Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty
#63 Tokio Ever After - Jean Emiko

maja 21, 2022

#63 Tokio Ever After - Jean Emiko

    Czy jest na sali choć jedna dziewczyna, która w dziecięcych latach nie chciała być księżniczką? Dziewczyna, która marzyła o tym, że pewnego dnia znajdzie ją książę na białym koniu i pocałunkiem jedynej i prawdziwej miłości wyrwie z dotychczasowego życia i porwie do zamku, by żyć długo i szczęśliwie? Pewnie tak, ale myślę, że znajdzie się i takie grono, do którego należą osoby, które wolałyby przystojnego wampira albo same są księciem. Osobiście należałam do tych fantazjujących o byciu księżniczką, a nawet posunęłam się o krok dalej i całowałam żaby. Co prawda żadna nie przemieniła się w księcia, ale… Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

    Parę lat temu całkiem popularna była seria dla młodzieży pt. „Pamiętnik księżniczki” autorstwa Meg Cabot. Jeśli byliście jej fanami to w książce, o której dzisiaj piszę, też powinniście się zakochać.

    Izumi Tanaka jest zwykłą uczennicą amerykańskiego liceum. W zasadzie nie odróżniałaby się od rówieśników, gdyby nie fakt, że jest Japonką oraz wychowuje ją tylko matka, przez co czuje, że nie wpasowuje się w licealne grupy towarzyskie. Pewnego dnia znajduje w sypialni matki książkę z dedykacją od mężczyzny, o którym jej rodzicielka nigdy nie wspomniała. Po krótkim researchu okazuje się, że Izzy jest do niego bardzo podobna. Mama Izumi przyparta do muru wyznaje prawdę oraz wskazuje córce sposób, na skontaktowanie się z ojcem… Księciem Japonii.

    Początkowo myślałam, że będzie to skopiowanie pomysłu Meg Cabot, ale im dalej zagłębiłam się w fabułę tym mniej zauważałam podobieństw i mogłam skupić się na odkrywaniu, co wymyśliła Emiko Jean. A wymyśliła bardzo fajną i lekką młodzieżówkę, która kilkoma rozwiązaniami naprawdę mnie zaskoczyła, było nawet kilka plot-twistów, których nigdy bym się nie spodziewała!

    Myślę, że ważną sprawą w tego typu książkach jest to, żeby móc utożsamić się z główną bohaterką i autorce udało się stworzyć ją właśnie taką – normalną dziewczyną, którą może być każdy. Bardzo podobało mi się, że Izumi co jakiś czas wspomina o objadaniu się ciasteczkami i braku wyrzutów sumienia z tego powodu. W czasach, w których młode kobiety dążą do „idealnej” sylwetki fajnie jest, kiedy pojawia się taka bohaterka, która docenia dobre jedzenie i nie przejmuje się kaloriami. 

    W takiej książce nie mogło oczywiście zabraknąć wątku miłosnego. W zasadzie jest on oczywisty od momentu, kiedy pojawia się w fabule ta konkretne męska postać. Ale Jean Emiko rozegrała to w sposób, który nie do końca dało się przewidzieć. Nie chcę za dużo zdradzać z treści, bo nie o to w tym wszystkim chodzi, ale powiem, że w pewnym fragmencie autorka sprawiła, że moje serce prawie się zatrzymało. A nie robi się takich rzeczy fankom szczęśliwych zakończeń! Nigdy.

    Jeśli kilka lat temu pokochaliście Pamiętnik Księżniczki autorstwa Meg Cabot to powinniście pokochać też Tokio Ever After Emiko Jean. Jest to fantastyczna książka, która pozwoli Wam na kilka chwil przenieść się do współczesnej Japonii i poznać kawałek zwyczajów w niej panujących. Możecie dowiedzieć się też, jakie programy telewizyjne lubi para cesarska! Ja spędziłam dzięki niej bardzo przyjemnie kilka wieczorów i z ogromną chęcią zapoznam się z kolejnymi częściami i przygodami Izzy, księżniczki Japonii.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 392
Cykl: Tokio Ever After

Tokio Ever After | Tokio Dreaming

#49 Kirke - Madeline Miller

kwietnia 12, 2022

#49 Kirke - Madeline Miller

    Zawsze lubiłam mitologię, w pewnym momencie dzieciństwa wyciągałam z szafek stare podręczniki do lekcji języka polskiego i wyszukiwałam fragmenty mitów greków i rzymian. Później, kiedy mój czytelniczy horyzont się powiększył z chęcią sięgałam po książki, które zawierały w sobie jakieś elementy mitologii lub były retellingami o bogach i bożkach. Nie inaczej jest dzisiaj, jeśli jakaś powieść ma chociaż fragment związany z mitologią, prawie natychmiast mam ochotę ją przeczytać. A jak ma piękną okładkę (przyznaję, że jestem okładkową sroką) to sięgam po nią z jeszcze większą ochotą.

"Nic to pustka, a powietrze to coś, co wypełnia wszystko inne. Jest tchnieniem, życiem, duchem, słowami, które wypowiadamy."
    O Kirke słyszałam na którymś z książkowych kanałów na YouTube, ale - niestety - dość długo odwlekałam jej lekturę, ponieważ dowiedziałam się, że raczej niewiele w niej akcji samej w sobie, raczej historia płynie wolno. Muszę się z tym zgodzić, w Kirke nie znalazłam pościgów i wybuchów, chociaż niejednokrotnie pojawiał się w fabule element wojny i podbojów.

    Książka Madeline Miller opowiada o córce boskiego Heliosa i nimfy Perseis, Kirke. Od dziecka była ona odrzucana przez wszystkich, mówiono o niej, że jest głupia, naiwna, brzydka, ma skrzekliwy głos... Kiedy odkrywa w sobie czarodziejskie moce zostaje wygnana na wyspę Ajai, gdzie doskonali swoje umiejętności i przechodzi powolną, ale ogromną przemianę. 

    Początek tej opowieści bardzo mnie nużył. Dlaczego? Bo sama Kirke strasznie mnie denerwowała. Ciągle była przez wszystkich kopana i opluwana, a do tego wszystkiego nie potrafiła się obronić i praktycznie przepraszała wszystkich za to, że żyje. Interesująco zaczęło się robić wraz z wprowadzeniem do historii Glaukosa, ale gdybym napisała na ten temat coś więcej to zdradziłabym Wam za dużo szczegółów z książki. W każdym razie od tego momentu historia trochę się rozkręciła i czytało się ją znacznie przyjemniej. No i główna bohaterka stała się mniej irytująca.

    Język w Kirke jest prosty, raczej nie ma powodów do obaw przed trudnymi słowami, żywcem wyrwanymi z Iliady czy Odysei, co trochę mnie zdziwiło. Z jakiegoś powodu z mojej głowie nie było możliwości napisania tego typu historii w sposób lekki i jasny. Brawa dla Madeline Miller za zmienienie mojego zdania. 

    Jeśli lubicie mitologię to na pewno polubicie historię o Kirke. Cieszy mnie, że autorka wybrała mniej znaną postać z mitologii greckiej, bo Ateny, Afrodyty, Zeusa czy Podejdona jest wszędzie pełno, a o córce Heliosa i Perseis raczej rzadko się słyszy. Była to przyjemna i ciekawa lektura, chociaż tak jak wspominałam wcześniej, fabuła jest z tych wolniej płynących. Polecam.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 416

Kirke | Pieśń o Achillesie | Rebeka | Moja kuzynka Rachela | Trzynasta opowieść | Była sobie rzeka | Czarne skrzydła czasu | Syrena i pani Hancock | Milczący zamek | Oberża na pustkowiu | Cztery muzy | Zapomniany ogród

#48 Milczący zamek - Kate Morton

kwietnia 08, 2022

#48 Milczący zamek - Kate Morton

    Lubię książki jednotomowe. Co prawda mam wrażenie, że rzadko je czytam i faworyzuję serie (zwłaszcza fantastyczne), ale lubię. Prawdopodobnie za tę książkę nie chwyciłabym tak szybko, gdyby nie dwie rzeczy: pierwsza - mój marcowy maraton z serią butikową, a druga to to piękne wydanie. Powtarzam to chyba przy każdej książce z serii butikowej, ale grafik, który projektował te obwoluty powinien dostać premię - one są piękne! Ale do brzegu. Zaczęłam, skończyłam. Czy mi się podobało? Musicie czytać dalej, żeby się dowiedzieć.

"-Potrafią sprawiać niespodzianki ci nasi rodzice, prawda? W głowie się nie mieści, co oni wyczyniali, zanim przyszliśmy na świat. - Tak - oparłam. - Zupełnie jakby byli kiedyś prawdziwymi ludźmi."

    Mama głównej bohaterki otrzymuje list, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że data jego nadania jest sprzed pięćdziesięciu lat. Edith Burchill, młoda redaktorka, wracając ze służbowego spotkania przez przypadek trafia do miasteczka, w którym mieści się Zamek Milderhurst, z którego przyszedł list. Podczas wycieczki poznaje trzy siostry Blythe - Percy, Saffy oraz Juniper, córki Raymonda Blythe'a, autora książki Człowiek z błota, w której jako dziecko zaczytywała się Eddie. Zamek, powoli popadający w ruinę, kryje w sobie tajemnicę, którą od pół wieku ukrywają siostry Blythe. Czy Edith odkryje, co czai się w mroku Zamku Milderhurst?  

