Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2021. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2021. Pokaż wszystkie posty
Liliput, czyli jeden akapit o książkach #3

lipca 04, 2022

Liliput, czyli jeden akapit o książkach #3

Dziewczyna z konbini - Sayaka Murata

Bardzo dużo osób zachwyca się tą książką i nie powiem, że nie jest ona ciekawa, ale... w sumie to taki średniaczek. Jest sobie dziewczyna, która pracuje w konbini, czyli sklepie mniej więcej takim jak nasza Żabka. Niczego więcej nie chce od życia, nie potrzebuje urlopu, zamiast herbaty pije sam wrzątek. Inni ludzie kompletnie nie rozumieją tego, że właśnie taki sposób funkcjonowania jej odpowiada. I z jednej strony jest to książka, która skłania do refleksji nad własnym życiem, zapytaniem, czy pogoń za tym, co chcemy zdobyć jest naprawdę taka istotna, to osoby oczekujące po tej opowieści jakiejś akcji po prostu się rozczarują, gdyż nic takiego nie wystąpi. Dlatego - bez zachwytu z mojej strony, ale też nie mogę powiedzieć, żeby była to zła lektura.


Ocena: 5/10 | Liczba stron: 144


Vicious: Nikczemni - V.E. Schwab

Za książkę V.E. Schwab chwyciłam po wieeeeelu pozytywnych opiniach w Internecie. I wiecie co? Książka była taka sobie. Trochę denerwowało mnie przeskakiwanie między przeszłością i teraźniejszością, a żaden z bohaterów jakoś nie podbił mojego serca. Pomysł na fabułę wydawał się dobry, ale w ostateczności nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak na innych. Z tą autorką miałam do czynienia jeszcze przy okazji Niewidzialnego życia Addie LaRue, ale też obyło się bez zachwytu. Także odpuszczę sobie inne jej książki.

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 448

 

Przebudzeni - Colleen Houck

Z książkami Colleen Houck miałam styczność przy serii pt. Klątwa tygrysa, która ogromnie mi się podobały (ostatni tom wywołał we mnie morze łez). Od tamtego czasu nawet nie słyszałam, żeby w Polsce zostało wydane coś, co wyszło spod jej pióra, aż tu nagle się okazało, że owszem i to nawet trylogia. Przeczytałam pierwszy tom i podobał mi się, ale nie była to książka, która w jakikolwiek sposób wnosi coś nowego do książkowego świata. Ot, nastoletni romans z mitologią w tle.

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 488


Stowarzyszenie umarłych poetów - Nancy H. Kleinbaum

Ta książka na mojej półce stała baaaaaaardzo długo, nawet kiedyś miałam do niej z dwa podejścia, ale nie doczytałam dalej, niż kilka pierwszych stron. I powiem tak - niczego w moim życiu ta lektura nie zmieniła. Nie wywołała we mnie żadnych głębszych emocji, żadnych refleksji. Jedynie utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie powinno pisać się książek na podstawie filmu.

 

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 160


Śmierć pani Westaway - Ruth Ware

Autorstwa Ruth Ware przeczytałam w zeszłym roku książkę "Pod kluczem" i trzymała mnie ona w napięciu niemal od początku do końca. W związku z tym byłam bardzo ciekawa innych książek autorki i tego, co może wymyślić. Nie było źle, ale nie było też najlepiej. Przede wszystkim powiedziałabym, że Śmierć pani Westaway jest raczej kryminałem niż thrillerem, a akcja znacznie mniej intryguje niż w "Pod kluczem". Ciekawie się czytało, ale bez większego parcia na poznanie zakończenia. Przede mną jeszcze jedna książka Ware, jestem ciekawa, czy bliżej jej będzie do Śmierci pani Westaway czy do Pod kluczem.

 

Ocena: 5/10 | Liczba stron: 480

Liliput, czyli jeden akapit o książkach #2

czerwca 09, 2022

Liliput, czyli jeden akapit o książkach #2

Żony gejów. O tym, czego nikomu się nie zdradza - Maria Mamczur

Na przeczytanie tego reportażu miałam ochotę od momentu, kiedy przeczytałam jego fragment na jakimś portalu internetowym. Kiedy nadarzyła mi się wolna chwila i brak lepszej lektury stwierdziłam, że czas zabrać się za książkę Mamczur. I nie podobała mi się. Jest ona podzielona na kilka sekcji, z czego pierwsza to wpisy z internetowego forum. Druga to rozmowy z żonami gejów, a trzecia z mężczyznami, którzy mimo swojej homoseksualnej orientacji ożenili się i mają dzieci. Największy zarzut, jaki mam do tej książki to fakt, że autorka wielokrotnie sugerowała odczucia swoim rozmówcom. Nie jestem dziennikarką, ale mam poczucie, że nie tak to powinno wyglądać. Zadaniem autorki było przedstawienie historii tych mężczyzn i kobiet, a nie mówienie im co czuli czy co wydawało jej się, że powinni czuć.

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 392

  Ostre przedmioty - Gillian Flynn

Ta książka miała potencjał. Główna bohaterka wraca do rodzinnego miasteczka i próbuje rozwikłać zagadkę morderstw dwóch dziewczynek. Przy okazji odwiedza matkę, z którą ma bardzo trudne relacje. Z Ostrych przedmiotów wylewa się klimat typowego, znanego nam z seriali, amerykańskiego miasteczka. Samo rozwikłanie tajemniczych morderstw i plot-twist z tym związany też super. Ale główna bohaterka... Jakiś dramat. Rozumiem ciężkie dzieciństwo i niechęć do jakiegoś miejsca, ale żeby codziennie się z tego powodu upijać? Albo brać narkotyki z o wiele młodszą siostrą? Definitywnie przeszkadzało mi to w docenieniu lektury. Szkoda, bo mogło być znacznie lepiej.

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 336

Dziewczyna z pociągu - Paula Hawkins

Przede wszystkim myślałam, że fabuła będzie bardziej związana z pociągami niż faktycznie to miało miejsce. Prócz tego, że Rachel jeździ bez celu tam i z powrotem obok swojego dawnego miejsca zamieszkania to pociągi nie grają tu większej roli. Przez większość książki główna bohaterka mnie irytowała i w zasadzie mam do niej podobny zarzut, co do głównej bohaterki z Ostrych przedmiotów - Rachel ciągle jest pijana, nawet jak próbuje nie pić to i tak finalnie kończy z butelką. Jej zachowanie, zarówno pod względem picia jak i wydzwanianie do byłego męża w środku nocy budziło we mnie uczucie zażenowania. Autorka w dość nieumiejętny sposób próbowała te dwie rzeczy powiązać z przeszłością Rachel. Szczerze - nie polecam.

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 328

Słońce po burzy - Robyn Carr

Lubie romanse, wiecie, że lubię. I myślałam, że to będzie fajny romans, przyjemne oderwanie się od cięższych lektur. Tak zupełnie najgorzej nie było, ale mimo wszystko spodziewałam się czegoś lepszego. O ile główna bohaterka była w porządku i całkiem ją polubiłam to już Jack raczej mnie nie porwał. Miałam wrażenie, że chłop ma jakieś rozdwojenie jaźni. W stosunku do Mel był w porządku, ale jak rozmawiał z jednym z bohaterów, który miał siedemnaście lat to było to tak żenujące, że można zgrzytać zębami. Jeśli macie ochotę na jakąś lekturę z tego gatunku to uwierzcie mi, że jest znacznie więcej lepszych romansów.

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 384


Hazel Wood - Melissa Albert

Tę książkę czytałam dosyć dawno, zachęcona pozytywnymi recenzjami w internecie. I wiecie co? Podobało mi się średnio. Mimo że bardzo lubię fantasy to ta książka w ogóle mnie nie porwała i kompletnie nie zachęciła do przeczytania następnego tomu. W zasadzie to nie pomyślałam o niej ani razu od kiedy ją skończyłam. Także nie polecam.

 

 

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 376

#59 Lustrzanna - Christelle Dabos

maja 08, 2022

#59 Lustrzanna - Christelle Dabos

    Miałam taki okres w życiu, że nie czytałam opisów książek, żeby nie zdradzić sobie żadnego szczegółu z fabuły danej książki. Żeby chcieć przeczytać jakąś powieść wystarczyło mi kilka słów z recenzji, chwytliwy tytuł i ciekawa okładka. Za pierwszy tom cyklu, o którym dzisiaj chcę Wam opowiedzieć chwyciłam właściwie z braku innych, lepszych lektur i w zasadzie nie spodziewałam się niczego specjalnego po Zimowych zaręczynach. I nie potrafię powiedzieć, jak bardzo się myliłam!


"- Urok to najlepsza broń, jaką kiedykolwiek podarowano kobietom, musisz się nią posługiwać bez skrupułów. Wystarczy drobnostka, wymowne spojrzenie, odpowiednio podkreślony uśmiech, żeby mężczyzna znalazł się u twoich stóp."

    Ofelia przez dwadzieścia sześć lat żyła spokojnie na Animie, rodzinnej Arce, w otoczeniu ogromnej rodziny. Jednak pewnego dnia dowiaduje się, że Nestorki rodu zaaranżowały jej małżeństwo z osobą z zupełnie innej Arki, co dla dziewczyny oznacza długą podróż, porzucenie krewnych oraz ukochanego muzeum, w którym eksponaty były dla niej ważniejsze, niż wszystko inne. Ofelia wyrusza na Biegun, wraz z ciotką Rozalindą w roli przyzwoitki, aby poślubić Thorna, wysokiego i szorstkiego w obejściu intendenta. Na Biegunie życie wygląda zupełnie inaczej, niż na rodzinnej Arce Ofelii. Gdzie by nie spojrzeć, tam knute są dworskie intrygi, aby przypodobać się Duchowi rodziny, Farukowi. Czy Ofelia, lustrzanna obdarzona mocą Czytaczka, odnajdzie się na zimnej, obcej arce, gdzie zostać ma żoną żywej lodowej góry? 

    Spróbuję opisać Wam moje odczucia podczas czytania. Z każdą stroną pod moją skórą płynęły fale ekscytacji, każde zdanie wywoływało czytelniczą przyjemność. W fabułę wciągnęłam się w zasadzie od razu, zakochałam od pierwszego opisu humorzastego domu, który potrafi kłapnąć drzwiami, jeśli jego gość mu się nie spodoba. Jeśli byłam zmuszona oderwać się od lektury to jak najszybciej chciałam do niej wrócić. 

