam, że definitywnie wolałam tę bajkową część o wielkiej miłości, a okres, w którym opisywane było powoli rozpadające się małżeństwo raczej mnie wkurzał. Podejrzewam, że był to celowy zabieg autorki, żeby czytelnik zastanawiał się, czy Quinn i Graham pogodzą się czy raczej rozstaną.

    Przez 3/4 książki miałam ochotę potrząsnąć Quinn. Irytowała mnie strasznie swoim zachowaniem i wyszukiwaniem w sobie wad, które sprawiają, że nie może urodzić dziecka. Za każdym razem, kiedy po raz kolejny wałkowała ten temat myślałam sobie, że powinna szybko udać się do terapeuty i przepracować problem w swojej głowie. Za to Graham... Uwielbiałam go, chociaż autorka dość mocno wyidealizowała jego postać. Stworzyła go takim mężczyzną, jakiego chciałaby większość kobiet, co w prawdziwym życiu raczej nie jest możliwe. Jednak nawet i Graham pokazał w pewnym momencie rogi. Jednak żeby się dowiedzieć kiedy i dlaczego - musicie przeczytać książkę.

    Coleen Hoover w swoich książkach porusza różne tematy - przemoc domową, walkę z niepłodnością, proces wybaczania, a przy tym potrafi wywoływać we mnie huśtawkę emocji. Fakt faktem odkryłam tę autorkę dopiero w tym roku, choć popularna jest już od kilku dobrych lat, ale mogę definitywnie stwierdzić, że jeszcze nie raz i nie dwa sięgnę po coś, co wyszło spod jej pióra. Już od dawna nikt nie wzbudza we mnie podobnych emocji*. 

    Jeśli szukacie czegoś, co zapewni Wam jednocześnie rozrywkę i poruszy pewne struny w Waszych duszach - już nie musicie szukać, wystarczy, że sięgniecie po dowolną książkę Colleen Hoover. Polecam. 

Ocena: 7/10
Liczba stron: 296
#39 Miasto z mgły - Carlos Ruiz Zafón

sierpnia 25, 2021

#39 Miasto z mgły - Carlos Ruiz Zafón

    To już jest koniec. Tetralogia Cmentarza Zapomnianych Książek została zamknięta definitywnie. Bardzo dawno nie kupiłam żadnej książki przed jej premierą. Na lekturę tej nie potrafiłam się doczekać.
 
"Porzekadło głosi, że człowiek powinien iść, póki ma siłę w nogach, mówić, póki staje mu głosu, i marzyć, póki jeszcze tkwią w nim resztki niewinności, bo i tak wcześniej czy później nie będzie już mógł ustać o własnych siłach, oddechu mu całkiem zabraknie, a marzyć będzie jeno o wiecznej nocy zapomnienia."
    Jest to zbiór jedenastu opowiadań, krótszych i dłuższych. W niektórych poznajemy zupełnie nowych bohaterów, w innych wracamy do doskonale nam znanej rodziny Sempere. Opowiadania zawierają w sobie różnorakie historie, między innymi tę, jak powstał Cmentarz Zapomnianych Książek czy ukłon w stronę mistrza Zafóna, czyli Miguela de Cervantesa. Większość z nich nigdy wcześniej nie były publikowane, z wyjątkiem opowiadania "Książę Parnasu", które zostało wydane jako dodatek do trzeciej części tetralogii.

    Tę książkę cechuje to, że jednocześnie chce się ją przeczytać i nie chce się dotrzeć do ostatniej kartki. Miasto z mgły jest, i mówię to z ogromnym żalem, pożegnaniem Zafóna z czytelnikami. Przy przewracaniu stron mamy świadomość, że spod jego pióra nic więcej już nie wyjdzie. Każde z opowiadań mogło być całkiem nową, rozbudowaną historią, niestety nie ma już na to szans. Cieszę się, że ujrzały one światło dzienne, chociażby w tej krótkiej formie. Pokazują one ogromny talent autora i po raz kolejny ujawniają jego umiejętność żonglowania słowem.

    Polecam zapoznać się z tym zbiorem opowiadań każdemu, kto ma za sobą lekturę czterech tomów Cmentarza Zapomnianych Książek i tęskni za stylem autora. Osobom, które nie miały styczności z książkami Zafóna najpierw radzę zagłębić się w Barcelonę, którą opisuje i zakochać się w niej tak, jak ja.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 224

Cień wiatru | Gra aniołaWięzień nieba | Labirynt duchów | Miasto z mgły

#38 Władca Much - William Golding

sierpnia 23, 2021

#38 Władca Much - William Golding

    Zaczynam myśleć, że czytanie książek z plakatu-zdrapki to nie jest dobry pomysł. Większa część mi się nie podoba i nie rozumiem, dlaczego zostały one zakwalifikowane jako te, które warto przeczytać. Kiedy czytałam opis Władcy much byłam bardzo zaciekawiona, w trakcie czytania mój entuzjazm spadał na łeb na szyję.
 