    Och, ta książka spodobała mi się w zasadzie od początku. Nie wiem, jak to opisać, ale od pierwszych stron czułam coś w rodzaju letniego upału i obietnicę ochłody w murach zamku. Klimat tej powieści dosłownie wylewa się z jej kart. Z każdym kolejnym przeczytanym zdaniem miałam ochotę na więcej. Gdzieś w tle pojawia się tajemnica, a w zasadzie nie jedna, którą chcemy odkryć i powoli to robimy. 

    Fabułę poznajemy z kilku perspektyw, dodatkowo jest ona też podzielona na osobne linie czasowe, co pozwala czytelnikowi na dowiedzenie się wszystkiego zarówno z przeszłości jak i teraźniejszości. A jest tego dużo. Ilekroć myślałam, że już coś wiem, już się czegoś domyśliłam to autorka wytrącała mi wszystkie karty z ręki i kompletnie się tym nie przejmowała. Bardzo mi się to podobało. Nie udało jej się to tylko raz, kiedy domyśliłam się, mimo próby zmylenia mnie przez Kate Morton, w kim jedna z bohaterek ulokowała swoje uczucia. Ale nie powiem Wam która! Sami musicie przeczytać. Jeśli zaczniecie czytać tę książkę to zapomnijcie o tym, że zgadniecie, jaki będzie jej finał. Gwarantuję, że autorka wywinie Wam niezły numer.

    Kate Morton dość sprawnie manipulowała moimi uczuciami do bohaterów. Raz sprawiała, że kogoś lubiła, potem robiła tak, żebym przestała, po czym tak zamieszała, że jednak lubiłam. Już dawno nie zdarzyło się, żeby ktoś tak mnie wodził za nos. Brawo Kate. Każda z bohaterek ma swoje plusy i minusy, a co więcej, każda z nich jest kompletnie inna i wyjątkowa. Cieszy mnie to, bo bywa tak, że nie da się różnych postaci od siebie odróżnić. W przypadku Milczącego zamku nie można tego powiedzieć. 

    Milczący zamek jest połączeniem kilku gatunków - romansu, fantasy (ale tylko trochę), thrillera i kryminału. Ta mieszanka jest zrobiona i podana w fantastyczny sposób, który nie pozwala się oderwać. Za każdym razem, kiedy odkładałam Milczący zamek, to zastanawiałam się, co się tam jeszcze wydarzy. Polecam gorąco!

Ocena: 7/10
Liczba stron: 560 

Kirke | Pieśń o Achillesie | Rebeka | Moja kuzynka Rachela | Trzynasta opowieść | Była sobie rzeka | Czarne skrzydła czasu | Syrena i pani Hancock | Milczący zamek | Oberża na pustkowiu | Cztery muzy | Zapomniany ogród

 

PS. W związku z aktualną sytuacją geopolityczną można przesunąć termin czytania tej książki o jakiś czas. W fabule bardzo dużo jest nawiązań do drugiej wojny światowej i spadających bomb, więc jeśli ktoś nie jest w stanie oddzielić fikcji od rzeczywistości to polecam wstrzymać się na chwilę. 

#45 Piekarnia Czarodzieja - Byeong‑mo Gu

listopada 09, 2021

#45 Piekarnia Czarodzieja - Byeong‑mo Gu

    Nie lubię kłamać. I nie będę. Przyznaję się - jestem okładkową sroką. Staram się nie nie oceniać książki po umiejętnościach grafika, jednak umówmy się - chętniej sięgniemy po coś, co przyciąga nasz wzrok. Okładka Piekarni Czarodzieja spodobała mi się od pierwszego wejrzenia, dodatkowo bardzo chcę poszerzać swoje horyzonty czytelnicze (co wychodzi różnie, ale staram się!), więc dodając jedno do drugiego wyszło mi, że tę książkę muszę przeczytać. Pozytywne opinie płynące zewsząd tylko tę chęć potęgowały.

"Dlaczego ludzie uczucia nie mogą się rozpuścić jak sól w gorącej wodzie? U niektórych puszka tuńczyka ma dłuższy termin niż emocje. Nagle zdałem sobie sprawę, że sól się rozpuszcza, ale nie znika. Bez siłowego oddzielenia pozostanie w wodzie na zawsze."
    Główny bohater w swoim nastoletnim życiu był wielokrotnie odrzucany. Najpierw został porzucony przez matkę, później szykanowany w szkole ze względu na problem z jąkaniem, w domu też nie miał łatwych kontaktów z ojcem. Pewnego dnia zostaje zmuszony do ucieczki z domu. I ucieka do pobliskiej całodobowej piekarni. Nie jest to byle jaka piekarnia, a prowadzona przez Czarodzieja.

    W książce Byeong‑mo Gu magia istnieje, ale nie jest to taka przyjazna magia, którą znamy chociażby z Harry'ego Pottera, nie ma też różdżek i efektownych transmutacji. W piekarni Czarodzieja są wypiekane wyroby, których zjedzenie może kogoś skrzywdzić na wielu różnych płaszczyznach, a także cofnąć czas. Każdy wypiek swoim opisem wskazuje konsekwencje, które mogą zostać wywołane jego spożyciem, a mimo to znajdują kupca. Często klienci, pomimo wielu ostrzeżeń, mają pretensje do piekarza, jakby siłą nakazywał im wykorzystanie magicznej mocy ciastka.

    Jest to krótka książka, ale na trochę ponad dwustu stronach zostało zawartych bardzo wiele treści. Problem porzucenia, radzenia sobie z społeczeństwem, które nie akceptuje zaburzeń mowy, a także kwestię wykorzystywania seksualnego. Magia istnieje w tle i nie ona jest najważniejszym punktem programu. Wszystkie te elementy tworzą mieszankę, którą nie do końca łatwo jest przyjąć, dlatego nie jest to książka dla wszystkich. Z pewnością nie jest to książka dla najmłodszych dzieci i nie rekomendowałabym kupienia jej komuś poniżej piętnastego roku życia.

    Nie mogę powiedzieć, że dobrze się bawiłam podczas lektury, bo tak jak już wspominałam, ta książka zawiera w sobie pełno ciężkich sytuacji, które mogą wytrącić człowieka z równowagi. Ale cieszę się, że przeczytałam tę książkę, jestem pewna, że jeszcze kiedyś do niej wrócę. Dodatkową rzeczą, która zachęca do lektury jest to, że możemy wybrać sobie jedno z dwóch wariantów zakończenia, co jest zabiegiem rzadko spotykanym w książkach. Polecam.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 220

#44 Wszystkie nasze obietnice - Colleen Hoover

listopada 08, 2021

#44 Wszystkie nasze obietnice - Colleen Hoover

     Nie minęło wiele czasu, odkąd skończyłam czytać poprzednią książkę Coleen Hoover a sięgnęłam po następną. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo spodoba mi się jej styl pisania, a tu proszę. Zostało jeszcze kilka miesięcy do końca roku i myślę, że jeszcze kilka książek, które wyszły spod pióra tej autorki trafi w moje ręce. Przyznam się, że nawet nie czytam opisów jej książek, bo mam w głowie jakieś dziwne przekonanie, że o czymkolwiek by były to i tak z zainteresowaniem je przeczytam. Jestem tylko ciekawa, czy któraś podniesie poprzeczkę, jaką postawiła książka "It ends with us". 


"To zabawne, że można być z kimś tak szczęśliwym i kochać go tak bardzo, że pojawia się w człowieku ukryty lęk, którego wcześniej się nie znało. Lęk przed utratą tej osoby. Lęk, że ta osoba będzie cierpieć."

    Quinn i Graham poznali się w najgorszym możliwym momencie, ale jak mówi pewne przysłowie "Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło". Połączyła ich ogromna miłość, jednak... kilka lat nieudanych prób powiększenia rodziny zbiera swoje żniwo. Czy Quinn i Graham przetrwają ciężki czas? Czy lepiej będzie poszukać szczęścia gdzie indziej?

    W książce przeplatają się dwa okresy. Pierwszy, w którym opisany jest początek znajomości Grahama i Quinn, rodzącą się między nimi miłość, latające motyle i fantastyczny seks. Drugi opowiada o kłopotach między małżonkami, walce z niepłodnością, problemach z komunikacją i próbach ratowania związku. Obie te części wywołują różne rodzaje emocji, od rozbawienia przez wkurzenie do rozpaczy. Przyznam, że definitywnie wolałam tę bajkową część o wielkiej miłości, a okres, w którym opisywane było powoli rozpadające się małżeństwo raczej mnie wkurzał. Podejrzewam, że był to celowy zabieg autorki, żeby czytelnik zastanawiał się, czy Quinn i Graham pogodzą się czy raczej rozstaną.

    Przez 3/4 książki miałam ochotę potrząsnąć Quinn. Irytowała mnie strasznie swoim zachowaniem i wyszukiwaniem w sobie wad, które sprawiają, że nie może urodzić dziecka. Za każdym razem, kiedy po raz kolejny wałkowała ten temat myślałam sobie, że powinna szybko udać się do terapeuty i przepracować problem w swojej głowie. Za to Graham... Uwielbiałam go, chociaż autorka dość mocno wyidealizowała jego postać. Stworzyła go takim mężczyzną, jakiego chciałaby większość kobiet, co w prawdziwym życiu raczej nie jest możliwe. Jednak nawet i Graham pokazał w pewnym momencie rogi. Jednak żeby się dowiedzieć kiedy i dlaczego - musicie przeczytać książkę.

    Coleen Hoover w swoich książkach porusza różne tematy - przemoc domową, walkę z niepłodnością, proces wybaczania, a przy tym potrafi wywoływać we mnie huśtawkę emocji. Fakt faktem odkryłam tę autorkę dopiero w tym roku, choć popularna jest już od kilku dobrych lat, ale mogę definitywnie stwierdzić, że jeszcze nie raz i nie dwa sięgnę po coś, co wyszło spod jej pióra. Już od dawna nikt nie wzbudza we mnie podobnych emocji*. 