    Pierwszy tom, czyli Zimowe zaręczyny wskazywały na to, że będzie to po prostu romans w stylu "hate-to-love", czyli nic specjalnego, czego w literaturze dotąd nie było. Ale każdy, kto sięgnie po Lustrzannę z takim zamysłem zorientuje się po jakimś czasie, że jest to historia znacznie głębsza, a wątek miłosny to ogromna, ale nie główna część tej serii. Przyznam się, że dla mnie nawet za mało było scen z Thornem i Ofelią w roli głównej, ich utarczki i rozwijająca się relacja bardzo mnie ciekawiła. Każdej z nich z niecierpliwością wypatrywałam i cieszyłam przy wszystkich ich spotkaniach. 

    Główna bohaterka - Ofelia - jest niezdarą, ale obdarzoną mocami, których nie spodziewano się po osobie potykającej się o własny szalik. Przede wszystkim jest animistką - może wprawić przedmioty w ruch i dać im "własne" życie. Po drugie jest Czytaczką, czyli dotykając dłońmi jakiegoś przedmiotu może odczytać jego przeszłość. Po trzecie jest Lustrzanną, ta moc daje jej możliwość przechodzenia przez lustra, jednak na małe odległości. Każdą z tych mocy wykorzystuje do poradzenia sobie w nowych sytuacjach, a później by pomóc Thornowi i Berenildzie. 
Bohaterami tej książki są jeszcze inne osoby. Przede wszystkim ciotka Ofelii, Rozalinda. Rozalindę czasem się kocha a czasem niekoniecznie, ale jest postacią, bez której ta seria nie byłaby taka dobra. Swoim zachowaniem i charakterem wprowadza bardzo dużo kolorów do losów Ofelii i nie mogłoby jej zabraknąć. Kolejną drugoplanową postacią jest Berenilda, ciotka Throna. Początkowo bardzo jej nie lubiłam, dopiero później zyskała moje uznanie. 
Są również bohaterowie tak źli charakterem, że aż chciałoby się ich wydrapać z kart tych książek. Mieszają oni w fabule przeokropnie, no ale bez nich nie byłoby książki. 

    Czwartą częścią pt. Echa nad światem autorka złamała mi serce. Po przewróceniu ostatniej strony żałowałam, że nie znam francuskiego, bo inaczej napisałabym do niej pełen oburzenia list, w którym domagałabym się napisania kolejnego tomu. Tak się po prostu nie robi, nie można wyrwać mi serca, zdeptać go i powiedzieć, że już więcej nie będzie. Nie, nie, nie i nie! Mam nadzieję, że to jest jakiś ponury żart i że obudzę się pewnego dnia i okaże się, że piąta część rozwiązująca wszystko po mojej myśli jednak się ukaże. 

    Christelle Dabos dopracowała świat w każdym najmniejszym szczególe. Każda arka jest niepowtarzalna, intrygi i powiązania miedzy rodzinami czy klanami są bez zarzutu - a przynajmniej pod względem technicznym. Dawno nie spotkałam się z serią, która miałaby taki wysoki poziom i utrzymywała go przez wszystkie tomy. Podobało mi się w niej dosłownie wszystko. Bohaterowie, arki, zamysł, tajemnica, wątek miłosny. 

    Wiem, że ta opinia o serii Lustrzanna to jakiś ogromny chaos, ale podobały mi się te książki tak bardzo, że nie jestem w stanie napisać o tym nic konstruktywnego, co nie byłoby pianiem z zachwytu. Lustrzanna jest dla mnie trochę nowym Harry'm Potterem. I tak jak do Harry'ego wracam co jakiś czas to do książek Dabos również będę. Może wtedy będę w stanie napisać coś lepszego niż "och! ach! czytajcie tę serię". 

    Lustrzanna jest serią, która z niewiadomych przyczyn jest raczej mało popularna, a zasługuje na ogromny rozgłos. Jednak z drugiej strony bardzo ciężko mi o niej pisać, ponieważ mam ogromną ochotę zachować ją tylko dla siebie, żeby była tylko i wyłącznie "moim skarbem". Macie tak czasami?

Zimowe zaręczyny
Ocena: 9/10
Liczba stron: 496

Zaginieni z Księżycowa:
Ocena: 8/10
Liczba stron: 528

Pamięć Babel
Ocena: 8/10
Liczba stron: 488

Echa nad światem:
Ocena: 9/10
Liczba stron: 568

Ocena całości: 10/10
Tak, wiem, że ze średniej to nie wychodzi. Ale to mój blog i będę sobie oceniała tak, jak mi się podoba :)
Liliput, czyli jeden akapit o książkach #1

kwietnia 10, 2022

Liliput, czyli jeden akapit o książkach #1

    Zdarzają się książki, o których nie da się napisać żadnej długiej formy, a szkoda, żeby je tak zupełnie i całkowicie pominąć. Zastanawiałam się nad nazwą dla tej kategorii i jedyny wcześniejszy pomysł za bardzo kojarzył mi się z krótkimi, letnimi spodniami. Podczas szukania spotkałam się ze słowem "liliput", co w całkiem niezły sposób oddaje zamysł tej... serii. Także zapraszam Was do przeczytania dzisiejszych liliputów, czyli jednego akapitu dla każdej z przedstawionych książek.

Folwark zwierzęcy - George Orwell

    Po przeczytaniu Roku 1984 Orwella wiedziałam, że muszę przeczytać też inne jego książki. Trochę zajęło mi zabranie się z Folwark zwierzęcy i mimo tego, że książka jest cienka to też długo zajęło mi zapoznawanie się z nią. Może to dlatego, że był to jeden z moich pierwszych audiobooków, a kompletnie nie jestem przyzwyczajona do tej formy. W każdym razie książka wywarła na mnie dość dużą ilość emocji. Podczas słuchania można było w łatwy sposób przełożyć sobie zachowanie zwierząt, które wypędziły swojego dotychczasowego "oprawcę" i same zajęły się opieką nad gospodarstwem, a także ich późniejszą przemianę, na zachowanie ludzi u władzy. Jeśli znacie fabułę to wiecie o co mi chodzi, a jeśli dopiero macie w planach Folwark zwierzęcy to podczas czytania na 100% zorientujecie się w czym rzecz. Przeraża mnie to, że zarówno Rok 1984 jak i Folwark zwierzęcy są aktualne. 

Ocena: 7/10Liczba stron: 177


Zupa z ryby fugu - Monika Szwaja

    Do Zupy z ryby fugu miałam kilka podejść. Nie dlatego, że mi się nie podobała, ale w związku z tym, że zawsze była jakaś "ważniejsza" lektura. Finalnie spięłam pośladki i dokończyłam czytanie. Podobała mi się. Porusza bardzo ważne społecznie tematy, np. in-vitro, kłopoty z zajściem w ciążę, wynajem brzucha. Monika Szwaja stworzyła nietuzinkowych bohaterów, o indywidualnych charakterach. Sama fabuła budziła we mnie wiele skrajnych emocji, a takiej przyjaciółki, jaką miała Anita to nie chciałabym za żadne skarby świata.
Zupa z ryby fugu to fajna, lekka książka, ale z morałem.

Ocena: 6/10Liczba stron: 352


Cień i kość - Leigh Bardugo 

    W ostatnim czasie szał na książki Leigh Bardugo chyba lekko przygasł, chociaż zapewne znów wybuchnie. Uczciwie się przyznam, że książkę czytałam w lipcu 2021 roku i już trochę informacji o jej fabule wyparowało z mojego umysłu. Pamiętam, ze miała motyw miłosnego trójkąta, a uczucia głównej bohaterki dynamicznie się zmieniały. Cień i kość jest książką fantasy, więc do wątku miłosnego trzeba jeszcze dodać elitarną grupę Griszy, która posługuje się magicznymi umiejętnościami. Leigh Bardugo miała całkiem fajny pomysł na fabułę, ale pierwszy tom nie zainteresował mnie na tyle, żeby chwycić za dalsze części. Moooooże kiedyś z braku lepszych lektur do tego wrócę, ale jakoś niespecjalnie się do tego palę.

Ocena: 6/10 | Liczba stron: 288


The Kissing Booth - Beth Reklees

    Zazwyczaj unikam czytania książek, zanim obejrzę film/serial, ale w tym przypadku stało się odwrotnie. Czy żałuję? Nie, zarówno książka jak i serial mają swoje wady i zalety. Kiedy zaczynałam czytać "The Kissing Booth" szukałam czegoś lekkiego, nad czym nie trzeba się zastanawiać i wytężać umysłu. Dostałam to, czego chciałam. W książkę Beth Reklees wchodzi się jak w masło, chociaż nie jest to literatura wysokich lotów. Zdaję sobie sprawę, że moja ocena jest raczej niska, ale w tym przypadku to jest mocne 4, a nie takie, które wskazuje, że szkoda na tę pozycję papieru.

Ocena: 4/10 | Liczba stron: 400


Denat wieczorową porą - Aneta Jadowska

    Do serii książek o Garstce z Ustki mam ogromny sentyment ze względu na kilka rzeczy. Po pierwsze dlatego, że wielokrotnie już w Ustce byłam i bardzo podoba mi się to miasto, dodatkowo bardzo lubię czytać książki, których akcja dzieje się w miejscach, w których byłam i które już trochę znam. Po drugie, od pierwszego tomu tej serii, czyli Trup na plaży i inne sekrety rodzinne zaczęła się moja przygoda (wziąż rozwijająca się) z literaturą polskich autorów, których dotychczas unikałam jak ognia. W każdym razie trzeci tom (i prawdopodonie ostatni) historii Garstek podobał mi się, domykał wiele wątków rozpoczętych w poprzednich dwóch częściach. Jeśli szukacie jakiegoś kryminału ze sporą dozą wątków obyczajowych to jest to seria dla Was. Polecam.

