Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 500-599. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 500-599. Pokaż wszystkie posty
#59 Lustrzanna - Christelle Dabos

maja 08, 2022

#59 Lustrzanna - Christelle Dabos

    Miałam taki okres w życiu, że nie czytałam opisów książek, żeby nie zdradzić sobie żadnego szczegółu z fabuły danej książki. Żeby chcieć przeczytać jakąś powieść wystarczyło mi kilka słów z recenzji, chwytliwy tytuł i ciekawa okładka. Za pierwszy tom cyklu, o którym dzisiaj chcę Wam opowiedzieć chwyciłam właściwie z braku innych, lepszych lektur i w zasadzie nie spodziewałam się niczego specjalnego po Zimowych zaręczynach. I nie potrafię powiedzieć, jak bardzo się myliłam!


"- Urok to najlepsza broń, jaką kiedykolwiek podarowano kobietom, musisz się nią posługiwać bez skrupułów. Wystarczy drobnostka, wymowne spojrzenie, odpowiednio podkreślony uśmiech, żeby mężczyzna znalazł się u twoich stóp."

    Ofelia przez dwadzieścia sześć lat żyła spokojnie na Animie, rodzinnej Arce, w otoczeniu ogromnej rodziny. Jednak pewnego dnia dowiaduje się, że Nestorki rodu zaaranżowały jej małżeństwo z osobą z zupełnie innej Arki, co dla dziewczyny oznacza długą podróż, porzucenie krewnych oraz ukochanego muzeum, w którym eksponaty były dla niej ważniejsze, niż wszystko inne. Ofelia wyrusza na Biegun, wraz z ciotką Rozalindą w roli przyzwoitki, aby poślubić Thorna, wysokiego i szorstkiego w obejściu intendenta. Na Biegunie życie wygląda zupełnie inaczej, niż na rodzinnej Arce Ofelii. Gdzie by nie spojrzeć, tam knute są dworskie intrygi, aby przypodobać się Duchowi rodziny, Farukowi. Czy Ofelia, lustrzanna obdarzona mocą Czytaczka, odnajdzie się na zimnej, obcej arce, gdzie zostać ma żoną żywej lodowej góry? 

    Spróbuję opisać Wam moje odczucia podczas czytania. Z każdą stroną pod moją skórą płynęły fale ekscytacji, każde zdanie wywoływało czytelniczą przyjemność. W fabułę wciągnęłam się w zasadzie od razu, zakochałam od pierwszego opisu humorzastego domu, który potrafi kłapnąć drzwiami, jeśli jego gość mu się nie spodoba. Jeśli byłam zmuszona oderwać się od lektury to jak najszybciej chciałam do niej wrócić. 

    Pierwszy tom, czyli Zimowe zaręczyny wskazywały na to, że będzie to po prostu romans w stylu "hate-to-love", czyli nic specjalnego, czego w literaturze dotąd nie było. Ale każdy, kto sięgnie po Lustrzannę z takim zamysłem zorientuje się po jakimś czasie, że jest to historia znacznie głębsza, a wątek miłosny to ogromna, ale nie główna część tej serii. Przyznam się, że dla mnie nawet za mało było scen z Thornem i Ofelią w roli głównej, ich utarczki i rozwijająca się relacja bardzo mnie ciekawiła. Każdej z nich z niecierpliwością wypatrywałam i cieszyłam przy wszystkich ich spotkaniach. 

    Główna bohaterka - Ofelia - jest niezdarą, ale obdarzoną mocami, których nie spodziewano się po osobie potykającej się o własny szalik. Przede wszystkim jest animistką - może wprawić przedmioty w ruch i dać im "własne" życie. Po drugie jest Czytaczką, czyli dotykając dłońmi jakiegoś przedmiotu może odczytać jego przeszłość. Po trzecie jest Lustrzanną, ta moc daje jej możliwość przechodzenia przez lustra, jednak na małe odległości. Każdą z tych mocy wykorzystuje do poradzenia sobie w nowych sytuacjach, a później by pomóc Thornowi i Berenildzie. 
Bohaterami tej książki są jeszcze inne osoby. Przede wszystkim ciotka Ofelii, Rozalinda. Rozalindę czasem się kocha a czasem niekoniecznie, ale jest postacią, bez której ta seria nie byłaby taka dobra. Swoim zachowaniem i charakterem wprowadza bardzo dużo kolorów do losów Ofelii i nie mogłoby jej zabraknąć. Kolejną drugoplanową postacią jest Berenilda, ciotka Throna. Początkowo bardzo jej nie lubiłam, dopiero później zyskała moje uznanie. 
Są również bohaterowie tak źli charakterem, że aż chciałoby się ich wydrapać z kart tych książek. Mieszają oni w fabule przeokropnie, no ale bez nich nie byłoby książki. 

    Czwartą częścią pt. Echa nad światem autorka złamała mi serce. Po przewróceniu ostatniej strony żałowałam, że nie znam francuskiego, bo inaczej napisałabym do niej pełen oburzenia list, w którym domagałabym się napisania kolejnego tomu. Tak się po prostu nie robi, nie można wyrwać mi serca, zdeptać go i powiedzieć, że już więcej nie będzie. Nie, nie, nie i nie! Mam nadzieję, że to jest jakiś ponury żart i że obudzę się pewnego dnia i okaże się, że piąta część rozwiązująca wszystko po mojej myśli jednak się ukaże. 