"Jak człowiek się kogoś boi, to go nienawidzi, ale nie może przestać o nim myśleć."
    Z katastrofy lotniczej z życiem uchodzi garstka chłopców. Na bezludnej wyspie starają się odnaleźć w nowej rzeczywistości bez dorosłych, ułożyć życie tak, aby przetrwać oraz zaznaczyć swoją obecność, aby ratunek przybył jak najszybciej. Początkowo chłopcy są oczarowani brakiem zasad i nakazów, które stworzyli dorośli. Problem w tym, że sielanka rajskiego życia szybko się kończy, a miła przygoda zamienia się w najgorszy z możliwych koszmarów.

    Przez większą część ta książka jest po prostu nudna, akcji prawie nie ma, życie skupia się na tym, że niektórzy chcą budować szałas, a reszta nie chce, że mieli nosić wodę do wybranego punktu w łupinach z kokosa, ale tego nie robią. Pokazuje, że ustalone zasady są w gruncie rzeczy nic nie warte, bo nikt się nimi nie przejmuje, a pierwszą potrzebą jest polowanie na świnie, aby zdobyć mięso i zabawa na piasku.

    No właśnie, polowanie na świnie. Jestem świadoma tego, że ta książka została po raz pierwszy wydana w 1954 roku i czasy od tego roku zmieniły się diametralnie, ale nie wierzę, że jakiekolwiek dziecko byłoby w stanie zapolować na świnię, poderżnąć jej gardło i cieszyć się z tego, jak leje się krew, po czym wyśpiewywać o tym piosenki. Nie wierzę, nikt mnie nie przekona do tego. 

    Denerwowała mnie też absurdalność tego, że tylko dzieci przeżyły katastrofę lotniczą. Jakby w samolocie nie było ani jednego dorosłego, mimo że na wyspie są również maluszki w wieku ok czterech lat, których nikt, przy zdrowych zmysłach, nie puściłby samych. Realizmu fabule dodałaby chociażby wzmianka o znalezionych zwłokach dorosłych, bądź jakimś dorosłym dogorywającym na plaży czy wyrzuconym przez ocean.

    Istnieje prawdopodobieństwo, że zapomniał wół, jak cielęciem był i już nie pamiętam, jak to jest być dzieckiem, ale w mojej opinii Golding pokazuje wszystkie najgorsze cechy dzieci. Okrucieństwo (także w stosunku do kolegów), brak poszanowania zasad, lenistwo... Aż odechciewa się mieć dzieci.

    W pewnym momencie pojawia się także tytułowy Władca much. Głowa świni nabita na kij. Myślałam, że będzie to bardziej rozwinięty wątek, ale nie (stety bądź niestety). Ten element fantasy kompletnie nie pasuje do całek książki. Myślałam, że będzie to rozwiązane w zupełnie inny sposób.

    Mam wrażenie, że albo jestem na tę książkę za młoda albo za stara. Może być też tak, że jej po prostu nie zrozumiałam, ale ciężko chcieć coś zrozumieć, kiedy jest to podane w tak niestrawnej wersji. Nie polecam, nie stracicie niczego, jeśli tej książki nie przeczytacie.


Ocena: 2/10
Liczba stron: 256

PS. Jedyny pozytyw tej książki jest taki, że narobiła mi ochoty na serial Lost, który jest inspirowany Władcą much.

#34 Ukochane równanie profesora - Yōko Ogawa

sierpnia 09, 2021

#34 Ukochane równanie profesora - Yōko Ogawa

    Nie sądziłam, że przeczytam książkę, którą chcę Wam dzisiaj przedstawić. Przede wszystkim jej tytuł kompletnie mnie nie zachęcał, ponieważ po skończeniu gimnazjum, w którym matematykę uwielbiałam moje i jej drogi dość mocno się rozeszły. Bałam się, że mimo niewielkiej objętości zostanę przytłoczona różnymi matematycznymi obliczeniami. Tak się nie stało.

"Matematyka jest piękna właśnie dlatego, że nie przydaje się w codziennym życiu."

    Główna bohaterka zostaje zatrudniona jako gosposia w domu Profesora. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Profesor, który uległ kiedyś wypadkowi pamięta tylko wydarzenia sprzed wypadku i ostatnie 80 minut. Po tym czasie jego pamięć się resetuje. Profesor, aby wiedzieć o niektórych rzeczach zapisuje je na karteczkach, które przyczepia do noszonego garnituru. Główna bohaterka codziennie przychodzi do jego domu i w towarzystwie swojego syna, którego Profesor nazwał Pierwiastkiem pomaga mężczyźnie.

    Matematyka. Jest to dziedzina, która towarzyszy Profesorowi na co dzień. Przez wiele godzin, dzień w dzień rozwiązuje on problemy matematyczne zamieszczone w jednym z czasopism. Objaśnia oraz przedstawia piękno matematyki głównej bohaterce, a także jej synowi, sprawia że stają się jego uczniami i niemal tak jak on zaczynają się fascynować różnorakimi matematycznymi zagadnieniami. Matematyka w książce "Ukochane równanie profesora" jest przedstawiona pięknie i w taki sposób, że osoby, które nie są z nią za pan brat i nie widzą w niej nic, poza utrudnieniem z czasów szkolnych mają ochotę wrócić do starych podręczników i wgryźć się w ten świat, aby poczuć to, co czuje Profesor.

