Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/10. Pokaż wszystkie posty
Liliput, czyli jeden akapit o książkach #3

lipca 04, 2022

Liliput, czyli jeden akapit o książkach #3

Dziewczyna z konbini - Sayaka Murata

Bardzo dużo osób zachwyca się tą książką i nie powiem, że nie jest ona ciekawa, ale... w sumie to taki średniaczek. Jest sobie dziewczyna, która pracuje w konbini, czyli sklepie mniej więcej takim jak nasza Żabka. Niczego więcej nie chce od życia, nie potrzebuje urlopu, zamiast herbaty pije sam wrzątek. Inni ludzie kompletnie nie rozumieją tego, że właśnie taki sposób funkcjonowania jej odpowiada. I z jednej strony jest to książka, która skłania do refleksji nad własnym życiem, zapytaniem, czy pogoń za tym, co chcemy zdobyć jest naprawdę taka istotna, to osoby oczekujące po tej opowieści jakiejś akcji po prostu się rozczarują, gdyż nic takiego nie wystąpi. Dlatego - bez zachwytu z mojej strony, ale też nie mogę powiedzieć, żeby była to zła lektura.


Ocena: 5/10 | Liczba stron: 144


Vicious: Nikczemni - V.E. Schwab

Za książkę V.E. Schwab chwyciłam po wieeeeelu pozytywnych opiniach w Internecie. I wiecie co? Książka była taka sobie. Trochę denerwowało mnie przeskakiwanie między przeszłością i teraźniejszością, a żaden z bohaterów jakoś nie podbił mojego serca. Pomysł na fabułę wydawał się dobry, ale w ostateczności nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak na innych. Z tą autorką miałam do czynienia jeszcze przy okazji Niewidzialnego życia Addie LaRue, ale też obyło się bez zachwytu. Także odpuszczę sobie inne jej książki.

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 448

 

Przebudzeni - Colleen Houck

Z książkami Colleen Houck miałam styczność przy serii pt. Klątwa tygrysa, która ogromnie mi się podobały (ostatni tom wywołał we mnie morze łez). Od tamtego czasu nawet nie słyszałam, żeby w Polsce zostało wydane coś, co wyszło spod jej pióra, aż tu nagle się okazało, że owszem i to nawet trylogia. Przeczytałam pierwszy tom i podobał mi się, ale nie była to książka, która w jakikolwiek sposób wnosi coś nowego do książkowego świata. Ot, nastoletni romans z mitologią w tle.

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 488


Stowarzyszenie umarłych poetów - Nancy H. Kleinbaum

Ta książka na mojej półce stała baaaaaaardzo długo, nawet kiedyś miałam do niej z dwa podejścia, ale nie doczytałam dalej, niż kilka pierwszych stron. I powiem tak - niczego w moim życiu ta lektura nie zmieniła. Nie wywołała we mnie żadnych głębszych emocji, żadnych refleksji. Jedynie utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie powinno pisać się książek na podstawie filmu.

 

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 160


Śmierć pani Westaway - Ruth Ware

Autorstwa Ruth Ware przeczytałam w zeszłym roku książkę "Pod kluczem" i trzymała mnie ona w napięciu niemal od początku do końca. W związku z tym byłam bardzo ciekawa innych książek autorki i tego, co może wymyślić. Nie było źle, ale nie było też najlepiej. Przede wszystkim powiedziałabym, że Śmierć pani Westaway jest raczej kryminałem niż thrillerem, a akcja znacznie mniej intryguje niż w "Pod kluczem". Ciekawie się czytało, ale bez większego parcia na poznanie zakończenia. Przede mną jeszcze jedna książka Ware, jestem ciekawa, czy bliżej jej będzie do Śmierci pani Westaway czy do Pod kluczem.

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 480

#65 Apostata - Łukasz Czarnecki

czerwca 27, 2022

#65 Apostata - Łukasz Czarnecki

    Od kiedy tylko zobaczyłam okładkę tej książki to wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Jak dobrze już pewnie wiecie jestem pod tym kątem sroką i piękne okładki działają na mnie jak lep na muchy. Czy książka Łukasza Czarneckiego prócz ładnego frontu mają też ładne wnętrze? Czy może dałam się wpuścić w maliny?
 