    Christelle Dabos dopracowała świat w każdym najmniejszym szczególe. Każda arka jest niepowtarzalna, intrygi i powiązania miedzy rodzinami czy klanami są bez zarzutu - a przynajmniej pod względem technicznym. Dawno nie spotkałam się z serią, która miałaby taki wysoki poziom i utrzymywała go przez wszystkie tomy. Podobało mi się w niej dosłownie wszystko. Bohaterowie, arki, zamysł, tajemnica, wątek miłosny. 

    Wiem, że ta opinia o serii Lustrzanna to jakiś ogromny chaos, ale podobały mi się te książki tak bardzo, że nie jestem w stanie napisać o tym nic konstruktywnego, co nie byłoby pianiem z zachwytu. Lustrzanna jest dla mnie trochę nowym Harry'm Potterem. I tak jak do Harry'ego wracam co jakiś czas to do książek Dabos również będę. Może wtedy będę w stanie napisać coś lepszego niż "och! ach! czytajcie tę serię". 

    Lustrzanna jest serią, która z niewiadomych przyczyn jest raczej mało popularna, a zasługuje na ogromny rozgłos. Jednak z drugiej strony bardzo ciężko mi o niej pisać, ponieważ mam ogromną ochotę zachować ją tylko dla siebie, żeby była tylko i wyłącznie "moim skarbem". Macie tak czasami?

Zimowe zaręczyny
Ocena: 9/10
Liczba stron: 496

Zaginieni z Księżycowa:
Ocena: 8/10
Liczba stron: 528

Pamięć Babel
Ocena: 8/10
Liczba stron: 488

Echa nad światem:
Ocena: 9/10
Liczba stron: 568

Ocena całości: 10/10
Tak, wiem, że ze średniej to nie wychodzi. Ale to mój blog i będę sobie oceniała tak, jak mi się podoba :)
#48 Milczący zamek - Kate Morton

kwietnia 08, 2022

#48 Milczący zamek - Kate Morton

    Lubię książki jednotomowe. Co prawda mam wrażenie, że rzadko je czytam i faworyzuję serie (zwłaszcza fantastyczne), ale lubię. Prawdopodobnie za tę książkę nie chwyciłabym tak szybko, gdyby nie dwie rzeczy: pierwsza - mój marcowy maraton z serią butikową, a druga to to piękne wydanie. Powtarzam to chyba przy każdej książce z serii butikowej, ale grafik, który projektował te obwoluty powinien dostać premię - one są piękne! Ale do brzegu. Zaczęłam, skończyłam. Czy mi się podobało? Musicie czytać dalej, żeby się dowiedzieć.

"-Potrafią sprawiać niespodzianki ci nasi rodzice, prawda? W głowie się nie mieści, co oni wyczyniali, zanim przyszliśmy na świat. - Tak - oparłam. - Zupełnie jakby byli kiedyś prawdziwymi ludźmi."

    Mama głównej bohaterki otrzymuje list, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że data jego nadania jest sprzed pięćdziesięciu lat. Edith Burchill, młoda redaktorka, wracając ze służbowego spotkania przez przypadek trafia do miasteczka, w którym mieści się Zamek Milderhurst, z którego przyszedł list. Podczas wycieczki poznaje trzy siostry Blythe - Percy, Saffy oraz Juniper, córki Raymonda Blythe'a, autora książki Człowiek z błota, w której jako dziecko zaczytywała się Eddie. Zamek, powoli popadający w ruinę, kryje w sobie tajemnicę, którą od pół wieku ukrywają siostry Blythe. Czy Edith odkryje, co czai się w mroku Zamku Milderhurst?  

    Och, ta książka spodobała mi się w zasadzie od początku. Nie wiem, jak to opisać, ale od pierwszych stron czułam coś w rodzaju letniego upału i obietnicę ochłody w murach zamku. Klimat tej powieści dosłownie wylewa się z jej kart. Z każdym kolejnym przeczytanym zdaniem miałam ochotę na więcej. Gdzieś w tle pojawia się tajemnica, a w zasadzie nie jedna, którą chcemy odkryć i powoli to robimy. 

    Fabułę poznajemy z kilku perspektyw, dodatkowo jest ona też podzielona na osobne linie czasowe, co pozwala czytelnikowi na dowiedzenie się wszystkiego zarówno z przeszłości jak i teraźniejszości. A jest tego dużo. Ilekroć myślałam, że już coś wiem, już się czegoś domyśliłam to autorka wytrącała mi wszystkie karty z ręki i kompletnie się tym nie przejmowała. Bardzo mi się to podobało. Nie udało jej się to tylko raz, kiedy domyśliłam się, mimo próby zmylenia mnie przez Kate Morton, w kim jedna z bohaterek ulokowała swoje uczucia. Ale nie powiem Wam która! Sami musicie przeczytać. Jeśli zaczniecie czytać tę książkę to zapomnijcie o tym, że zgadniecie, jaki będzie jej finał. Gwarantuję, że autorka wywinie Wam niezły numer.