Ocena: 6/10Liczba stron: 320

#47 Wróć przed zmrokiem - Riley Sager

marca 31, 2022

#47 Wróć przed zmrokiem - Riley Sager

    W tym roku zaczęła się nie tylko moja przygoda z kryminałami, ale również z thrillerami. Zawsze ich unikałam, w zasadzie wyobrażając sobie, że z każdej kartki może wyskoczyć na mnie jakiś człowiek z nożem. W tym roku się przekonałam i bardzo się z tego cieszę, ponieważ całkiem nieźle się przy nich bawię, choć zwykle objawia się to odczuwaniem takiego lekkiego podskórnego lęku. Ale fajnie jest.

"Żal bywa podstępny. Potrafi przyczaić się na długie godziny, aż zdążysz ulec myśleniu magicznemu. A kiedy już poczujesz się dobrze i odsłonisz się, wyskakuje na ciebie jak szkielet w gabinecie śmiechu i cały ból, który uważałeś za miniony, dopada cię ze zdwojoną siłą."

    Maggie odziedziczyła w spadku po ojcu dom, do którego prosił ją, aby nigdy nie wracała, bo to nie jest dla niej bezpieczne. Dziewczyna, mimo usilnych starań obojga rodziców, wraca do Baneberry Hall, aby raz na zawsze odkryć prawdę o swoim dzieciństwie opisanym przez ojca w Książce. Maggie nigdy nie wierzyła w historię, w którą zdawał się wierzyć cały świat. Ale dom, jak każda stara posiadłość, miał swoje tajemnice.

    Historia, którą napisał Riley Sager toczy się naprzemiennie - raz z perspektywy Maggie czytamy o wydarzeniach aktualnych, a raz czytamy rozdziały książki jej ojca i kawałek po kawałku odkrywamy tajemnicę, co działo się dwadzieścia pięć lat wcześniej. Każdy rozdział kończy się tak, że natychmiastowo miałam ochotę czytać dalej, ale najpierw musiałam "przebrnąć" przez fragment należący do drugiej postaci. Tyle że on też kończył się tak, że chciałam poznać jego kontynuację. I tak na okrągło. Rzadko kiedy spotykam się z takimi książkami. A przynajmniej już od dawna nie czułam tego uczucia.

    Czytając historię Maggie i widząc jej niedowierzanie w to, co się dzieje, myślałam sobie "poczekaj, zaraz coś na ciebie wyskoczy", zwłaszcza, że za chwilę czytałam fragmenty należące do jej ojca, który opisywał dziwne zjawiska, które w normalnym domu nie występują. Z każdą stroną byłam coraz bardziej ciekawa, kto z nich ma rację. Czy Maggie, która całe życie twierdziła, że jej ojciec zmyślił całą historię o nawiedzonym domu, czy jej rodzice, którzy przez 25 lat utrzymywali, że to najprawdziwsza prawda. Finalnie wiem, jaka jest prawda i odrobinkę się jej domyśliłam, chociaż końcowy plot twist zbił mnie na kwaśne jabłko.

    Bardzo polecam tę książkę, jeśli macie ochotę na historię z lekkim dreszczykiem. Mnie dostarczyła całkiem sporo emocji i myślę, że Wam też może się spodobać. Z pewnością chwycę po inne książki tego autora, bo mam przeczucie, że mnie nie zawiedzie.

Ocena: 8/10
Liczba stron: 416

#46 Córka króla piratów - Tricia Levenseller

listopada 28, 2021

#46 Córka króla piratów - Tricia Levenseller

     Brakuje mi czytania paranormal romance. Problem z tym, że to już chyba nie do końca jest gatunek dla mnie, więc chyba lepiej powiedzieć by było, że brakuje mi tego uczucia, które kiedyś towarzyszyło mi czytaniu romansów z wątkiem np. wampirów czy wilkołaków. Czyli ekscytacji, ciekawości, jak to się wszystko skończy, no i tego napięcia, czy bohaterowie będą ze sobą czy nie (chociaż wiadomo było, że będą). W każdym razie co jakiś czas lubię sięgnąć po książkę, która wymaga mniej skupienia i tym razem trafiło na lekturę związaną z piratami i... syrenami.


"Każdy ma tajemnice. Wszyscy zbyt byśmy się odsłaniali, gdybyśmy nie byli w stanie zatrzymać pewnych informacji dla siebie."

    Alosa jest piratem, została wysłana na misję odnalezienia mapy. Nie byle jakiej mapy, bowiem prowadzi ona do największego skarbu, jaki można sobie wyobrazić. Córka króla piratów zostaje pojmana przez konkurencyjną załogę. Tak się składa, że kapitanem statku jest mężczyzna, który w swoim posiadaniu ma fragment mapy, której dziewczyna poszukuje. Niestety, w znalezieniu mapy przeszkadza jej przystojny i inteligentny pierwszy oficer - Riden. 

    Uwielbiałam kiedyś Piratów z Karaibów. Co prawda tylko do trzeciej części, bo potem filmy straciły "to coś", co w sobie miały. W każdym razie "Córka króla piratów" reklamowana jest zdaniem Anny Banks brzmiącym "W końcu mamy Panią Jack Sparrow!". Czy to ma coś wspólnego z prawdą? I tak i nie, ponieważ nic nie jest w stanie przebić postaci zagranej przez Johnny'ego Deppa. Jednak główna bohaterka jest nie najgorzej wykreowaną postacią, którą da się lubić. W ogóle postacie są całkiem przyjemne w odbiorze. Chociaż muszę przyznać, że wolałabym, gdyby bohaterowie byli starsi. Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie siedemnastolatkę zabijającą z zimną krwią i "niepogardzającą butelczyną rumu". Gdyby Alosa miała np. 25 lat brzmiałoby to zupełnie inaczej. 

    Wątek romantyczny jest. Podoba mi się to, że nie jest zbyt nachalny, główna bohaterka nie marzy wiecznie o jego pięknych oczach itp. Miło się to czytało, zwłaszcza, że kiedyś głównie na takich opisach bazowały paranormalne romanse, a wojny itp. były tylko w tle. 

    Podoba mi się to, że autorka wybrała sobie motyw syren i piratów. Mam wrażenie, że nie jest to często wybierany wątek, więc poczułam pewien powiew świeżości. Jestem ciekawa (i mam na to nadzieję), czy pojawi się więcej książek, które obejmują piratów. Chętnie zapoznałabym się z nimi. Z pewnością zapoznam się z drugim tomem napisanym przez Tricię Levenseller.

    Myślę, że z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę osobom, które chcą poczuć coś nowego w książkowym świecie i jednocześnie szukają czegoś lekkiego, co nie zmusza człowieka do główkowania i rozwiązywania zagadek. Przez tę książkę płynie się niczym przez spokojne morze. Czasem zdarzy się jakaś większa fala, czasem oglądamy skaczące sobie delfiny, a czasem uciekamy przed rekinem.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 296
Cykl: Córka króla piratów

Córka króla piratów | Córka królowej oceanu

#45 Piekarnia Czarodzieja - Byeong‑mo Gu

listopada 09, 2021

#45 Piekarnia Czarodzieja - Byeong‑mo Gu

    Nie lubię kłamać. I nie będę. Przyznaję się - jestem okładkową sroką. Staram się nie nie oceniać książki po umiejętnościach grafika, jednak umówmy się - chętniej sięgniemy po coś, co przyciąga nasz wzrok. Okładka Piekarni Czarodzieja spodobała mi się od pierwszego wejrzenia, dodatkowo bardzo chcę poszerzać swoje horyzonty czytelnicze (co wychodzi różnie, ale staram się!), więc dodając jedno do drugiego wyszło mi, że tę książkę muszę przeczytać. Pozytywne opinie płynące zewsząd tylko tę chęć potęgowały.

"Dlaczego ludzie uczucia nie mogą się rozpuścić jak sól w gorącej wodzie? U niektórych puszka tuńczyka ma dłuższy termin niż emocje. Nagle zdałem sobie sprawę, że sól się rozpuszcza, ale nie znika. Bez siłowego oddzielenia pozostanie w wodzie na zawsze."
    Główny bohater w swoim nastoletnim życiu był wielokrotnie odrzucany. Najpierw został porzucony przez matkę, później szykanowany w szkole ze względu na problem z jąkaniem, w domu też nie miał łatwych kontaktów z ojcem. Pewnego dnia zostaje zmuszony do ucieczki z domu. I ucieka do pobliskiej całodobowej piekarni. Nie jest to byle jaka piekarnia, a prowadzona przez Czarodzieja.

    W książce Byeong‑mo Gu magia istnieje, ale nie jest to taka przyjazna magia, którą znamy chociażby z Harry'ego Pottera, nie ma też różdżek i efektownych transmutacji. W piekarni Czarodzieja są wypiekane wyroby, których zjedzenie może kogoś skrzywdzić na wielu różnych płaszczyznach, a także cofnąć czas. Każdy wypiek swoim opisem wskazuje konsekwencje, które mogą zostać wywołane jego spożyciem, a mimo to znajdują kupca. Często klienci, pomimo wielu ostrzeżeń, mają pretensje do piekarza, jakby siłą nakazywał im wykorzystanie magicznej mocy ciastka.

    Jest to krótka książka, ale na trochę ponad dwustu stronach zostało zawartych bardzo wiele treści. Problem porzucenia, radzenia sobie z społeczeństwem, które nie akceptuje zaburzeń mowy, a także kwestię wykorzystywania seksualnego. Magia istnieje w tle i nie ona jest najważniejszym punktem programu. Wszystkie te elementy tworzą mieszankę, którą nie do końca łatwo jest przyjąć, dlatego nie jest to książka dla wszystkich. Z pewnością nie jest to książka dla najmłodszych dzieci i nie rekomendowałabym kupienia jej komuś poniżej piętnastego roku życia.

    Nie mogę powiedzieć, że dobrze się bawiłam podczas lektury, bo tak jak już wspominałam, ta książka zawiera w sobie pełno ciężkich sytuacji, które mogą wytrącić człowieka z równowagi. Ale cieszę się, że przeczytałam tę książkę, jestem pewna, że jeszcze kiedyś do niej wrócę. Dodatkową rzeczą, która zachęca do lektury jest to, że możemy wybrać sobie jedno z dwóch wariantów zakończenia, co jest zabiegiem rzadko spotykanym w książkach. Polecam.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 220

#44 Wszystkie nasze obietnice - Colleen Hoover

listopada 08, 2021

#44 Wszystkie nasze obietnice - Colleen Hoover

     Nie minęło wiele czasu, odkąd skończyłam czytać poprzednią książkę Coleen Hoover a sięgnęłam po następną. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo spodoba mi się jej styl pisania, a tu proszę. Zostało jeszcze kilka miesięcy do końca roku i myślę, że jeszcze kilka książek, które wyszły spod pióra tej autorki trafi w moje ręce. Przyznam się, że nawet nie czytam opisów jej książek, bo mam w głowie jakieś dziwne przekonanie, że o czymkolwiek by były to i tak z zainteresowaniem je przeczytam. Jestem tylko ciekawa, czy któraś podniesie poprzeczkę, jaką postawiła książka "It ends with us". 