    W Republice Ekumeny po raz kolejny zostają odkryte zwłoki mężczyzny. Nie jest to jednak zwykłe morderstwo, ponieważ denat na ciele ma wyryte tajemnicze znaki, których znaczenia nie znają śledczy. Nie jest to pierwsze takie morderstwo, więc policja czuje coraz większy nacisk na wykrycie sprawcy. Kapitan Arthur Wellington z Wydziału do spraw Okultyzmu Departamentu Policji zostaje wysłany do Denet, by odkryć tajemnicę zbrodni. Okazuje się, że za zabójstwami stoi sabat, próbujący przywołać straszliwego demona. W tym samym czasie Karl Hangbeck zostaje oddelegowany do rozwikłania tajemnicy kolejnego morderstwa. Ty razem zginęła wnuczka bardzo ważnej osoby w Republice Ekumeny.

    Książka Łukasza Czarneckiego jest podzielona na kilka części. Pierwsza i druga jest napisana z perspektywy Arthura Wellingtona, kolejne zaś z perspektywy Karla Hangbecka. Przyznam się szczerze, że znacznie bardziej podobała mi się historia opowiadana przez drugiego bohatera. Była odrobinę ciekawsza i bardziej trafiająca w moje gusta.

    Mam lekki problem z tą książką, ponieważ podczas lektury miałam wrażenie, że autor nie do końca wiedział, co właściwie chce napisać. Czy kryminał, czy powieść historyczną czy może fantasy. No i tak się chyba zastanawiał aż do ostatniej kropki, gdyż Apostata to jeden wielki misz-masz. Kłopot w tym, że te wszystkie wątki były podane w taki sposób, że żaden nie był napisany od A do Z, tylko trochę tego, trochę tamtego... Tu gdzieś trochę wrzuconej Biblii, tu jakieś demony i sabaty, tu angielskobrzmiące nazwiska, a tu znów wyglądające na niemieckie, a gdzieś między tym ulice Wiśniowe i Brzozowe. Szkoda, że autor nie skupił się na jednej rzeczy i nie dopracował jej w 100 procentach. 
Każdy z bohaterów wracał w opowieściach do swojej przeszłości, przeszłości Ekumeny, jednak wszystko to opisane było bardzo ogólnikowo, a kolejne postacie czy sytuacje wpadały do głowy i po chwili z niej wypadały. Powiem nawet, że będąc już pod koniec lektury nie byłam w stanie stwierdzić, jak wygląda Arthur, a i nawet nie jestem pewna, czy opisana została jakąkolwiek cecha jego prezencji. Chyba tylko Karl został pod tym kątem przedstawiony.  

    Z jednej strony książkę czytało się dość szybko, a z drugiej strony gdybym chciała zrozumieć wszystkie "mądre" słowa wykorzystane przez autora Apostaty to co chwilę musiałabym zaglądać do słownika. "Papacha", "osełedec", "tonsura", "chutor" czy "sicz" skutecznie wybijały mnie z rytmu lektury. Przydałby się jakiś słowniczek, by osoby niebędące językoznawcami mogły połapać się, o czym autor pisze. Swoją drogą to znalazłam nawet słowo, którego nie zna najpopularniejsza wyszukiwarka - "dagdysta". Łukasz Czarnecki też nie pokusił się o wyjaśnienie nieznanego nikomu terminu. Szkoda. 

    Prócz słownika było by świetnie, gdyby (chociażby na końcu) pojawił się wykres, który pomógłby czytelnikowi połapać się w świecie wykreowanym przez autora. Skrócone wyjaśnienie, skąd wzięli się kultyści, na jakich zasadach funkcjonuje Ekumena, bo w pewnym momencie można się pogubić, zwłaszcza, że - jak już wcześniej wspominałam - niektóre postaci i wydarzenia szybko wyparowują z głowy.

    Nie chcę tylko krytykować, zwłaszcza, że jest to debiut Łukasza Czarneckiego, a sama książka miała w sobie naprawdę ogromny potencjał. Wydaje mi się, że gdyby z kilku rzeczy zrezygnować, a na innych się skupić i je dopracować to kolejny tom będzie już czymś zasługującym na ocenę 10/10. Na razie jest średnio, jednak może być lepiej. 