    Kate Morton dość sprawnie manipulowała moimi uczuciami do bohaterów. Raz sprawiała, że kogoś lubiła, potem robiła tak, żebym przestała, po czym tak zamieszała, że jednak lubiłam. Już dawno nie zdarzyło się, żeby ktoś tak mnie wodził za nos. Brawo Kate. Każda z bohaterek ma swoje plusy i minusy, a co więcej, każda z nich jest kompletnie inna i wyjątkowa. Cieszy mnie to, bo bywa tak, że nie da się różnych postaci od siebie odróżnić. W przypadku Milczącego zamku nie można tego powiedzieć. 

    Milczący zamek jest połączeniem kilku gatunków - romansu, fantasy (ale tylko trochę), thrillera i kryminału. Ta mieszanka jest zrobiona i podana w fantastyczny sposób, który nie pozwala się oderwać. Za każdym razem, kiedy odkładałam Milczący zamek, to zastanawiałam się, co się tam jeszcze wydarzy. Polecam gorąco!

Ocena: 7/10
Liczba stron: 560 

Kirke | Pieśń o Achillesie | Rebeka | Moja kuzynka Rachela | Trzynasta opowieść | Była sobie rzeka | Czarne skrzydła czasu | Syrena i pani Hancock | Milczący zamek | Oberża na pustkowiu | Cztery muzy | Zapomniany ogród

 

PS. W związku z aktualną sytuacją geopolityczną można przesunąć termin czytania tej książki o jakiś czas. W fabule bardzo dużo jest nawiązań do drugiej wojny światowej i spadających bomb, więc jeśli ktoś nie jest w stanie oddzielić fikcji od rzeczywistości to polecam wstrzymać się na chwilę. 

#40 Historia pszczół - Maja Lunde

sierpnia 29, 2021

#40 Historia pszczół - Maja Lunde

    Staram się żyć ekologicznie. Wychodzi mi to różnie, czasem lepiej, czasem gorzej. Przez pewien czas nawet byłam Pszczelą Bohaterką w Green Peace i miałam adoptowane pszczoły. Niestety, zeszły rok sprawił, że musiałam do minimum ograniczyć wydatki i niestety - w chwili obecnej nią nie jetem. Ale za to na ogródku posiałam nasiona roślin miododajnych i całkiem niezła kępa z tego wyrosła. Głosowałam również w budżeciue obywatelskim Chorzowa, aby została zrobiona łąka z takimi roślinami. I powstała! Przejeżdżam obok niej codziennie na rowerze, kiedy jadę do pracy. Powiedzmy to sobie szczerze - świata bez pszczół by nie było. Mielibyśmy ogromne problemy ze zdobyciem pożywienia. Oprócz prezentowanej przeze mnie książki, mówi o tym chociażby bajka dla dzieci pt. "Film o pszczołach", w której pszczoły przestały pracować i po niedługim czasie można było zaobserwować tego skutki.

"Jedna pszczoła bowiem jest niczym, cząstką tak małą, że całkiem pozbawioną znaczenia, natomiast razem z innymi jest wszystkim. Bo razem stanowią pszczelą rodzinę."
    "Historia pszczół" Mai Ludne jest podzielona na trzy historie, każda dzieje się w zupełnie innym czasie. Pierwsza, która miejsce ma w 1857 roku, przedstawia życie Williama, który został ojcem gromady dzieci i właścicielem sklepu z nasionami, zamiast naukowcem przyrodnikiem. William początkowo całe dnie spędza w łóżku, chory na zidentyfikowaną chorobę.
Druga, dzieje się w czasach obecnych, a konkretnie w 2007 roku. George hoduje pszczoły i ma całkiem potężną ilość uli. Jego marzeniem jest przekazanie firmy synowi, który nie bardzo pali się do przejęcia w przyszłości spadku. Na dodatek coraz częściej wśród hodowców pszczół pojawiają się informacje o śmierci setek tysięcy owadów.
Trzecia historia z 2098 roku jest opowiadana przez Tao, która pracuje jako zapylaczka drzew, ponieważ pszczoły wyginęły. W pewnym momencie znika jej syn, a Tao wyrusza w długą podróż, aby go odnaleźć.

    Każda z tych trzech historii jest ciekawa. Pierwsza przedstawia świat, w którym pszczoły mają się świetnie i trwają prace związane ze stworzeniem takich uli, aby można było w przystępny i nieszkodzący owadom sposób na wydobywanie miodu. Druga historia pokazuje czasy, w których powoli zaobserwować można pojawiający się problem z tajemniczą chorobą, która dziesiątkuje ule. Trzecia zaś opowiada o świecie, kiedy rolę zapylaczy muszą przejąć ludzie. Każda z nich daje do myślenia i skłania do refleksji pt. "co ja mam zrobić, żeby nie dopuścić do zagłady tych pożytecznych stworzeń?". 

    Powiem szczerze, że nie za bardzo polubiłam bohaterów. Każde z nich miało w sobie coś irytującego, chociaż William i George najbardziej z całej trójki nie przypadki mi do gustu. W przypadku Tao chyba bardziej wkurzał mnie jej mąż, który po zaginięciu dziecka bardziej przejmował się tym, że nie starczy im na drugie (z opisywanej historii wynika, że każda para może mieć jedno dziecko, a aby dostać pozwolenie na spłodzenie drugiego należy wnieść opłatę i nie mieć przekroczonych trzydziestu lat życia).