    Jeśli szukacie czegoś, co zapewni Wam jednocześnie rozrywkę i poruszy pewne struny w Waszych duszach - już nie musicie szukać, wystarczy, że sięgniecie po dowolną książkę Colleen Hoover. Polecam. 

Ocena: 7/10
Liczba stron: 296
#43 Pod kluczem - Ruth Ware

września 15, 2021

#43 Pod kluczem - Ruth Ware

    Od niedawna na moją półkę trafiają coraz częściej kryminały, co pociągnęło za sobą taką rzecz, że zaczęłam otwierać się również na inny gatunek, czyli thriller. Niewiele ich w życiu przeczytałam i byłam całkiem ciekawa, jak będę odbierać tego typu książki. Gdzieś kilkakrotnie przewinęła mi się okładka książki Ruth Ware połączona z pozytywną opinią. Stwierdziłam, że warto spróbować i przeczytałam.

"Ale każdy może sobie ponarzekać, prawda? Wszyscy muszą znaleźć jakieś ujście, bo inaczej można wybuchnąć z frustracji."

    Rowan jest nianią niezadowoloną ze swojego obecnego zatrudnienia. Po zobaczeniu (przez zupełny przypadek) fantastycznej oferty zatrudnienia jako opiekunka w domu państwa Elincourtów bez zastanowienia wysyła CV i udaje się na rozmowę kwalifikacyjną. Pracę dostaje i zamieszkuje w bardzo oddalonym od miasta wiktoriańskim domu. Jej praca polega na opiece nad trzema córkami Elincourtów... Problem w tym, że już od pierwszych chwil zostaje z nimi sama, a dziewczynki... nie pałają do niej wielką sympatią. 

    Bardzo szybko wciągnęłam się w tę książkę. Została napisana z perspektywy Rowan, co pozwoliło mi przeżywać wszystkie wydarzenia razem z nią i wczuć się w jej położenie. Chociaż sprawiło to też, że średnio ją polubiłam, ponieważ momentami jest strasznie marudna i niezadowolona z życia (powody takiego zachowania są później wyjaśnione). W każdym razie wszystko to, co spotykało Rowan częściowo spotykało również mnie.

    Autorka w bardzo umiejętny sposób sprawiała, że razem z główną bohaterką czułam napięcie i klimat panujący w domu Elincourtów. Problem w tym, że Rowan działo się coś noc w noc i dzień w dzień. W pewnym momencie miałam takie poczucie, że gdyby Ruth Ware rozciągnęła te wydarzenia w czasie, osiągnęła by dwa razy lepszy efekt. Gdyby Rowan miała przerwy w dziwnych incydentach i zdarzały się one rzadziej to jako czytelniczka nie miałabym poczucia "meh, znowu", tylko "O MÓJ BOŻE, CO TU SIĘ WYRABIA". Ale tak jak mówię, nie mam większego doświadczenia w czytaniu thrillerów, więc zakładam, że taki miał być efekt.

    Rozwiązanie zagadki jest ciekawe, nie podejrzewałabym, że za całą akcją stoi akurat ta osoba. Samo zakończenie jest tajemnicze i sprawia, że wyobraźnia czytelnika ma pole do popisu.

    Z Ruth Ware rozpoczęłam moją przygodę z thrillerami. Spodobało mi się to tak bardzo, że prawdopodobnie będzie to długa przygoda. Jestem pewna, że sięgnę po inne jej książki. A "Pod kluczem" bardzo polecam!


Ocena: 7/10
Liczba stron: 416

#42 Wojna makowa - Rebecca F. Kuang

września 12, 2021

#42 Wojna makowa - Rebecca F. Kuang

    Czy jest ktoś, kto jeszcze nie słyszał o trylogii Wojen makowych? Nikt? Tak myślałam. Kiedy pierwszy raz usłyszałam ten tytuł nie byłam jakoś specjalnie zainteresowana, myślałam, że po prostu ktoś o nim wspomniał i tyle. Szum zrobił się dopiero w momencie, kiedy premierę miał ostatni tom, czyli Płonący bóg. Nagle było tak, że wszędzie widziałam okładkę dowolnej części tej trylogii i wszechobecne zachwyty. Albo negatywne opinie, bo i tych nie brakuje. Wydaje mi się, że tę trylogię można albo kochać albo nienawidzić i nie ma miejsca na nic pomiędzy. W każdym razie, po wielu przeczytanych opiniach stwierdziłam, że sama muszę się przekonać, czy należę do pierwszej czy do drugiej grupy.

"- Nic nie jest zapisane - sprostował Feniks. - Wam, ludziom, wydaje się, że wasze losy są ustalone z góry, czy będzie to wielkość, czy tragedia. Mylicie się. Przeznaczenie jest mitem. Jedynym mitem na świecie. Bogowie o niczym nie decydują. Zawsze wybierałaś ty sama. (...) We wszystkich istotnych momentach życia miałaś możliwość wyboru; mogłaś się wycofać, zrezygnować. A jednak zawsze wybierałaś drogę, która prowadziła tutaj."

    Rin jest sierotą adoptowaną przez rodzinę zajmującą się handlem opium. Kiedy dziewczyna osiągnęła odpowiedni wiek, jej rodzina postanowiła wydać ją za mąż, aby wspomóc nielegalny handel. Rin nie mała ochoty zostać niczyją żoną i wybłagała u adopcyjnej matki, aby ta zgodziła się, by dziewczyna podeszła do ultratrudnych egzaminów, które otworzyłyby przed nią wrota uczelni. Warunek był jeden - jeśli nie zda, bez wymówek wyjdzie za mąż. Rin dostaje się na uczelnię i zaczyna uczyć różnorakich sztuk. Jednak nie jest to łatwe, a i pozostali studenci nie pomagają. Życie Rin dodatkowo komplikuje czekająca za rogiem wojna.

    Mimo że bardzo chciałam zapoznać się z tą książką to trochę byłam przestraszona, że mogę trafić do tej grupy, którym nie będzie się podobała. Dodatkowym aspektem było to, że jest to książka o wojnie, a mój umysł nie jest zbyt analityczny, więc wszystkie sprawy dotyczące np. strategii mogłyby mnie odrobinę przytłoczyć. Nic takiego się nie stało, na całe szczęście. Wszystkie aspekty wojny zostały przedstawione w przystępny sposób. Co więcej - postawiłam przed sobą w pewnym momencie wyzwanie, że postaram się odpowiedzieć na zadanie z logiki, które pojawiło się na początku książki. I wiecie co? Udało mi się odpowiedzieć dobrze. Także osoby, które miałyby te same obiekcje nie muszą się przejmować.

    Spotkałam się z zarzutami, że Rin jest bardzo irytującą bohaterką. Szczerze powiedziawszy to ja nie miałam takich odczuć, a jej ewentualne głupie zachowania jestem w stanie zrozumieć. Może czytelnikowi się wydaje, że zrobiłby zupełnie inaczej, niż główna bohaterka, ale powiedzmy sobie szczerze, że raczej nie był ani nie będzie w takiej samej sytuacji, a w momencie, kiedy wszystko działoby się na żywo i w różne wydarzenia zostałyby wmieszane emocje - nie da się przewidzieć, jak sami byśmy zareagowali. Definitywnie moim ulubionym bohaterem jest

    Zastanawiałam się, czy będzie w tej książce jakiś wątek romantyczny. (Jeśli nie chcecie wiedzieć to proponuję przejść do dalszego akapitu). Nie było, co jednocześnie trochę mnie rozczarowuje, a trochę sprawia, że mam ochotę natychmiast zabrać się za następny tom. Chociaż miałam dwa swoje typy, które, podejrzewam, są oczywistym wyborem dla czytelnika. Jestem ciekawa, czy pod tym kątem Rebecca F. Kuang rozwinie życie Rin.

    Ciężko gdziekolwiek umieścić te książkę. Nie jest to typowa książka o wojnie, nie jest to typowe fantasy, chociaż elementów fantastycznych jest całkiem sporo. Fakt, że Kuang inspirowała się wojną chińsko-japońską oraz mitami dynastii Song sprawia, że Wojna makowa ma w sobie "to coś" i nie nudzi się podczas lektury. Polecam.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 640
Cykl: Wojna makowa

Wojna makowa | Republika smoka | Płonący bóg

#39 Miasto z mgły - Carlos Ruiz Zafón

sierpnia 25, 2021

#39 Miasto z mgły - Carlos Ruiz Zafón

    To już jest koniec. Tetralogia Cmentarza Zapomnianych Książek została zamknięta definitywnie. Bardzo dawno nie kupiłam żadnej książki przed jej premierą. Na lekturę tej nie potrafiłam się doczekać.
 
"Porzekadło głosi, że człowiek powinien iść, póki ma siłę w nogach, mówić, póki staje mu głosu, i marzyć, póki jeszcze tkwią w nim resztki niewinności, bo i tak wcześniej czy później nie będzie już mógł ustać o własnych siłach, oddechu mu całkiem zabraknie, a marzyć będzie jeno o wiecznej nocy zapomnienia."
    Jest to zbiór jedenastu opowiadań, krótszych i dłuższych. W niektórych poznajemy zupełnie nowych bohaterów, w innych wracamy do doskonale nam znanej rodziny Sempere. Opowiadania zawierają w sobie różnorakie historie, między innymi tę, jak powstał Cmentarz Zapomnianych Książek czy ukłon w stronę mistrza Zafóna, czyli Miguela de Cervantesa. Większość z nich nigdy wcześniej nie były publikowane, z wyjątkiem opowiadania "Książę Parnasu", które zostało wydane jako dodatek do trzeciej części tetralogii.