    Przez całą książkę nie poznajemy imion bohaterów. Nie znamy imienia głównej bohaterki, a jej syn cały czas jest nazywany Pierwiastkiem, nie dowiadujemy się również, jak nazywa się sam Profesor. Muszę się przyznać, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim, jest to dość ciekawy zabieg i przez całe 240 stron zastanawiałam się, czy ta tajemnica zostanie przede mną odkryta.

    Nie jest to książka, w której dostałam wartką akcję, wybuchy i pościgi, nie należy się w ogóle nastawiać na szybko zmieniające się wydarzenia i drżenie serca z przejęcia. Przez fabułę płynie się lekko, z zainteresowaniem, z rosnącym zaciekawieniem skierowanym w stronę matematyki. Przyznam się, że gdzieś między jednym a drugim rozdziałem poczułam takie przyjemne ciepło, zupełnie inne od odczucia ekscytacji, które towarzyszy mi przy powieściach przygodowych. Bardzo mi się to podobało.

    Nie sądziłam, że ta książka aż tak mi się spodoba. Dzięki niej nabrałam ochoty na inne powieści tej autorki, wiem, że całkiem popularny jest też tytuł "Grobowa cisza, żałobny zgiełk", który na pewno przeczytam przy najbliższej nadarzającej się okazji. Mimo że książkę przeczytałam w lipcu, wiem, że trafi ona do kategorii najlepszych przeczytanych przeze mnie pozycji roku 2021. Polecam z całego serca.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 240

#33 Byliśmy łgarzami - Emily Lockhart

sierpnia 06, 2021

#33 Byliśmy łgarzami - Emily Lockhart

    Kiedyś usłyszałam o tej książce i zaintrygował mnie tytuł. Nie przeczytałam opisu, ledwo spojrzałam na okładkę i postanowiłam, że ją przeczytam, kiedy nie będę miała pomysłu na nic innego. No i stało się. Przeczytałam. I na wstępie zaznaczę, że jest to dość specyficzna lektura.

"Milczenie to warstwa ochronna, zabezpieczająca przed cierpieniem."
    Byliśmy łgarzami opowiada historię czwórki nastolatków - Cadence, Mirren, Johnny'ego i Gata, który nie należy do rodziny, lecz jest pasierbem matki Johnny'ego. Nastolatkowie od najmłodszych lat, co roku w wakacje, przyjeżdżają na prywatną wyspę Sinclarów i tam spędzają dni na robieniu wszystkich rzeczy, które przyjdą im do głowy. Pewnego dnia na wyspie dochodzi do wypadku, którego konsekwencją jest utrata pamięci przez Cady. Czy dziewczyna przypomni sobie, co się wydarzyło?

    Cała historia jest opowiedziana z perspektywy Cadence, która relacjonuje przeszłe i obecne wydarzenia. Opisuje swoje życie, poprzednie wakacje spędzone na wyspie, a także zmagania związane z utratą pamięci i próbą odzyskania wspomnień. Opowiada także o relacjach, jakie panują w rodzinie Sinclarów. A nie są one łatwa, bowiem jej matka wraz ze swoimi siostrami ciągle kłócą się o spadek po - wciąż żyjącym - ojcu. Rywalizacja o dobra jest tak zażarta, że każda z nich próbuje wciągnąć w to swoje dziecko. Znam z autopsji sytuację, kiedy rodzina kłóci się o pieniądze ze spadku i uwierzcie mi, że nie są to przyjemne chwile.

    Tytułowi Łgarze są nastolatkami i tak też się zachowują, momentami są pełni idealistycznych planów, by za chwilę spędzić całe dnie przez konsolą do gier. Tu coś wymyślą, tam coś przekręcą. Nastolatkowie nie interesują się wydzieraniem największych kąsków z majątku dziadka i raczej nie są zainteresowani poważniejszymi sprawami, niż tu i teraz. Wyjątkiem jest Gat, który nie boi się wypowiadać swojego zdania i rozważać trudnych tematów.

    Jest oczywiście wątek romantyczny rozgrywający się między Cadence a Gatem. Jest to częściowo zakazany owoc, ze względu na fakt, że nestor rodu Sinclarów nie akceptuje chłopaka, w związku z jego kolorem skóry.  Muszę powiedzieć, że ten wątek był dla mnie taki trochę naciągany i odrobinę wzięty z niczego. 

    Ciekawą rzeczą było odkrycie, co stało za utratą pamięci przez Cady, odkrycie tego, co zdarzyło się tamtej nocy i jakie były jej konsekwencje było czymś, czego kompletnie się nie spodziewałam. Wyjaśnia ona wiele sytuacji, które miały miejsce w wakacje po wypadku.

    Ta książka wyzwala wiele różnych emocji. Zaciekawienie, irytację, smutek, czasem śmiech. Porusza wiele trudnych tematów, między innymi walkę o spadek czy rasizm. Mimo że akcja dzieje się podczas wakacji to bardziej pasowałaby do jakiegoś jesiennego wieczoru. Polecam.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 240
Cykl: Byliśmy Łgarzami

Rodzina łgarzy | Byliśmy łgarzami
#27 Kolor magii - Terry Pratchett

lipca 14, 2021

#27 Kolor magii - Terry Pratchett

    Kto nigdy nie słyszał o książkach Terrego Ptratchetta i wykreowanym przez niego Świecie Dysku, ręka w górę! Co, nikt? Wcale mnie to nie dziwi. Zewsząd płynie wiele zachwytów, a fragmenty są cytowane często i gęsto na stronach i fanpage'ach dla książkoholików. Dotychczas nie przeczytałam żadnej z jego książek, co postanowiłam zmienić. Spisałam sobie wszystkie tytuły i zaczęłam od cyklu o Rincewindzie, choć podobno każdą książkę można czytać w dowolnej kolejności, bez znajomości poprzednich tomów. 
 