Ocena: 5/10
Liczba stron: 472

#55 Harda Horda. Antologia opowiadań

kwietnia 26, 2022

#55 Harda Horda. Antologia opowiadań

    Nieczęsto czytam zbiory opowiadań, ponieważ znacznie bardziej wolę książki z rozwiniętym światem, który mogę poznać głębiej i bardziej, a nie tylko niewielki wycinek czasu i przestrzeni. Fajnie też wiedzieć, jak i skąd wzięli się bohaterowie. W skrócie - lubię dowiedzieć się wszystkiego, co potrzebne i nie być wrzucana w fabułę na głęboką wodę. Ale od czasu do czasu lubię chwycić za zbiór opowiadań, choćby po to, by sprawdzić styl jakiegoś autora i może zainteresować się innymi pozycjami, które wyszły spod jego pióra.

"Mama mówi, że nic nie zdarza się dwa razy. Nic nie zdarza się dwa razy, a niektóre rzeczy niepotrzebnie zaistniały nawet raz jeden jedyny."
    Jeszcze do 2020 roku nie byłam fanką twórczości polskich autorów czy autorek, mój wstręt trwał baaaaardzo długo i dopiero za sprawą Anety Jadowskiej dałam się nawrócić. Antologia opowiadań, o której dzisiaj Wam piszę powstała właśnie dzięki Jadowskiej, która postanowiła zebrać niektóre autorki i razem coś stworzyć.

    Nie będę opisywała każdego poszczególnego opowiadania, bo są one w miarę krótkie i ciężko byłoby o nich napisać bez zdradzania fabuły. W każdym razie autorek jest dwanaście i opowiadań też jest tyle. Większość z nich jest... raczej średnia. Przy każdym opowiadaniu zadawałam sobie pytanie, czy chciałabym poznać pogłębioną wersję danej historii i tylko dwa razy mogłam sobie powiedzieć "tak". Były to "Po drugie" Aleksandry Zielińskiej i "Lot wieloryba" Mileny Wójtowicz. Pierwszej nie mam nic do zarzucenia, prócz tego, że skończyła się w momencie, kiedy zaczęło być interesująca. W drugiej zaś chciałabym poznać świat, w którym żyje jej bohaterka, bo raczej nieczęsto się zdarza w jakichkolwiek książkach, że jeździ ona na wielorybie. Chociaż przyznaję, że język mógłby być odrobinę poważniejszy, gdyż po chwili zaczął męczyć.

    Na dobrą sprawę dostajemy tylko jedenaście opowiadań, ponieważ historia napisana przez Anetę Jadowską została również umieszczona w jej książce "Cud, miód, Malina". Z jednej strony kompletnie mi to nie przeszkadza, bo uświadomiłam sobie, jak bardzo podobała mi się ta książka, a z drugiej jednak chciałabym przeczytać coś, co nie było publikowane nigdzie później.

    Poglądy polityczne w naszym kraju każdy może mieć, jakie chce. Osobiście jednak wolę, żeby literatura nie zawierała ich całkowicie wprost, a jedynie gdzieś między wierszami, gdzie mogę się ich domyślić bardziej lub mniej. W jednym z opowiadań padło zdanie "ty pisowcu jeden" w formie obelgi. Nie jestem za tą oczywistą opcją polityczną, jednak uważam, że pojawienie się takiej wypowiedzi za niesmaczne. Jednak ocenę, czy tego typu wyrażenia mogą pojawiać się w książkach, pozostawiam Wam.

    Czy polecam Hardą Hordę? I tak i nie. Jeśli macie ochotę przekonać się, czy twórczość którejś autorki Wam pasuje to jest to pozycja dla Was, a jeśli chcielibyście po prostu coś poczytać to nic się nie stanie, jeśli Hardą Hordę pominiecie w swoich czytelniczych planach.