    Tę książkę cechuje to, że jednocześnie chce się ją przeczytać i nie chce się dotrzeć do ostatniej kartki. Miasto z mgły jest, i mówię to z ogromnym żalem, pożegnaniem Zafóna z czytelnikami. Przy przewracaniu stron mamy świadomość, że spod jego pióra nic więcej już nie wyjdzie. Każde z opowiadań mogło być całkiem nową, rozbudowaną historią, niestety nie ma już na to szans. Cieszę się, że ujrzały one światło dzienne, chociażby w tej krótkiej formie. Pokazują one ogromny talent autora i po raz kolejny ujawniają jego umiejętność żonglowania słowem.

    Polecam zapoznać się z tym zbiorem opowiadań każdemu, kto ma za sobą lekturę czterech tomów Cmentarza Zapomnianych Książek i tęskni za stylem autora. Osobom, które nie miały styczności z książkami Zafóna najpierw radzę zagłębić się w Barcelonę, którą opisuje i zakochać się w niej tak, jak ja.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 224

Cień wiatru | Gra aniołaWięzień nieba | Labirynt duchów | Miasto z mgły

#35 Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger

sierpnia 12, 2021

#35 Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger

    Niewiele przeczytałam książek, w których pojawia się motyw podróży w czasie. Mój umysł średnio ogarnia przeskakiwanie z jednej daty do drugiej, w międzyczasie gdzieś pojawia się starsza wersja, która wszystko wie, a gdzieś młodsza, dla której jest to pierwsza taka podróż. Dodatkowo zastanawia mnie fakt, czy w tym momencie nie pojawia się pewnego rodzaju pętla, która sprawia, że taka ingerencja nie dzieje się jednorazowo, tylko powtarza się bez końca. Chyba muszę rozwinąć swoją wiedzę na temat możliwości podróży w czasie, chociaż nie wydaje mi się, by kiedykolwiek była taka sposobność. 

"Bieganie oznacza dla mnie wiele rzeczy: przetrwanie, spokój, euforię, samotność. To dowód na moje fizyczne istnienie, zdolność do kontrolowania przemieszczania się w przestrzeni, jeśli nie w czasie. Kiedy biegam, moje ciało jest posłuszne mojej woli. Ścieżka sunie pod moimi stopami niczym taśma filmowa. (...) Biegnę teraz szybko, ogarnia mnie to cudowne poczucie, że mógłbym wzbić się w powietrze. Jestem niezwyciężony, nic mnie nie może zatrzymać, nic mnie nie może zatrzymać, nic, nic, nic..."
    Henry cierpi na chorobę genetyczną, która sprawia, że nieoczekiwanie przenosi się w czasie. Nigdy nie wie, kiedy to się może wydarzyć. Claire jest zwykłą dziewczyną z normalnym życiem i normalnymi kłopotami. Ci dwoje spotykają się po raz pierwszy, kiedy ona ma lat sześć, a on trzydzieści więcej. Mimo to starają się wieść zwykłe - na ile to możliwe - życie i odliczają od spotkania do spotkania.

   Przede wszystkim chciałabym powiedzieć, że po raz kolejny miałam zupełnie inne wyobrażenie czasów, w których została umieszczona akcja książki. Wyobrażałam sobie świat jak z filmu o Sherlocku Holmesie, w którym główną rolę grał Robert Downey Jr. Akcja została jednak umieszczona w współczesności, co oczywiście nie było niczym złym. 

    Podobała mi się ta książka, chociaż sam tytuł zdradza nam finał wątku miłosnego, który znajdujemy w książce. Mimo to nie nudzimy się, kiedy czekamy na jego rozwiązanie, co więcej - życie po ślubie dostarcza nam co najmniej tyle samo emocji, co przed nim. Książka porusza wiele tematów, z którymi "zwykłe" pary mogą się zmagać i bez kłopotów związanych z niepowstrzymanymi przenosinami w czasie. Takim przykładem jest chociażby próba powiększenia rodziny i konsekwencje z tego wynikające.

    Bohaterowie. Czasem nie da się ich lubić. Gdybym znała Henry'ego z rzeczywistości to prawdopodobnie nie chciałabym się z nim zaprzyjaźniać, a od Claire trzymałabym się z daleka. Jednak mimo to jestem w stanie zrozumieć ich zachowania, w końcu nie każdy poznaje swojego przyszłego męża w wieku sześciu lat, a już na pewno nikt nie zostaje przeniesiony w czasie w niespodziewanym momencie.

    Jak wspominałam na początku - ciężko jest mi zrozumieć koncepcję przenoszenia się w czasie, zwłaszcza, że główny bohater nie przenosi się chronologicznie, tylko skacze raz o dwadzieścia lat, raz o pięć, a raz o siedem. Jeśli kiedyś będę chciała jeszcze raz sięgnąć po tę książkę to zrobię to z notatnikiem, żeby móc lepiej połapać się w wydarzeniach. Zawsze tego typu książki czy filmy prowokują we mnie rozmyślania, czy chciałabym spotkać siebie z przeszłości lub przyszłości. Myślę, że chętniej wróciłabym do przeszłości i przekazała sobie kilka istotnych informacji, chociażby numery totolotka.

    Nie jest to książka, którą można umieścić w jakiejś konkretnej kategorii. Nie jest to ani do końca romans, ani do końca fantastyka. Audrey Niffenegger w całkiem umiejętny sposób stworzyła coś, co z ciekawością się czyta i od czego ciężko się oderwać. Kiedy byłam zmuszona odłożyć tę książkę zastanawiałam się, co z bohaterami będzie dalej. Nie gwarantuję, że ta książka spodoba się każdemu, ale myślę, że jest ciekawą gratką dla osób zainteresowanych motywem podróży w czasie i dla tych, którzy nie przepadają za przesłodzonymi do granic możliwości romansami.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 496

PS. Książkę wypożyczyłam z biblioteki i chyba był to najgorszy egzemplarz książki, jaki trzymałam w rękach. Po bliższych oględzinach okazało się, że książka prawdopodobnie była naprawiana i została w pięciu miejscach przy grzbiecie przedziurawiona, po czym zostały przez nią przewleczone nici/sznurki, co uniemożliwiało otwarcie książki na płasko. Bardzo to było męczące i niewygodne. Pierwszy raz w życiu rozważałam zniszczenie własności publicznej. Czego oczywiście nie zrobiłam.
#34 Ukochane równanie profesora - Yōko Ogawa

sierpnia 09, 2021

#34 Ukochane równanie profesora - Yōko Ogawa

    Nie sądziłam, że przeczytam książkę, którą chcę Wam dzisiaj przedstawić. Przede wszystkim jej tytuł kompletnie mnie nie zachęcał, ponieważ po skończeniu gimnazjum, w którym matematykę uwielbiałam moje i jej drogi dość mocno się rozeszły. Bałam się, że mimo niewielkiej objętości zostanę przytłoczona różnymi matematycznymi obliczeniami. Tak się nie stało.

"Matematyka jest piękna właśnie dlatego, że nie przydaje się w codziennym życiu."

    Główna bohaterka zostaje zatrudniona jako gosposia w domu Profesora. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Profesor, który uległ kiedyś wypadkowi pamięta tylko wydarzenia sprzed wypadku i ostatnie 80 minut. Po tym czasie jego pamięć się resetuje. Profesor, aby wiedzieć o niektórych rzeczach zapisuje je na karteczkach, które przyczepia do noszonego garnituru. Główna bohaterka codziennie przychodzi do jego domu i w towarzystwie swojego syna, którego Profesor nazwał Pierwiastkiem pomaga mężczyźnie.

    Matematyka. Jest to dziedzina, która towarzyszy Profesorowi na co dzień. Przez wiele godzin, dzień w dzień rozwiązuje on problemy matematyczne zamieszczone w jednym z czasopism. Objaśnia oraz przedstawia piękno matematyki głównej bohaterce, a także jej synowi, sprawia że stają się jego uczniami i niemal tak jak on zaczynają się fascynować różnorakimi matematycznymi zagadnieniami. Matematyka w książce "Ukochane równanie profesora" jest przedstawiona pięknie i w taki sposób, że osoby, które nie są z nią za pan brat i nie widzą w niej nic, poza utrudnieniem z czasów szkolnych mają ochotę wrócić do starych podręczników i wgryźć się w ten świat, aby poczuć to, co czuje Profesor.

    Przez całą książkę nie poznajemy imion bohaterów. Nie znamy imienia głównej bohaterki, a jej syn cały czas jest nazywany Pierwiastkiem, nie dowiadujemy się również, jak nazywa się sam Profesor. Muszę się przyznać, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim, jest to dość ciekawy zabieg i przez całe 240 stron zastanawiałam się, czy ta tajemnica zostanie przede mną odkryta.

    Nie jest to książka, w której dostałam wartką akcję, wybuchy i pościgi, nie należy się w ogóle nastawiać na szybko zmieniające się wydarzenia i drżenie serca z przejęcia. Przez fabułę płynie się lekko, z zainteresowaniem, z rosnącym zaciekawieniem skierowanym w stronę matematyki. Przyznam się, że gdzieś między jednym a drugim rozdziałem poczułam takie przyjemne ciepło, zupełnie inne od odczucia ekscytacji, które towarzyszy mi przy powieściach przygodowych. Bardzo mi się to podobało.