"To zabawne, że można być z kimś tak szczęśliwym i kochać go tak bardzo, że pojawia się w człowieku ukryty lęk, którego wcześniej się nie znało. Lęk przed utratą tej osoby. Lęk, że ta osoba będzie cierpieć."

    Quinn i Graham poznali się w najgorszym możliwym momencie, ale jak mówi pewne przysłowie "Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło". Połączyła ich ogromna miłość, jednak... kilka lat nieudanych prób powiększenia rodziny zbiera swoje żniwo. Czy Quinn i Graham przetrwają ciężki czas? Czy lepiej będzie poszukać szczęścia gdzie indziej?

    W książce przeplatają się dwa okresy. Pierwszy, w którym opisany jest początek znajomości Grahama i Quinn, rodzącą się między nimi miłość, latające motyle i fantastyczny seks. Drugi opowiada o kłopotach między małżonkami, walce z niepłodnością, problemach z komunikacją i próbach ratowania związku. Obie te części wywołują różne rodzaje emocji, od rozbawienia przez wkurzenie do rozpaczy. Przyznam, że definitywnie wolałam tę bajkową część o wielkiej miłości, a okres, w którym opisywane było powoli rozpadające się małżeństwo raczej mnie wkurzał. Podejrzewam, że był to celowy zabieg autorki, żeby czytelnik zastanawiał się, czy Quinn i Graham pogodzą się czy raczej rozstaną.

    Przez 3/4 książki miałam ochotę potrząsnąć Quinn. Irytowała mnie strasznie swoim zachowaniem i wyszukiwaniem w sobie wad, które sprawiają, że nie może urodzić dziecka. Za każdym razem, kiedy po raz kolejny wałkowała ten temat myślałam sobie, że powinna szybko udać się do terapeuty i przepracować problem w swojej głowie. Za to Graham... Uwielbiałam go, chociaż autorka dość mocno wyidealizowała jego postać. Stworzyła go takim mężczyzną, jakiego chciałaby większość kobiet, co w prawdziwym życiu raczej nie jest możliwe. Jednak nawet i Graham pokazał w pewnym momencie rogi. Jednak żeby się dowiedzieć kiedy i dlaczego - musicie przeczytać książkę.

    Coleen Hoover w swoich książkach porusza różne tematy - przemoc domową, walkę z niepłodnością, proces wybaczania, a przy tym potrafi wywoływać we mnie huśtawkę emocji. Fakt faktem odkryłam tę autorkę dopiero w tym roku, choć popularna jest już od kilku dobrych lat, ale mogę definitywnie stwierdzić, że jeszcze nie raz i nie dwa sięgnę po coś, co wyszło spod jej pióra. Już od dawna nikt nie wzbudza we mnie podobnych emocji*. 

    Jeśli szukacie czegoś, co zapewni Wam jednocześnie rozrywkę i poruszy pewne struny w Waszych duszach - już nie musicie szukać, wystarczy, że sięgniecie po dowolną książkę Colleen Hoover. Polecam. 

Ocena: 7/10
Liczba stron: 296
#43 Pod kluczem - Ruth Ware

września 15, 2021

#43 Pod kluczem - Ruth Ware

    Od niedawna na moją półkę trafiają coraz częściej kryminały, co pociągnęło za sobą taką rzecz, że zaczęłam otwierać się również na inny gatunek, czyli thriller. Niewiele ich w życiu przeczytałam i byłam całkiem ciekawa, jak będę odbierać tego typu książki. Gdzieś kilkakrotnie przewinęła mi się okładka książki Ruth Ware połączona z pozytywną opinią. Stwierdziłam, że warto spróbować i przeczytałam.

"Ale każdy może sobie ponarzekać, prawda? Wszyscy muszą znaleźć jakieś ujście, bo inaczej można wybuchnąć z frustracji."

    Rowan jest nianią niezadowoloną ze swojego obecnego zatrudnienia. Po zobaczeniu (przez zupełny przypadek) fantastycznej oferty zatrudnienia jako opiekunka w domu państwa Elincourtów bez zastanowienia wysyła CV i udaje się na rozmowę kwalifikacyjną. Pracę dostaje i zamieszkuje w bardzo oddalonym od miasta wiktoriańskim domu. Jej praca polega na opiece nad trzema córkami Elincourtów... Problem w tym, że już od pierwszych chwil zostaje z nimi sama, a dziewczynki... nie pałają do niej wielką sympatią. 

    Bardzo szybko wciągnęłam się w tę książkę. Została napisana z perspektywy Rowan, co pozwoliło mi przeżywać wszystkie wydarzenia razem z nią i wczuć się w jej położenie. Chociaż sprawiło to też, że średnio ją polubiłam, ponieważ momentami jest strasznie marudna i niezadowolona z życia (powody takiego zachowania są później wyjaśnione). W każdym razie wszystko to, co spotykało Rowan częściowo spotykało również mnie.

    Autorka w bardzo umiejętny sposób sprawiała, że razem z główną bohaterką czułam napięcie i klimat panujący w domu Elincourtów. Problem w tym, że Rowan działo się coś noc w noc i dzień w dzień. W pewnym momencie miałam takie poczucie, że gdyby Ruth Ware rozciągnęła te wydarzenia w czasie, osiągnęła by dwa razy lepszy efekt. Gdyby Rowan miała przerwy w dziwnych incydentach i zdarzały się one rzadziej to jako czytelniczka nie miałabym poczucia "meh, znowu", tylko "O MÓJ BOŻE, CO TU SIĘ WYRABIA". Ale tak jak mówię, nie mam większego doświadczenia w czytaniu thrillerów, więc zakładam, że taki miał być efekt.

    Rozwiązanie zagadki jest ciekawe, nie podejrzewałabym, że za całą akcją stoi akurat ta osoba. Samo zakończenie jest tajemnicze i sprawia, że wyobraźnia czytelnika ma pole do popisu.

    Z Ruth Ware rozpoczęłam moją przygodę z thrillerami. Spodobało mi się to tak bardzo, że prawdopodobnie będzie to długa przygoda. Jestem pewna, że sięgnę po inne jej książki. A "Pod kluczem" bardzo polecam!


Ocena: 7/10
Liczba stron: 416

#42 Wojna makowa - Rebecca F. Kuang

września 12, 2021

#42 Wojna makowa - Rebecca F. Kuang

    Czy jest ktoś, kto jeszcze nie słyszał o trylogii Wojen makowych? Nikt? Tak myślałam. Kiedy pierwszy raz usłyszałam ten tytuł nie byłam jakoś specjalnie zainteresowana, myślałam, że po prostu ktoś o nim wspomniał i tyle. Szum zrobił się dopiero w momencie, kiedy premierę miał ostatni tom, czyli Płonący bóg. Nagle było tak, że wszędzie widziałam okładkę dowolnej części tej trylogii i wszechobecne zachwyty. Albo negatywne opinie, bo i tych nie brakuje. Wydaje mi się, że tę trylogię można albo kochać albo nienawidzić i nie ma miejsca na nic pomiędzy. W każdym razie, po wielu przeczytanych opiniach stwierdziłam, że sama muszę się przekonać, czy należę do pierwszej czy do drugiej grupy.

"- Nic nie jest zapisane - sprostował Feniks. - Wam, ludziom, wydaje się, że wasze losy są ustalone z góry, czy będzie to wielkość, czy tragedia. Mylicie się. Przeznaczenie jest mitem. Jedynym mitem na świecie. Bogowie o niczym nie decydują. Zawsze wybierałaś ty sama. (...) We wszystkich istotnych momentach życia miałaś możliwość wyboru; mogłaś się wycofać, zrezygnować. A jednak zawsze wybierałaś drogę, która prowadziła tutaj."

    Rin jest sierotą adoptowaną przez rodzinę zajmującą się handlem opium. Kiedy dziewczyna osiągnęła odpowiedni wiek, jej rodzina postanowiła wydać ją za mąż, aby wspomóc nielegalny handel. Rin nie mała ochoty zostać niczyją żoną i wybłagała u adopcyjnej matki, aby ta zgodziła się, by dziewczyna podeszła do ultratrudnych egzaminów, które otworzyłyby przed nią wrota uczelni. Warunek był jeden - jeśli nie zda, bez wymówek wyjdzie za mąż. Rin dostaje się na uczelnię i zaczyna uczyć różnorakich sztuk. Jednak nie jest to łatwe, a i pozostali studenci nie pomagają. Życie Rin dodatkowo komplikuje czekająca za rogiem wojna.

    Mimo że bardzo chciałam zapoznać się z tą książką to trochę byłam przestraszona, że mogę trafić do tej grupy, którym nie będzie się podobała. Dodatkowym aspektem było to, że jest to książka o wojnie, a mój umysł nie jest zbyt analityczny, więc wszystkie sprawy dotyczące np. strategii mogłyby mnie odrobinę przytłoczyć. Nic takiego się nie stało, na całe szczęście. Wszystkie aspekty wojny zostały przedstawione w przystępny sposób. Co więcej - postawiłam przed sobą w pewnym momencie wyzwanie, że postaram się odpowiedzieć na zadanie z logiki, które pojawiło się na początku książki. I wiecie co? Udało mi się odpowiedzieć dobrze. Także osoby, które miałyby te same obiekcje nie muszą się przejmować.