Ocena: 5/10
Liczba stron: 400
#51 Łowca Legiona - Anna Kozińska

kwietnia 17, 2022

#51 Łowca Legiona - Anna Kozińska

Całkiem niedawno temu robiłam książkowy rachunek sumienia i stwierdziłam, że czytam niewiele książek, których bohaterami są elfy. Czarodzieje, wampiry, wilkołaki bardzo często przewijają się przez pozycje, po które sięgam, ale elfy jakoś tak mniej. Kiedy nadarzyła się okazja, aby chwycić za pozycję, która ma w sobie te stworzenia, stwierdziłam, że nie ma co zwlekać i czym prędzej zabrałam się za lekturę. Dodatkowo zachęcił mnie też fakt, że książka, którą dzisiaj opisuję została napisana przez Polkę, a po długim czasie, kiedy unikałam twórczości rodzimych autorów, chciałam sprawdzić, czy jest jakaś poprawa w tym względzie.


   Skalne Miasto zostało zniszczone. Dziesięcioletni Vinceennt zostaje zabrany do zamku Południowego Zakonu Pięciu Bohaterów. Jako uczeń mistrza Zallena rozpoczyna kilkuletni trening, aby dołączyć do grupy, która pełni straż przy bramach Piekła. W trakcie nauki okazuje się jednak, że demony niekoniecznie muszą stać po przeciwnej stronie barykady, a Zakon może być częścią spisku służącemu większym celom… Czy Vinceennt wybierze dobrą drogę?

    Książkę Anny Kozińskiej czyta się błyskawicznie. Już dawno nie zdarzyło mi się przeczytać nic na dwa, góra trzy razy. Wpływ na to miało kilka czynników. Pierwszy to bardzo prosty język, drugi to duża ilość światła na stronie, a trzeci to fakt, że książka liczy sobie trochę tylko ponad dwieście pięćdziesiąt stron. Autorka miała świetny pomysł na fabułę, nie kojarzę, żeby w książkowym świecie była pozycja, która jednocześnie łączy elfy i demony, a na dodatek stawia ich nie do końca po przeciwnych stronach konfliktu.

    Mimo że całkiem dobrze bawiłam się podczas lektury to mam jednak to Łowcy Legiona parę zarzutów. Przede wszystkim Anna Kozińska stworzyła świat i bohaterów w bardzo płytki sposób. Co to oznacza? A no to, w moim odczuciu fabuła nie ma w sobie nic więcej, żadnego podtekstu, którego istnienia moglibyśmy się domyślać. Prócz zdawkowych informacji zawierających się w jednym zdaniu nie wiemy niczego o elfach, czym konkretnie różnią się od ludzi, dlaczego Skalne Miasto zostało zniszczone, co się stało z przyjacielem głównego bohatera, co z Vinceenntem działo się podczas lat treningów. O tym, jak wygląda nasz główny bohater dowiedziałam się dopiero w 2/3 książki. Denerwowało mnie to, że w książce działa się jakaś sytuacja, a Vinceennt nie miał na jej temat żadnych przemyśleń, stało się i już, trzeba to zaakceptować. Trochę miałam wrażenie, że autorka opowiada tę historię tak, jakbym spotkała ją gdzieś na ulicy i miałybyśmy tylko 15 minut do odjazdu autobusu, a ona chciała mi przekazać jak najwięcej bez zagłębiania się w szczegóły. Szkoda, bo to tylko zmarnowało potencjał tej książki, który był bardzo obiecujący, ale trochę nie wypalił. Zakończenie wskazuje na to, że pojawią się następne tomy, jeśli tak to mam nadzieję, że wszystkie wątki zostaną bardziej rozbudowane, bo szkoda nie wykorzystać pomysłu na książkę, tak, jak na to zasługuje.

    Łowca Legiona jest to szybka i lekka lektura, nie nastawiałabym się na rozbudowane i pogłębione wątki. Będę polecała ją osobom, które mają ochotę na chwilę dla siebie i niewymagającą książkę, która nie potrzebuje jakiegoś wielkiego skupienia, aby móc połączyć wątki. Ogromnie liczę na to, że zostanie wydany drugi tom, w którym Anna Kozińska rozwinie skrzydła i stworzy wciągającą i intrygującą historię, bo przykro by mi było, gdyby ten pomysł poszedł na marne.

Ocena: 5/10
Liczba stron: 254
#31 Więzień Labiryntu - James Dashner

lipca 31, 2021

#31 Więzień Labiryntu - James Dashner

    O książce, z której opinią dzisiaj przychodzę słyszałam już dawno. Nawet oglądałam film na jej podstawie, ale żebym ją przeczytała to złożyło się dopiero teraz. Pamiętam, że film na tyle mi się podobał, że obejrzałam trzy części w trzy kolejne wieczory, co raczej rzadko mi się zdarza. Czy książka też była dobra? Zapraszam do przeczytania recenzji.