    Nie sądziłam, że ta książka aż tak mi się spodoba. Dzięki niej nabrałam ochoty na inne powieści tej autorki, wiem, że całkiem popularny jest też tytuł "Grobowa cisza, żałobny zgiełk", który na pewno przeczytam przy najbliższej nadarzającej się okazji. Mimo że książkę przeczytałam w lipcu, wiem, że trafi ona do kategorii najlepszych przeczytanych przeze mnie pozycji roku 2021. Polecam z całego serca.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 240

#29 Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu - Regina Brett

lipca 23, 2021

#29 Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu - Regina Brett

     Kiedyś bardzo chciałam przeczytać tę książkę, potem jakoś ten zamiar mnie opuścił, a następnie dostałam plakat-zdrapkę, w konsekwencji czego maszyna losująca wylosowała "Bóg nigdy nie mruga" jako książkę na czerwiec. Okazuje się, że część tekstu znałam z czeluści internetu, ponieważ zdjęcia z fragmentami krążą po różnych stronach w ramach motywacji. W każdym razie zabrałam się za lekturę i nie żałuję.

"Nie przesadzaj. Świat się nie kończy. To tylko turbulencje. Samolot jest bezpieczny. Ma dobrego pilota. Siedzisz na właściwym miejscu. Trafiłeś po prostu na powietrzny wir. Poczekaj. To minie."

    "Bóg nigdy nie mruga" jest to zbiór pięćdziesięciu tekstów/felietonów Reginy Brett, która opowiada w nich historię swojego życia, a także historie innych ludzi, czy to listonosza czy swojej córki bądź znajomych. Mają one różną tematykę, od radzenia sobie z problemami przez sprzątanie domu i zostawianie tylko tych rzeczy, których potrzebujemy do historii o samotnym macierzyństwie i poszukiwaniu partnera. Jak wskazuje tytuł nie brakuje również wtrąceń i historii związanych z wiarą w Boga.

    Trochę bałam się tej lektury właśnie ze względu na motyw religijny. Sama jestem człowiekiem wątpiącym i ciężko mi ze 100% pewnością stwierdzić, czy Bóg istnieje czy nie, więc martwiłam się, że nachalnie wiara będzie mi wciskana, ale na szczęście martwiłam się bezpodstawnie. Faktem jest, że w książce jest dużo nawiązań do Boga i wiary w niego, ale autorka bardziej opisuje swoją relację z Bogiem, a nie wpycha go.

    Nie spodziewałam się, że ta książka tak bardzo mi się spodoba. Moją jedyną radą jest to, żeby nie czytać jej ciągiem, bo jednak nie każdy lubi taką formę i po jakimś czasie może odrobinę zmęczyć, raczej polecam czytanie fragmentami, po kilka dziennie albo wtedy, kiedy faktycznie w życiu mamy trudniejszą chwilę, ponieważ naprawdę potrafi ona podnieść człowieka na duchu i dać mu pozytywnego kopa.

    Kiedy nadarzy mi się taka możliwość to zaopatrzę się we własny egzemplarz (ten jest z biblioteki) i z pewnością przeczytam inne książki tej autorki.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 320

#24 November 9 - Colleen Hoover

lipca 05, 2021

#24 November 9 - Colleen Hoover

    Po lekturze It ends with us wiedziałam, że to nie ostatnia książka Colleen Hoover, po którą sięgnę. Leciałam akurat na wakacje i szukałam czegoś lekkiego i przyjemnego do poczytania w podróży. Wybór padł na November 9. Po przeczytaniu opisu skojarzyła mi się z filmem, który kiedyś oglądałam, a był on o parze ludzi, którzy przekazywali sobie metalową puszkę i zakładali się np. o to, że nie będą się widzieć przez następnych dziesięć lat*. W związku z czym zaczęłam czytać.
 

"Nie mogę powiedzieć, że jej wybór złamał mi serce, bo to oznaczałoby, że wciąż mam całe serce, które można złamać."
    Fallon i Ben po raz pierwszy spotykają się w restauracji, kiedy on ratuje ją podczas nieprzyjemnego spotkania z ojcem. Historia jak z komedii romantycznej, ponieważ on udaje jej spóźnionego na spotkanie chłopaka i uciera nosa ojcu. Tego dnia postanowili spotykać się co rok, 9 listopada, a w pozostałe dni absolutnie się nie kontaktować. Co wyniknie z tej historii? Czy to pierwsze spotkanie było całkowicie przypadkowe?

    Początkowo czytało się bardzo lekko. Fallon i Ben okazali się całkiem przyjemnymi bohaterami i przez chwilę myślałam, że będzie to typowa młodzieżówka z bajowym zakończeniem, gdzie wszystko jest z góry ustalone i wiadomo, jak cała historia się zakończy. Jednak im dalej w las tym ciekawiej. Z każdym spotkaniem Ben i Fallona wychodzą na jaw nowe fakty na temat ich wzajemnej relacji i przeszłości obojga. Po nitce do kłębka docieramy do prawdy. Po raz drugi Colleen Hoover pozwoliła mi się bujać na huśtawce emocji, chociaż przyznam, że nie aż tak bardzo, jak w przypadku It end with us, ale wtedy poprzeczkę postawiła bardzo wysoko.

    Z jednej strony November 9 jest to urocza historia dwojga nastolatków, którzy mają przed sobą całe życie, mogących popełniać głupoty, a także mieć potencjalnie miliony różnych miłości, a z drugiej strony pod warstwą tej zwykłości kryje się historia wywołująca ciarki na skórze i zastanawianie się, co by było gdyby... 

    Zamysł autorki był taki, żeby opisywać tylko wydarzenia, które miały miejsce 9 listopada i tak też zrobiła, jednak ociupinkę brakowało mi tego, co działo się pomiędzy, mimo że bohaterowie opowiadali o wydarzeniach, które działy się w pozostałe 364 dni. Jednak jest to tylko moje subiektywne uczucie i innym czytelnikom w żaden sposób nie musi brakować żadnego dopowiadania.

    Miło tak od czasu do czasu przeczytać coś lekkiego, ale jednak z morałem. Huśtawka nastrojów, na którą wsadza mnie Colleen Hoover i jej poczucie humoru potrafią być uzależniające po drugiej** przeczytanej przeze mnie jej książce wiem, że chwycę po następne i to w niedalekim czasie. Bardzo gorąco polecam, jeśli jednocześnie macie się ochotę rozerwać i odrobinę poekscytować.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 336


*Po napisaniu recenzji znalazłam ten film, jego tytuł to "Miłość na żądanie"
** W zasadzie to przeczytałam kolejną jej książkę. Opinia o Layli w następnym poście :)
#21 Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? - Justyna Kopińska