 
"Zastanawiał się, co to właściwie za życie, kiedy trzeba płynąć bez przerwy, by pozostać w tym samym miejscu. Bardzo podobne do jego życia, uznał."
    Kolor magii opowiada historię maga Rincewinda, który zna tylko jedno zaklęcie i na dodatek nie chce go wypowiedzieć. Rincewind, kiedyś wyrzucony z Niewidocznego Uniwersytetu staje się przewodnikiem dla Dwukwiata, pierwszego turysty zwiedzającego Dysk. Ci dwaj, wraz z Bagażem - magiczną skrzynią, przeżywają wiele przygód i wpadają w ogromną ilość tarapatów. 

    Bardzo ciężko było opisać, o czym ta książka jest. Fabuła zmienia się tak szybko, że wystarczy mrugnąć bądź na sekundę się zamyślić, żeby zgubić wątek. Bardzo często musiałam wracać kilka stron, ponieważ do umysłu wleciała mi jakaś myśl, która oderwała mnie od treści, mimo że oczy nadal ją śledziły, żeby nie wiedzieć co się stało i dlaczego. Na 208 stronach Terry Pratchett umieścił tyle, że akcja zmieniała się z sekundy na sekundę. Aż ciężko uwierzyć, że starczyło mu pomysłów na to, by Świat Dysku liczył sobie 41 tomów. 

    Plusem książki są jej bohaterowie, w tym Bagaż. Choć Rincewind bywał odrobinę irytujący to został ciekawie wykreowany. Dwukwiat zdecydowanie został moim ulubieńcem, włącznie z tendencją do wpadania w kłopoty, tak samo jak Bagaż ze swoimi nogami i magicznymi właściwościami.

    Świat Dysku został ciekawie skonstruowany. Pomysł na to, że magowie mogą uczyć się latami jednego zaklęcia, by zapomnieć je natychmiast po jego wypowiedzeniu - świetny. Krążąca gdzieś postać Śmierci i jej kwestie wypowiadane WIELKIMI LITERAMI, bogowie mieszający się w świat ludzi i czający się na ateistów, i potencjalna kosmiczna kopulacja żółwia, na którym stoją słonie, na których grzbietach umieszczony jest Dysk... Oryginalnie. 
 
    Mimo tych wszystkich plusów moja ocena jest raczej niska. Głównie przyjemność z czytania zabierało mi to, że wydarzenia dzieją się za szybko i za chaotycznie. Nie zrozumcie mnie źle, lubię, kiedy w książce się dzieje, ale tu jest różnego rodzaju sytuacji definitywnie za dużo wciśnięte. Z pewnością chwycę za kolejne tomy, jednak mam nadzieję, że ich fabuła będzie wolniejsza i skupiona na dwóch/trzech wątkach, a nie siedemdziesięciu trzech.

Ocena: 4/10
Liczba stron: 208
Cykl: Świat Dysku, Cykl o Rincewindzie

 
Kolor magii | Blask fantastyczny | Czarodzicielstwo | Faust Eryk | Ciekawe czasy | Ostatni kontynent | Ostatni bohater || Równoumagicznienie | Trzy wiedźmy | Wyprawa czarownic | Panowie i damy | Maskarada | Rybki małe ze wszystkich mórz (opowiadanie) | Carpe Jugulum || Mort | Kosiarz | Muzyka duszy | Wiedźmikołaj | Złodziej czasu | Śmierć i co potem nadchodzi (opowiadanie) || Piramidy | Pomniejsze bóstwa || Straż! Straż! | Teatr okrucieństwa (opowiadanie) | Zbrojni | Na glinianych nogach | Bogowie, honor, Ankh-Morpork | Piąty Elefant | Prawda | Straż nocna | Łups! | Niuch || Ruchome obrazki || Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie || Wolni Ciut Ludzie | Kapelusz pełen nieba | Zimistrz | W północ się odzieję | Pasterska korona | Potworny regiment || Piekło pocztowe | Świat finansjery | Para w ruch || Niewidoczni Akademicy
#21 Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? - Justyna Kopińska