"Zapomnij o dawnym życiu, rozpocząłeś nowe."

    Thomas budzi się w windzie, nie pamięta kim jest i skąd się tam wziął. Zna jedynie swoje imię. W końcu winda wyjeżdża na powierzchnię i dołącza do grupy chłopców zamieszkujących... Strefę. Strefa jest to kawałek terenu ulokowany pośrodku Labiryntu. Labirynt zamyka swoje ściany codziennie, a ci, którzy nie zdążyli z niego wrócić nie mają praktycznie żadnych szans na przeżycie. Thomas, jako świeżuch, musi przystosować się do nowego życia, w którym wszyscy Streferzy walczą o przetrwanie. Lecz dzieje się coś dziwnego. Następnego dnia po przybyciu Thomasa winda przywozi na powierzchnię jeszcze jedną osobę. Dziewczynę z tajemniczą wiadomością.

Znajdź wyjście albo zgiń.

    Autor miał bardzo ciekawy pomysł na fabułę. Labirynt, z którego z pozoru nie ma żadnego wyjścia, mordercze stwory grasujące po labiryncie nocą, zagadka do odkrycia, zmuszenie grupy nastoletnich chłopców do nauczenia się, jak przetrwać bez dorosłych. Fajnie, ale jakoś coś między mną a książką nie kliknęło. Już wyjaśniam dlaczego.

    Przede wszystkim męczący slang. Świeżuch, klump, buldożerca, purwa (i jej wszystkie możliwe odmiany) - strasznie mnie to irytowało. Ze względu na fakt, że książkę posiadam w wersji elektronicznej i papierowej to najpierw zaczęłam czytać na czytniku. Po chwili stwierdziłam, że chyba z moją wersją elektroniczną jest coś nie tak i chwyciłam za papierową książkę, okazało się, że z ebookiem wszystko było w porządku, a dziwne słowa to nie jest żaden błąd. Po jakimś czasie trochę się przyzwyczaiłam, ale ostatecznie slang nie przypadł mi do gustu.

    Zirytowała mnie scena, która nastąpiła po pojawieniu się w Strefie dziewczyny. W pewnym momencie któryś z przebywających tam chłopców wypowiedział tekst, że pierwszy chce ją mieć. Jakby dziewczyna pojawiła się po to, by być zabawką dla dorastających młodych mężczyzn i spełniać ich różnorakie fantazje. Może powiecie, że jestem przewrażliwiona, że to tylko książka, ale jakiś młody chłopak kiedyś po nią sięgnie, utkwi mu ta scena w głowie i katastrofa murowana. 

    Zdziwiło mnie w książce też to, że Streferzy mieli zapewnione różne "wygody", między innymi dobrze wyposażoną kuchnię w mikrofalówkę, lśniące stoły itp. oraz mogli o różne rzeczy ułatwiające życie prosić i otrzymywali je za pomocą windy. Z jednej strony da się to wytłumaczyć, bo Labirynt nie powstał przecież sam z siebie i Stwórcy mieli nad nim kontrolę, a z drugiej strony psuło całe wyobrażenie o tym, że muszą nauczyć się, jak przetrwać. 

     Chociaż całość raczej nie trzymała mnie w jakimś szczególnym napięciu i bywały momenty, kiedy trudno było mi zachęcić się do dalszego czytania to ani trochę nie żałuję czasu spędzonego z tą książką. Końcówka sprawia, że zastanawiam się, co będzie się działo dalej i mam ochotę dać szansę następnym tomom, które już czekają na mojej półce.

Ocena: 5/10
Liczba stron: 424
Cykl: Więzień Labiryntu

Więzień Labiryntu | Próby ognia | Lek na śmierć | Rozkaz zagłady | Kod gorączki


#17 Chirurg - Tess Gerritsen

czerwca 05, 2021

#17 Chirurg - Tess Gerritsen

    Moja przygoda z kryminałami rozpoczęła się na dobre. Coraz częściej chwytam za książki z tego gatunku. Z Tess Gerritsen nie miałam nigdy do czynienia, chociaż jest dość popularną autorką kryminałów, a jej książki zbierają dobre oceny na portalach książkowych. Niedawno książki Gerritsen zostały mi polecone, więc wybrałam jedną i przystąpiłam do lektury.