czerwca 20, 2021

#21 Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? - Justyna Kopińska

Poniższa opinia może zawierać spoilery, chociaż ciężko mi stwierdzić, czy można zaspoilerować historie, które wydarzyły się naprawdę.

~~~
 
    Nie czytam często reportaży. O wiele bardziej wolę fantastykę i wymyślone światy, do których można się przenieść i na chwilę uciec od otaczającej rzeczywistości, ale ostatnio stwierdziłam, że chcę poszerzyć swoje horyzonty i dowiedzieć się, co dzieje się wokół mnie, w realnym życiu. O reportażach Justyny Kopińskiej już słyszałam, a dodatkowo zostały mi one ostatnio polecone, więc chwyciłam za ten, o którym wiedziałam już wcześniej.

"Historia krzywd wyrządzanych tym, których kochamy lub powinniśmy kochać, jest długa."

    Reportaż Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? opowiada historię dzieci przebywających w Specjalnym Ośrodku Wychowawczym w Zabrzu, prowadzonym przez siostry boromeuszki. W ośrodku średnio mieszkało około 60 wychowanków, w różnym wieku, od bardzo małych ok. dwuletnich do dorosłych, liczących sobie nawet trzydzieści cztery lata. Były to osoby zarówno zdrowe, jak i również niepełnosprawne. 

"Prawda może być naprawdę przykra, ale to do nas należy znalezienie odpowiedzi."

    Ciężko czyta się ten reportaż. Bardzo ciężko. Na początku książki jest wzmianka o tym, że nie każdy będzie w stanie przeczytać go do końca i bardzo się z tym stwierdzeniem zgadzam. Już na samym początku czytania stwierdziłam, że nie będę mogła kontynuować lektury, ponieważ zaczynam się obawiać o los moich przyszłych hipotetycznych dzieci i że po skończeniu książki prawdopodobnie będę miała w planie nie wypuszczać ich z domu, żeby nie potkała ich żadna krzywda.

    Aby przeczytać Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? trzeba umieć "wyłączyć" emocje. Nie jest to reportaż dla osób bardzo emocjonalnych i empatycznych, ponieważ ogrom opisywanego okrucieństwa wobec dzieci jest bardzo przytłaczający.

"Czujesz tak ogromny lęk, że życie przestaje mieć znaczenie. Całą energię skupiasz a tym, by choć jeden dzień spędzić bez bicia i krzyków."

     W opisywanym przez Justynę Kopińską ośrodku dzieci były bite, molestowane, gwałcone, wyzywane, krzyczano na nie, nie miały żadnego wsparcia ze strony dorosłych. Wszystkie te praktyki były stosowane za wiedzą i przyzwoleniem sióstr boromeuszek. Nie jestem w stanie opisać mojego oburzenia. Jak jakikolwiek człowiek może pozwalać na to, aby wychowankowie bili, gwałcili i molestowali siebie nawzajem? Jak zakonnica może bić i krzyczeć na dziecko, które na dobrą sprawę nie wie, co zrobiło złego? Jak można zachęcać starszych wychowanków do krzywdzenia innych?

"Tak mówiliśmy na strych z gwiazdą na podłodze. Chłopcy nas tam rozbierali, bili do krwi. Siostry patrzyły. Każdy był bity, ale jeśli kogoś bito wcześniej w domu, to nawet nie myślał, że to coś złego. Co kilkuletnie dziecko może wiedzieć na temat zła?"

    Nie chcę powiedzieć, że u osób świeckich takie rzeczy się nie zdarzają, bo nie o to chodzi. Ale zakonnice i jakiekolwiek inne osoby związane z kościołem powinny dwa razy bardziej być świadome tego, że takie zachowanie jest złe. Ktoś, kto ślubował oddanie Bogu, powinien postępować słusznie, a nie krzywdzić niewinnych.

"Jak wcześniej dotykałem inne dzieci, to niektóre nie pytały, bo już ktoś je dotykał."

    W reportażu przedstawione są rozmowy z byłymi wychowankami Specjalnego Ośrodka Wychowawczego w Zabrzu. Bardzo często wynika z nich, że dzieci, które najpierw były wykorzystywane prze innych potem same wykorzystywały młodszych kolegów i młodsze koleżanki. Czy gdyby nie dotknęło ich molestowanie to sami z ofiar nie przeistoczyliby się w oprawców? Bardzo prawdopodobne.

"Wiosną tego roku siostra Monika została przeniesiona za karę do innej placówki."

    Na wielkie oburzenie zasługuje fakt, że siostra Bernadeta, która prowadziła ośrodek wychowawczy w Zabrzu nie tylko unikała zasądzonej jej kary, ale i różni ludzie wstawiali się za nią, że to nie możliwe, aby takie rzeczy działy się za jej sprawą. Były wysyłane listy do prezydenta Bronisława Komorowskiego o ułaskawienie. Nikt wierzył, jakie piekło odgrywało się za murami ośrodka. Wkurza mnie, chociaż jest to niedostateczne słowo, że osoby odpowiedzialne za to całe cierpienie za karę zostały przeniesione do innego ośrodka albo w najlepszym wypadku dostały dwa lata bezwzględnego więzienia, kiedy za kradzież grozi do pięciu lat więzienia. Ogromne krzywdy zostały "wycenione" na tylko dwa lata. 

"U sióstr jest dużo lepiej niż w rodzinnym domu dziecka. Tam nas bili bez powodu, a teraz dostajemy, jak zasłużymy."

    Całą sprawą prawdopodobnie nie zainteresowano by się, gdyby nie zabójstwo i gwałt popełnione przez byłych wychowanków ośrodka prowadzonego przez boromeuszki. Dopiero wtedy ośrodkiem zainteresowały się władze. Co jest ciekawe, na osoby zajmujące się tą sprawą były wywierane naciski i osoby bardziej dociekliwe były odsuwane od sprawy, aby szambo się nie wylało. Jestem w szoku, że dramat rozgrywał się przez tyle lat i nikt nie pomógł dzieciom, które gdy zmoczyły się w łóżku, musiały wyprać prześcieradło i machać przez całą noc rękami i je suszyć.

    Polecam zapoznać się z tym reportażem. Mnie otworzył oczy jeszcze szerzej.

"Wszyscy wiedzieli, co się tam dzieje. Wiedzieli od lat."

 

Ocena: 7/10
Liczba stron: 240

Tę opinię napisałam na świeżo po lekturze, więc może być odrobinę emocjonalna, chociaż ten problem nigdy nie dotyczył mnie ani nikogo, kogo znam (a przynajmniej nic o tym nie wiem). Ciężko bez emocji czytać ten reportaż i ciężko bez emocji o nim pisać.

#18 Gambit królowej - Walter Tevis

czerwca 08, 2021

#18 Gambit królowej - Walter Tevis

    Czy jest ktoś, kto nie słyszał o serialu netflixa "Gambit królowej"? Chyba nie. Ale czy jest ktoś, kto nie słyszał o książce? Już bardziej prawdopodobne. Ja najpierw obejrzałam serial, a dopiero później chwyciłam za książkę, chociaż zwykle wolę, żeby było odwrotnie. Na swoje usprawiedliwienie mam jednak to, że nie wiedziałam, że serial powstał na podstawie książki.

    Nie umiem grać w szachy, ani warcaby. Szczerze powiedziawszy to nawet nie bardzo wiem, która bierka jest którą, rozpoznaję tylko konia, wieżę i pionka, a kierunki, w których figury się poruszają to już dla mnie w ogóle jakaś czarna magia. Ale w swoim życiu miałam aż jedno podejście do szachów. I na nim się skończyło.

"Była sama i było jej z tym dobrze. Wszystkich ważnych rzeczy w swoim życiu nauczyła się w samotności."

    Beth Harmon była sierotą i przebywała w sierocińcu, w którym dzieci karmiono lekami na uspokojenie. Pewnego dnia podczas czyszczenia gąbek w piwnicy zobaczyła woźnego siedzącego nad planszą z figurami. Po kilku obserwacjach woźnego dziewczynka załapała jak poruszają się figury. Od tego momentu jej życie się zmieniło. Przy pomocy pana Shaibela odkrywała tajniki szachów, jednak zostało jej to zakazane. Po adopcji i dzięki wsparciu adopcyjnej matki Beth rozwijała swoje zainteresowanie szachami i zdobywała coraz większe sukcesy.

    Wydawać by się mogło, że książka o szachach będzie nudna, zwłaszcza dla osób, które się nimi nie interesują, ale nic bardziej mylnego. Fabuła leci szybko, jest interesująca, zdarzają się zwroty akcji. Przyznaję, szachów jest naprawdę bardzo dużo, bohaterka czy to sama nad planszą, czy w swojej głowie czy z innymi w nieskończoność odtwarza różne partie szachowe, w tym mistrzów świata. Jej umysł ciągle analizuje, szuka błędów i próbuje rozegrać partie tak, aby je wygrać.

"Jedni grają w szachy dla rozrywki, drudzy z wewnętrznego przymusu, który niekiedy przeradza się w nałóg. Od czasu do czasu pojawia się ktoś, dla kogo szachy są jak oddychanie."

    Oprócz szachów jest to powieść o bohaterce, której życie nie było usłane różami. Najpierw życie z matką, która zginęła, następnie pobyt w sierocińcu. Beth jest do tego bardzo inteligentną osobą, która nie jest odporna na różnego rodzaju nałogi. W jej życiu pojawiają się uzależnienia, czy to obsesja na punkcie szachów, czy uzależnienie od alkoholi bądź narkotyków. Nie jest łatwo być nastoletnim geniuszem.

    Podobała mi się ta książka, czyta się ją naprawdę bardzo szybko, styl Tavisa jest przyjemny w odbiorze, a historia Beth nie męczy w żaden sposób. Czy warto przeczytać książkę, jeśli widziało się serial? Zawsze warto, chociaż przyznam, że serial bardzo wiernie odtworzył wydarzenia zapisane w powieści o Beth Harmon. Serial przedstawił bardzo niewiele wątków inaczej, niż w książce. Powiedziałabym wręcz, że czytając można serial oglądać w głowie. Dlatego jeśli ktoś jest zainteresowany to polecałabym najpierw zapoznać się z książką, a dopiero później obejrzeć netflixową adaptację, jako uzupełnienie.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 360

#13 Więzień nieba - Carlos Ruiz Zafón

maja 18, 2021

#13 Więzień nieba - Carlos Ruiz Zafón