czerwca 20, 2021

#21 Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? - Justyna Kopińska

Poniższa opinia może zawierać spoilery, chociaż ciężko mi stwierdzić, czy można zaspoilerować historie, które wydarzyły się naprawdę.

~~~
 
    Nie czytam często reportaży. O wiele bardziej wolę fantastykę i wymyślone światy, do których można się przenieść i na chwilę uciec od otaczającej rzeczywistości, ale ostatnio stwierdziłam, że chcę poszerzyć swoje horyzonty i dowiedzieć się, co dzieje się wokół mnie, w realnym życiu. O reportażach Justyny Kopińskiej już słyszałam, a dodatkowo zostały mi one ostatnio polecone, więc chwyciłam za ten, o którym wiedziałam już wcześniej.

"Historia krzywd wyrządzanych tym, których kochamy lub powinniśmy kochać, jest długa."

    Reportaż Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? opowiada historię dzieci przebywających w Specjalnym Ośrodku Wychowawczym w Zabrzu, prowadzonym przez siostry boromeuszki. W ośrodku średnio mieszkało około 60 wychowanków, w różnym wieku, od bardzo małych ok. dwuletnich do dorosłych, liczących sobie nawet trzydzieści cztery lata. Były to osoby zarówno zdrowe, jak i również niepełnosprawne. 

"Prawda może być naprawdę przykra, ale to do nas należy znalezienie odpowiedzi."

    Ciężko czyta się ten reportaż. Bardzo ciężko. Na początku książki jest wzmianka o tym, że nie każdy będzie w stanie przeczytać go do końca i bardzo się z tym stwierdzeniem zgadzam. Już na samym początku czytania stwierdziłam, że nie będę mogła kontynuować lektury, ponieważ zaczynam się obawiać o los moich przyszłych hipotetycznych dzieci i że po skończeniu książki prawdopodobnie będę miała w planie nie wypuszczać ich z domu, żeby nie potkała ich żadna krzywda.

    Aby przeczytać Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? trzeba umieć "wyłączyć" emocje. Nie jest to reportaż dla osób bardzo emocjonalnych i empatycznych, ponieważ ogrom opisywanego okrucieństwa wobec dzieci jest bardzo przytłaczający.

"Czujesz tak ogromny lęk, że życie przestaje mieć znaczenie. Całą energię skupiasz a tym, by choć jeden dzień spędzić bez bicia i krzyków."

     W opisywanym przez Justynę Kopińską ośrodku dzieci były bite, molestowane, gwałcone, wyzywane, krzyczano na nie, nie miały żadnego wsparcia ze strony dorosłych. Wszystkie te praktyki były stosowane za wiedzą i przyzwoleniem sióstr boromeuszek. Nie jestem w stanie opisać mojego oburzenia. Jak jakikolwiek człowiek może pozwalać na to, aby wychowankowie bili, gwałcili i molestowali siebie nawzajem? Jak zakonnica może bić i krzyczeć na dziecko, które na dobrą sprawę nie wie, co zrobiło złego? Jak można zachęcać starszych wychowanków do krzywdzenia innych?

"Tak mówiliśmy na strych z gwiazdą na podłodze. Chłopcy nas tam rozbierali, bili do krwi. Siostry patrzyły. Każdy był bity, ale jeśli kogoś bito wcześniej w domu, to nawet nie myślał, że to coś złego. Co kilkuletnie dziecko może wiedzieć na temat zła?"

    Nie chcę powiedzieć, że u osób świeckich takie rzeczy się nie zdarzają, bo nie o to chodzi. Ale zakonnice i jakiekolwiek inne osoby związane z kościołem powinny dwa razy bardziej być świadome tego, że takie zachowanie jest złe. Ktoś, kto ślubował oddanie Bogu, powinien postępować słusznie, a nie krzywdzić niewinnych.

"Jak wcześniej dotykałem inne dzieci, to niektóre nie pytały, bo już ktoś je dotykał."

    W reportażu przedstawione są rozmowy z byłymi wychowankami Specjalnego Ośrodka Wychowawczego w Zabrzu. Bardzo często wynika z nich, że dzieci, które najpierw były wykorzystywane prze innych potem same wykorzystywały młodszych kolegów i młodsze koleżanki. Czy gdyby nie dotknęło ich molestowanie to sami z ofiar nie przeistoczyliby się w oprawców? Bardzo prawdopodobne.

"Wiosną tego roku siostra Monika została przeniesiona za karę do innej placówki."

    Na wielkie oburzenie zasługuje fakt, że siostra Bernadeta, która prowadziła ośrodek wychowawczy w Zabrzu nie tylko unikała zasądzonej jej kary, ale i różni ludzie wstawiali się za nią, że to nie możliwe, aby takie rzeczy działy się za jej sprawą. Były wysyłane listy do prezydenta Bronisława Komorowskiego o ułaskawienie. Nikt wierzył, jakie piekło odgrywało się za murami ośrodka. Wkurza mnie, chociaż jest to niedostateczne słowo, że osoby odpowiedzialne za to całe cierpienie za karę zostały przeniesione do innego ośrodka albo w najlepszym wypadku dostały dwa lata bezwzględnego więzienia, kiedy za kradzież grozi do pięciu lat więzienia. Ogromne krzywdy zostały "wycenione" na tylko dwa lata. 