"Małżeństwo składa się z takich drobiazgów, jak przypalone obiady i kąpiele w basenie o północy. To właśnie one łączą dwoje ludzi."

    W Bostonie grasuje morderca. Jego zbrodnie nie są zwykłymi morderstwami, cechuje je fakt, że swoim ofiarom wycina macice, po czym podcina im gardła. Policja nazwała go Chirurgiem. Podobna seria morderstw miała miejsce dwa lata wcześniej, jednak zakończyła się, gdy ostatnia ofiara zastrzeliła napastnika. Teraz koszmar powrócił. Doktor Catherine Cordell jest prześladowana przez kogoś, kto wie, co stało się w jej życiu. Odkryć, kto stoi za morderstwami starają się Thomas Moore i Jane Rizzoli, dwójka detektywów z bostońskiej policji.

   Ciężko jest mi napisać coś o tej książce, ponieważ nie jest to szczególnie łatwa lektura. Opisy ciał, krwi, czynności, które wykonywał morderca na swoich ofiarach... Lekko mówiąc - nieprzyjemna wizja. Zagadka tajemniczego mordercy opisana w bardzo dobrym stylu, fabuła miała kilka ciekawych zwrotów akcji. Nie jestem osobą, która czytając kryminały stara się domyślić albo odgadnąć, kto zabił, raczej pozwalam książce mnie zaskoczyć. Tym razem starałam się odkryć, kto jest mordercą, jednak za każdym razem, kiedy miałam już swoje podejrzenia to autorka wytrącała mi wszystkie argumenty z ręki.

    Nie polubiłam bohaterów, a przynajmniej dość mocno nie polubiłam Jane Rizzoli, bo Thomas Moore był raczej neutralną postacią. Jane nie lubi sama siebie, zazdrości innym kobietom wyglądu, wszędzie szuka osób, które mogłaby obwinić za swoją sytuację. Częściowo ją rozumiem, ponieważ jako jedyna kobieta w policji musi walczyć o swoje miejsce z uprzywilejowanymi w tym względzie mężczyznami i odpierać ich ataki i "niewinne" żarty, musi się też przeciwstawiać opinii rodziny, która w ogóle nie docenia tego, co robi i kim jest, do tego ma niskie poczucie własnej wartości ze względu na fakt, że nie jest zbyt urodziwa (a przynajmniej tak opisuje sama siebie). Mimo tego, że jestem w stanie zrozumieć jej zachowanie to gdybym spotkała się z nią na żywo to raczej też nie chciałabym się z nią jakoś specjalnie zaprzyjaźniać. Bardzo nieprzyjemna bohaterka. 

    Tess Gerittsen, z tego co mi wiadomo, raczej pisze powieści jednotomowe, jednak Chirurg należy do serii Isles/Rizzoli. Tyle że o żadnej Isles (udało mi się dowiedzieć, że jest to pani doktor) w tej części nie usłyszymy, podobno pojawia się dopiero w dalszych tomach.

    Nie wiem, czy polecam tę książkę, ponieważ według mnie była raczej średnia, właśnie przez Jane Rizzoli, jednak słyszałam, że dalsze tomy są o wiele lepsze. Myślę, że dam szansę drugiej części tej serii i dopiero wtedy zdecyduję, czy warto czytać ją dalej.

Ocena: 5/10
Liczba stron: 384
Seria: Isles/Rizzioli

Chirurg | Skalpel | Grzesznik | Sobowtór | Autopsja | Klub Mefista | Mumia | Dolina umarłych | Milcząca dziewczyna | Ostatni, który umrze | Umrzeć po raz drugi | Sekret, którego nie zdradzę

#14 Niewidzialne życie Addie LaRue - V.E. Schwab

maja 21, 2021

#14 Niewidzialne życie Addie LaRue - V.E. Schwab

    Macie czasem tak, że jakaś okładka przewija się przez wszystkie social media tak wiele razy, że macie jej już dość? Ja tak. Ten tytuł bombardował mnie zewsząd. Bookstagram, BookTube, facebook, księgarnia, obok której przechodziłam. Książka V.E. Schwab była wszędzie. WSZĘDZIE! I to na dodatek z różnymi opiniami, ponieważ jedni ją kochają, a drudzy nienawidzą. Postanowiłam ją przeczytać, żeby dowiedzieć się o co tyle szumu, skąd te zachwyty, skąd ta niechęć. Dzisiaj przychodzę do Was z moją opinią. Jak myślicie, podobało mi się?