    Spotkałam się z zarzutami, że Rin jest bardzo irytującą bohaterką. Szczerze powiedziawszy to ja nie miałam takich odczuć, a jej ewentualne głupie zachowania jestem w stanie zrozumieć. Może czytelnikowi się wydaje, że zrobiłby zupełnie inaczej, niż główna bohaterka, ale powiedzmy sobie szczerze, że raczej nie był ani nie będzie w takiej samej sytuacji, a w momencie, kiedy wszystko działoby się na żywo i w różne wydarzenia zostałyby wmieszane emocje - nie da się przewidzieć, jak sami byśmy zareagowali. Definitywnie moim ulubionym bohaterem jest

    Zastanawiałam się, czy będzie w tej książce jakiś wątek romantyczny. (Jeśli nie chcecie wiedzieć to proponuję przejść do dalszego akapitu). Nie było, co jednocześnie trochę mnie rozczarowuje, a trochę sprawia, że mam ochotę natychmiast zabrać się za następny tom. Chociaż miałam dwa swoje typy, które, podejrzewam, są oczywistym wyborem dla czytelnika. Jestem ciekawa, czy pod tym kątem Rebecca F. Kuang rozwinie życie Rin.

    Ciężko gdziekolwiek umieścić te książkę. Nie jest to typowa książka o wojnie, nie jest to typowe fantasy, chociaż elementów fantastycznych jest całkiem sporo. Fakt, że Kuang inspirowała się wojną chińsko-japońską oraz mitami dynastii Song sprawia, że Wojna makowa ma w sobie "to coś" i nie nudzi się podczas lektury. Polecam.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 640
Cykl: Wojna makowa

Wojna makowa | Republika smoka | Płonący bóg

#41 Franek i Finka. Cyrk martwych makabresek - Aneta Jadowska

sierpnia 30, 2021

#41 Franek i Finka. Cyrk martwych makabresek - Aneta Jadowska

    Do zeszłego roku nie sądziłam, że będę się zaczytywała w książkach jakiegokolwiek polskiego autora. I wtedy weszła Aneta Jadowska cała na biało. Zaczęłam od Trupa na plaży, a skończyło się na tym, że w dwa miesiące za mną była też seria o Dorze Wilk, o Nikicie, o Witkacym i wszystkie dodatkowe, które związane były z Thornverse. Nie wspominam już o tym, że jak pojawiła się informacja o zbiorze opowiadań "Cud, miód, Malina" to z niecierpliwością czekałam na premierę. W tym roku swoją premierę miała pierwsza część serii Franek i Finka skierowanej do dzieci, czyli Cyrk martwych makabresek. Cóż, nie mogłam przejść obok tej książki obojętnie.

"- Tak sobie myślę... - zaczął i natychmiast się zaciął.
- To zwykle bardzo dobry początek. Za mało ludzi myśli, gdybyś mnie pytał - stwierdził dziadek."

    Pozwolę sobie wykorzystać opis książki, który przedstawi clue historii i nie zdradzi Wam za dużo z fabuły:

"Zbliżają się wakacje, a Franek i Finka mają je spędzić w cyrku ekscentrycznego dziadka, który potrafi czarować i wygląda jak skrzyżowanie Świętego Mikołaja z Willym Wonką. Tata bliźniaków uważa, że cyrkowy świat magii nie jest właściwym miejscem dla dzieci. Przez zaklęcia Franek i Finka nie pamiętają wizyt dziadka ani prezentu urodzinowego w postaci smoka, ale… to już wkrótce się zmieni. Rodzeństwo odkrywa swoje niezwykłe zdolności i poznaje istoty, o których czytało tylko w książkach. Ale czy talent do magii pozwoli im uratować umierającą mamę?"

    To była naprawdę świetna lektura i wyśmienicie się przy niej bawiłam. Nieczęsto sięgam po literaturę dziecięcą, ale po tylu przeczytanych książkach Jadowskiej i po wielu przeczytanych pozytywnych recenzjach, nie mogłam się powstrzymać. Autorka po raz kolejny sięgnęła po motyw świata, do którego nie może przedostać się zwykły śmiertelnik, w związku z czym, aby dostać się do Cyrku Jutrzenka Baltazara Bączka należy przejść przez Bramę. Generalnie jest to fajny zabieg, który pozwala nam wierzyć, że gdzieś tam za zasłoną kryje się magiczny świat.

    Bohaterowie - bomba. Franek i Finka są fantastyczni, chociaż finka rządzi! Ale myślę, że w następnych tomach Franek też pokaże na co go stać. Myślę też, że Baltazar Bączek jest takim dziadkiem, jakiego chciałby każdy z nas. Pomysłowy, przyjazny, inteligentny, no i ma swój własny cyrk! Przez książkę przewijają się także inni bohaterowie, nie wszyscy pozytywni, ale gwarantuję Wam, że cyrkowców Jutrzenki chcielibyście poznać osobiście. Fajne jest również to, że dzieci w Cyrku martwych makabresek nie są małymi przygłupami, tylko oryginalnymi i wyjątkowymi postaciami.

    Książka porusza wiele różnych tematów. W tym trudnych, jak choroba mamy czy społecznych, jak fakt, że w cyrkach wykorzystywane są żywe zwierzęta, które niekoniecznie mają ochotę występować na scenie i są do tego zmuszane. 

    Jeśli dotychczas nie przeczytaliście Cyrku martwych makabresek to gorąco Was do tego zachęcam. Bawiłam się przednio i już teraz wiem, że trafi do moich ulubieńców tego roku. Następne książki z tego cyklu biorę w ciemno i się nie zastanawiam. Nie mogę się doczekać, aż autorka wypuści kolejną część z przygodami Franka i Finki. Polecam z całego serca!

Ocena: 8/10
Liczba stron: 368
Cykl: Franek i Finka

Cyrk martwych makabresek |

#40 Historia pszczół - Maja Lunde

sierpnia 29, 2021

#40 Historia pszczół - Maja Lunde

    Staram się żyć ekologicznie. Wychodzi mi to różnie, czasem lepiej, czasem gorzej. Przez pewien czas nawet byłam Pszczelą Bohaterką w Green Peace i miałam adoptowane pszczoły. Niestety, zeszły rok sprawił, że musiałam do minimum ograniczyć wydatki i niestety - w chwili obecnej nią nie jetem. Ale za to na ogródku posiałam nasiona roślin miododajnych i całkiem niezła kępa z tego wyrosła. Głosowałam również w budżeciue obywatelskim Chorzowa, aby została zrobiona łąka z takimi roślinami. I powstała! Przejeżdżam obok niej codziennie na rowerze, kiedy jadę do pracy. Powiedzmy to sobie szczerze - świata bez pszczół by nie było. Mielibyśmy ogromne problemy ze zdobyciem pożywienia. Oprócz prezentowanej przeze mnie książki, mówi o tym chociażby bajka dla dzieci pt. "Film o pszczołach", w której pszczoły przestały pracować i po niedługim czasie można było zaobserwować tego skutki.

"Jedna pszczoła bowiem jest niczym, cząstką tak małą, że całkiem pozbawioną znaczenia, natomiast razem z innymi jest wszystkim. Bo razem stanowią pszczelą rodzinę."
    "Historia pszczół" Mai Ludne jest podzielona na trzy historie, każda dzieje się w zupełnie innym czasie. Pierwsza, która miejsce ma w 1857 roku, przedstawia życie Williama, który został ojcem gromady dzieci i właścicielem sklepu z nasionami, zamiast naukowcem przyrodnikiem. William początkowo całe dnie spędza w łóżku, chory na zidentyfikowaną chorobę.
Druga, dzieje się w czasach obecnych, a konkretnie w 2007 roku. George hoduje pszczoły i ma całkiem potężną ilość uli. Jego marzeniem jest przekazanie firmy synowi, który nie bardzo pali się do przejęcia w przyszłości spadku. Na dodatek coraz częściej wśród hodowców pszczół pojawiają się informacje o śmierci setek tysięcy owadów.
Trzecia historia z 2098 roku jest opowiadana przez Tao, która pracuje jako zapylaczka drzew, ponieważ pszczoły wyginęły. W pewnym momencie znika jej syn, a Tao wyrusza w długą podróż, aby go odnaleźć.

    Każda z tych trzech historii jest ciekawa. Pierwsza przedstawia świat, w którym pszczoły mają się świetnie i trwają prace związane ze stworzeniem takich uli, aby można było w przystępny i nieszkodzący owadom sposób na wydobywanie miodu. Druga historia pokazuje czasy, w których powoli zaobserwować można pojawiający się problem z tajemniczą chorobą, która dziesiątkuje ule. Trzecia zaś opowiada o świecie, kiedy rolę zapylaczy muszą przejąć ludzie. Każda z nich daje do myślenia i skłania do refleksji pt. "co ja mam zrobić, żeby nie dopuścić do zagłady tych pożytecznych stworzeń?". 

    Powiem szczerze, że nie za bardzo polubiłam bohaterów. Każde z nich miało w sobie coś irytującego, chociaż William i George najbardziej z całej trójki nie przypadki mi do gustu. W przypadku Tao chyba bardziej wkurzał mnie jej mąż, który po zaginięciu dziecka bardziej przejmował się tym, że nie starczy im na drugie (z opisywanej historii wynika, że każda para może mieć jedno dziecko, a aby dostać pozwolenie na spłodzenie drugiego należy wnieść opłatę i nie mieć przekroczonych trzydziestu lat życia).

    Ta książka przewija się przez książkosferę dość często i nie dziwi mnie to. Jednak od razu ostrzegam - jeśli szukacie wartkiej akcji z wybuchami i pościgami to tutaj jej nie dostaniecie. Czyta się szybko, to fakt, jest to potrzebna historia, ale z gatunku tych spokojniejszych. Bardzo polecam.
 
Ocena: 8/10
Liczba stron: 514
Cykl: Kwartet klimatyczny

Historia pszczół | Błękit | Ostatni
#39 Miasto z mgły - Carlos Ruiz Zafón

sierpnia 25, 2021

#39 Miasto z mgły - Carlos Ruiz Zafón

    To już jest koniec. Tetralogia Cmentarza Zapomnianych Książek została zamknięta definitywnie. Bardzo dawno nie kupiłam żadnej książki przed jej premierą. Na lekturę tej nie potrafiłam się doczekać.
 