"U sióstr jest dużo lepiej niż w rodzinnym domu dziecka. Tam nas bili bez powodu, a teraz dostajemy, jak zasłużymy."

    Całą sprawą prawdopodobnie nie zainteresowano by się, gdyby nie zabójstwo i gwałt popełnione przez byłych wychowanków ośrodka prowadzonego przez boromeuszki. Dopiero wtedy ośrodkiem zainteresowały się władze. Co jest ciekawe, na osoby zajmujące się tą sprawą były wywierane naciski i osoby bardziej dociekliwe były odsuwane od sprawy, aby szambo się nie wylało. Jestem w szoku, że dramat rozgrywał się przez tyle lat i nikt nie pomógł dzieciom, które gdy zmoczyły się w łóżku, musiały wyprać prześcieradło i machać przez całą noc rękami i je suszyć.

    Polecam zapoznać się z tym reportażem. Mnie otworzył oczy jeszcze szerzej.

"Wszyscy wiedzieli, co się tam dzieje. Wiedzieli od lat."

 

Ocena: 7/10
Liczba stron: 240

Tę opinię napisałam na świeżo po lekturze, więc może być odrobinę emocjonalna, chociaż ten problem nigdy nie dotyczył mnie ani nikogo, kogo znam (a przynajmniej nic o tym nie wiem). Ciężko bez emocji czytać ten reportaż i ciężko bez emocji o nim pisać.

#12 Opowiadania - Ernest Hemingway

maja 15, 2021

#12 Opowiadania - Ernest Hemingway

    Wstyd się przyznać, ale nigdy nie przeczytałam nic, co napisał Ernest Hemingway. W szkole nie czytałam lektur, więc ominęło mnie zapoznanie się z książką "Stary człowiek i morze", co w sumie chyba wyszło mi na plus, bo gdy ją omawialiśmy na lekcji języka polskiego to nie wydała się jakoś szczególnie pasjonująca. 


    Wspominałam już wcześniej o plakacie-zdrapce i o tym, że prawdopodobnie z większą częścią książek, które się na nim znajdują nie zapoznałabym się, gdyby nie chęć zdrapania danego pola. W przypadku książki, którą dzisiaj chcę Wam przedstawić niczego bym nie straciła. 
"Kilimandżaro to pokryta śniegiem góra, wysokości 19 710 stóp, o której powiadają, że jest najwyższa w Afryce. Szczyt zachodni znany jest pod nazwą „Ngaje Ngai”, czyli Dom Boga. Tuż pod zachodnim szczytem leży wyschnięty i zamarznięty szkielet lamparta. Nikt nie potrafił dotąd wytłumaczyć, czego mógł szukać lampart na tak wielkiej wysokości."
    Książka Opowiadania Hemingwaya zawiera w sobie dwadzieścia jeden krótkich historii. Większość z nich jest kompletnie o niczym. Bohaterowie prowadzą nienaturalne, pozbawione sensu dialogi, w jednym zdaniu między postaciami jest wszystko w porządku, a w drugim ona jest obrażona i odchodzi, mimo że nic nie wskazuje na powód. Ilekroć już myślałam, że tym razem będzie lepiej, ponieważ pojawiła się jakaś iskra nadziei to się okazywało, że jednak dalej dno i wodorosty. Jeśli ktoś widział w tym zbiorze coś fascynującego czy ciekawego to wyślę mu prezent.

    Cóż, dzisiaj opinia wyjątkowo krótka, ale szczerze powiedziawszy to nie mam nic więcej do dodania. Na książkę szkoda jest czasu i żal mi drzew, które zostały ścięte, by mogła zostać wydrukowana, ponieważ jest dramatycznie zła. Jeśli nie przeczytacie tego zbioru opowiadań to naprawdę nic nie stracicie, a zaoszczędzony czas możecie przeznaczyć na coś bardziej wartego uwagi.

Ocena: 1/10
Liczba stron: 272

#9 Bajki robotów - Stanisław Lem

maja 03, 2021

#9 Bajki robotów - Stanisław Lem

    Ostatni raz książkę z biblioteki (nie licząc tych potrzebnych na studia) wypożyczyłam w 2017 roku. Nie pamiętałam tego, tak samo jak hasła i loginu do wirtualnej czytelni i musiałam zapytać pani bibliotekarki. Jak już kiedyś wspominałam to czym jestem starsza to ciężej mnie zachwycić, a wolałabym nie mieć na swoich półkach książek, do których prawdopodobnie już nigdy nie wrócę, więc jest spora szansa na to, że z biblioteki publicznej będę korzystała teraz znacznie częściej. Zwłaszcza, że niektórych książek nie wyobrażam sobie czytać w wersji elektronicznej.

    Nie chcę się powtarzać, ale prawdopodobnie nie przeczytałabym tej książki, gdyby nie plakat-zdrapka, który dostałam na Święta Bożego Narodzenia. Dodatkowo przy rozwijaniu zadrapało mi się to pole, więc automatycznie Bajki robotów przesunęły się na szczyt listy "do przeczytania". Pomyślałam, że jest to raczej krótka lektura, bo liczy sobie zaledwie 224 strony i w miarę szybko ją przeczytam. No i myliłam się.

(…) zabrakło głupców w całym Kosmosie, chociaż niektórzy mówią, że ich jeszcze sporo, a tylko drogi nie znają.    