    Moja przygoda z cyklem Cmentarz Zapomnianych Książek powoli dobiega końca. Za mną już trzeci tom, przede mną czwarty, a w najbliższym czasie ma wyjść zbiór opowiadań. Kiedy zabierałam się za Grę anioła nie sądziłam, że aż tak zachwycę się tą serią i że po skończonej lekturze będę jeszcze długo o opisanych wydarzeniach w poszczególnych tomach myślała.



"Wariatem jest ten, kto ma się za całkowicie normalnego, a za nienormalnych uważa całą resztę."

    W tej części wracamy do Barcelony i dobrze znanych nam już bohaterów, czyli właścicieli księgarni Sempere i Synowie - Daniela i jego ojca, Fermina Romero de Torres'a oraz Davina Martina. Zbliża się ślub, a Fermin jest coraz bardziej osowiały i wychudzony. Pewnego dnia opowiada Danielowi całą swoją historię, której nie poznaliśmy w pierwszej części książki. 

    Bardzo szybko czytało mi się tę książkę, ponieważ pochłonęła mnie on bez reszty. Styl Zafóna jest niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju. Autora mogę określić jako mistrza słowa, potrafił mnie rozbawić, zasmucić, pocieszyć i to wszystko w krótkim odstępie czasu. I chociaż częściowo wiedziałam, jak historia Fermina się kończy to i tak autor trzymał mnie cały czas w napięciu.

    Trzeci tom trzyma poziom dwóch poprzednich, chociaż skupia się bardziej na wydarzeniach z przeszłości, niż teraźniejszości. Odpowiada na kilka na kilka pytań, które dotąd pozostawały bez odpowiedzi. Jeśli musiałam tę książkę odłożyć to ciągle zastanawiałam się, co będzie dalej. 

    Każdy tom cyklu Cmentarz Zapomnianych jest osobną historią, chociaż rekomendowałabym czytanie ich w kolejności, w jakiej pojawiały się na rynku. Chociaż każda z nich jest zamknięta to jednak pewne wydarzenia czy sytuacje mogą zdradzić czytelnikowi pewne tajemnice, których odkrywanie przynosi naprawdę dużo radości.

    Odrobinę się powtórzę, ale cieszę się, że nie przeczytałam tych książek wcześniej, bo mogłabym ich nie docenić tak bardzo, jak na to zasługują. Są jednocześnie zabawne i smutne. Fabuła potrafi wywołać w czytelniku naprawdę wiele emocji. Polecam się z nimi zapoznać, jeśli nie mieliście takiej okazji. Żal mi, że moja przygoda z Cmentarzem Zapomnianych Książek powoli dobiega końca, chociaż przede mną najgrubszy tom i zbiór opowiadań. 

Ocena: 7/10
Liczba stron: 416

#11 Dom soli i łez - Erin A. Craig

maja 12, 2021

#11 Dom soli i łez - Erin A. Craig

    Dawno już nie czytałam niczego, co jest typowym młodzieżowym fantasy, Jak byłam nastolatką to się w tym gatunku zaczytywałam i jakiekolwiek inne mogłyby nie istnieć. Teraz mam trochę inny gust i potrzeba mi czegoś więcej, niż romans głównej bohaterki z przystojnym wampirem, żebym była oczarowana. Co więcej, boję się, że gdy po tego typu literaturę sięgnę to będę rozczarowana i zdenerwowana, że straciłam czas.

    Szukałam czegoś, co będzie miało tylko jeden tom. Mój wybór padła na "Dom soli i łez" Erin A. Craig, o którym pierwszy raz usłyszałam na booktube. Przyznaję, że chwyciłam też za tę książkę zupełnie nie widząc o czym ona konkretnie jest i wszystkiego dowiadywałam się podczas lektury.

"Noce jak ta należało dzielić, pamiętać i rozmawiać o nich po latach. Takie niebo było stworzone, by się pod nim całować."
    W domu Annaleigh od kilu lat bez przerwy trwa żałoba. Z dwunastu sióstr Thaumas zostało tylko osiem, na rodzinie ciąży klątwa zabierając jedną dziewczynę po drugiej. Annaleigh wraz z siostrami stara się wyjaśnić, co takiego stoi za całym ich nieszczęściem. Pewnego dnia dziewczyna słyszy historię o tajemniczych drzwiach, przez które przejście może odmienić los rodziny Thaumasów.

    Jestem pozytywnie zaskoczona tą książką, myślałam, że będzie odrobinę bardziej infantylna.Siostry Thaumas są nastolatkami bądź jeszcze dziećmi, żyją w czasach, w których ważne jest aby dobrze wyjść za mąż, a bale i tańce to jedna z ważniejszych rozrywek. Wraz z zagłębianiem się w lekturę okazuje się, że jednak nie jest tak, że bohaterki to głupie laleczki, a mające swój rozum młode kobiety. Bardzo podobało mi się też to, że w rodzinie księcia Ortuna tradycja mówi o tym, że majątek przejmuje najstarsze dziecko i nie ma to znaczenia, czy jest dziewczynką czy chłopcem.

    Fabuła jest ciekawa. Niemal od samego początku zastanawiałam się, czy rodzina Thaumasów naprawdę jest przeklęta czy wszystkie śmierci są tylko przypadkiem i ogromnym pechem. Razem z Annaleigh rozwiązujemy zagadkę śmierci Eulalie, gdyż dziewczyna nie uważa, że był to tylko wypadek. Krok po kroku dziewczyna bada różne tropy i finalnie dowiadujemy się co i jak. 

    Ale Annaleigh nie robi tego sama. W poszukiwaniu odpowiedzi, oprócz sióstr, towarzyszy jej przystojny i tajemniczy Casius. Wątek romantyczny całkiem mi się podobał, chociaż przez chwilę miałam wrażenie, że będzie też zmierzał w kierunku trójkąta miłosnego. Kolejne pytanie jest takie, czy Casius jest taki jak się wydaje? Czy być może maczał palce w nieszczęściach rodziny Thaumasów? Jak zwykle - odpowiedź w książce.

    Oprócz wątku kryminalnego i miłosnego w książce Dom soli i łez znajdziemy również grozę. Przyznam się, że chyba nigdy nie bałam się horrorów i raczej moje wzdrygnięcia polegały na elemencie zaskoczenia niż strachu, jednak ta książka w pewnym momencie sprawiła, że przeszedł mnie delikatny dreszcz. Nie pomógł fakt, że czytałam ją w środku nocy. Także plus jest ogromny. Kolejną fajną sprawą jest to, że pojawiła się taka chwila podczas czytania, że już sama nie byłam pewna co jest prawdą, a co szaleństwem i z niecierpliwością wypatrywałam rozwiązania.

    Aby nie było tak kolorowo to drobnym minusem jest to, że wątki przechery i magicznych drzwi zostały potraktowane odrobinę po macoszemu. Myślałam, że będą bardziej rozwinięte, a tak się niestety nie stało, ale co dla mnie jest niewystarczające dla kogoś innego może być w sam raz, więc się tym nie przejmujcie. 

    Podobała mi się ta książka. Dobrze się przy niej bawiłam, nie zmęczyła mnie, czytało mi się szybko. Nie było nic, co szczególnie mnie zirytowało, zakończenie mnie definitywnie usatysfakcjonowało. Bardzo fajna powieść jednotomowa, którą z czystym sercem mogę polecić.


Ocena: 7/10
Liczba stron: 432  

#10 Dziewczyna, która igrała z ogniem - Stieg Larsson

maja 09, 2021

#10 Dziewczyna, która igrała z ogniem - Stieg Larsson

    Nie upłynęło wiele czasu od momentu, kiedy skończyłam książkę "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" i sięgnęłam po jej kontynuację. Nie mogłam przestać myśleć o dalszych losach Lisbeth Salander i Mikaela Blomkwista, chociaż pierwsza część fabularnie była zamknięta. W każdym razie jestem po lekturze "Dziewczyny, która igrała z ogniem", która również pozostanie w moich myślach na dłużej.

 
 
    Lizbeth Salander podróżuje po świecie, odwiedza pomniejsze wysepki i korzysta z życia, a także ukradzionych kilku milionów. W redakcji miesięcznika Millenium Mikael Blomkvist wraz z dziennikarzem Dagiem oraz jego dziewczyną Mią planują wydanie książki oraz gazety o tematyce kobiet wykorzystywanych w seksbiznesie. W sprawę zamieszane są wysoko postawione osoby, którym bardzo zależy na tym, aby prawda nie wyszła na jaw. Niestety, w pewnym momencie sprawy dość mocno się komplikują. Co z tym wszystkim ma wspólnego Lisbeth i co wydarzyło się w jej przeszłości podczas Całego Zła?
 "Prowokowała go, grała tymi swoimi słodkimi dziecięcymi oczkami i uwiodła go ciałem, które mogłoby należeć do dwunastolatki. Pozwoliła mu się zgwałcić. To jej wina. Nigdy by nie zrozumieli, że ona w rzeczywistości wyreżyserowała przedstawienie. Zaplanowała..."

    Dziewczyna, która igrała z ogniem jest książką odrobinę inną, niż poprzedniczka. Przede wszystkim Mikael i Lisbeth nie odkrywają tajemnicy z przeszłości, tylko zajmują się tematem aktualnym, dziejącym się teraz.  Wydarzenia zmieniają się z minuty na minutę, a na dodatek czytelnik oprócz rozwiązania zagadki morderstwa próbuje (w moim przypadku z marnym skutkiem) domyślić się, co stało się w przeszłości Lisbeth i jak wpłynie to na jej przyszłość.

    Postacie są bardzo dobrze wykreowane i nie jest tak, że Larsson skupia się tylko na głównych bohaterach. Każda osoba pojawiająca się na kartach tego kryminału jest wprowadzona nieprzypadkowo, ma swoją przeszłość i udział w historii. Bohaterowie nie są opisani płytko, ale próżno szukać w Dziewczynie, która... przesady i nic nie wnoszących opisów. Wszystko ma znaczenie.

    Książka porusza bardzo aktualne tematy, chociaż została wydana w 2006 roku. Fakt, że kobiety są wykorzystywane seksualnie i zmuszane do pracy w seksbiznesie jest ciągle na czasie. Co prawda fabuła głównie skupia się na oprawcach, a nie ofiarach, czego było mi odrobinę szkoda, ale nie umniejsza to wartości książki.

    W przeciwieństwie do pierwszej części tej trylogii Dziewczyna, która igrała z ogniem nie jest jedną zamkniętą częścią, a zakończenie sprawia, że od razu chce się sięgnąć po następny tom, na szczęście mam tę możliwość. Końcówka książki to niemal jazda bez trzymanki. Pewne rzeczy się wyjaśniają, co niestety rodzi następne pytania. Chociaż raczkuję dopiero w temacie kryminałów to chyba jednak wolę zamkniętą formę, tzn. jeden tom, jedna historia, bez rozciągania na kilka książek, ale ostateczny werdykt wygłoszę po lekturze Zamku z piasku, który runął.