"Porzekadło głosi, że człowiek powinien iść, póki ma siłę w nogach, mówić, póki staje mu głosu, i marzyć, póki jeszcze tkwią w nim resztki niewinności, bo i tak wcześniej czy później nie będzie już mógł ustać o własnych siłach, oddechu mu całkiem zabraknie, a marzyć będzie jeno o wiecznej nocy zapomnienia."
    Jest to zbiór jedenastu opowiadań, krótszych i dłuższych. W niektórych poznajemy zupełnie nowych bohaterów, w innych wracamy do doskonale nam znanej rodziny Sempere. Opowiadania zawierają w sobie różnorakie historie, między innymi tę, jak powstał Cmentarz Zapomnianych Książek czy ukłon w stronę mistrza Zafóna, czyli Miguela de Cervantesa. Większość z nich nigdy wcześniej nie były publikowane, z wyjątkiem opowiadania "Książę Parnasu", które zostało wydane jako dodatek do trzeciej części tetralogii.

    Tę książkę cechuje to, że jednocześnie chce się ją przeczytać i nie chce się dotrzeć do ostatniej kartki. Miasto z mgły jest, i mówię to z ogromnym żalem, pożegnaniem Zafóna z czytelnikami. Przy przewracaniu stron mamy świadomość, że spod jego pióra nic więcej już nie wyjdzie. Każde z opowiadań mogło być całkiem nową, rozbudowaną historią, niestety nie ma już na to szans. Cieszę się, że ujrzały one światło dzienne, chociażby w tej krótkiej formie. Pokazują one ogromny talent autora i po raz kolejny ujawniają jego umiejętność żonglowania słowem.

    Polecam zapoznać się z tym zbiorem opowiadań każdemu, kto ma za sobą lekturę czterech tomów Cmentarza Zapomnianych Książek i tęskni za stylem autora. Osobom, które nie miały styczności z książkami Zafóna najpierw radzę zagłębić się w Barcelonę, którą opisuje i zakochać się w niej tak, jak ja.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 224

Cień wiatru | Gra aniołaWięzień nieba | Labirynt duchów | Miasto z mgły

#38 Władca Much - William Golding

sierpnia 23, 2021

#38 Władca Much - William Golding

    Zaczynam myśleć, że czytanie książek z plakatu-zdrapki to nie jest dobry pomysł. Większa część mi się nie podoba i nie rozumiem, dlaczego zostały one zakwalifikowane jako te, które warto przeczytać. Kiedy czytałam opis Władcy much byłam bardzo zaciekawiona, w trakcie czytania mój entuzjazm spadał na łeb na szyję.
 

"Jak człowiek się kogoś boi, to go nienawidzi, ale nie może przestać o nim myśleć."
    Z katastrofy lotniczej z życiem uchodzi garstka chłopców. Na bezludnej wyspie starają się odnaleźć w nowej rzeczywistości bez dorosłych, ułożyć życie tak, aby przetrwać oraz zaznaczyć swoją obecność, aby ratunek przybył jak najszybciej. Początkowo chłopcy są oczarowani brakiem zasad i nakazów, które stworzyli dorośli. Problem w tym, że sielanka rajskiego życia szybko się kończy, a miła przygoda zamienia się w najgorszy z możliwych koszmarów.

    Przez większą część ta książka jest po prostu nudna, akcji prawie nie ma, życie skupia się na tym, że niektórzy chcą budować szałas, a reszta nie chce, że mieli nosić wodę do wybranego punktu w łupinach z kokosa, ale tego nie robią. Pokazuje, że ustalone zasady są w gruncie rzeczy nic nie warte, bo nikt się nimi nie przejmuje, a pierwszą potrzebą jest polowanie na świnie, aby zdobyć mięso i zabawa na piasku.

    No właśnie, polowanie na świnie. Jestem świadoma tego, że ta książka została po raz pierwszy wydana w 1954 roku i czasy od tego roku zmieniły się diametralnie, ale nie wierzę, że jakiekolwiek dziecko byłoby w stanie zapolować na świnię, poderżnąć jej gardło i cieszyć się z tego, jak leje się krew, po czym wyśpiewywać o tym piosenki. Nie wierzę, nikt mnie nie przekona do tego. 

    Denerwowała mnie też absurdalność tego, że tylko dzieci przeżyły katastrofę lotniczą. Jakby w samolocie nie było ani jednego dorosłego, mimo że na wyspie są również maluszki w wieku ok czterech lat, których nikt, przy zdrowych zmysłach, nie puściłby samych. Realizmu fabule dodałaby chociażby wzmianka o znalezionych zwłokach dorosłych, bądź jakimś dorosłym dogorywającym na plaży czy wyrzuconym przez ocean.

    Istnieje prawdopodobieństwo, że zapomniał wół, jak cielęciem był i już nie pamiętam, jak to jest być dzieckiem, ale w mojej opinii Golding pokazuje wszystkie najgorsze cechy dzieci. Okrucieństwo (także w stosunku do kolegów), brak poszanowania zasad, lenistwo... Aż odechciewa się mieć dzieci.

    W pewnym momencie pojawia się także tytułowy Władca much. Głowa świni nabita na kij. Myślałam, że będzie to bardziej rozwinięty wątek, ale nie (stety bądź niestety). Ten element fantasy kompletnie nie pasuje do całek książki. Myślałam, że będzie to rozwiązane w zupełnie inny sposób.

    Mam wrażenie, że albo jestem na tę książkę za młoda albo za stara. Może być też tak, że jej po prostu nie zrozumiałam, ale ciężko chcieć coś zrozumieć, kiedy jest to podane w tak niestrawnej wersji. Nie polecam, nie stracicie niczego, jeśli tej książki nie przeczytacie.


Ocena: 2/10
Liczba stron: 256

PS. Jedyny pozytyw tej książki jest taki, że narobiła mi ochoty na serial Lost, który jest inspirowany Władcą much.

#37 Na zawsze, ale z przerwą - Taylor Jenkins Reid

sierpnia 19, 2021

#37 Na zawsze, ale z przerwą - Taylor Jenkins Reid

    Bywa czasem tak, że sięgam po jakąś książkę praktycznie nic o niej nie wiedząc, prócz gatunku, bo spodobał mi się tytuł. Tak było w przypadku książki, którą dzisiaj Wam przedstawię. Co prawda gdzieś na początku lektury przeczytałam sobie pobieżnie opis, ale nie wpłynęło to na moją chęć dalszego czytania. Żeby było zabawniej to dopiero po przeczytaniu i oznaczaniu książki jako przeczytanej, dowiedziałam się, że Taylor Jenkins Reid jest autorką bardzo popularnych w ostatnim czasie książek "Siedmiu mężów Evelyn Hugo" i "Daisy Jones & The Six". 

"Ja czekałam na kogoś, kto zwali mnie z nóg i sam również zostanie zwalony z nóg przeze mnie. Chciałam kogoś, kto nie będzie prowadził ze mną gierek, bo to oznaczałoby mniej czasu dla siebie nawzajem. Nie wiedziałam, czy taka osoba gdziekolwiek istnieje, ale byłam zbyt młoda, żeby się poddawać."

    Elsie i Ben poznali się pewnego deszczowego dnia, kiedy oboje postanowili zjeść pizzę. Była to niemalże miłość od pierwszego wejrzenia i od tamtego wieczoru byli nierozłączni. Intensywny związek rozwijał się szybko. Tak szybko, że kilka miesięcy później para stanęła na ślubnym kobiercu. Elsie Porter została wdową w niecałe dwa tygodnie po zawarciu małżeństwa. Po wypadku musi poradzić sobie z żałobą i dalszym życiem w pojedynkę.

    Prawdopodobnie każdy z nas przeszedł w swoim życiu przez żałobę. Mniejszą czy większą, ale doświadczył utraty innej osoby, tego ciężaru całego świata na barkach, który od teraz trzeba dźwigać samotnie. Książka jest podzielona na dwie części przeplatające się ze sobą. Jedna opowiada o rozwijającym się związku Elsie i Bena, jego intensywności i drodze do małżeństwa. Druga zaś przedstawia życie Elsie w żałobie i to, jak sobie z nią radzi.

    Książka w pewien sposób przypominała mi powieść Cecelii Ahern pt. "P.S Kocham Cię", w której główna bohaterka również musiała sobie poradzić z utratą męża i tak jak Elsie wracała do wydarzeń z przeszłości. Na tym jednak podobieństwa się kończą, ponieważ każda z nich musi sobie radzić z żałobą na swój sposób. 

    Z żałobą problem jest taki, że z jednej strony rozumiemy osobę, która ją przechodzi, a z drugiej strony chcielibyśmy, aby jak najszybciej się ona skończyła. Dlatego mam takie dwojakie odczucia dotyczące tej części. Bo jednocześnie było mi żal głównej bohaterki, że musi przechodzić prze tę całą sytuację, a z drugiej strony miałam ochotę powiedzieć, żeby przestała się już użalać i ruszyła dalej, a do tego irytowało mnie to, że czuje się niczym pępek świata i nikt nie ma prawa być szczęśliwy, bo ona nie jest. Rozumiecie, czyjeś cierpienie jest dla nas niekomfortowe, chcemy, aby ta osoba jak najszybciej wzięła się w garść, albo chociaż udawała, że to zrobiła.

   Część obejmująca rozwijający się związek nie wyróżniała się niczym szczególnym. Wątek romantyczny skonstruowany dobrze, chociaż bez jakichś ogromnych zachwytów. 

     Bohaterowie są prawdziwi. Bardzo polubiłam Bena, ale jedną z najlepiej skonstruowanych postaci jest teściowa Elsie - Susan. Wielowymiarowa, początkowo z piekła rodem. To ona jest najbardziej rzeczywista i przechodzi największą przemianę.

    Chyba najlepszym określeniem tej książki będzie to, że jest ona życiowa. Nie upiększa, ale też - mam wrażenie - nie wyolbrzymia żałoby. Warta jest przeczytania, polecam.


Ocena: 6/10
Liczba stron: 352

#36 Co nas nie zabije - David Lagercrantz

sierpnia 15, 2021

#36 Co nas nie zabije - David Lagercrantz

    Stieg Larsson zmarł przed wydaniem pierwszego tomu trylogii Millennium. Dalsze trzy części zostały napisane przez Davida Lagercrantz'a na podstawie pozostawionych przez Larssona notatek. Nigdy nie byłam zwolenniczką dopisywania kolejnych części przez inne osoby, bardzo kojarzy mi się to z fan fiction, które kiedyś były bardzo popularne w sieci. No ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. I chociaż części napisane przez Larssona stanowiły zamkniętą całość to byłam ciekawa, jak jeszcze może się potoczyć historia Lisbeth i Mikaela.
 