    Ta książka przewija się przez książkosferę dość często i nie dziwi mnie to. Jednak od razu ostrzegam - jeśli szukacie wartkiej akcji z wybuchami i pościgami to tutaj jej nie dostaniecie. Czyta się szybko, to fakt, jest to potrzebna historia, ale z gatunku tych spokojniejszych. Bardzo polecam.
 
Ocena: 8/10
Liczba stron: 514
Cykl: Kwartet klimatyczny

Historia pszczół | Błękit | Ostatni
#36 Co nas nie zabije - David Lagercrantz

sierpnia 15, 2021

#36 Co nas nie zabije - David Lagercrantz

    Stieg Larsson zmarł przed wydaniem pierwszego tomu trylogii Millennium. Dalsze trzy części zostały napisane przez Davida Lagercrantz'a na podstawie pozostawionych przez Larssona notatek. Nigdy nie byłam zwolenniczką dopisywania kolejnych części przez inne osoby, bardzo kojarzy mi się to z fan fiction, które kiedyś były bardzo popularne w sieci. No ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. I chociaż części napisane przez Larssona stanowiły zamkniętą całość to byłam ciekawa, jak jeszcze może się potoczyć historia Lisbeth i Mikaela.
 

 "Człowieka wyróżnia to, że jest pełen przeciwieństw. Tęsknimy za domem, a jednocześnie za tym, żeby się z niego wyrwać."

    Mikael Blomkvist przechodzi kryzys zawodowy i rozważa porzucenie redakcji, którą wspólnie z Eriką Berger, Lisbeth Salander wplątuje się w aferę związaną z kradzieżą danych oraz włamaniami do systemów służb USA. Chociaż oboje od dawna nie mają ze sobą kontaktu, ich drogi ponownie łączą się, kiedy Mikael zostaje poproszony przez profesora Baldera, eksperta od sztucznej inteligencji, o pomoc.

    Czuć, że to nie jest to samo. Bohaterowie z jednej strony mają cechy Lisbeth i Mikaela, a z drugiej strony nie są to Lisbeth i Mikael Larssona. Po prostu nie. Myślę, że osoby, które przeczytają tę książkę zgodzą się ze mną w tej kwestii. Nie jest źle, ale czegoś tu zabrakło. Może gdyby Lagercrantz mógł bohaterów stworzyć od zera wyszłoby to znacznie lepiej.

    Intryga stworzona przez Lagercrantz'a była całkiem niezła. W poprzednich częściach elektronika dopiero raczkowała, chociaż można było zrobić przenośne punkty połączenia z internetem czy włamać się na czyjeś konto na drugim końcu świata. W Co nas nie zabije Lagercrantz wchodzi już na wyższy poziom, fabuła zahacza o sztuczną inteligencję i konsekwencje z nią związane. Podobało mi się, że kluczem do rozwiązania zagadki morderstwa jest dziecko, ale nie zwykłe dziecko, tylko sawant z umiejętnościami zarówno matematycznymi jak i plastycznymi. 

    Oprócz samej afery związanej z hakerstwem i morderstwem autor porusza także inne tematy. Między innymi jest to wątek przemocy domowej, niepełnosprawności, niespełnionych zawodowych pragnień i ambicji. Nie jest to płaska książka, która skupia się na jednym tylko wątku. Lagercrantz, tak jak Larsson, wplata do swojej książki różne rzeczy, które umiejętnie ze sobą łączy i tworzy jedną całość.

    Było fajnie, ale bez szału. Patrząc na opinie i oceny na portalach literackich nie jestem odosobniona w swoim zdaniu. Ta książka jest poprawna. Po prostu nie jest to dzieło Larssona. Przeczytam ostatnie dwa tomy, ale średnio mi się do nich śpieszy.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 504
Cykl: Millennium

Co nas nie zabije | Mężczyzna, który gonił swój cień | Ta, która musi umrzeć
 
PS. Po przeczytaniu książki chciałam obejrzeć film. Nie dotrwałam do końca, co za gniot. Większość rzeczy kompletnie nie zgadza się z fabułą książki, aktorka grająca Lisbeth Salander kompletnie nie pasuje do tej roli. Dramat, dramat! Nie oglądajcie tego, szkoda czasu.
#26 Gołąb i wąż - Shelby Mahurin

lipca 12, 2021

#26 Gołąb i wąż - Shelby Mahurin

    Niedawno miała premierę druga część tej książki, a mianowicie Krew i miód. Jej okładka (swoją drogą piękna) była wszędzie, a ja nawet nie czytałam pierwszej części! A z racji, że miałam ochotę na niezobowiązujące lektury, które dostarczyłyby mi jakiejś rozrywki, ale niekoniecznie zmuszały do intensywnego myślenia padło na Gołębia i węża autorstwa Shelby Mahurin.

"Czemu właściwie miałaby służyć pierwsza miłość, jeśli nie roztrzęsionym dłoniom i pozbawiającym tchu odkryciom?"

    Louise jest czarownicą. Kilka lat temu uciekła ze swojego sabatu, by ratować własne życie. Teraz wraz z przyjaciółką para się złodziejstwem. Ich celem jest pierścień, który mógłby zapewnić Lou bezpieczeństwo ponieważ sabat nie odpuszcza tak łatwo. Dodatkowo świat w którym żyje nie jest przyjazny czarownicom. Kościół i Łowcy, zwani Chasseurami polują na kobiety z magicznymi zdolnościami. Reid jest łowcą, jego celem życiowym jest wyeliminować jak najwięcej czarownic. Pewnym splotem wydarzeń Louise i Reid zostają zmuszeni do małżeństwa. Jak potoczą się ich losy? 