"Nie chcę należeć do nikogo innego, tylko do samej siebie. Chcę być wolna. Żyć, tak jak chcę, znaleźć własną drogę, kochać albo być sama, ale tylko z własnego wyboru. Jestem zmęczona brakiem wyboru, przerażona latami, które przeciekają mi przez palce. Nie chcę umrzeć tak, jak żyłam, bo to żadne życie."

    Adeline LaRue mieszka w małej francuskiej wiosce, w której najlepszym, co może spotkać kobietę jest dobre wyjście za mąż. Problem w tym, że Adeline nie chce takiego życia. Nie chce urodzić całej gromadki dzieci, żyć i umrzeć w tym samym domu. Adeline chce poznać świat. Pewnego dnia rodzice oznajmiają jej, że wydadzą ją za mąż za wdowca i że nie ma nic w tej kwestii do powiedzenia. Dziewczyna ucieka w dniu ślubu, po czym zawiera pakt z diabłem, sprzedaje mu swoją duszę, dzięki czemu staje się nieśmiertelna. Problem w tym, że od tego momentu nikt jej nie zapamiętuje, a wszyscy, których znała zapominają o jej istnieniu. 

    Akcja rozwija się raczej wolno. Przez całą książkę skaczemy między aktualnymi wydarzeniami, a tymi z przeszłości. Dowiadujemy się, jak na przestrzeni wieków Addie radziła sobie z byciem osobą, której nikt nie potrafił zapamiętać, jak zdobywała jedzenie czy dach nad głową. 
A w większości nie były to miłe wspomnienia. Addie nie mogła nigdy opowiedzieć nikomu swojej historii czy chociażby zapisać własnego imienia.  Aktualne wydarzenia przynoszą dziewczynie pewną zmianę, pojawia się ktoś, kto oprócz diabła, z którym zawarła pakt, może ją zapamiętać. Jednak i tu nie do końca jest to szczęśliwa historia.

    Fabuła raczej opiera się na emocjach, które autorka chce w czytelnikach wywołać. Złość, strach, smutek, szczęście, miłość, żal, nadzieja, poczucie niesprawiedliwości - to wszystko możemy tutaj znaleźć. A przynajmniej taki zamysł miała autorka, bo mnie fabuła jakoś ani nie porwała ani nie rozemocjonowała. Przeskoki czasowe mnie irytowały, najciekawsze wątki pochodziły z czasów współczesnych i ewentualnie wtedy, kiedy na scenę wkraczał diabeł we własnej osobie. 

     Addie początkowo miała potencjał. Potem okazało się, że zamiast korzystać z danego jej czasu bardziej użala się nad sobą. Możliwości miała niezliczoną ilość, a wolała kraść i zaliczać jednorazowe przygody. Henry również wydawał mi się na początku ciekawy, po czym wyszło na wierzch, że jest raczej przeciętny. Najlepszym bohaterem jest Luc, który od początku do końca miał jakiś charakter.

    Książka z ogromnym potencjałem okazała się średnia. Tacy sobie bohaterowie, taka sobie fabuła, denerwujące przeskakiwanie między teraźniejszością a przeszłością. Nie rozumiem, skąd te wszystkie zachwyty, ale na szczęście coś, co mi się nie podobało, nie musi nie podobać się Wam. Czy polecam? Raczej nie. Dla mnie jest to książka przereklamowana. Póki co jest to powieść jednotomowa, chociaż autorka zakończeniem zostawiła sobie otwartą furtkę i kto wie, może kiedyś na świat wyjdą dalsze tomy o historii Addie LaRue.

Ocena: 5/10
Liczba stron: 608

Copyright © Let's read! , Blogger