 "Człowieka wyróżnia to, że jest pełen przeciwieństw. Tęsknimy za domem, a jednocześnie za tym, żeby się z niego wyrwać."

    Mikael Blomkvist przechodzi kryzys zawodowy i rozważa porzucenie redakcji, którą wspólnie z Eriką Berger, Lisbeth Salander wplątuje się w aferę związaną z kradzieżą danych oraz włamaniami do systemów służb USA. Chociaż oboje od dawna nie mają ze sobą kontaktu, ich drogi ponownie łączą się, kiedy Mikael zostaje poproszony przez profesora Baldera, eksperta od sztucznej inteligencji, o pomoc.

    Czuć, że to nie jest to samo. Bohaterowie z jednej strony mają cechy Lisbeth i Mikaela, a z drugiej strony nie są to Lisbeth i Mikael Larssona. Po prostu nie. Myślę, że osoby, które przeczytają tę książkę zgodzą się ze mną w tej kwestii. Nie jest źle, ale czegoś tu zabrakło. Może gdyby Lagercrantz mógł bohaterów stworzyć od zera wyszłoby to znacznie lepiej.

    Intryga stworzona przez Lagercrantz'a była całkiem niezła. W poprzednich częściach elektronika dopiero raczkowała, chociaż można było zrobić przenośne punkty połączenia z internetem czy włamać się na czyjeś konto na drugim końcu świata. W Co nas nie zabije Lagercrantz wchodzi już na wyższy poziom, fabuła zahacza o sztuczną inteligencję i konsekwencje z nią związane. Podobało mi się, że kluczem do rozwiązania zagadki morderstwa jest dziecko, ale nie zwykłe dziecko, tylko sawant z umiejętnościami zarówno matematycznymi jak i plastycznymi. 

    Oprócz samej afery związanej z hakerstwem i morderstwem autor porusza także inne tematy. Między innymi jest to wątek przemocy domowej, niepełnosprawności, niespełnionych zawodowych pragnień i ambicji. Nie jest to płaska książka, która skupia się na jednym tylko wątku. Lagercrantz, tak jak Larsson, wplata do swojej książki różne rzeczy, które umiejętnie ze sobą łączy i tworzy jedną całość.

    Było fajnie, ale bez szału. Patrząc na opinie i oceny na portalach literackich nie jestem odosobniona w swoim zdaniu. Ta książka jest poprawna. Po prostu nie jest to dzieło Larssona. Przeczytam ostatnie dwa tomy, ale średnio mi się do nich śpieszy.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 504
Cykl: Millennium

Co nas nie zabije | Mężczyzna, który gonił swój cień | Ta, która musi umrzeć
 
PS. Po przeczytaniu książki chciałam obejrzeć film. Nie dotrwałam do końca, co za gniot. Większość rzeczy kompletnie nie zgadza się z fabułą książki, aktorka grająca Lisbeth Salander kompletnie nie pasuje do tej roli. Dramat, dramat! Nie oglądajcie tego, szkoda czasu.
#35 Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger

sierpnia 12, 2021

#35 Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger

    Niewiele przeczytałam książek, w których pojawia się motyw podróży w czasie. Mój umysł średnio ogarnia przeskakiwanie z jednej daty do drugiej, w międzyczasie gdzieś pojawia się starsza wersja, która wszystko wie, a gdzieś młodsza, dla której jest to pierwsza taka podróż. Dodatkowo zastanawia mnie fakt, czy w tym momencie nie pojawia się pewnego rodzaju pętla, która sprawia, że taka ingerencja nie dzieje się jednorazowo, tylko powtarza się bez końca. Chyba muszę rozwinąć swoją wiedzę na temat możliwości podróży w czasie, chociaż nie wydaje mi się, by kiedykolwiek była taka sposobność. 

"Bieganie oznacza dla mnie wiele rzeczy: przetrwanie, spokój, euforię, samotność. To dowód na moje fizyczne istnienie, zdolność do kontrolowania przemieszczania się w przestrzeni, jeśli nie w czasie. Kiedy biegam, moje ciało jest posłuszne mojej woli. Ścieżka sunie pod moimi stopami niczym taśma filmowa. (...) Biegnę teraz szybko, ogarnia mnie to cudowne poczucie, że mógłbym wzbić się w powietrze. Jestem niezwyciężony, nic mnie nie może zatrzymać, nic mnie nie może zatrzymać, nic, nic, nic..."
    Henry cierpi na chorobę genetyczną, która sprawia, że nieoczekiwanie przenosi się w czasie. Nigdy nie wie, kiedy to się może wydarzyć. Claire jest zwykłą dziewczyną z normalnym życiem i normalnymi kłopotami. Ci dwoje spotykają się po raz pierwszy, kiedy ona ma lat sześć, a on trzydzieści więcej. Mimo to starają się wieść zwykłe - na ile to możliwe - życie i odliczają od spotkania do spotkania.

   Przede wszystkim chciałabym powiedzieć, że po raz kolejny miałam zupełnie inne wyobrażenie czasów, w których została umieszczona akcja książki. Wyobrażałam sobie świat jak z filmu o Sherlocku Holmesie, w którym główną rolę grał Robert Downey Jr. Akcja została jednak umieszczona w współczesności, co oczywiście nie było niczym złym. 

    Podobała mi się ta książka, chociaż sam tytuł zdradza nam finał wątku miłosnego, który znajdujemy w książce. Mimo to nie nudzimy się, kiedy czekamy na jego rozwiązanie, co więcej - życie po ślubie dostarcza nam co najmniej tyle samo emocji, co przed nim. Książka porusza wiele tematów, z którymi "zwykłe" pary mogą się zmagać i bez kłopotów związanych z niepowstrzymanymi przenosinami w czasie. Takim przykładem jest chociażby próba powiększenia rodziny i konsekwencje z tego wynikające.

    Bohaterowie. Czasem nie da się ich lubić. Gdybym znała Henry'ego z rzeczywistości to prawdopodobnie nie chciałabym się z nim zaprzyjaźniać, a od Claire trzymałabym się z daleka. Jednak mimo to jestem w stanie zrozumieć ich zachowania, w końcu nie każdy poznaje swojego przyszłego męża w wieku sześciu lat, a już na pewno nikt nie zostaje przeniesiony w czasie w niespodziewanym momencie.

    Jak wspominałam na początku - ciężko jest mi zrozumieć koncepcję przenoszenia się w czasie, zwłaszcza, że główny bohater nie przenosi się chronologicznie, tylko skacze raz o dwadzieścia lat, raz o pięć, a raz o siedem. Jeśli kiedyś będę chciała jeszcze raz sięgnąć po tę książkę to zrobię to z notatnikiem, żeby móc lepiej połapać się w wydarzeniach. Zawsze tego typu książki czy filmy prowokują we mnie rozmyślania, czy chciałabym spotkać siebie z przeszłości lub przyszłości. Myślę, że chętniej wróciłabym do przeszłości i przekazała sobie kilka istotnych informacji, chociażby numery totolotka.

    Nie jest to książka, którą można umieścić w jakiejś konkretnej kategorii. Nie jest to ani do końca romans, ani do końca fantastyka. Audrey Niffenegger w całkiem umiejętny sposób stworzyła coś, co z ciekawością się czyta i od czego ciężko się oderwać. Kiedy byłam zmuszona odłożyć tę książkę zastanawiałam się, co z bohaterami będzie dalej. Nie gwarantuję, że ta książka spodoba się każdemu, ale myślę, że jest ciekawą gratką dla osób zainteresowanych motywem podróży w czasie i dla tych, którzy nie przepadają za przesłodzonymi do granic możliwości romansami.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 496

PS. Książkę wypożyczyłam z biblioteki i chyba był to najgorszy egzemplarz książki, jaki trzymałam w rękach. Po bliższych oględzinach okazało się, że książka prawdopodobnie była naprawiana i została w pięciu miejscach przy grzbiecie przedziurawiona, po czym zostały przez nią przewleczone nici/sznurki, co uniemożliwiało otwarcie książki na płasko. Bardzo to było męczące i niewygodne. Pierwszy raz w życiu rozważałam zniszczenie własności publicznej. Czego oczywiście nie zrobiłam.
#34 Ukochane równanie profesora - Yōko Ogawa

sierpnia 09, 2021

#34 Ukochane równanie profesora - Yōko Ogawa

    Nie sądziłam, że przeczytam książkę, którą chcę Wam dzisiaj przedstawić. Przede wszystkim jej tytuł kompletnie mnie nie zachęcał, ponieważ po skończeniu gimnazjum, w którym matematykę uwielbiałam moje i jej drogi dość mocno się rozeszły. Bałam się, że mimo niewielkiej objętości zostanę przytłoczona różnymi matematycznymi obliczeniami. Tak się nie stało.

"Matematyka jest piękna właśnie dlatego, że nie przydaje się w codziennym życiu."

    Główna bohaterka zostaje zatrudniona jako gosposia w domu Profesora. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Profesor, który uległ kiedyś wypadkowi pamięta tylko wydarzenia sprzed wypadku i ostatnie 80 minut. Po tym czasie jego pamięć się resetuje. Profesor, aby wiedzieć o niektórych rzeczach zapisuje je na karteczkach, które przyczepia do noszonego garnituru. Główna bohaterka codziennie przychodzi do jego domu i w towarzystwie swojego syna, którego Profesor nazwał Pierwiastkiem pomaga mężczyźnie.

    Matematyka. Jest to dziedzina, która towarzyszy Profesorowi na co dzień. Przez wiele godzin, dzień w dzień rozwiązuje on problemy matematyczne zamieszczone w jednym z czasopism. Objaśnia oraz przedstawia piękno matematyki głównej bohaterce, a także jej synowi, sprawia że stają się jego uczniami i niemal tak jak on zaczynają się fascynować różnorakimi matematycznymi zagadnieniami. Matematyka w książce "Ukochane równanie profesora" jest przedstawiona pięknie i w taki sposób, że osoby, które nie są z nią za pan brat i nie widzą w niej nic, poza utrudnieniem z czasów szkolnych mają ochotę wrócić do starych podręczników i wgryźć się w ten świat, aby poczuć to, co czuje Profesor.