    Odrobinę ponad 700 stron czyta się bardzo szybko. Styl Larssona sprawia, że nawet nie ma kiedy odczuć tego, że książka ma grubość cegły. Postacie są dobrze wykreowane, fabuła przemyślana, zagadka skonstruowana po mistrzowsku. Jeśli jeszcze nie czytaliście tej trylogii to bardzo polecam.


Ocena: 7/10
Liczba stron: 704

Co nas nie zabije | Mężczyzna, który gonił swój cień | Ta, która musi umrzeć

#7 Gra Anioła - Carlos Ruiz Zafón

kwietnia 23, 2021

#7 Gra Anioła - Carlos Ruiz Zafón

    Kiedy pierwszy raz (czyli około dziesięć lat temu) istniałam z blogosferze książki Carlosa Ruiza Zafóna były bardzo popularne i myślę, że ta popularność nie mija do teraz. Co chwilę pojawiły się recenzje którejś z jego książek i nie pamiętam, by jakaś była negatywna. Sama przeczytałam dwie jego powieści, ale przyznam szczerze, że już nie bardzo pamiętam o czym były, z wyjątkiem tego, że Światła września miały w sobie motyw zabawek. Jakiś czas temu stwierdziłam, że to wstyd nie znać jego najpopularniejszych powieści, które wchodzą w skład cyklu o nazwie Cmentarz Zapomnianych Książek i postanowiłam je nadrobić.

    Bardzo dawno temu czytałam opis książek z tego cyklu i miałam tylko mgliste pojęcie o fabule, więc można powiedzieć, że do lektury przystąpiłam w zasadzie z czystą głową. I chociaż jestem już po przeczytaniu pierwszej części to po raz kolejny mogę powiedzieć, że kompletnie nie tego się spodziewałam. 

"Milczenie jest potrzebne tylko wtedy, kiedy nie ma się nic ważnego do powiedzenia. Milczenie sprawia, że nawet głupcy przez chwilę stają się mędrcami."

    Barcelona XX wieku. David Martin jest pisarzem z ogromnym talentem, jednak nie dane było mu publikować pod własnym nazwiskiem. Pewnego dnia tajemniczy wydawca daje Davidowi propozycję napisania książki, którą ten przyjmuje. Od tego momentu wszystko się zmienia, a główny bohater musi stawić czoła nieoczekiwanym i dziwnym wydarzeniom.

    Przede wszystkim muszę powiedzieć, że tak jak w przypadku Cienia wiatru jestem zaskoczona czasem, w którym fabuła została osadzona. Z jakiegoś powodu w moich wyobrażeniach wydarzenia były osadzone przynajmniej dwieście lat wcześniej, niż faktycznie miało to miejsce w książce i ciężko było mi sobie wyimaginować na przykład wygląd i stroje kobiet, a także dziwiła mnie obecność samochodów. Ale to tylko moja osobista kwestia i podejrzewam, że osoby, które od razu będą wiedziały, że wydarzenia dzieją się na początku dwudziestego wieku nie będą miały takiego problemu.

    Fabuła zaskakuje wielogatunkowością. Na kartach powieści znajdziemy zarówno elementy romansu, horroru, kryminału jak i - dość nieoczekiwanie - fantastyki. Wszystko jest ze sobą wymieszane i czasem zaciera się granica pomiędzy jednym a drugim. Książka prawie nieustannie trzyma w napięciu, czytelnik czeka na odpowiedzi na pytania, które pojawiają się w trakcie lektury. Kim naprawdę jest tajemniczy wydawca? Co naprawdę stało się z właścicielem domu z wieżyczką, w której mieszka David? Czy książka zostanie wydana i jakie będą tego konsekwencje?

    Polubiłam głównego bohatera, nawet jeśli były momenty, w których dość mocno irytował i mieszał. Szczególnie zirytowało mnie jego podejście do pisania książki, ponieważ w pewnym momencie robił wszystko, żeby jej nie skończyć. W mojej głowie pojawiło się wtedy "weź siądź na czterech literach, napisz i będziesz miał spokój", ale oczywiście nie miałam pewności, czy posłucha mojej wspaniałej rady. Zapałałam sympatią również do Isabelli, siedemnastolatki z złośliwym charakterem, chociaż i ona miała swoje słabsze momenty. Byłam bardzo ciekawa, czy między nią a Davidem będzie coś więcej czy może nie. Tutaj nie zdradzę, czy ich znajomość weszła na wyższy poziom, sami musicie przeczytać. Możemy też spotkać się z starymi/nowymi bohaterami, a mianowicie ojcem i synem z księgarni Sempere, które to spotkanie było całkiem miłe.

    Kiedy czytałam Grę Anioła miałam wrażenie, że autor odrobinę wzorował się na Mistrzu i Małgorzacie Michaiła Bułhakowa, tajemniczy wydawca - Andreas Corelli - bardzo przypominał mi postać Wolanda, zwłaszcza po poznaniu szczegółów książki, którą David miałby napisać, a także po jego zachowaniu i umiejętności odczytywania myśli oraz odgadywania przyszłości.

    Słabym elementem Gry Anioła jest jej zakończenie, bo nie do końca wiadomo o co w nim chodzi i to, co się w nim dzieje jest dość mocno przekombinowane. Jakoś niespecjalnie "czuję" zakończenie, średnio mi się podobało, co bynajmniej nie zniechęca mnie do przeczytania następnej części. 

    Powieść podobała mi się bardziej niż jej poprzedniczka. Momentami zabawna, czasem straszna, niemal zawsze trzymająca w napięciu. Odrobinę zazdroszczę ludziom, którzy będą mogli tę książkę przeczytać po raz pierwszy. Dodatkowo książka jest skarbnicą życiowych cytatów, co sprawia, że bardzo ciężko wybrać ulubiony.


Ocena: 7/10
Liczba stron: 608
Rok wydania: 2008
Cykl: Cmentarz Zapomnianych książek


Cień wiatru | Gra anioła | Więzień nieba | Labirynt duchów | Miasto z mgły

#1 Jaskółki z Czarnobyla - Morgan Audic

marca 28, 2021

#1 Jaskółki z Czarnobyla - Morgan Audic

  Nigdy nie sądziłam, że polubię kryminały. Dziesięć lat temu, jak miałam jakiś wziąć do ręki to odechciewało mi się czytać. Wyobrażałam sobie, że dostanę jakieś nudne wywody, niesmaczne opisy trupów i wylewających się z nich flaków. Co ciekawe - ten motyw w ogóle nie przeszkadzał mi w filmach czy serialach. W każdym razie teraz jestem starsza, podobno mądrzejsza, a kryminały w moich rękach pojawiają się odrobinę częściej.

  Kiedy wpisywałam Jaskółki z Czarnobyla na listę "do przeczytania" nie wiedziałam, że jest to kryminał, myślałam raczej, że jest to historia o wybuchu reaktora, tego co się działo w trakcie i później. Dopiero niedawno do mojej świadomości dotarło, że jest to właśnie kryminał, więc czym prędzej zabrałam się za czytanie.

"Ludzie chcą wierzyć, że Czarnobyl należy do przeszłości. Tymczasem niektóre ofiary katastrofy nawet się jeszcze nie urodziły."
    W Prypeci zostały odnalezione zwłoki, a obok nich wypchana jaskółka. Problem w tym, że nikt nie chce przeprowadzić sekcji zmarłego mężczyzny, ponieważ wszyscy boją się promieniowania. Śledztwo wykazuje, że morderstwo jest powiązane z podwójnym zabójstwem z 1986 roku, roku katastrofy, która skaziła ogromny teren i wywołała niewyobrażalnie okropne skutki.

    Fabuła toczy się z dwóch perspektyw. Policjanta Josifa Melnyka, pracującego od kilku lat w Czarnobylu, Aleksandra Rybałko, który w latach dziecięcych mieszkał w zonie. Poznajemy także Ninel, ornitolożkę prowadzącą badania w Prypeci, która nie do końca jest obojętna dla historii obecnej i sprzed trzydziestu lat. Melnyk i Rybałko prowadzą odrębne śledztwa, każdy z nich rozpatruje inne tropy, dociera do innych ludzi. Dzięki dwóm perspektywom dostajemy cały obraz historii i sami możemy dochodzić do swoich wniosków. Czy panowie się ze sobą spotkają w poszukiwaniu odpowiedzi? Żeby się dowiedzieć musicie chwycić za ten kryminał.

    Książkę czyta się szybko, język jest prosty, a jeśli pojawiają się jakieś fachowe zwroty są one od razu wyjaśniane. Ilekroć odkładałam czytnik zastanawiałam się, co będzie dalej, kto jest odpowiedzialny za morderstwo, czy faktycznie jest ono powiązane z zbrodnią z roku wybuchu reaktora. Dzięki opisom budynków i przyrody podczas czytania miałam wrażenie, jakbym sama była na skażonym terenie, a dzięki możliwości zobaczenia tych miejsc w Internecie mogłam mieć w głowie nie tylko własne wyobrażenia o Czarnobylu i Prypeci, ale i realną wizję.

    Jaskółki z Czarnobyla opowiadają nie tylko o morderstwie w Prypeci i nierozwiązanej zagadce sprzed trzydziestu lat, ale zawierają w sobie też historie głównych bohaterów, i to te historie pozwalają przywiązać się do nich i trzymać kciuki, żeby wszystko ułożyło się po ich myśli.

    Minusem książki jest fakt, że główny podejrzany jest tylko jeden. Co prawda w historii zdarza się kilka plot twistów, które mogą nam namieszać, ale przez większą część książki nie spodziewamy się innego obrotu spraw. Dopiero zakończenie to niemal jazda bez trzymanki, w której sytuacja zmienia się z minuty na minutę, czy też ze strony na stronę, i nie mamy możliwości odgadnięcia co, kto i jak. 560 stron trzyma w napięciu, a jednocześnie bardzo lekko płynie się przez fabułę, co jest niesamowite. Książka zwiera w sobie również wiele nawiązań do historii wybuchu, jego konsekwencji dla ludności trwających do dziś, więc jeśli ktoś jej nie zna to podczas lektury może połączyć przyjemne z pożytecznym.

    Od dawna chciałam pojechać do Czarnobyla i Prypeci i na własne oczy zobaczyć wszystkie opisywane w Jaskółkach... miejsca, po lekturze mam do tego jeszcze większą motywację i jak tylko los mi na to pozwoli to to zrobię.
Książkę z czystym sumieniem polecam.


Ocena: 7/10
Liczba stron: 560
Rok wydania: 2020

Copyright © Let's read! , Blogger