    Bajki robotów składają się z piętnastu krótkich opowiadań, w trakcie lektury uświadomiłam sobie, że dwa z nich czytałam już kiedyś w książce do języka polskiego, dodatkowo jeden znajomy stwierdził, że aktualnie czyta tę książkę jego syn, co oznacza, że tamten podręcznik musiałam mieć w podstawówce. Także Bajki robotów nie były mi obce, chociaż kompletnie o tym nie pamiętałam.

    Cieszę się, że to nie była moja obowiązkowa lektura za czasów szkolnych, bo zniechęciłaby mnie do czytania. W ogóle nie umiałam się wgryźć w fabułę, kilkukrotnie przyłapywałam się na tym, że podczas czytania chwytała mnie jakaś myśl i orientowałam się o tym jakieś dwie strony później, przy czym kompletnie nie wiedziałam, co chwilę wcześniej przeczytałam. Język polski potrafi być kwiecisty, ale Lem jeszcze bardziej go ubarwił, co definitywnie nie ułatwiało zagłębiania się w jego opowieści. Gdyby nie tytuły bajek prawdopodobnie nie rozróżniałabym, kiedy skończyła się jedna, a zaczęła druga. Dopiero przy końcu jako tako udało mi się skoncentrować i czerpać przyjemność z lektury.

    Bajki robotów mają bardzo mało dialogów, za to bardzo dużo opisów. Dla mnie źle, ale inni to lubią. Spotkałam się z opinią, że pod płaszczem bajek Lem opisuje wydarzenia, które działy się, kiedy pisał ten zbiór. Nie jestem w stanie tego potwierdzić, ale być może ktoś orientuje się lepiej i podzieli się informacjami.

    Z racji, że to być może ze mną jest coś nie tak, a nie z książką to w planie mam jeszcze Solaris Lema. Nie wiem, kiedy się za niego zabiorę, ale kiedy do tego dojdzie to zapewne taką informacją się podzielę. Nie zniechęcam do czytania Bajek robotów, to, że mi się nie podobało to - jak zwykle - tylko moja subiektywna opinia, a nie wyrok.
Przeczytajcie i sami oceńcie.

Ocena: 3/10
Liczba stron: 224

#5 Pośredniczka - Meg Cabot

kwietnia 15, 2021

#5 Pośredniczka - Meg Cabot

    Kiedy byłam nastolatką i spędzałam całe wakacje na ogródku z kumpelą najlepiej czytało mi się młodzieżówki i romansidła, i paranormal romance. W każdym razie przez moje ręce przewinęło się wiele takich książek, które pochłaniałam w jedno popołudnie. Ale o większości zdążyłam już zapomnieć i jak czasem trafiam na nie w czeluściach internetu to jestem zaskoczona, że kiedykolwiek ich dotykałam, nie mówiąc już o spędzeniu z nimi kilku godzin.

    Częściowo tak mam właśnie z książkami Meg Cabot. Pamiętam, że czytałam i mi się podobały, ale w zasadzie nie pamiętam o czym konkretnie były, z wyjątkiem paru szczegółów. Także postanowiłam się odrobinę odmóżdżyć i przypomnieć sobie książeczki, którymi kiedyś się zachwycałam i przy których dobrze się bawiłam, w związku z czym zaczęłam od serii Pośredniczka.

    Długo zastanawiałam się, jak to rozwiązać pod kątem recenzji, czy zrobić opinię zbiorczą czy osobne, ale stwierdziłam, że te sześć książek mogłoby równie dobrze zostać wydane jako jedna grubsza powieść, więc tekst będzie tylko jeden.

Zamiary są jednak tyle warte, co ludzie, którzy je mają.

    W pierwszej części poznajemy główną bohaterkę o imieniu Susannah, która przeprowadza się z Nowego Jorku do Kalifornii, ponieważ jej mama ponownie wyszła za mąż. Susannah nie jest jednak zwykłą nastolatką, posiada umiejętność widzenia, rozmawiania i wchodzenia w inne interakcje z duchami. Dowiadujemy się tego w momencie, kiedy okazuje się, że w jej pokoju w nowym domu mieszka 150letni duch. Pierwszego dnia w nowej szkole Suze wchodzi w zatarg z Heather, niebezpiecznym duchem dziewczyny, która zmarła krótko wcześniej i nie może pogodzić się z faktem, że jej chłopak nie jest już jej chłopakiem. Razem z ojcem Dominikiem starają się przekonać dziewczynę, że co się stało to już się nie odstanie. 

Ocena: 6/10
Liczba stron: 190

    W drugiej części Suze nawiedza duch, który chce, aby przekazał komuś wiadomość. Nic dziwnego, skoro Suze jest Pośrednikiem. Główna bohaterka rozpoczyna śledztwo mające doprowadzi do tego, by dowiedzieć się, kto jest adresatem wiadomości, przy okazji nawiązując bliższą relację z jednym z najprzystojniejszych i najpopularniejszych chłopaków w całej szkole. Co na to Jesse, duch mieszkający w jej pokoju? Odpowiedź w książce.

Ocena: 6/10
Liczba stron:198

    W trzeciej części do Suze przyjeżdża przyjaciółka z Nowego Jorku, podczas wizyty w sklepie Suze zauważa grupkę duchów próbujących ukraść skrzynkę piwa. Okazuje się, że są to uczniowie liceum z sąsiedniego miasta, którzy zginęli w wypadku samochodowym. Suze bada okoliczności ich śmierci, w czym pomaga jej Jesse de Silva i ojciec Dominik. Czy z wypadkiem na punkcie widokowym, w którym zginęli nastolatkowie maczał palec pewien niepozorny uczeń z klasy Suze?