    Pomysł na fabułę nie był zbyt oryginalny. Polowanie na czarownice to motyw wałkowany już od baaaaaardzo dawna i ciężko wymyślić w nim coś nowego. Nie chcę zdradzać za dużo szczegółów, ale kwestia poświęcenia jednej osoby z sabatu też nie jest niczym nowym i wyjątkowym, mnie od razu na myśl przyszedł pewien serial, w którym podobny pomysł też został wykorzystany. Jednak to wszystko stworzyło całkiem ciekawą historię przy której nie najgorzej się bawiłam.

     Wątek romantyczny jest w zasadzie do przewidzenia, ale wszystko to, co dzieje się po drodze już niekoniecznie. Lou i Reid mają zupełnie inne charaktery, co doprowadza czasem do śmiesznych sytuacji. I chociaż wiadomo, jak to się wszystko skończy to ciągle czytelnik czeka w napięciu KIEDY nadejdzie happy end.

   Końcówka książki jest jazdą bez trzymanki, niektóre rozwiązania są bardzo zaskakujące i sprawiają, że natychmiastowo chce się sięgnąć po drugi tom. 

     Podobała mi się ta książka, chociaż myślę, że gdybym czytała ją z pięć lat lub osiem lat temu to zachwyciłaby mnie bardziej. Teraz jednak potrzebuję czegoś "ambitniejszego" niż trochę czarów i wątek romantyczny, żebym była całkowicie zachwycona. Aczkolwiek uważam, że była to dobra rozrywka i spełniła swoje zadanie bycia lekką i niezobowiązującą lekturą na czas urlopu.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 476
Cykl: Gołąb i wąż

Gołąb i wąż | Krew i miód

#22 Dziwne losy Jane Eyre - Charlotte Brontë

czerwca 26, 2021

#22 Dziwne losy Jane Eyre - Charlotte Brontë

    Nie pamiętam, kiedy ostatni raz przeczytałam książkę zaliczaną do klasyki romansu. Prawdopodobnie było to gdzieś w roku 2012, ale nie dam sobie ręki uciąć. W każdym razie zabrałam się za nią po tym, jak na fali był Zmierzch i jego główna bohaterka Bella ciągle wspominała o Wichrowych wzgórza, Dziwnych losach Jane Eyre czy Dumie i uprzedzeniu. W związku z tym Dziwne losy Jane Eyre były na mojej półce mniej więcej od tego czasu i tak sobie leżały na stosie hańby bez większej nadziei na przeczytanie, aż w moim domu pojawił się plakat-zdrapka, który niejako zmusił mnie do lektury.

"Siadłam i spróbowałam czytać. Nie mogłam jednak doczytać się sensu; moje własne myśli stawały pomiędzy mną a stronicami, w których zawsze znajdowałam tyle uroku."

    Fabuła opowiada losy tytułowej Jane Eyre, początkowo niechcianego-dziecka sieroty, niezbyt dobrze traktowanego w domu ciotki, a następnie młodej kobiety, przyjętej do pracy w charakterze nauczycielki w domu Edwarda Rochestera, z którym niedługo potem łączy ją ogromne uczucie. Jednak pan domu ukrywa pewną tajemnicę. Jak wpłynie ona na dalsze losy Jane Eyre?

    Czy losy Jane Eyre są dziwne? Ciężko stwierdzić, na pewno bardzo smutne i momentami ciężkie. Śmierć rodziców, kiepskie traktowanie w rodzinie, która ją przygarnęła, przebywanie w sierocińcu... Dużo jak na dziecko, jednakże wyszła z tego obronną ręką, z pewnością można stwierdzić, że jest ona silną bohaterką, potrafiącą się odnaleźć w każdej sytuacji, samodzielną i raczej nieużalającą się nad sobą, chociaż miałam wrażenie, że odrobinę naiwną.

    Długo czytałam tę książkę. Początek odrobinę mi się dłużył, ciężko było mi się wgryźć w fabułę, ponieważ język nie należy do tych prostych i przyjemnych. Jednak po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do niego i było łatwiej płynąć przez fabułę i historię Jane.Ale nie czarujmy się, w klasyce romansu wszystkie uczucia rozkwitają wolno i raczej nie ma co liczyć na szybkie rozwinięcie głównego wątku. Więc jeśli ktoś spodziewa się wartkiej akcji niczym w harlequinie to się rozczaruje. 

    Niestety ominęło mnie zaskoczenie związane z ujawnieniem wielkiej tajemnicy pana Rochestera, ponieważ kiedyś w jakiejś książce bez ostrzeżenia zostałam poczęstowana spojlerem, który pamiętam do teraz. Minus jest taki, że niestety nie pamiętam tytułu tamtej książki i nie mogę ostrzec Was przed nią. Jednakże myślę, że gdybym nie wiedziała to ten zwrot akcji byłby naprawdę szokujący. Takich plot twistów jest jeszcze kilka, chociaż można się ich domyślić.