    Przez całą książkę nie poznajemy imion bohaterów. Nie znamy imienia głównej bohaterki, a jej syn cały czas jest nazywany Pierwiastkiem, nie dowiadujemy się również, jak nazywa się sam Profesor. Muszę się przyznać, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim, jest to dość ciekawy zabieg i przez całe 240 stron zastanawiałam się, czy ta tajemnica zostanie przede mną odkryta.

    Nie jest to książka, w której dostałam wartką akcję, wybuchy i pościgi, nie należy się w ogóle nastawiać na szybko zmieniające się wydarzenia i drżenie serca z przejęcia. Przez fabułę płynie się lekko, z zainteresowaniem, z rosnącym zaciekawieniem skierowanym w stronę matematyki. Przyznam się, że gdzieś między jednym a drugim rozdziałem poczułam takie przyjemne ciepło, zupełnie inne od odczucia ekscytacji, które towarzyszy mi przy powieściach przygodowych. Bardzo mi się to podobało.

    Nie sądziłam, że ta książka aż tak mi się spodoba. Dzięki niej nabrałam ochoty na inne powieści tej autorki, wiem, że całkiem popularny jest też tytuł "Grobowa cisza, żałobny zgiełk", który na pewno przeczytam przy najbliższej nadarzającej się okazji. Mimo że książkę przeczytałam w lipcu, wiem, że trafi ona do kategorii najlepszych przeczytanych przeze mnie pozycji roku 2021. Polecam z całego serca.

Ocena: 7/10
Liczba stron: 240

#33 Byliśmy łgarzami - Emily Lockhart

sierpnia 06, 2021

#33 Byliśmy łgarzami - Emily Lockhart

    Kiedyś usłyszałam o tej książce i zaintrygował mnie tytuł. Nie przeczytałam opisu, ledwo spojrzałam na okładkę i postanowiłam, że ją przeczytam, kiedy nie będę miała pomysłu na nic innego. No i stało się. Przeczytałam. I na wstępie zaznaczę, że jest to dość specyficzna lektura.

"Milczenie to warstwa ochronna, zabezpieczająca przed cierpieniem."
    Byliśmy łgarzami opowiada historię czwórki nastolatków - Cadence, Mirren, Johnny'ego i Gata, który nie należy do rodziny, lecz jest pasierbem matki Johnny'ego. Nastolatkowie od najmłodszych lat, co roku w wakacje, przyjeżdżają na prywatną wyspę Sinclarów i tam spędzają dni na robieniu wszystkich rzeczy, które przyjdą im do głowy. Pewnego dnia na wyspie dochodzi do wypadku, którego konsekwencją jest utrata pamięci przez Cady. Czy dziewczyna przypomni sobie, co się wydarzyło?

    Cała historia jest opowiedziana z perspektywy Cadence, która relacjonuje przeszłe i obecne wydarzenia. Opisuje swoje życie, poprzednie wakacje spędzone na wyspie, a także zmagania związane z utratą pamięci i próbą odzyskania wspomnień. Opowiada także o relacjach, jakie panują w rodzinie Sinclarów. A nie są one łatwa, bowiem jej matka wraz ze swoimi siostrami ciągle kłócą się o spadek po - wciąż żyjącym - ojcu. Rywalizacja o dobra jest tak zażarta, że każda z nich próbuje wciągnąć w to swoje dziecko. Znam z autopsji sytuację, kiedy rodzina kłóci się o pieniądze ze spadku i uwierzcie mi, że nie są to przyjemne chwile.

    Tytułowi Łgarze są nastolatkami i tak też się zachowują, momentami są pełni idealistycznych planów, by za chwilę spędzić całe dnie przez konsolą do gier. Tu coś wymyślą, tam coś przekręcą. Nastolatkowie nie interesują się wydzieraniem największych kąsków z majątku dziadka i raczej nie są zainteresowani poważniejszymi sprawami, niż tu i teraz. Wyjątkiem jest Gat, który nie boi się wypowiadać swojego zdania i rozważać trudnych tematów.

    Jest oczywiście wątek romantyczny rozgrywający się między Cadence a Gatem. Jest to częściowo zakazany owoc, ze względu na fakt, że nestor rodu Sinclarów nie akceptuje chłopaka, w związku z jego kolorem skóry.  Muszę powiedzieć, że ten wątek był dla mnie taki trochę naciągany i odrobinę wzięty z niczego. 

    Ciekawą rzeczą było odkrycie, co stało za utratą pamięci przez Cady, odkrycie tego, co zdarzyło się tamtej nocy i jakie były jej konsekwencje było czymś, czego kompletnie się nie spodziewałam. Wyjaśnia ona wiele sytuacji, które miały miejsce w wakacje po wypadku.

    Ta książka wyzwala wiele różnych emocji. Zaciekawienie, irytację, smutek, czasem śmiech. Porusza wiele trudnych tematów, między innymi walkę o spadek czy rasizm. Mimo że akcja dzieje się podczas wakacji to bardziej pasowałaby do jakiegoś jesiennego wieczoru. Polecam.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 240
Cykl: Byliśmy Łgarzami

Rodzina łgarzy | Byliśmy łgarzami
#32 Dotyk śmierci - J.D. Robb

sierpnia 04, 2021

#32 Dotyk śmierci - J.D. Robb

    O J.D. Robb na pewno słyszeliście. Jeśli nie pod tym pseudonimem to z pewnością kojarzycie Norę Roberts, która się pod nim kryje. Ja z twórczością Roberts miałam do czynienia całkiem dużo, ze względu na fakt, że kilka lat temu namiętnie zaczytywałam się w różnego rodzaju romansach i harlequinach dla rozrywki i odmóżdżenia. Miałam ochotę na coś lżejszego, właśnie w typie romansów, ale też na coś bardziej... ambitnego. Przypomniałam sobie o serii Oblicza śmierci, która łączy w sobie romans i kryminał, co poskutkowało tym, że zapoznałam się z pierwszym tomem.

"Im bardziej świat się zmienia...
Tak, tym bardziej pozostaje taki sam. Kobiety nadal zalecają się do mężczyzn, ludzie nadal zabijają ludzi, a politycy całują dzieci i kłamią."

    Zostaje zamordowana dziewczyna do towarzystwa. Nie jest to jednak zwykła prostytutka, ale wnuczka bardzo wpływowego senatora. Prowadzenie śledztwa obejmuje Eve Dallas, młoda policjantka z wydziału zabójstw. Pierwsze poszlaki z notesu ofiary prowadzą do bogatego i przystojnego, a także bardzo inteligentnego Roarka. Między nim a Eve niemal od razu iskrzy. Kłopot w tym, że jest on dotychczas jedynym podejrzanym, a w dodatku zostaje popełniona kolejna zbrodnia.

    Nie tego się spodziewałam. Przede wszystkim biorąc pod uwagę czas, kiedy został pierwszy tom wydany (rok 1995) myślałam, że akcja będzie osadzona właśnie wtedy. Ale nie. Fabuła rozgrywa się w roku 2060, w którym samoloty służą za taksówki, a samochodów nie trzeba prowadzić, bo prowadzą się same.* Co sprawiło, że zderzyłam się ze światem z przyszłości, czego kompletnie nie przewidziałam. Jednak muszę przyznać, że wypadło to całkiem nieźle, zwłaszcza w kontekście broni palnej i poszukiwania mordercy.

    Wątek kryminalny został poprowadzony w sposób poprawny. Nie jestem w ocenie kryminałów wyjadaczką z wieloletnim doświadczeniem, ale myślę, że mógł zostać opisany lepiej. Od początku jest praktycznie tylko jeden podejrzany, co raczej średnio sprawia, że chcemy odkryć kto tak naprawdę zabił, ale mamy nadzieję, że nie zrobił tego akurat ten bohater. Wątek romantyczny też został zrobiony poprawnie, ale nie czułam specjalnej ekscytacji podczas spotkań głównych bohaterów i nie czułam jakiegoś napięcia, aby w końcu coś się między nimi wydarzyło. Mam takie poczucie, że Nora Roberts nie bardzo wiedziała, na którym wątku ma się skupić, przez co ani jeden ani drugi nie został zrobiony dobrze. Szkoda.

    Wielkiego plusa daję za zakończenie. Rozwiązanie, które stworzyła autorka jest naprawdę ciekawe i dotyczy bardzo ważnego społecznie tematu, który nie wszyscy mają odwagę podjąć. Choćby dla tego zakończenia warto dać szansę tej serii.

    Jeśli macie ochotę na książkę, która łączy w sobie trochę kryminału i trochę romansu to ta książka jest dla Was. Czytało się całkiem przyjemnie, chociaż nie są to żadne pisarskie wyżyny. Jednakże myślę, że czasem warto chwycić za książkę, która da odpocząć mózgowi i pozwoli lekko przejść przez fabułę.

Ocena: 6/10
Liczba stron: 440
Cykl: In death | Oblicza śmierci

Dotyk śmierci | Sława i śmierć | Kwiat nieśmiertelności | Śmiertelna ekstaza | Czarna ceremonia | Anioł zemsty | Randka ze śmiercią | Zabójczy spisek | Aż po grób | Świadek śmierci Zapłacisz krwią | Srebrny błysk śmierci | Wróg w płatkach róż | W pogoni za śmiercią | Wirus śmierci | Portret śmierci | Powtórka ze śmierci | Skarby przeszłości | Rozłączy ich śmierć | Wizje śmierci | O włos od śmierci | Naznaczone śmiercią | Śmierć o tobie pamięta | Zrodzone ze śmierci | Słodka śmierć | Pieśń śmierci | Śmierć z obcej ręki | Śmierć cię zbawi | Obietnica śmierci | Śmierć cię pokocha | Śmiertelna fantazja | Pociąg do śmierci | Zdrada i śmierć Śmierć w Dallas | Celebryci i śmierć | Psychoza i śmierć | Wyrachowanie i śmierć | Niewdzięczność i śmierć | Ukryta śmierć | Święta i śmierć | Obsesja i śmierć | Pożądanie i śmierć | Bractwo śmierci | Uczeń i śmierć | Echa i śmierć | Sekrety i śmierć | Śmierć i mrok | Śmierć i ryzyko 
 
 
*Tak, wiem, że istnieje Tesla. 
Copyright © Let's read! , Blogger