Ocena: 6/10
Liczba stron: 198

    Czwarta część ma swoje miejsce podczas wakacji, podczas których Susannah pracuje w hotelu jako opiekunka do dzieci. Poznaje tam ośmiolatka, który tak jak ona i ojciec Dominik jest pośrednikiem. W międzyczasie toczy walkę z byłą narzeczoną Jesse'go, która wróciła jako duch, aby powstrzymać prace budowlane, które ujawniłyby tajemnicę śmierci Jesse'go, W całej historii swoje role odegra nie tylko Suze i ojciec Dominik, ale też i nowo odkryty pośrednik... i jego brat!

Ocena:  6/10
Liczba stron: 214

    W przedostatniej części Susannah przy pomocy Paula odkrywa, że pośrednictwo to nie tylko pomoc duchom w przejściu na drugą stronę zasłony. Problem w tym, że Paul jednocześnie chce pomóc Suze, umówić się z nią i... pozbyć się Jesse'go. W tym tomie jest najmniej akcji, fabuła skupia się raczej na relacjach pomiędzy bohaterami i odkrywaniu tajemnic daru posiadanego przez Susannah i Paula.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 182

    W ostatniej części Susannah próbuje zapobiec wydarzeniom, które sprawiłyby, że nigdy nie pozna i nie zakocha się w Jesse'm. Czwarty wymiar ma w sobie bardzo dużo akcji i jej zwrotów, a także zupełnie niespodziewane zakończenie. 

Ocena:6/10
Liczba stron: 205

    Gdybym była sobą sprzed dziesięciu lat prawdopodobnie byłabym zachwycona tą serią i z marszu moje ocena to byłoby 10/10, arcydzieło. Teraz jednak jestem trochę starsza, zdecydowanie bardziej krytyczna i trudno mnie zachwycić. Jednakże podczas ponownej lektury bardzo dobrze się bawiłam, chociaż raczej typowo nastoletnie problemy mnie już definitywnie nie dotyczą i niektóre sytuacje w tej serii wydały mi się bardzo żenujące

    Główna bohaterka to twardzielka, mimo tego że przejmuje się takimi rzeczami jak pryszcz, ubrania od projektantów czy brak chłopaka. Ale trudno jej nie lubić, a Jesse'go nie kochać. Myślę, że jego postać (jak z resztą innych męskich wykreowanych przez Meg Cabot) jest przynajmniej częściowo odpowiedzialna za wymagania, jakie dorosła ja stawia mężczyznom w swoim życiu. I nawet teraz - po dziesięciu latach - uważam, że w Pośredniczce było go zdecydowanie za mało!

    Nie wiem, jakie przerwy między pisaniem kolejnych części miała Meg Cabot, ale odrobinę irytujące było to, że w  książce rozpoczynającej serię cała akcja odegrała się w ciągu czterech dni pierwszego tygodnia, druga część według głównej bohaterki rozgrywała się w następnym tygodniu, ale odnosząc się do wydarzeń z Heather opisywała je tak, jakby czas pomiędzy był dłuższy. Tak samo było z kolejnymi częściami. Prawdopodobnie jeśli nie czytałabym ich jedna po drugiej w ogóle nie zauważyłabym tego. Swoją drogą to gdyby ktoś miał kilkumiesięczne przerwy między tomami to autorka robi wstawki, kto jest kim i co się stało, także raczej nie miałby problemu z przypomnieniem sobie, co się działo wcześniej.

    Język w tek serii jest prosty, młodzieżowy. Większość problemów jest raczej błaha dla dorosłego człowieka, ale dla nastolatków są to - bardzo prawdopodobne - małe końce świata. Trzeba na to przymknąć oko, jak się czyta młodzieżówki. Jak już wcześniej wspominałam cykl mógłby zostać połączony w jedną książkę, ale z drugiej strony jej grubość mogłaby przerażać młodzież po nią sięgającą.

    Seria nie jest przeznaczona dla mojej kategorii wiekowej, bo - powiedzmy sobie szczerze - jestem już na nią za stara, ale bawiłam się świetnie przypominając sobie, o czym każda część jest i kibicując związkowi Pośredniczki i ducha, i chociaż znałam zakończenie (chociaż o szczegółach wydarzeń do niego prowadzących zapomniałam) to i tak trzymałam kciuki, żeby wszystko się udało.

    Czy polecam? Tak i nie. Polecam nastolatkom, które chcą poczytać coś lekkiego z nutą fantastyki. Nie polecam za to dorosłym, bo problemy przedstawione w serii o Pośredniczce prawdopodobnie wydadzą im się zbyt infantylne w porównaniu z problemami życia codziennego.
Tak tak już wcześniej powiedziałam, dziesięć lat temu seria dostałaby 10/10 i zaklasyfikowana jako arcydzieło, a teraz 6/10, bo jest tylko i aż dobra. 

Ocena całej serii: 6/10

PS: Jako ciekawostka powiem, że pierwszy tom serii wyszedł w 2001 roku, co oznacza, że ma już 20 lat!  

Copyright © Let's read! , Blogger