    Nie ma co ukrywać, że Dziwne losy Jane Eyre są zupełnie inne od książek, które wydawane są współcześnie. Myślę, że niektóre zachowania bohaterów czy sytuacje nie miałyby prawa wydarzyć się w obecnym świecie. Przykładowo ja nie zniosłabym przebywania u obcych ludzi na ich koszt przez choćby kilka dni, a co dopiero dłuższy czas. Cóż, inne czasy, inni ludzie.

    Cieszę się, że mam lekturę tej powieści już za sobą i z głowy. Jednak ten czas kiedy przeleżała na półce był bardzo długi, a tak jak już wspominałam - prawdopodobnie byłby jeszcze dłuższy. Warto przeczytać, żeby poznać opowieść, przy której rumieniły się panny na wydaniu dwieście lat temu, a także po to, żeby sprawdzić, czy w tamtych czasach mężczyzna był kobietom do czegokolwiek potrzebny.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 560

#3 Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafón

kwietnia 07, 2021

#3 Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafón

    Jednym z moich największych marzeń jest podróżowanie dookoła świata. Bycie wszędzie, zobaczenie wszystkiego, spróbowanie dań zupełnie innych od tych, które znam z codziennego życia. Chwilowo zostają mi książki i poznanie tych wszystkich miejsc, przynajmniej w jakiś sposób, poprzez czytanie.


    Trochę wstyd nie przeczytać nigdy żadnej książki z cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek, chociaż w planie miałam je już przynajmniej 10 lat temu, kiedy bardzo aktywnie działałam w książkowej blogosferze, a recenzje powieści Zafóna co chwilę pojawiały się u bloggerów. W ostatnim czasie całkiem namiętnie oglądam booktube'a, który przypomniał mi o istnieniu tego właśnie cyklu, co poskutkowało moim postanowieniem, aby wreszcie Cień wiatru przeczytać.
Przeznaczenie zazwyczaj czeka tuż za rogiem. Jakby było kieszonkowcem, dziwką albo sprzedawcą losów na loterie; to jego najczęstsze wcielenia. Do drzwi naszego domu nigdy nie zapuka. Trzeba za nim ruszyć.

    Fabuła książki umiejscowiona została w Barcelonie XX wieku. Główny bohater książki, Daniel Sempere, idzie z ojcem do tajemniczego miejsca znanego jako Cmentarz Zapomnianych Książek, w którym Daniel wybiera sobie książkę niejakiego Juliana Caraxa. Jest zachwycony lekturą i szuka innych książek tego autora. Niestety, ktoś stara się aby Julian Carax został zapomniany i odnajduje, po czym niszczy wszystkie jego książki.

    Nie tego się spodziewałam, co w sumie nie jest niczym dziwnym, bo sama nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. W każdym razie moje ewentualne wyobrażenia minęły się z tym, co dostałam, ponieważ myślałam - błędnie - że fabuła dzieje się przynajmniej dwieście lat wcześniej, a nie na początku dwudziestego wieku, w który wkracza powoli nowoczesność, jaką znamy. Ale nie rozczarowało mnie to.

    Jednym z głównych tematów książki jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, kim był i co się stało z Julianem Caraxem. Aby rozwikłać zagadkę Daniel Sempere spotyka wiele różnych ludzi i poznaje także ich historie, także fabuła obejmuje naprawdę wiele wątków, niektóre oczywiście szybko się kończą, inne zaś są bardziej rozbudowane. Jeden z nich, chociaż myślałam, że był tylko krótką wstawką zostaje z czytelnikiem aż do końca, ale nie powiem Wam który i kto, bo sami musicie przeczytać.

    W czasie powieści Daniel Sempere dojrzewa, z dziecka staje się mężczyzną, przeżywa pierwszą miłość, romans.  Przy okazji prowadzi nas po różnych miejscach, między innymi po starym, opuszczonym pałacyku, ulicach Barcelony, Cmentarzu Zapomnianych Książek... Aż chciałoby się tam być i to wszystko obserwować.

    Autor opisuje wszystkie wydarzenia, miejsca i postacie w bardzo barwny i zróżnicowany sposób, styl jest niesamowicie wciągający i nawet osoby z mało rozwiniętą wyobraźnią będą w stanie wczuć się w książkę tak, jakby same brały udział w wydarzeniach. Chociaż zdarza się, że może ta forma męczyć to po chwili autor robi coś, co na powrót sprawia, że chcemy zanurzyć się w fabule. Bohaterowie są kolorowi, zaskakujący, o różnych charakterach, niektórych po prostu nie można nie polubić. Swoją drogą to niektórych sytuacji w ogóle nie spodziewałabym się po Cieniu wiatru. Ogromnie mnie zaskoczyły i to na plus.

    Rzeczą, która mnie rozczarowała jest zakończenie, ponieważ sama akcja i dochodzenie do prawdy rozwijało się w średnio zawrotnym tempie i będąc już przy końcu książki zastanawiałam się, czy tajemnica zostanie rozwiązana. Cóż, została, ale kompletnie nie w tej formie, której się spodziewałam, można by powiedzieć, że wyjaśnienie zagadki, kim był i co się z nim stało z Julianem Caraxem zostało podane mi na tacy, bez efektu wow. Niemniej, całą książkę czytało mi się bardzo przyjemnie.

    Czy przeczytam tę książkę kiedyś jeszcze raz? Wydaje mi się, że tak. Szczerze powiedziawszy to cieszę się, że nie przeczytałam jej te 10 lat temu, ponieważ mogłabym jej nie docenić tak, jak zrobiłam to teraz i przede wszystkim mogłabym jej nie zrozumieć. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest to lektura nieodpowiednia dla piętnastolatków, ale myślę, że lepiej kilka lat poczekać i w pełni odkryć, co kryje się za Cieniem wiatru.


Ocena: 6/10
Liczba stron: 520
Rok wydania: 2004
Cykl: Cmentarz Zapomnianych książek
 
#2 Lśnienie - Stephen King

kwietnia 02, 2021

#2 Lśnienie - Stephen King

    Nigdy nie ciągnęło mnie do horrorów w postaci książek, a i jeśli chodzi o filmy w tym gatunku to mam swoje ulubione podgatunki i rzadko robię od nich ustępstwa. Prawdopodobnie byłabym w stanie policzyć na palcach jednej ręki ile horrorów kiedykolwiek przeczytałam, i wcale nie zdziwiłabym się, gdyby odpowiedź brzmiała "jeden", a konkretnie ten jeden, który chciałabym tu dzisiaj opisać.


    Kilka lat temu miałam postanowienie, żeby przeczytać jakąś książkę Stephena Kinga i udało mi się tego dokonać wraz z przewróceniem ostatniej strony książki Oczy smoka, ale od tego czasu autor nie zagościł w moim domu wcale. Dopiero kiedy dostałam na święta Bożego Narodzenia plakat-zdrapkę w książkowej tematyce, zdecydowałam się zapoznać z jego twórczością trochę bardziej.
"Umieranie jest częścią życia. Człowiek musi ciągle się na to nastawiać, jeśli chce osiągnąć pełnię osobowości. A choćby nawet trudno było zrozumieć fakt własnej śmierci, przynajmniej można się z nim pogodzić."
    Przyznam się, że prawdopodobnie nie chwyciłabym za tę książkę, gdyby nie wcześniej wspomniany plakat-zdrapka, a i tak nie byłby to jeden z moich pierwszych wyborów. Lśnienie przeczytałam bowiem dlatego, że podczas odwijania plakatu nieumyślnie zadrapałam akurat to pole i moja wewnętrzna estetka stwierdziła, że tak nie może być. A przecież nie mogę tego zdrapać całkowicie, jeśli książki nie przeczytałam, więc niejako zostałam zmuszona przez los do sięgnięcia po tę lekturę.

    Na filmie Lśnienie byłam w kinie podczas maratonu horrorów i... spałam. Pamiętam początek i koniec, a środek to dla mnie czarna dziura. Prawdę powiedziawszy to częściej chciało mi się na nim śmiać, niż czułam jakikolwiek strach, ale ja już tak mam z horrorami. Nie boję się ich. Zastanawia mnie też to, jak można się bać horrorów-książek, bo przecież na czytelnika nie wyskoczy nagle żaden potwór. I z takim podejściem zaczęłam czytać.

    Jack Torrance wraz z żoną i synem wyjeżdżają w góry do zamkniętego hotelu Panorama, gdzie Jack będzie sprawował funkcję dozorcy podczas zimy. Hotel, w którym rodzina ma przebywać ma swoją długą i mroczną historię, która wpłynie na rodzinę Torrance'ów w ogromnym stopniu, w szczególności na Danny'ego przejawiającego zdolności paranormalne.

    Chyba tylko chęć wydrapania tego pola na plakacie-zdrapce powstrzymała mnie przed rzuceniem tej książki w kąt i ogłoszeniem jej pierwszym DNFem* w tym roku. Ale od początku.

    King skorzystał z bardzo popularnego w horrorach motywu, a mianowicie motywu nawiedzonego domu. Panorama nie jest zwykłym hotelem i na wiele z jej klientów wpływa źle. Do tego dorzucamy pięciolatka z zdolnościami paranormalnymi zamkniętego w środku praktycznie przez całą zimę wraz z ojcem-alkoholikiem i jest pomysł na książkę. Nic specjalnego.

    Książka jest bardzo przegadana. Rozwlekłe, bardzo szczegółowe opisy, w większości niepotrzebne. Myślę, że gdyby je częściowo zredukować to tę samą historię można było przedstawić w powieści o 100 albo 150 stron krótszej, a ja jako czytelniczka nie byłabym tym zmęczona i zniechęcona. Denerwowała mnie też narracja, niewielka ilość dialogów i myśli bohaterów (niejednokrotnie zupełnie od czapy) wplecione w opisy. Zdecydowanie mi się to nie podobało. Nudziłam się przez większość książki i dopiero ostatnie 50 stron trzymało mnie w jako takim napięciu i zaciekawieniu, jak to się wszystko skończy.

    Jednym z niewielu plusów Lśnienia jest kreacja bohaterów, akurat w mojej opinii to Kingowi wyszło. Wendy, która ostatecznie nie okazuje się taka, jak z początku się wydaje, Jack z jego demonami i Danny, pięciolatek z darem zostali dobrze opisani, chociaż ten ostatni ciągle wydawał mi się zbyt dojrzały jak na tak małe dziecko. Moją ulubioną postacią jest Hallorann, którego definitywnie było za mało.

    Nie rozumiem, dlaczego Lśnienie zbiera dobre opinie, ponieważ ja nie widzę w tej książce niczego pasjonującego i zasługującego na miarę bestsellera czy klasyka. Nie żałuję, że nie przeczytałam tej powieści wcześniej, ale cieszę się, że mam to już za sobą. Jestem pewna, że nigdy więcej do Lśnienia nie wrócę, bo nie ma po co. Nie polecam.


Ocena: 3/10
Liczba stron: 515
Rok wydania: 1977
Cykl: Lśnienie

Lśnienie | Doktor Sen  
#1 Jaskółki z Czarnobyla - Morgan Audic

marca 28, 2021

#1 Jaskółki z Czarnobyla - Morgan Audic

  Nigdy nie sądziłam, że polubię kryminały. Dziesięć lat temu, jak miałam jakiś wziąć do ręki to odechciewało mi się czytać. Wyobrażałam sobie, że dostanę jakieś nudne wywody, niesmaczne opisy trupów i wylewających się z nich flaków. Co ciekawe - ten motyw w ogóle nie przeszkadzał mi w filmach czy serialach. W każdym razie teraz jestem starsza, podobno mądrzejsza, a kryminały w moich rękach pojawiają się odrobinę częściej.

  Kiedy wpisywałam Jaskółki z Czarnobyla na listę "do przeczytania" nie wiedziałam, że jest to kryminał, myślałam raczej, że jest to historia o wybuchu reaktora, tego co się działo w trakcie i później. Dopiero niedawno do mojej świadomości dotarło, że jest to właśnie kryminał, więc czym prędzej zabrałam się za czytanie.

"Ludzie chcą wierzyć, że Czarnobyl należy do przeszłości. Tymczasem niektóre ofiary katastrofy nawet się jeszcze nie urodziły."
    W Prypeci zostały odnalezione zwłoki, a obok nich wypchana jaskółka. Problem w tym, że nikt nie chce przeprowadzić sekcji zmarłego mężczyzny, ponieważ wszyscy boją się promieniowania. Śledztwo wykazuje, że morderstwo jest powiązane z podwójnym zabójstwem z 1986 roku, roku katastrofy, która skaziła ogromny teren i wywołała niewyobrażalnie okropne skutki.

    Fabuła toczy się z dwóch perspektyw. Policjanta Josifa Melnyka, pracującego od kilku lat w Czarnobylu, Aleksandra Rybałko, który w latach dziecięcych mieszkał w zonie. Poznajemy także Ninel, ornitolożkę prowadzącą badania w Prypeci, która nie do końca jest obojętna dla historii obecnej i sprzed trzydziestu lat. Melnyk i Rybałko prowadzą odrębne śledztwa, każdy z nich rozpatruje inne tropy, dociera do innych ludzi. Dzięki dwóm perspektywom dostajemy cały obraz historii i sami możemy dochodzić do swoich wniosków. Czy panowie się ze sobą spotkają w poszukiwaniu odpowiedzi? Żeby się dowiedzieć musicie chwycić za ten kryminał.

    Książkę czyta się szybko, język jest prosty, a jeśli pojawiają się jakieś fachowe zwroty są one od razu wyjaśniane. Ilekroć odkładałam czytnik zastanawiałam się, co będzie dalej, kto jest odpowiedzialny za morderstwo, czy faktycznie jest ono powiązane z zbrodnią z roku wybuchu reaktora. Dzięki opisom budynków i przyrody podczas czytania miałam wrażenie, jakbym sama była na skażonym terenie, a dzięki możliwości zobaczenia tych miejsc w Internecie mogłam mieć w głowie nie tylko własne wyobrażenia o Czarnobylu i Prypeci, ale i realną wizję.

    Jaskółki z Czarnobyla opowiadają nie tylko o morderstwie w Prypeci i nierozwiązanej zagadce sprzed trzydziestu lat, ale zawierają w sobie też historie głównych bohaterów, i to te historie pozwalają przywiązać się do nich i trzymać kciuki, żeby wszystko ułożyło się po ich myśli.

    Minusem książki jest fakt, że główny podejrzany jest tylko jeden. Co prawda w historii zdarza się kilka plot twistów, które mogą nam namieszać, ale przez większą część książki nie spodziewamy się innego obrotu spraw. Dopiero zakończenie to niemal jazda bez trzymanki, w której sytuacja zmienia się z minuty na minutę, czy też ze strony na stronę, i nie mamy możliwości odgadnięcia co, kto i jak. 560 stron trzyma w napięciu, a jednocześnie bardzo lekko płynie się przez fabułę, co jest niesamowite. Książka zwiera w sobie również wiele nawiązań do historii wybuchu, jego konsekwencji dla ludności trwających do dziś, więc jeśli ktoś jej nie zna to podczas lektury może połączyć przyjemne z pożytecznym.

    Od dawna chciałam pojechać do Czarnobyla i Prypeci i na własne oczy zobaczyć wszystkie opisywane w Jaskółkach... miejsca, po lekturze mam do tego jeszcze większą motywację i jak tylko los mi na to pozwoli to to zrobię.
Książkę z czystym sumieniem polecam.


Ocena: 7/10
Liczba stron: 560
Rok wydania: 2020

Copyright © Let's read! , Blogger